Byloby bardzo interesujace przedstawic obecny stan interpretacyjny i prezentacyjny (w Polsce i swiecie) dramaturgiczno-teatralnej spuscizny Stanislawa Wyspianskiego. 32 lata, ktore uplynely od napisania tekstu Tymona Terleckiego to bardzo dlugi okres czasu w polskim teatrze, to dzialalnosc szeregu wielkich rezyserow, zeby wymienic tylko Konrada Swinarskiego i Andrzeja Wajde (wraz z inscenizacja Wesela tego ostatniego). Podobnie z dzielami znakomitych polskich scenografow ostatnich 30 lat.
Byc moze ktos z Czytelnikow wskaze mi, prosze, jakis zwarty artykul o obecnym stanie problematyki Wyspianskiego, ktory moglby zostac zamieszczony w Zwojach.
Andrzej Kobos

Wesoly jestem, swiezy...
- coz to? na marach trup?
to cialo tylko lezy,
lecz duch jak ognia slup.
Wyspianski ogladany w ciemnej otchlani stulecia, odgraniczonego dniem urodzin i naszym wspomnieniem, swieci jaskrawo. Wraz z nim, okolo roku 1860, wzeszla na polskie niebo cala konstelacja gwiazd, niebywala w bogactwie i sile. Przeciez Kasprowicz, Zeromski, Przybyszewski i Reymont to tylko troche starsi; Berent, Lesmian i Staff to troche mlodsi wspolczesnicy Wyspianskiego. A otacza ich roj takich swiatel, jak Tetmajer, Lange, Orkan, Micinski, Rittner, Brzozowski, Irzykowski i dziesiatek innych. Wsrod nich wszystkich Wyspianski jest pierwszy. Jego blask jest najsilniejszy, choc drga febrycznie.
Moglo sie wydawac, ze ta specyficznie polska rola pisarza na Wyspianskim wygasla. W rzeczywistosci dzieki niemu tylko przystosowala sie i przetworzyla. Zeromski, ktory go odwiedzil okolo roku 1905 i patrzyl nan tak jak patrzylo cale pokolenie, w dwadziescia lat pozniej zostal pozegnany jako "ostatni wajdelota." Ale i on nie byl ostatni. Gdy kilka lat temu [1965] odeszla sposrod nas Maria Dabrowska, odczulismy nagle otwarta pustke, pojelismy jasno, ze ta skromna, trzezwa, skrzetna kobieta spelniala na inny, niepatetyczny, jakby wstydliwy sposob zadanie szczegolne. I ona byla z tej samej linii, co Wyspianski. Jest sprawa otwarta ku przyszlosci, czy byla z tego rodu ostatnia.
Faktu biologicznego, ktory sie zdarzyl przed stu laty nie mozna sobie wyobrazic poza Krakowem. Sa miejsca urodzin mniej lub wiecej przypadkowe. Miejsce urodzin Wyspianskiego jest niejako imperatywne, jedynie mozliwe. Mogl przyjsc na swiat tylko tam i nigdzie indziej. Gdyby sie urodzil gdzie indziej, nie bylby soba, lecz kims innym, lub nie byloby go wcale. "Krakowskosc" Wyspianskiego jest czyms tak oczywistym, jak wpis w ksiazce metrykalnej i wpis w rejestrze zgonow.
Dopiero posrodku tych koncentrycznych, wibrujacych, przenikajacych sie kregow miescila sie wlasciwie cala polska przeszlosc od legendarnego Kraka i Wandy przez Piasta, Henryka Poboznego, Boleslawa Smialego i sw. Stanislawa ze Szczepanowa, przez Kazimierza Wielkiego, Zygmunta Augusta i Jana Kazimierza az do tragicznych wzniesien i tragicznych zalaman rewolucji roku 1831, do ech rewolucji roku 1905. W tym dazeniu do ogarniecia i przezycia, zaktualizowania calej wlasnej przeszlosci tylko poczciwy Kraszewski moze sie rownac z Wyspianskim. Ale tez ukazuje sie przy nim jak pracowity kronikarz przy natchnionym wizjonerze, jak nauczyciel ludowy przy biblijnym proroku.
Myslac i mowiac o Wyspianskim jako pisarzu tak dobitnie polskim, nie dosc pamieta sie o jego europejskosci. Cala jego tworczosc literacka i pozaliteracka jest wpisana w szerokie otocze europejskie. Wolno mowic o zwiazkach z angielskimi Prerafaelitami, l'Art Nouveau Paryza, z moda na japonszczyzne, Gauguinem i Van Goghiem. Mniej lub wiecej istotne sa zaleznosci od Wagnera, Ibsena, Maeterlincka, Hauptmanna i Nietzschego. Ale wszystkie one wspoldzialaly w uksztaltowaniu osobowosci niepodobnej do nikogo i niczego, choc tkwiacej gleboko w gruncie, w atmosferze czasu. Dzieje postimpresjonizmu w sztukach plastycznych i symbolizmu w poezji nie sa pelne, nie moga byc pelne bez uwzglednienia wkladu Wyspianskiego.
W jednej zwlaszcza dziedzinie lezacej na skrzyzowaniu literatury i "Sztuk wzrokowych" - w teatrze - obecnosc Wyspianskiego jest szczegolna i wyjatkowa. Jego podwojna kompetencja plastyczna i pisarska, intuicja, konsekwencja artystyczna, wrazliwosc na prady epoki sprawily, ze na krakowskim partykularzu Wyspianski przeczul, zapowiedzial i tworczo wlaczyl sie w prad reformy teatru, w prad, ktory do dzis dnia jest jego krwioobiegiem. Leon Schiller zostawil swiadectwo, ze Edward Gordon Craig byl urzeczony Wyzwoleniem, choc nie mogl go czytac szescdziesiat lat temu i nie moglby przeczytac dzisiaj [1969], gdyby jeszcze o dwa lata przedluzylo sie jego iscie matuzalowe zycie. Arcypolski, arcykrakowski, arcywyspianski dramat urzekal go jako forma sceniczna, jako odkrycie czysto formalne. Rzeczywiscie, ten teatr w teatrze, teatr obnazony do wewnetrznego mechanizmu, teatr zdemaskowany w swoich granicach i podniesiony do apoteozy w swoich mozliwosciach, byl czyms niebywalym w momencie, w ktorym Wyspianski pokazal go na swojej rodzinnej, ubogiej scenie w Krakowie.
O innym jego bardziej bezspornym utworze, Weselu, Jean Fabre, profesor Sorbony, znakomity historyk, specjalista od historii wieku XVIII, autor monumentalnej monografii francuskiej krola Stanislawa Augusta, a zatem ktos przychodzacy z odleglej dziedziny, powiedzial dziesiec lat temu [1959]: "Rocznice premiery Wesela powinnismy obchodzic jako swieto teatru europejskiego." Wazne jest slowo "europejski" w odniesieniu do dziela tak arcywyspianskiego, arcykrakowskiego, arcypolskiego.
To co tu powiedziano nie uchyla slabych stron dokonania. Nie mozna i nie trzeba przeoczac, ze swieci ono nie rownym swiatlem Goethego czy Mickiewicza, lecz dramatyczna wibracja promieni walczacych z cieniami. Nie zmienia tego faktu okolicznosc, ze niedostatki Wyspianskiego sa w mniejszym stopniu organicznej, w wiekszym stopniu incydentalnej natury. Olbrzymie dokonanie powstalo w dramatycznym wyscigu ze smiercia. Bez mala dwadziescia dramatow w ciagu dziesieciu lat, dramatow, z ktorych niemal kazdy jest inny, kazdy jest rekonesansem w nieznane i zuchwalym eksperymentem artystycznym - juz to samo wystarczyloby na tytul fenomenu tworczego. A trzeba do tego dodac dziela plastyczne; przed wielu laty Stanislaw Swierz zamknal ich inwentarz liczba: 544 (ta liczba obejmuje wiele pozycji zbiorowych). Sa wsrod nich prace we wszystkich technikach malarskich, projekty dekoracji, kostiumow i rekwizytow, gigantyczne polichromie i witraze, rzezby, nie mowiac o reformie typografii, o planowaniu wnetrz i mebli, o wizjonerskim planie przebudowy Wawelu, o dopiero niedawno odczytanem zarysie plastycznym "teatru ogromnego", teatru na wlasna swoja miare.
Jest cos z samookreslenia w slowach starego Rapsoda ze Skalki:
Narodu piesn, narodu spiewI jest cos z oznaczenia takze wlasnego losu losu w czterowierszu z Kazimierza Wielkiego:
I mysli i serce tkliwe
i wszystek bol i zal i gniew
w krwi mojej plyna zywe.
Wielkosci! Komu nazwe twa przydano, ten tegich sil odzywia w sobie moce i dusza trwa, wielokroc powolana, swiecaca w dlugie, narodowe noce.
Ale nawet ta sprawa nie wyglada az tak prosto. Moze ludzic fakt, ze wlasnie u konca roku 1968 ukazal sie w swietnym wydaniu, firmowanym przez Uniwersity of Washington Press, angielski wybor dramatow Stanislawa Ignacego Witkiewicza, przygotowany przez Profesora Daniela Geroulda, a Wyspianski nie dorobil sie takiego wyboru. Moze rowniez mylic fakt, ze Mrozka gra sie niemal na calym swiecie, a nie gra sie Wyspianskiego. Istota rzeczy wydaje sie o wiele bardziej zlozona niz te zewnetrzne pozory.
Wolno, jak sadze, zaryzykowac poglad, ze bez Wyspianskiego Witkacy nie doczekalby sie posmiertnego zadoscuczynienia i zwyciestwa za grobem. Nie byloby tez obietnicy swiatowego sukcesu Mrozka - pierwszej takiej obietnicy w calych dziejach naszego dramatu.
Witkacy bynajmniej nie tail ile zawdzieczal pisarzom Mlodej Polski, w szczegolnosci Wyspianskiemu i Micinskiemu. Instruktywny jest pod tym wzgledem jego esej Czysta forma w teatrze Wyspianskiego na lamach doszczetnie dzis zapomnianego, smiesznego pisemka-kapliczki Studio z roku 1937, a wiec z czasu, gdy Witkacy byl juz calkowicie uksztaltowany i zblizal sie do tragicznego, samobojczego kresu. Nowe wyzwolenie jest oczywiscie parodia Wyzwolenia Wyspianskiego, a parodia czesto znaczy przenikniecie do samego sedna i jego przezwyciezenie. Konstanty Puzyna trafnie dosluchal sie aluzji do Wesela w Szewcach, najbardziej dojrzalym i poglebionym dramacie Witkiewicza.
Nie trzeba szczegolnego, perwersyjnego wyrafinowania, zeby rowniez w Mrozkowej Zabawie dostrzec echo, niemal parafraze, niemal trawestacje Wesela. Te utwory laczy mniej wiecej, i toutes proportions gardées, taki stosunek jaki zachodzi miedzy Dziadami i Wyzwoleniem. Mrozka, caly wspolczesny dramat polski, mozna rozumiec jako dialektyczna opozycje, jako antyteze Wyspianskiego.
Jesli tak, jest on obecny w naszej epoce w sposob bardziej dobitny i znaczacy, nizby mozna przypuszczac, nizby na powierzchowny rzut oka moglo sie wydawac. Bo czy antyteza moze powstac bez tezy? Bo czy obie one nie poszukuja syntezy? Bo czy juz co najmniej nie objawiaja lacznosci, ciaglosci wzrostu? Mozna by nawet juz teraz wskazywac punkty styczne czy punkty nowej syntezy. Walka z pozorami, zludami, urojeniami, walka o wartosci istotne i autentyczne - zeby przytoczyc przykladowo i bardzo ogolnikowo tylko jedna sprawe - laczy wspolczesnych polskich dramotopisarzy pod znakiem Wyspianskiego. Jako poeta umarl on bezpotomnie. Byc moze dopiero dzisiaj doczekal sie dziedzicow.
Ta robocza hipoteza o obecnosci Wyspianskiego w dniu dzisiejszym wytycza droge do myslenia o nim, poddaje metode jego ujmowania. My sami musimy sie uwolnic od autosugestii, od sugestii zbiorowej, ze jest to pisarz wylacznie, nieprzenikalnie, nieuleczalnie polski. Juz samo statystyczne obliczenie tematow prowadzi do nienajgorszej proporcji 1:2. Bo temat Klatwy i Sedziow, choc jest topograficznie polski, nie moze byc uznany za specyficznie polski; taka specyficznosc nie stanowi istotnego sensu tych utworow. Zreszta od czasu Faulknera stalo sie jasne, ze nawet najskrajniej partykularny regionalizm moze miec wymowe uniwersalna.
By odczynic fatalny urok ciazacy nad dzielem Wyspianskiego trzeba go odkopac spod lawiny egzegez wyznawczych. Trzeba rozwiac osnuwajace go kadzidlane dymy, lecz takze uchylic od niego prychania snobow kosmopolityzmu. Sam Wyspianski byl osobowoscia az halucynacyjnie trzezwa; swiadectwa mowia o jego stalowo zimnych, nieuleklych oczach; takie oczy patrza z jego niezliczonych autoportretow.
Po dziesiatkach lat interpretacji ideologicznych przyszedl czas na interpretacje przede wszystkim estetyczna. Domagal sie tego dlugo przed wojna Manfred Kridl i nie mozna powiedziec, zeby byl glosem wolajacym na puszczy. Ale po wojnie zaznaczyl sie regres, nawrot do najbardziej posepnego "talmudyzmu." Nawet najlepsi, najrozsadniejsi nie uchowali sie od tej zarazy. Zwlaszcza dzielo artystycznie najmniej sporne, niewatpliwe arcydzielo - Wesele padlo ofiara drugiej, negatywnej fali "ideologicznej." Byloby kleska, gdyby w setna rocznice urodzin pokryla Wyspianskiego i jego dokonanie nowa, trzecia fala interpretacyjnego metniactwa.
Byl on "sztukmistrzem", mistrzem wszech sztuk jak Norwid, ale o ilez od niego w dziedzinie plastycznej wyzszym. Byl artysta swiadomym mozliwosci, niebezpieczenstw i ograniczen artyzmu - w tym artysta na wskros dzisiejszym. Ulegajac cisnieniu tradycji, przyjmujac na siebie dobrowolnie misje pozaartystyczna, nigdy nie przestal tworzyc sztuke:
Sztuka jest z ducha, stwarza sie, nie robi -Trudno powiedziec, ze ten "pewnik" jest uznany, ze sztuka Wyspianskiego zostala rozpoznana w calej swojej zlozonosci, nowosci i oryginalnosci. A tylko ten wylot prowadzi do dojrzenia znaczen uniwersalnych w Wyspianskim, tych, ktore sa wazne nie tylko dla partykularza polskiego, lecz dla literatury swiatowej.
a raz stworzona duchem, jest pewnikiem.(Noty do Boleslawa Smialego)
Pojedynczy przyklad dzialania zmierzajacego w tym kierunku stanowi angielskie tlumaczenie prozaiczne - lepsze takie niz zadne - Powrotu Odysa, ktore niedawno (1966) wydal Howard Clarke, uczen Profesora Wiktora Weintrauba. Przy sposobnosci wskazal, ze autor wielkiego, uczonego dziela o motywie Odyseusza, W.B. Stanford (The Ulysses Theme) pominal tragedie Wyspianskiego, bo po prostu nie wiedzial o jej istnieniu. Po przekladzie Clarke'a bedzie to niemozliwe rowniez dlatego, ze na szerokim tle porownawczym ujecie polskiego homerydy okazalo sie samoistne i jedyne. Niepodobna oczekiwac dla Wyspianskiego rozglosnej slawy; mozna i trzeba wpisywac go takimi pracami w kontekst literatury powszechnej, zawarowac mu nalezne tam miejsce.
Trudno ulegac zludzeniu, ze uda sie go wprowadzic na obce sceny i zapewnic mu na nich podobna trwala pozycje. Mozna tu liczyc tylko na sporadyczne usilowania takie, jak inscenizacja Wesela, kilka lat temu pokazana przez Erwina Axera w Nowym Jorku. Co bynajmniej nie znaczy, ze i w tym zakresie nie ma nic do zrobienia. Otwarcie realnych widokow wymaga dwu rzeczy: systematycznej uprawy wewnetrznej, uprawy Wyspianskiego w polskich teatrach i niekonwencjonalnej decyzji, mogacej przyblizyc go cudzoziemcom.
Troche wiecej niz dziesiec lat temu [1958], dwaj wybitni ludzie teatru, teoretyk i praktyk Bohdan Korzeniewski, teoretyk i historyk Zdzislaw Raszewski, przeprowadzili konfrontacje Wyspianskiego ze wspolczesnym teatrem polskim. Bilans nie byl dodatni i nie mogl byc inny po okresie wieloletniej banicji z jego duchowej ojczyzny. Od tego czasu, od pamietnego festiwalu 1957/1958, obraz zmienil sie na korzysc. Pozwalaja to stwierdzic Almanachy sceny polskiej, wydawane przez przedwczesnie zmarlego Edwarda Csato, popiera to jego krotkie, przedrocznicowe podsumowanie w Teatrze (nr 7/1968). Pytanie, czy to jest dosyc i czy to jest wszystko, co mozna i nalezy?
Na pewno nie. Za czasow Wyspianskiego na podzielonych ziemiach polskich dzialalo wszystkiego dziesiec scen i niektore z nich (w zaborze rosyjskim) byly przed nim zamkniete. Dzis [1969] jest ich bodaj dziesiec razy tyle, lecz nie wszystkie sa dla niego otwarte. Wiele z nich uchyla drzwi tylko od wielkiego dzwonu, dla tzw. "swietego spokoju" i tzw. "honoru domu." A mogloby i powinno byc inaczej.
Bo wolno mowic o zywej, dynamicznej tradycji Wyspianskiego w polskim teatrze. Wspiera sie ona na trzech przeslach, czy snuje sie przez czas az trzema pasami. Jednym z nich jest studium Wyspianskiego o Hamlecie, wprowadzone do myslenia o teatrze, do czucia i pojmowania teatru przez Juliusza Osterwe i "Redute." Drugie stanowi Leon Schiller z "teatrem monumentalnym," wywodzace sie w prostej linii z tego co jego wielki rodzic nazywal "teatrem ogromnym." Trzecie, to plastyka sceniczna, ktora rowniez ma swoj poczatek w Wyspianskim.
Nie nalezy zalowac, ze zaklinanie sie na jego slowa, nagminnie uprawiane przez "Redutowcow" wyszlo z mody i uzycia; w naszych czasach deklaracyjna i asekuracyjna "cytatologia" dala sie az nazbyt we znaki. Ale inspiracja zawarta w teatralnej ewangelii Wyspianskiego nie stracila przez to swojej sily. Wzmogla sie na sile.
Proporcje teatru Schillera okazaly sie po jego odejsciu przede wszystkim formatem jego wlasnej indywidualnosci, lecz nie da sie ona przeoczyc jako ogniwo miedzy Wyspianskim a dniem dzisiejszym, winna sluzyc za przyklad, miare i wzor.
Najbardziej widomie i niewatpliwie zyje Wyspianski w polskiej scenografii. Zyje jako pierwszy stworczy bodziec, podjety przez Drabika i Frycza, nieustannie do dzis przybierajacy na sile rozpedu. Tylko porownawcza znajomosc tego co sie w dziedzinie plastyki scenicznej tworzy w Europie i poza Europa, a wiec przede wszystkim i wlasciwie tylko w Ameryce, uswiadamia rozmiar i jakosc tego naszego waloru.
Wspolczesny teatr polski ma do rozporzadzenia zywa i dynamiczna tradycje. Rzecz w tym, by o niej pamietal nie od swieta, od rocznicy do rocznicy, lecz na co dzien, by z tego co ma wielkiego budowal jeszcze wieksze jutro.
Na Antenie 71 / Wiadomosci 8/1195, Londyn, 23 lutego 1969.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||