
|
Na stepie lęgnie się odwaga W ścierpniętej skórze nad skroniami, w mięśniach człowieka stepowego, w trawach wydartych spopod śniegu rozgniewanymi kopytami dzikich koni. Zwinny, jak czarodziejski szpagat, rzemień zmiął tęgie struny ścięgien, a gibki grzbiet wygięty w łuk u rozstawionych twardo nóg zwinął się w oswojony kłębek - chrapy poczuły dotyk dłoni. Zwolniły pęta, wrócił dech, wędzidło wrze na podniebieniu, grzbiet się rozprężył chybotliwy. Legenda zapleciona w grzywy bieli pianami łuki strzemion i pot na zadach suszy w mech. Tabuny śpiesznym, pilnym stępem ruszyły w chmurze dzikich kantat, depcząc gościńce w ornych polach. Łby suche w srebrze i w sobolach, stare turkusy, wpięte w kantar, siniały niebem w kurzu sępim. Niosły się konie w bród i wpław rzekami jak szalone wiosła, skrawkami lodowatych stoków. Ciepła posoka ciekła z boków, odwaga pod siodłami rosła w imię nieludzkich praw. Słoty szargały, topił las, upał wysuszał język słony, skóra pęczniała w sieci żył - Byle starczyło tchu i sił, byle by tabun dzikich koni dopadł kamiennych miast. Byle obskoczył, obwiał wokół na śmierć zaparte skrzydła wrót w koronkach marmurowej bramy, o bruk zadzwonił kopytami jak błyskawica - boży młot co gruz przemienia w cokół. I żeby wrósł włóknami ścięgien w szczyt granitowy igły orlej, w miedziany, w ogniu kuty pomnik. Koń dziki - pierwszy między końmi co się przejechał po historii. A nad pomnikiem gołębie. |

Muzeum Narodowe, Ateny. (fot. Andrzej Kobos)

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||