
Ten wieczny spoczynek przynależy bardziej do chrześcijańskiego królestwa śmierci. Lecz, aby dusze otrzymały prawdziwy spokój kładzie się na żydowskich grobach kamienie. "Nie kładź kwiatów, połóż kamień" - mówił poeta Oscar Levertin.
W Warszawie, na żydowskim cmentarzu przy Gęsiej, który był w użyciu od roku 1799, nagrobki stoją nabite, doprawdy jeden tuż przy drugim. Mimo tego tłoku, historia nie naraziła tej świętej ziemi na spodziewaną presję. W niedawnych czasach, wszyscy żydowscy mieszkańcy Warszawy zostali deportowani przez dym Treblinki na swój spoczynek.
Kiedy byłem pod murami tego cmentarza, wyszedł mi na spotkanie szczekający pies, który później krążył pomiędzy grobami, dumny ze swojego rewiru. Kilku mężczyzn włóczyło się wokoło, bez jarmułek na głowie, jeszcze bardziej profanując to miejsce petami w kącikach ust. W gorące letnie noce pijacy wspinają się przez cmentarny mur by między zmarłymi wylać swoją wodę życia.
Panuje tu całkowite zaniedbanie; groby są zarośnięte. Jednak spustoszenie jawi sią jak magiczny pokój. Hebrajskie inskrypcje wyrażają smutek tych, którzy przeżyli tamtych umarłych. Niekiedy w gęstym listowiu migną mi przed oczyma rewolucjoniści, którzy mówili jidysz.
Bezskutecznie szukam wśród nich mojego krewnego Barucha Szulmana, człowieka, który rzucił bombę. Jego grób stał się miejscem kultu po udanym zamachu na rosyjskiego gubernatora policji, Konstantinowa [1]. Zamach ten miał miejsce prawie w tym samym czasie co zamach Eugena Schaumana na Bobrikowa w Helsinkach.[2]
Przy nagrobku Barucha gromadzili się rewolucjoniści, śpiewali o tym dobrowolnym bohaterze "der bavuster held" i żyli nadzieją na czerwony, rumieniący się poranek, bez antysemickich chmur zakrywających niebo.
Grób Barucha Szulmana leży w pobliżu grobu pisarza Jehudy Loeba Peretza (w jidisz tak sławnego, jak Strindberg w szwedzkim) [1852-1915], którego trumnę odprowadzało sto tysięcy Żydów. On to napisał dramat o jednej nocy na starym targowisku, zaludnionym przez zmartwychwstałych. Dramat ten będzie się nadal grało, upiornie, awangardowo, ze zmieniającą się muzyką klezmer.
Lecz dla kogo, jeżeli Polska jest jednym wielkim cmentarzem, gdzie aktorzy i publiczność rozczapierzają się, podobni do dzikowyrosłej, impertyneckiej dziewki, w tym magicznym miejscu, które ukrywa i marzenia i piekło?
I tam, podobny do grabarza, który przybył za późno na obrządek, zbieram ja moje myśli.
Salomon Schulman
Lund, lipiec 2000
Ze szwedzkiego przełożyła Barbara Ewa Kamińska

A może już upadł !
Itzik Manger urodził się w Czerniowcach, Bukowina, w roku 1901. Początkowo był krawcem. Poetycko debiutował lirykami w roku 1929. W latach 1930. mieszkał w Warszawie. Zwany magikiem słów, łączył humor z powagą. Był mistrzem ballad: "Ballada jest mroczonym krzykiem, śpiącym w naszej krwi, dramatycznymi grzmotami krzyżującymi się z pejzażem ludzkich zmysłów, szaleństwami, które usypiają naszą logiką, trzepotem kruków w naszych jasnych zmysłach." Pisał pieśni o motywach biblijnych. Napisał kilka scenariuszy filmów w jidysz. Do jego poezji komponowano muzykę.
Manger, ceniony pieśniarz (jego satyryczne pieśni śpiewano w kabaretach i na przedstawieniach teatralnych), został wydalony z Polski w roku 1938, przed wybuchem wojny. Z konieczności przemieszczał się pod mostami Paryża. Tam pisał najczęściej i tam też powstała jego powieść w jidysz Dos buch fun ganeden ("Księga Raju"). Raj jest zamieszkały przez patriarchów, proroków i aniołów, zarówno niebiańskich jak i niebiańsko-ludzko kłótliwych, ordynarnych. W tym groteskowo-satyrycznym dziele, obracającym się wokół wydarzeń biblijnych i tradycyjnych wierzeń żydowskich, opisuje autor człowieka i jego słabości. Raj stał się ziemskim i polsko-żydowskim zwierciadłem.
Było ironią losu, że książka została wydana w sierpniowych dniach, tuż przed wybuchem wojny, w mieście, w którym w poprzedzającym dziesięcioleciu autor miał wiele problemów ? gdzie zabawiał a jednocześnie bulwersował mieszkańców, Żydów i Polaków. Jeden egzemplarz tej książki udało się w ostatniej chwili przesłać do Stanów Zjednoczonych i w ten sposób książka Mangera stała się uratowanym od spustoszenia świadectwem polsko-żydowkiego życia.
Innym takie świadectwo dał I. B. Singer, znany w kulturze jidysz, do której teraz z zaczarowaną siłą powraca bardzo wielu czytelników. Z tych dwóch twórców, był Manger bardziej ceniony w przedwojennej Polsce, mimo wszystkich legend o jego grubiaństwie.
Poprzez tę książkę o raju, Itzik Manger pogodził się ze swoim zewnętrznym wygnaniem. Czy przeczuwał co stanie się z tym, co było jego domem? Pozbawiona jego szacunku Warszawa - którą Bóg musiał stworzyć w momencie igraszki ? miała zostać skazana na zagładę. Po wybuchu wojny, gdy naziści zajęli Francję, uciekł Manger do Marsylii, a stamtąd za morze, do Anglii, do wolności. Bezdomność gnała go z kraju do kraju. Żył w przeświadczeniu, że jego "powietrze życia" zostało na zawsze zatrute. Nawet gdy śpiewał swoje ballady, można było to wyczuć w jego strunach głosowych.
Był rok 1969. Manger, ciężki alkoholik, mieszkał w Izraelu. Wyruszył w swoją ostatnią podróż.
Kolejny Eden!
Salomon Schulman
Lund, czerwiec 2000
Ze szwedzkiego przełożyła Barbara Ewa Kamińska

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||