Urodzony w Malmö, 1947, mieszka w zabytkowej części Lund, zawód: lekarz-pediatra, pisarz i tłumacz, aktualny-zawsze. Salomon Schulman, w średnim wieku, o rysach Karola Marxa, należy do wymierającego rodu cyganów bohemy mówiących w jidisz.   (JM)

Salomon Schulman publikuje artykuły i książki głównie o tematyce żydowskiej. Tłumaczy literaturę jidisz na język szwedzki; przetłumaczył m. in. Księgę Raju Itzika Mangera, Zielone akwarium, zbiór żartów Garbowaniem z Goldsteinem i Pamiętnik Mesjasza Abrahama Sutzkevera. Opublikował również zbiory swoich esejów: Jidischland ("Kraina Jidisz") i Bland rabbiner och revolutionarer ("Wśród rabinów i rewolucjonistów") oraz zbiór krótkich, pełnych humoru opowiadań-wspomnień o zyciu i obyczajach żydowskich: Salomons blomster ("Kwiecie Salomona"), Nya Doxa, 1999.   (BEK)




SALOMON   SCHULMAN

Wśród bohemy w Lund,
z sercem w krainie Jidisz





JAN MÅRTENSSON


Salomon Schulman dla prawie wszystkich jest publicystą o szerokich poglądach, który krzyczy o plastikowych pieluszkach, antysemityzmie, boksie, wodzie, nazistach, komunistach, welurowych ojcach [1], George'u W. Bush'u, Barsebäck [2], soli - o wszystkim... i o niczym.

Uwielbia pisać o niczym. Nic w jidysz nazywa się "gornischt". To język, zmieszany z niemieckim (jako głównym składnikiem), który był językiem wschodnioeuropejskich Żydów, i który rozszerzał się w takt rosnącej popularności muzyki klezmer.


Salomon Schulman.     (fot. Andrzej Kobos, 2000)


Salomon Schulman jest Żydem, chociaż nie zawsze praktykuje swoją religię. Lecz niekiedy chodzi do synagogi. Jego rodzice mieszkali niedaleko Łodzi w Polsce i znaleźli się w nazistowskim obozie koncentracyjnym, który przeżyli.

Z bratem Salomona, Zvi, nie skończyło tak szczęśliwie. W 1942 roku, gdy miał cztery lata, SS-man wydarł go z ramion matki. Z innymi, został wywieziony ciężarówką. Być może zginął w Treblince.

Salomon Schulman często powraca do swojego, nieżyjącego brata. Książka Jidischland jest dedykowana Zvi, z podaną datą jego urodzenia w roku 1938 oraz ze znakiem zapytania jako datą zgonu.

Salomon Schulman może być łagodny, jak opieszały, letni wiatr, gdy chodzi o bezradnych ludzi. Lecz wobec nazistów jest nieprzejednanie, bezkompromisowo surowy. Mordercy z obozów koncentracyjnych nie mają prawa do przedawnienia. Takich należy i trzeba karać.

Salomon Schulman urodził się w Szwecji, przy Möllevångstorget w Malmö. Jego ojciec był kuśnierzem. W wieku 11 lat został szwedzkim obywatelem. Kibicował do zachrypnięcia za Szwecją podczas mistrzostw świata w piłce nożnej. Idolami jego byli Gunnar Green, Agne Simonsson i Nacka Skoglund. Ojciec nazywał Salomona "szwedzkim patriotą". W trzy lata później został socjalistą.

Wtedy nie wiedział jeszcze, jak później o tym napisał, że Stalin z pewnością wysłałby go do Gułagu, tylko dlatego że już w łonie matki był kosmopolitą. Teraz określa siebie jako bezpartyjnego radykała.

W jednym z felietonów w swojej książce Kwiecie Salomona mówi, że szczyci się być obywatelem świata. Nie obchodzi go religia, kolor skóry, ani płeć. Na pierwszym planie stawia człowieka.

Mówi też prawie kokieteryjnie, że takich jak on nie wpuszcza się do salonów. Opowiada, z wczuciem się w sytuację, o wieczorze w pewnym lokalu, który wyraźnie przypomina Grand Hotel w Lund, ile musiał nawalczyć się o to, by zjeść świąteczną kolację w swojej czarnej skórzanej kurtce i w czarnym kapeluszu. Wpuszczono go dopiero wtedy, gdy ktoś stwierdził, iż należy on do lundzkiej bohemy. Wcześniej, nie zaimponowało to, że był lekarzem, pisarzem i publicystą. Właściwie jest to dość zdrowa reakcja, lecz Schulman twierdzi, że wówczas tak właśnie nie było.


Salomon Schulman.     (fot. Andrzej Kobos, 2000)


Jest wyraźną malowniczością w obrazie miasta, w kapeluszu, w skórzanej kurtce, o pofalowanych włosach i brodzie, jeden z niewielu żyjących oryginalnie. Absolutnie nie chce nazywać się efekciarzem.

Czy zawsze ma na głowie kapelusz? Nie, nie śpi w kapeluszu.


Z wyglądu przypomina Karola Marxa. Jego rozwichrzone, falujące włosy to scheda z czasów kiedy był długowłosy, a ta siwa broda irytowała nie jednego nawet i w Lund, gdzie zwykle wygląd zewnętrzny człowieka odgrywa podrzędną rolę.

Dzieci rozumieją to lepiej od dorosłych. Salomon Schulman jest lekarzem, dziecięcym reperatorem - jak mówi sam o sobie, w Lund, od ponad dwudziestu lat - bez białego fartucha, tradycyjnego ubioru lekarza. Dzieci, które przychodzą do niego, nie mają żadnych zastrzeżeń. Czasami rodzice muszą łagodnie zmuszać je do opuszczenia gabinetu.

Jidysz nauczył się w rodzinnym domu i staje w obronie tego języka i kultury, której jest częścią. Ten język ma - napisał w Jiddischland -swoje najczulsze instrumenty w sceptycyzmie i intuicji a pole ich działania rozciąga się na wieczną perspektywę żydowskiego przeznaczenia. To jest język, który jest stworzony do niuansów, żartobliwości i ironii. Bóg pisze po hebrajsku, lecz czyta w jidisz - powiadano.

Uważa, iż przez język mógł dosięgnąć tych, którzy żyli przed nim, na przykład swego pradziadka, który był rosyjskim żołnierzem, albo brata tegoż, który zginął [w roku 1904 w Warszawie] podczas zamachu na rosyjskiego gubernatora policji.

Salomon Schulman przekłada nie tylko na jidysz, lecz również z jidysz. Napisał szwedzkie teksty do prawie wszystkich piosenek śpiewanych przez Basię Frydman, aktorkę Teatru Dramatycznego, nagranych na CD pod tytułem "Fremde in der Nacht". Wybór jest nietypowy.

Jest tam na przykład tytułowa piosenka, którą zwykliśmy słuchać po angielsku w wykonaniu Franka Sinatry, "Stranges in the Night". A jak znana melodia kryje się pod początkowymi słowami w jidisz: "Du must dermonen zich / a kish iz gur a kish"? "As time goes by (Di tsajt fargajt) - naturalnie - You must remember this / a kiss is just a kiss".

Jidysz jest gwarą w muzyce klezmer, a klezmer, według Schulmana, to lamentujące klarnety i melancholijne skrzypce, muzyka w szalonej tonacji mollowej. To jest namiętność, pasja i cierpienie wygrywane przez tubę [3] i kontrabas. Klezmer jest słowem hebrajskim i znaczy instrument, lecz klezmer w jidisz to muzykant, który bawi swoimi instrumentami na radosnych godach.

W dźwięku słowa w jidysz wyczuwa Salomon Schulman świat, którego już nie ma, a już zdecydowanie nie w Lund, lecz w którym on znalazł swoje miejsce.


Sydsvenska Dagbladet, 2 grudnia 2000.
Z szwedzkiego przełożyła Barbara Ewa Kamińska
Lund, grudzień 2000.


  1. Termin używany w Szwecji dla określenia ojców, którzy, opiekując się niemowlętami (zamiast matki), są na macierzyńskim urlopie.

  2. Jedna za szwedzkich elektrowni nuklearnych, w Barsebäck, na wybrzeżu Cieśniny Duńskiej, niedaleko Lund.

  3. Tuba - instrument dęty, blaszany z wentylami o najniższej skali basowej, używany w orkiestrach symfonicznych.


Teksty Salomona Schulmana zamieszczone w Zwojach:


Copyright © 1997-2007 Zwoje