ŚMIERĆ DRZEWA





TOMASZ JASTRUN - "Smecz"


... Złapał mnie tym telefonem w chwili gdy wróciłem ze wsi, szosa była usłana zwłokami drzew powalonych przez nagłą wichurę. Powiedział, że słyszał, że na naszym podwórku drzewo też miało zawał. Ze słuchawką w ręku wychylam się przez okno i ze zdumieniem widzę, że w mroku leży wielka, stara lipa i swoimi gałęziami jak ramionami dramatycznie pokrywa całe podwórko. A więc o śmierci starego drzewa, które stało za moim oknem, dowiaduję się z odległego szpitalnego łoża, od kolegi, który leży z rozkrojoną klatką piersiową.

Śmierć drzewa porusza nas. Drzewa są paradoksalnym połączeniem istoty żywej i martwej. Martwe jest zakorzenienie w jednym miejscu, ożywia je wzrost, ramiona gałęzi, mowa szumu liści. I ta długowieczność, która uczy nas pokory. Zwalone drzewo ujawnia swoje wstydliwie ukryte korzenie, które po wypadku przypominają ludzkie wnętrzności. W miejscu złamania krwawi żywica, a kora niepokojąco przypomina skórę starego człowieka. Powalone drzewo leżało przez cały dzień w swoim dramatycznym i ostatecznym geście, obejmując ramionami konarów całe podwórko. W środku nocy nie mogłem się powstrzymać, by nie brodzić w jego upadku, chodziłem wśród rozpostartych i zwykle niedostępnych ramion, starając się nie deptać po liściach i gałęziach. Nazajutrz przyjechali grabarze drzew, lipę pocięli i złożyli z niej niepokojąco małą kupkę. Po kilku dniach wszyscy już przyzwyczaili się do nieobecności drzewa, moje okno przywykło do braku cienia, a zmieniony wygląd podwórka osadził się w naszej świadomości jako naturalny. Czy nie jest podobnie z ludźmi, których znałem przez lata, a którzy coraz częściej zaczynają znikać z podwórka mojej pamięci?


"Z ukosa" (fragment) - Kultura, 7/634-8/635, Paryż 2000


fot. Andrzej Kobos






Copyright © 1997-200
7 Zwoje