Sto siedemdziesiat lat temu (1830) wybuchlo Powstanie Listopadowe, pierwszy polski zryw powstanczy przeciwko Rosji po zupelnej utracie niepodleglosci i klesce Napoleona. Powstanie Listopadowe, ktore przerodzilo sie w wojne polsko-rosyjska, nieudolnie dowodzona przez polskich generalow i zakonczona kleska w sierpniu 1831, polozylo kres koncepcjom pewnej polskiej autonomii w ramach imperium Rosji. Okrucienstwa i represje rosyjskie spowodowaly Wielka Emigracje i trwaly niemal nieprzerwanie przez nastepne osiemdziesiat lat. Powstanie Listopadowe rozpoczelo rowniez polski etos powstanczy, ktory trwal az do Powstania Warszawskiego 1944.

Ponizej zamieszczam (z zachowaniem oryginalnego stylu i pisowni) opis wybuchu Powstania Listopadowego w Warszawie, pochodzacy z jednego z najlepszych opracowan, ksiazki Michala Sokolnickiego pt. Wojna Polsko-Rosyjska w roku 1831, Poznan 1919. (AMK)




NOC   BELWEDERSKA





MICHAL SOKOLNICKI


Termin powstania, pierwotnie wyznaczony na miesiac pazdziernik, potem odlozony do wiosny, na skutek rewolucyi belgijskiej i wojennych stanowczych zarzadzen rosyjskich przelozony zostal na koniec listopada lub poczatek grudnia. Zaszle w tym ostatnim okresie areszty, sledztwa, groza wreszcie wykrycia centrow spisku odegrala jedynie drugorzedna role - scisle niewybadana - przy naznaczeniu daty ostatecznej w zakresie dni kilku albo kilkunastu.

Tak nadeszla naznaczona przez spiskowych do wybuchu noc z 29-tego na 30-sty listopada. Dzien byl zwykly w Polsce w tej porze: bez slonca choc i bez deszczu, dojmujacy wiatrem, przenikliwy, bliski zimy. Najkrotsze to dni roku: o trzeciej zachod i zaraz tez pod olowiana pokrywa chmur stezaly mrok zapada; zaraz zaswiecaja naftowe kaganki na poplatanych ulicach srodmiescia i w wielkiej perspektywie Nowego Swiata. Termin wybuchu byl przewidziany nie od wczoraj; jednak, kiedy sie zblizal, dopiero wowczas ludzie sniacy o zamachach, gotujacy przewroty pomyslec zostali zmuszeni o rozmaitych rzeczywistosciach nocnego na ulicach boju. Wzbieraly jedna za druga zgoraczkowane oczekiwaniem obawy. Dopiero teraz, na samym koncu, pomyslano o armatach; wprawdzie nie mieli ich Rosyanie, a uzycie przez powstancow tej broni nie bylo wcale przewidziane; cozby sie jednak stalo przy niespodziewanem wyzyskaniu ich przez przeciwnika? Co, jesliby czesc garnizonu, a wraz i armaty, zostaly przy Konstantym? Takie obawy nie byly plonne; pospieszono ze spoznionem zawiadomieniem poczciwego kapitana szkoly bombardyerow, Wincentego Nieszokocia i, jak w wielu innych, wmowiono wen falsz o kierowaniu powstania przez wysokich generalow. Nastal tez rozdzwiek w sprawie napadu na Belweder; o skutkach rzeczywistych podobnego przedsiewziecia nie mogla istniec watpliwosc: zycie Wielkiego Ksiecia Konstantego w rekach wieczornego zamachu ludzi zbrojnych bylo juz tylko krucha trzcina w reku szalonego jezdzca. Powstanie napadem belwederskim, targnieciem sie na zycie wladcy kraju, stawialo wszystko na karte; a nuzby sie wszystko nie udalo, zamach by zawiodl, a wojsko stanelo w obliczu przelamania przez zolnierzy najwyzszych nakazow dyscypliny i karnosci? Serca zdjela niepewnosc w obliczu olbrzymiej odpowiedzialnosci: Wysocki odmowil udzialu podchorazych w napadzie na Belweder, na najwyzsza stawke ryzyka nie dal rzucic wojskowych. W pospiechu nalezalo formowac oddzial cywilny; zajal sie nim Bronikowski, zebral zapalencow mlodych, majacych odwage, lecz bez znajomosci czynow; w ostatniej chwili przylaczyl sie do nich podchorazy Trzaskowski na ochotnika; podchorazowie mieli dla nich bron. Lecz zaraz dalsza nasunela sie trudnosc: nie pomyslano o ostrych ladunkach do bitwy; ich otrzymanie bez wtajemniczenia wyzszych szarz bylo problematem; a przecie juz zanim sie zajelo arsenal, lub sklady na Pradze, trzeba bylo strzelac. Wiec "w dzien jeszcze, Dabrowski Floryan, porucznik z pulku 7-go, wraz z Jozefem Przyborowskim, porucznikiem z pulku 1-go strzelcow piechoty, wziawszy kazdy z nich furgon i dwoch zolnierzy, przybyli do obozu (za Powazkowska rogatka), uwiezili podoficera od weteranow, ktory mial dozor nad ladunkami, zmieniwszy wprzod warte niby z rozkazu gubernatora Warszawy, a pytani na rogatkach, co wioza w pakach, odpowiedzieli, ze mundury nowe dla wojska, i tym sposobem przybyli do miasta i porozwozili po pulkach na sam czas". To wszystko dzialo sie "godzine pierwej naznaczonej do wybuchu, o 5-tej, bylo wiec pomyslem i dzielem przypadku z ostatniej chwili.

Ostatnia powstala kwestya: o jakiej godzinie naznaczyc wybuch i na jakie haslo powstac? Zamierzano przedtem wybrac poludniowa godzine przegladu wojsk, a napasc W. Ksiecia w przejezdzie na ulicy Brackiej; wieczorna godzina i napad na Belweder przemowily jednakze najwieksza latwoscia zadania. Po obiedzie Konstanty kladl sie na dluzszy spoczynek, wybrano wiec godzine 6-ta. Rozpoczecie tak wczesne nocnego boju zastawalo ludnosc w gotowosci polaczenia sie z rewolta wojskowa; alec i wojska, ktore mogly pozostawac wiernemi, gotowe byly wtenczas do odparcia; warty palacowe, sluzba w Belwederze dawaly zwykla dzienna czujnosc: wyrzeczono sie niektorych korzysci zaskoczenia. Procz tego, wszystkim wydalo sie koniecznem haslo: po co haslo? Czy dla jednoczesnosci wybuchu? W tym celu wystarcza na jedna minute nastawione zegarki; widocznie w ostatnich juz chwilach powstala watpliwosc: A nuz cos w samym koncu zawiedzie? A moze trza bedzie odlozyc, wstrzymac cale przedsiewziecie? Lecz przecie gotowosc spisku byla powszechna; poczynione przygotowania, jezeli nie wystarczajace, to przeciez bardzo rozlegle, ani ci ludzie, raz przygotowani do wybuchu, mogli sie dac wstrzymac, albo li cofnac. Zakrzatnieto sie okolo zapalenia pozarow: jeden nie moglby byc dostrzezonym na krancach rozleglego miasta; wybrano wiec browar na Solcu, nad Wisla, w polozeniu nizinnem, w bliskosci koszar i Belwederu, oraz inna rudere drewniana na polozonem na zachodzie Nowolipiu. Przy dojrzalszem rozwazeniu pozar zdawalby sie najmniej wlasciwem haslem do powstania; bowiem pod rzadami lubujacego sie w militarnych sztuczkach Konstantego i straz pozarna miala funkcye na wpol wojskowe, i wojsko mialo oddzielne na wypadek pozarow pogotowie, i sam wodz naczelny wreszcie lubil gnac, co kon wyskoczy do pozaru. A iz na ogol czeste byly wieczorem lub noca alarmy warszawskiego garnizonu, wiec powstancy od rana w dniu owym szerzyli wiesc wsrod zolnierzy o majacym nastapic wielkim alarmie tej nocy; jednakowoz, jednoczesnie wywolujac pozarami alarm wojskowy istotny, nie ryzykowaliz oni zamiany powstanczego wybuchu w pogotowie urzedowe? A juz co najmniej, czyz nie zaprzepaszczali samej moznosci zaskoczenia? A ze sie to wszystko dzialo w pospiechu na ostatnia chwile, wiec poprzedniego dnia niedzieli niepodobna bylo nagromadzic palnych materyalow, a w poniedzialek juz nie zdazono. Przy czem po tak wyszukanych przygotowaniach poczynionych dla hasla, zapomniano bodaj naregulowac zegarki - co przeciez juz i dla samej jednoczesnosci dwoch pozarow na dwoch krancach miasta bylo koniecznem. Tak mysl czesto gubi sie w gromadzonych drobiazgach, gdy przed najwazniejszem nieswiadomie sie cofa: i wskaznik czasu, znak przeznaczen, gotow odmienic chwile dzialania. Ostatni dzien zeszedl ludziom w goraczce; mysl sie wtedy trapi niepomiernie i wyobraznia tworzy sobie szalone obrazy. Przed czynem olbrzymim, kiedy juz ma wybuchnac, ilez niespodzianych watpliwosci powstaje w duszy! Ilez jeszcze rzeczy niezrobionych, nieprzygotowanych jest naokolo! Czyn - to caly swiat zycia, zdaje sie tedy, ze cale zycie trzebaby drugi raz przezyc, wszystek swiat przepracowac, na to, aby powziete postanowienie cala lamiglowka przygotowan przeszlo bez szwanku. Lecz czyn ludzki nie jest zadaniem arytmetycznem, rozwiazanem skladnie, i zawsze w niem wielu liczb bedzie brakowac. Niecierpliwa zadza tlumu, niezwarte popedy jednostek nie ogarna calosci przedsiewziecia. Tylko kierownik, odpowiedzialny za wszystko, porownuje wage rozna dzialan i znalezc zdolen jest spokoj. Tak na przygotowaniu dziela nocy belwederskiej raz jeszcze bezwzgledny mus wszelkich wojskowych dzialan sie wyraza: potrzeba kierownictwa. "Insurekcya nie miala naczelnego dowodcy. Dowodzil kazdy niemal podporucznik, kazdy spiskowy w swem stanowisku" [Mochnacki]. Nie ustalono nawet komend dzielnicowych i nie wiadomo bylo, kto odpowiada za lacznosc dzialan -w ich obrebie. Autorytet Wysockiego byl natury czysto moralnej, Zaliwski nie posiadal zadnego.

Zaraz wiec w samym zmierzchu nocy belwederskiej wszystko zdanem bylo bezwiednemu bostwu poczynan niezcalonych: przypadkowi. Pozar nie zajal sie o naznaczonej godzinie szostej, lecz wczesniej i zagasl nagle; widzieli go zbierajacy sie pod pomnikiem Sobieskiego w Lazienkach belwederczycy: dopisali wojskowi w liczbie pieciu, z posrod 32 umowionych cywilnych przybylo 11-tu; widzieli alarm, spowodowany w calej dzielnicy pozarem. Wieczor przed sama pelnia, stawal sie jasny; spiskowcy, po paru, skryli sie w gaszczach. W godzine po terminie zebrali sie znowu; odnalezli Wysockiego, przybywajacego teraz dopiero na poludniowy teren walki. Otrzymali karabiny, przyniesione na gwalt ze szkoly podchorazych - ale w wiekszosci nie umieli z nich strzelac; wtedy juz ruszyli naprzod i podzieleni na dwa oddzialy po dziewieciu, z odwaga stracencow, szalem zawadyackim istnych zabijakow rzucili sie na panujacy nad Polska Belweder. Jedni nie trafili tam wcale, zatrzymani nieprzewidzianym murem gankowym palacu; drudzy, od frontu, przelecieli huraganem pokoje, zakluli Lubowidzkiego, Gendre'a, dwoch warty; Konstanty "mial ledwie czas ratowac sie" na pokojach Ksiezny Lowickiej, kedy dyskrecya zabronila mlodziencom o godzinie wieczornej docierac. Tak tez uszli w sam czas, zaszyli sie przed docwalujacym szwadronem kirasyerow w lazienkowskie gaszcza, niesfornymi strzalami dawszy pobudke powstania Warszawie i Polsce. Odpowiedzialy im wystrzaly od Ujazdowa, ktorymi alarmowal sie Wysocki w pochodzie na Solec w stu szescdziesieciu uczniow podchorazych. Ta nieopatrzna przegrywka boju dopelnila juz tylko rozpoczetego pozarem alarmu trzech pulkow gwardyi: trzystu zastano w gotowosci, na koniach; zajeli podchorazowie jeden z dwoch mostow do opasanego szerokim kanalem budynku koszarowego; nie wiadomo, kto mial obsadzic drugi most od miasta; tamtedy wymykaly sie szwadrony, przerazone niewiadomoscia sil w nocy, odcieciem jednej z drog; nikomu z dowodcow rosyjskich nie nasunal sie najprostszy wniosek - spieszenia czesci tego wojska. Zwarte formacye tego poltora tysiaca jazdy, w nocy, w labiryncie parku, nie mogly nigdzie, ani w ulicach, ani kolo W i e j s k i e j   K a w y, ani przy budujacych sie koszarach Radziwillowskich, ani natrzec na broniaca sie w tyralierce, ani zamknac droge otoczonej, lecz chcacej sie przedrzec kompanii pieszej. Kedys w czasie tej bezladnej strzelaniny nocnej, polaczyli sie z podchorazymi belwederczycy. Odtad w sto osiemdziesiat ludzi szli na zdobycie Warszawy. Ale pierwsze zetkniecie bylo lodowatem. General Stanislaw Potocki, stojacy juz wtedy na placu Aleksandra, zawrocil byl niedawno kompanie, maszerujace z koszar ordynackich na pomoc podchorazym przez Ujazdow i skierowal je na sukurs Belwederu; byl wiec czesciowym sprawca nieudanego dotychczas powstania; teraz odmowil blaganiom i pozostal sluga carewicza. Dobrzy mlodziency uczcili stara zasluge i wlos siwy, a niedawne ciagle oklamywanie sie wzajem o kims wysoko dostojnym, naczelnym w spisku, posialo trujaca niepewnosc w dusze. Szli dalej podchorazowie i towarzysze cywilni budzic te dziwnie wczesnie uspiona Warszawe. Zimny strach powial przez ulice; jak zamarle bylo miasto. O kamienice Nowego Swiata proznem echem odbijal sie krzyk "do broni!" Wiedzeni naturalnym instynktem boju, zolnierze tej pierwszej nieudanej walki poszli ustanowic te nieprzygotowana przedtem lacznosc z innymi. Poszli sami w droge ku Arsenalowi, na teren przymusowo dokonywanej koncentracyi. Ta droga wiodla ich rozpacz, budzaca wielka dzwignie tlumowych zdarzen - nieopetany gniew. Zanim przez Nowy Swiat, Krakowskie Przedmiescie, Trebacka i Bielanska dotarli do Arsenalu, pod ciosami, zadanymi przez namietnosc zbudzonej rewolucyi padli z ich reki general Hauke, pulkownik Meciszewski, general Trebicki za stoicka wiernosc Rosyi; general Nowicki przez omylenie jego nazwiska z Lewickim. "Smierc uderzyla na glosna trwoge w Warszawie". Dochodzila dziewiata godzina wieczoru.



Przypadek, rujnujacy zamiary rewolucyi na poludniowym krancu Warszawy, otworzyl nowe dla niej widoki na zachodzie i w srodku miasta. Tutaj, jak tam, zawiodly skomplikowane, misternie zlozone plany. Zaliwski czekal do po osmej wieczoru z zapaleniem sygnalowego ognia na Nowolipiu; przeciez tam trudno bylo czekac dostrzezenia pozaru na wislanym brzegu; pomimo, wiec ulozonych hasel, znakow, godzin, skonczylo sie na tem, od czego mozna bylo rozpoczac - na wysylanych lacznikach - i goniec Wysockiego dal dopiero powod do ruchu powszechnego. Przedtem juz jednak nastapily wszedzie po trochu czesciowe; wszak i tam dowodzil kazdy podporucznik z osobna; gdy przedluzaly sie godziny, termin postanowionego wybuchu dawno mijal, gdy nieczynnosc oczekiwania gnebila srozej, anizeli widmo poniesionej w boju smierci, tu i owdzie formowaly sie szeregi, brala za bron wiara, nastepowaly jeden po drugim bez zwiazku alarmy. Juz i zolnierze, uwiadomieni o wybuchu co goretsi, wybiegali samopas; w pustych ulicach, srod blednego strachu oniemialej ludnosci, slychac bylo krzyk: do broni! W ten sposob jednoczesnie z polskimi alarmowane byly jeden za drugim oddzialy rosyjskie. Zamiast polskich napadow na nieprzygotowanego przeciwnika wyniklo alarmowe pogotowie rosyjskie w obliczu zdezoryentowanych Polakow. Z koszar aleksandryjskich na Nowem Miescie ruszyly dwie kompanie Kiekiernickiego dla zajecia mostu i Pragi; lecz jednoczesnie zaalarmowany litewski pulk gwardyi pomaszerowal, choc bez dowodcy, na wlasny punkt alarmowy na Placu Broni;. Zymirski, komendant pulku grenadyerow gwardyi, pod ten sam czas sie zjawil, zolnierzom kazal proch z panewek zesypac i poprowadzil wszystkich sladem litewskiego pulku; polowa tej polskiej piechoty, szesc kompanii, oderwalo sie po drodze, skrecajac przez Fawory, Zdroje, Zakroczymska, garnac sie ku innym. Na Zakroczymskiej 1-szy batalion 4 pulku inicyatywa rewolucyjnych oficerow stanal w szyku i nie dal sie sprowadzic z raz obranej drogi prosba ni grozba komenderujacego pulkiem Ludwika Boguslawskiego; poszczegolne warty trzymane II/4-go pulku obsadzaly w imieniu powstania glowne punkta miasta. Kompanie wyborcze 5 pulku piechoty z Wroniej zebraly sie na placu Krasinskiego, kompanie zas 8-go p. p. ze swych kwater - na Starem Miescie. Kilkunastu mlodziencow, akademikow literatow z dzielnym Bronikowskim, palajacym Mochnackim, przyzywalo lud. Ale zamiast powszechnego powstania ciagle tylko ponawialy sie poplochy. Tymczasem pulk wolynski gwardyi u rogatek Powazkowskich stanal pod bronia; ledwie sie szkola bombardyerow z jego koszar wykradla i zanim sie jeszcze batalion saperow sformowac i ostatecznie za powstaniem opowiedziec zdolal, polski general Blumer poprowadzil te grozne szeregi rosyjskie na zajety juz przez Polakow Arsenal.
W tym powszechnym zamecie, bezladzie, jak posrod fali wezbranej morza rozhukanego maszt ratujacego sie przeciwko burzom okretu, ostal sie w rekach Polakow Arsenal. Jego zdobycie bylo dzielem nie wyrachowania, ale, jak wszystko tej nocy, przypadkiem. Plan powstancow przewidywal szereg atakow, nie jedna obrone, opieral sie na rozdzieleniu sil, a nie na koncentracyi; dla Arsenalu wystarczala tedy warta, trzymana przez pulk czwarty: gdzieindziej, u koszar aleksandryjskich, sapiezynskich, na Zakroczymskiej i pod Marymontem mialy sie rozstrzygac zamiary naczelne. Jakaz wiec teraz zostawala nadzieja, iz wlasnie Arsenal, przeznaczony na punkt alarmowego zboru gwardyi wolynskiej, nie wpadnie w rece tych, co dzialali masa przeciwko powszechnemu rozproszeniu? Ocalili i umozliwili koncentracye powstania podchorazowie artyleryi, wczesnie, przed osma, zajawszy pod wodza Nieszokocia, wraz z ludem, gmach Arsenalu; bron, jaka tam znaleziono, zdala sie wtenczas byc jedyna ostoja ruchu, srodkiem ratunku; od poprzedniego zlekcewazenia masowego ruchu w ludzie, krok byl tylko do drugiego kranca: poswiecono ludowym przyplywom walki i poplochu wszystka bron Arsenalu: "wedlug planu bron miala pozostac nietknieta ... przy tylu zawodach ... wypadalo rozdac ten szacowny zapas ludowi". Gdy raz punkt ten stal sie pewnym, pospieszyly ku niemu kompanie 5 pulku piechoty; w sam czas, albowiem juz nadchodzil wiedziony przez Blumera wolynski pulk gwardyi, nastepujac przez Dzika i Nalewki. Piechota 5 p. p. i podchorazowie stawili skuteczny opor w ulicy Przejazd i u baryery rajtszuli artyleryi: bodaj od poczatku pulk wolynski "niewielka mial ochote do boju"; polegl tam zaraz general Blumer; jeszcze raz drugi batalion pod pulkownikiem Owandrem probowal szturmowac od ogrodu Krasinskich; ale juz dzielnie czynnym podporucznikom 5 pulku nadchodzily w pomoc przybywajace jedna za druga "na strzaly" kompanie I/4-go pulku. "Wolyncy uciekali w najwiekszym nieladzie"; przepuscili nawet spieszacy dopiero teraz pod Arsenal batalion saperow. Ten zdobyty jeden punkt oparcia, ta stoczona pierwsza pomyslna utarczka, dopiero staly sie zagwia, rozpalajaca powstanie. Gotowy byl punkt koncentracyjny dla rozproszonego niepowodzenia. Tutaj tez, wokolo Arsenalu, zebraly sie w pierwszych godzinach nastepujacej nocy wszystkie sily powstania, a wiec, procz czterech kompanii wyborczych 5 i 8 p. p., szkoly podchorazych artyleryi, I/4 p. p., batalion saperow, jeden batalion grenadyerow gwardyi, dwie kompanie wyborcze z koszar marymonckich, tutaj przybyli wtenczas i stali sie osrodkiem palajacego ruchu podchorazowie i belwederczycy, wokolo wzburzony lud, nie kierowany nikim, ploszacy sie za lada grozacym atakiem, ale instynktem chroniacy sie pod skrzydla Arsenalu, niby warowni, rozdrapujacy zen zreszta bron. Przybywalo powoli dzial: pierwsze dwa lekkie 6-cio funtowe ze skladu Szkoly Artyleryi na Miodowej zaciagneli sami jej podoficerowie pod Arsenal; trzy szesciofuntowe znajdowaly sie w Arsenale; ustawiono wiec dwa od strony Muranowa, dwa na ul. Przejazd, jedno na Lesznie. Okolo polnocy przybylo osm dzial bateryi Chorzewskiego: te obrocono po jednem na Nalewki i Nowolipie, dwa na placu Krasinskich, wylotem w ulice Freta i Miodowa, dwa pod teatrem, dwa na Tlomackiem z wylotem na Bielanska i Leszno. Tak zamykano sie od wszystkich stron, zabezpieczano przed atakiem we wszystkich kierunkach, od Wolyncow z placu Broni, od Litowcow, od Powazek, Woli, Muranowa niepewnych, na wszystkich drogach, ktoremi niewiadome sily, zgrupowane wkolo Belwederu podejsc by mogly, wiec od Saskiego Ogrodu i placu, od Zelaznej Bramy i Krakowskiego Przedmiescia, nawet od Starego Miasta, bedacego w rekach ludu, od Wisly, kedy most opanowal Kiekiernicki; albowiem tuz, niedaleko, grozna niewiadoma staly na placu Bankowym zebrane rozne oddzialy pod generalem Stanislawem Potockim, na placu Broni niepewna sila byl batalion grenadyerow gwardyi pod Zymirskim, a o wielu innych, o bateryi Nieszokocia, o zalodze koszar ordynackich, o szaserach z Muranowa nie wiadomo bylo, co sadzic. Wiec dawano czesto-gesto grad slepych strzalow dla dodania sobie ducha. Zmarnial od razu caly impet ofensywy: ktoz go mial ujac w dlon? kto poprowadzic? Wyslawiana potem zgoda tego momentu trwala dlatego, iz trwala bezczynnosc. Dowodzili wszyscy i nikt; to wojsko, zamienione w tlum, musialo pojsc po linii najmniejszego oporu, wybrac obrone nie atak, wymyslic sobie fortece posrodku spienionego morza powstalej Warszawy. Do ataku potrzeba byloby dowodztwa. Ta przymusowa koncentracya rewolucyjna, slepym dokonana "instynktem wlasnego zbawienia", to rozszalenie masy w pasywnej obronie, zamiast porwania mas przez organizacye do akcyi, mogly sie stac przyczyna druzgocacej kleski, jesliby nie bardziej jeszcze slepa pasywnosc i drazliwszy jeszcze, choc niemniej plonny strach u przeciwnika.

W. Ks. Konstanty stal na ow czas w Alejach Ujazdowskich. Za nim, opodal, formowaly sie szeregi przybywajacych wiernych mu wojsk: wiec najprzod trzy pulki jazdy gwardyi, dalej zdemoralizowane przez Stanislawa Potockiego szesc kompanii wyborczych piechoty z koszar ordynackich; pulk konnych strzelcow gwardyi, przyprowadzony wyprobowana w slepej uleglosci Rosyi reka Krasinskiego i Kurnatowskiego: wszystkiego, z gora dywizya jazdy, niespelna pulk piechoty - okolo 4000 ludzi. Powstancy miedzy Senatorska a Placem Saskim, Krasinskich i Muranowem i Wisla mieli w swem rozporzadzeniu okolo pieciu batalionow piechoty, ca. 4000 ludzi, 13 dzial; ale za nimi, z tylu, na placu Broni staly jeszcze 4 bataliony piechoty wolynskiego i litewskiego pulkow, oraz niepewny, raczej cesarzowiczowi wierny, batalion Zymirskiego: razem okolo 4 tys. ludzi; Wielki Ksiaze rozporzadzal, jeszcze przed polnoca, dwukrotna przewaga ogolnej liczby; nie rozporzadzal artylerya, mial za to zbywajaca powstancom jazde i tem wiecej usmiechac mu sie mogla smiala, zdecydowana ofensywa. W wojsku trwalo ociagajace sie na dwie strony wahanie; wszak kompanie z Ordynackiej wyszly, aby czynic rewolucye, tymczasem jedna za druga przeszly do obozu carewicza; jakaz smutna i charakterystyczna historya zacnego kapitana Nieszokocia! Przedarl sie po to przez sto trudnosci, przeszedl sto niebezpieczenstw, aby dobrodusznie popasc w pulapke patrolu szaserow; wszak pulk tejze gwardyi konnej, na ktorym spoczywaly nadzieje powstancow, przeszedl z taka latwoscia na strone Rosyan, iz snac byli spiskowcy uwazajacy wszystko nieudanem, rezerwujacy sposoby na przyszlosc. Wszak jezeli z posrod kompanii z Ordynackiej, lub z batalionu Zymirskiego dezercyi nie braklo, tem nie mniej znalezli sie i Polacy, ochotnicy sluzby cesarzewicza, a kilkogodzinne usilowania Potockiego, najprzod w punkcie panujacym nad pierwszem, poludniowem zamierzeniem podchorazych, placu Trzech Krzyzy, nastepnie tuz obok drugiego centru powstanczego dzialania, na placu Bankowym, dzialanie to, wykazujace dziwne obznajmienie z zamyslami ruchu, dzialanie prowokacyjne na wskros, nie pozostawalo bez powaznych skutkow; chwiala sie wszakze szkola podchorazych konnych, rowniez oddzialy piechoty, ku Bankowi, rzekomo dla jego ochrony przesuwane. Dobra tez rade dawali Konstantemu wodzowie polscy, Potocki przedewszystkiem: szwadronami przecwalowac miasto, pod oslona zdemoralizowanego, skupionego do obrony, a nie roznoszacego rewolucye tlumu, zaskoczyc pomieszane z tlumem i zdemoralizowane wojsko przy Arsenale. W wojsku polskiem wciaz zreszta nie stalo gotowosci w bojach, atak zas na Arsenal mogl byc koncentrycznie prowadzony z trzech stron. Polskim pomocnikom W. Ksiecia nie brakowalo jeszcze inicyatywy; ale trzeba bylo sie spieszyc: minuta za minuta, godzina po godzinie opadala energia w duszach pozostalych przyjaciol Rosyi w Polsce.

Wielki Ksiaze rady zadnej nie sluchal, wojska dac nie chcial. Ofuknal burkliwie tych, ktorzy mu podsuwali mysl wyslania kirasyerow, huzarow; to polska klotnia - mowil - niechaj sie Polacy sami w niej rozsadza; stal uporczywie do konca swego pobytu w Krolestwie na tem stanowisku, ze wojsk jego komendy przeciwko polskiemu rozruchowi uzyc niepodobna; Mikolaj pozniej w rozmowie z Lubeckim, przypisal ironicznie dawnym, polsko-rosyjskim instrukcyom Aleksandra to postepowanie. Alez W. Ksiaze mial polskiego wojska pod dostatkiem: Szaserzy byli wierni; piechota szla, wiedziona obowiazkiem i rygorem; dowodcy, owi dziwni Rosyano-Polacy, protoplasci podwojnych ludzi w naszym narodzie, "dwojnicy" polscy, Krasinski, Kurnatowski, Rozniecki, Potocki palali checia rzetelnego wojskowego czynu przeciwko pogardzonym odrazu "smarkaczom" i halastrze. W. Ksiaze wojska nie dal. Wojsko bylo w jego glebokiem przekonaniu instrumentem od parady, sposobnoscia dla pokazania sie wodza. Wodzem sam nigdy nie byl, dawno wewnetrznie z tego zrezygnowal. Wojna popsulaby mu tylko wlasciwy porzadek militarny. Przeciwnik kampanii perskiej i tureckiej, odradzal wciaz Mikolajowi wyprawe francuska, sam zarzekal sie dowodztwa, czul sie niezdolnym, chowal skrzetnie wytarte juz laury, bez znaczenia zreszta, z kampanii we Francyi. "Wojna - nie moja rzecz, - powiedzial kiedys - nie jestem stworzony do wojny". Nie byl on zdolnym wziac na siebie zadnej wielkiej odpowiedzialnosci. W jego charakterze brak glowny - to brak smialosci; moze nawet kiedys, w najciemniejszych zaulkach tej skomplikowanej duszy, w labiryncie nieposledniego umyslu czaila sie chwiejna a zawzieta mysl o polskiej koronie; ale sam pierwszy by zadrzal lub rozwsciekl sie na jej wspomnienie. Nie plan zaden, ani dobroc duszy mogly nim kierowac w nocy belwederskiej: decyzyi zadnej wprost nie mial, gnebic zas, w szczegolnosci tych, ktorych po kryjomu kochal, umial dobrze, lubil. Ale jego despotyzm i okrucienstwo nawet byly trwozliwe. To zewnetrzne opancerzenie woli, ktore pokrylo niezdecydowanego, chwiejnego, wstydliwego, latwo lekliwego czlowieka polegalo na pustych formach: formie dostojenstwa, formie rygoru, etykiecie satrapy, jakim byl wlasnie o wiele wiecej w formach przed soba samym klamnych, anizeli w tresci. W te najslabsza w nim strone uderzyl atak wieczorny na Belweder: uderzyl nieudolnie, ale najdotkliwiej. Prysla zluda nietykalnosci, rozchwialy sie wszystkie napowietrzne palace form, twarza w twarz zajrzala szczera rzeczywistosc i obudzila najciemniejsze wspomnienia rodu. "Przyszli zamordowac mnie we wlasnym moim domu, zabito mego adjutanta", mowil.

Drzal. Musiano go wsadzic na konia. "Ja sie do niczego nie mieszam", powtarzal. "Te wojska - wskazywal na pulki przy nim zebrane - sluza, by mie ochronic od nowego ataku; lecz jesliby przyszli, no - to i stad ustapia". Tak zdawal sie zachecac powstanie do ataku, wmawiajac juz w przeciwnika swego z instynktu najsilniejsza wole, najwyzsza miare energii; "wezcie strzelcow - mowil do Kurnatowskiego i Krasinskiego - wejdzcie do miasta, obaczcie, co tam zrobic mozna"; lecz wiedzial z gory, ze nic nie zrobia, posylal ich, jak gdyby po to, aby sobie samemu, wszystkim wokolo dowiesc rzeczy, o ktorej do glebi byl przekonany: ze juz sie nic nie zrobi, zrobic nie da; wiedzial juz, ze przegral, byl czlowiekiem zlamanym.

Jego otoczenie wojskowe nie stalo nawet na wysokosci tej smutnej, zrujnowanej duszy neurastenika wladzy despotycznej; powial w nie slepy strach. Wsrod dowodcow Polakow, pomiedzy zolnierzami obowiazku malo bylo stoickich dusz, co jak Potocki, Trebicki, Siemiatkowski, dwoistosc sumien bezslawnym zaplacili skonem. Reszta sie ugiela, byli, ktorzy pod nastawionym bagnetem, wymierzonym rewolwerem, byli miekcy, byli inni, w ktorych sie zbudzil prastary duch. Paru wysokich generalow rosyjskich wzietych zostalo do niewoli, innych wzial niepokoj, sluzbistosc postrachliwa; jak smotru na Saskim Placu, dzis przerazili sie tego, ktory okazal przewage gwaltu. W dzielach zbiorowego czynu imponuje gwalt. Drugi raz w nowych dziejach Polski, niestety na krotko, zbudzil sie instynkt wladzy, ktora, jesli nie moze inaczej, tedy i tratowac potrafi, a jezeli nie po innej drodze, tedy przez krew; stalo sie to w duszy mlodych podchorazych, gdy narod, uspiony brakiem pojecia juz nawet tego, czem jest wladztwo wlasne, zwyczajny do sily tylko w obcem reku, obudzili dzielem polskiego gwaltu. Wyzwolili pierwiastek gwaltu w polskiej naturze. Proznem jest wdawac sie w bezporadne dociekanie sprawiedliwosci ich czynow: dzialali rozmachem; mylili sie? Tedy poprawia raz drugi, idac po tej samej drodze. Bo faktem dziejowym jest tylko, ze zabijaniem generalow nieposlusznych nowemu dzielu narodu ulamali szczatki kierowniczych prob wroga, zdusili w nim inicyatywe; na wiesc o zabiciu jeneralow, najchetniejszych Rosyanom, sytuacya zdala sie z gruntu inna; chwiejne oddzialy polskiego wojska, demoralizowane przez Potockiego, przeszly ostatecznie na strone powstania po smierci, poniesionej przez tego siwego polskiego zolnierza od wlasnej polskiej kuli za cudza sprawe. Wszyscy zobaczyli przepasc odtad wykopana pomiedzy Polska a Rosya. Wszyscy ujrzeli bezradnosc polskich slug imponujacego z wierzchu, pustego w tresci despotyzmu. Juz reszta wojsk polskich, pozostala przy Konstantym, niezdolna sie stala bic za jego upadla sprawe: wyprawa szaserow poszla mdlo i nie nosila charakteru wojskowego; starczyly strzaly w powietrze, aby ja sploszyc. Juz ministrowie rosyjskiej Polski niezdolni sie stali sluzyc swemu panu; Lubecki sformulowal po konferencyi z Konstantym: "W. Ksiaze ... do niczego sie mieszac nie chce, choc on jeden sila rozporzadza; ze zas my zadnej sily nie posiadamy, zmuszeni bedziemy wejsc w uklady z powstanczym ruchem."

Reszta dziejow nocy 29 listopada i dni nastepnych zamyka sie pod wzgledem wojskowym nowa dyslokacya wojsk, laczy sie przeto organicznie ze stanem sil obu stron po wybuchu wojny.

Podchorazowie, wyraziciele politycznego dorobku ruchow narodowych w Polsce Kongresowej, postawili sobie za cel wybuchu powstania stracenie wladzy Wielkiego Ksiecia Konstantego, oswobodzenie od wladz rosyjskich Warszawy, przeciwstawienie jej i kraju calego - Rosyi. Cel ten zostal osiagniety noca belwederska. Napad na Belweder stracil W. Ksiecia z jego wladztwa, mord na generalach pchnal kraj na drugi brzeg.



Lecz widzielismy od poczatku w idei, spisku, planie, przygotowaniu dwoistosc: nie przemyslano do konca, jak spoleczenstwo swe zdobyc - wiec zdobyto je do polowy; nie powzieto ambicyi ani odpowiedzialnosci za los kraju - wiec podzielono te losy na dwoje; do wielkiego zamierzenia, do koniecznosci wojny nie powolano calego narodu w imie naturalnych dla Polski granic: - wiec nie zmuszono narodu do impetu ofensywy. Spoleczenstwo zdobyto, ale tylko przez chwile gluchej nocy w niem panowano; zdobyto je, ale tylko w polowie. Wladze miano juz w reku dzielem smialosci garstki i krwawego jej czynu - ale upuszczono ja zaraz po drodze. Zamiast smialosci napadu przeciw zaskoczonemu w nocnym boju nieprzyjacielowi, zamiast impetu ofensywy obudzonego narodu, wojsko bez wodza, narod bez wladzy skupily sie w bezwlad trwozliwej obrony. Oblamanie inicyatywy wojennej w bitwie nocnej 29-go listopada zerwalo inicyatywe polityczna i wojenna w reku Polakow. Manifest detronizacyjny 25-go stycznia [1831] spoznil sie o dni 57, a dni w zyciu narodu bywaja policzone, wyprawa na Litwe spoznila sie o szesc miesiecy, a "czas w wojnie liczy sie na minuty". Polowicznosc polska stala w obliczu skamienialej w nienawisci Rosyi. Rosya wydala wojne Polsce.




Zrodla:
  1. Michal Sokolnicki: Wojna Polsko-Rosyjska w roku 1831, Wielkopolska Ksiegarnia Nakladowa Karola Rzepeckiego, Poznan 1919.

  2. Waclaw Tokarz: Sprzysiezenie Wysockiego i Noc Listopadowa, Warszawa 1925; PIW, Warszawa 1980.


Teksty tematycznie zwiazane zamieszczone w Zwojach:


Copyright © 1997-2001 Zwoje