
|
Jest cisza ziemi i szept spadających liści gdy żegnają się z drzewem. Słucham mowy wiatru bo może ostatnia to już jesień przeorana krzykiem odlatujących ptaków ich lakoniczną mową. Wiatru nikt nie uwięzi jego wolność jest inna od mojej wciąż na bezdrożach obcych sumień. Gdy słucham mowy wiatru słucham własnych słów a te kryją zasadzkę bo w każdej sylabie wiersza jest moja prywatna prawda o której nic nie wiesz. Jak blisko jesteśmy boskich praw i jak daleko od samych siebie. |


|
Z każdym dniem zwalniam kroku Nie odbywam dalszych spacerów Nie wierzę w wmówione mi choroby. Nic mnie właściwie już nie interesuje Oprócz pamięci. Pogoda rządzi mną jak Posejdon morzem. Na przechadzce Ale zawsze w stronę cichego cmentarza W zimie rozpalam wyobraźnię by ogrzać słowa Śledzę tryskające iskry. Za oknem biel pod ciężarem śniegu Wygląda jak białe anioły Zamarłe w powietrzu. |


![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||