Tymon Terlecki (ur. 1905), wybitny eseista, teatrolog, historyk literatury, krytyk, wytworny stylista, filozof, zmarl w Oxfordzie, UK, 6 listopada 2000.

Znanym krytykiem literackim i teatralnym oraz eseista stal sie juz we Lwowie od roku okolo 1930. Z Leonem Schillerem wspoltworzyl Wydzial Rezyserii w Panstwowym Instytucie Sztuki Teatralnej w Warszawie. W latach 1939-1949, byl redaktorem tygodnika Polska Walczaca, najpierw w Paryzu a pozniej w Londynie. Wspolpracowal z pismami emigracyjnymi, (glownie z Wiadomosciami w Londynie), organizowal imprezy i dyskusje literackie. Byl profesorem Polskiego Uniwersytetu na Obczyznie (PUNO) w Londynie. W latach 1964-1972, wykladal literature polska i teatrologie na uniwersytecie w Chicago w Stanach Zjednoczonych.

Byl autorem licznych publikacji i wielu ksiazek, szczegolnie o wielkich ludziach teatru - aktorach i rezyserach. Kreslil slowem bardzo zywe, prawdziwe i glebokie sylwetki ludzi (np. w ksiazkach pt. Rzeczy teatralne i Wsrod swoich.). Szczegolnie cenny jest jego portret Leona Schillera. Napisal trzy znakomite prace o Wyspianskim, opublikowane rowniez po angielsku, oraz dluzszy esej o smierci Mickiewicza (Smierc patetyczna.). Byl rowniez stalym wspolpracownikiem Encyclopaedia Britannica.

Wspaniala stylistyke Tymona Terleckiego znakomicie opisal niedawno Andrzej Jozef Dabrowski w artykule na 95-lecie Tymona Terleckiego ("Daj nam troche zlota, Tymonie", Przeglad Polski - dodatek do Nowego Dziennika, Nowy Jork, 18 sierpnia 2000). Oto poczatkowy fragment tego artykulu:

"O gdybym chocby w czesci mogl pisac tak jak on! Jakaz elegancja jezyka, jakaz umiejetnosc obrazowania, jakiz talent do malowania portretow! Ilez tam tonow, polcieni, cwierccieni i jakaz harmonia z modelem! Kazdy z nich niesie wlasna barwe, ktora mistrz potrafi rozmalowac, kazdy z nich ma wlasna aure, w ktora potrafi sie wczytac, ba, i okreslic. To wielka sztuka.

Portrety Terleckiego to jednak nie tylko malowanie slowem, to takze muzyka. Goruja tony dynamiczne, zwarte, przechodzace w chwili wzruszenia w piano, a nawet pianissimo, rzadko w forte. I wreszcie kompozycja, zgodna z regulami wzorcowej dramaturgii - ekspozycja, zawiazanie sprawy, punkt kulminacyjny, rozwiazanie, final. To sa wlasciwie portrety w ruchu, ktore odbiera sie jak syntezy dramatyczne. To je odroznia od portretow, ktore wyszly spod reki Czeslawa Milosza czy Jana Lechonia. Pierwsze sa przepytywaniem pamieci, drugie zapisem emocji, mowiac w najwiekszym uproszczeniu, rzecz jasna."

Andrzej Jozef Dabrowski


Ponizej zamieszczamy krotki wybor wytwornej prozy Tymona Terleckiego (tytul pochodzi ode mnie),
a w nastepnym artykule tych Zwojow, jeden z jego tekstow o Stanislawie Wyspianskim.

Andrzej Kobos




ZAPISKI O MORZU, NIEBIE I SWIECIE





TYMON TERLECKI


Morze wydaje sie najbardziej metafizycznym zywiolem widzialnego swiata. Nie jest samowystarczalne, nie ma pelnej indywidualnosci, przedstawia "stosunek odniesienia" do czegos innego. Istnieje w nieprzerwanym sprzegu, w smiertelnym uscisku z niebem. Trwa w urzeczeniu, w hipnozie, w straszliwej bezsennej tesknocie, aby stac sie niebem.


Holgen Drachmann: Widok morza, Skagen, Dania, cca. 1870.

*

Patetycznosc, bolesnosc spetania morza z niebem. Nic, co sie dzieje na niebie, nie przechodzi bez sladu w morzu. W morzu nie dzieje sie nic - procz utajonego zycia alg ale i dziwotworow morskich - co by nie bylo natchnione przez niebo.

*

Mozna myslec, ze morze jest parabola doli ludzkiej. "La condition humaine" przelozona na olbrzymi obraz przyrodniczy i monumentalny symbol.

*

Morze i niebo: niemoznosc znalezienia wyrazu i forma doskonala, ostateczna.


Morze w Skummeslöv, Szwecja.   (fot. Andrzej Kobos)

*

Morze i niebo: doczesnosc i absolut.

*

Morze i niebo: ksiezyc, ktory podniosl bunt i chce sie stac sloncem.

*

P.S. Kröyer: Widok morza, Skagen, Dania, 1882.

Morze, czyli forma wyrazu - nieznuzona i nieukojona.

*

Morze, czyli aspiracja do anielstwa.

*

Zadziwia mnie i niepokoi dwoistosc ksztaltu mew, dwuznacznosc ich istnienia, jakies obojnactwo. Po ziemi obnosza trywialna brzydote. W powietrzu, miedzy morzem a niebem, posrodku olbrzymiego napiecia, posrodku olbrzymiego dramatu - rozpinaja sie w ksztalt nieskazitelnej ale bezradnej pieknosci.

*

Kormorany. Rozkrzyzowuja czarne, secesyjne skrzydla na skalach oddalonych od brzegu. Wsrod mewiego pospolstwa, posrodku dziecinnego kwilenia i bezradnej zarlocznosci, wydaja sie udreczone, kassandryczne w swoim milczeniu i zalobnosci.

*

Morze w dzien wietrzny: Szklane bukiety, wience z piany rozkwitaja na podziw jednej sekundy. Kazda unosi z soba ksztalt i obraz stworzony na chwale jej urodzin i na zalobe jej smierci.

*

Morze w Kåseberga, Szwecja.   (fot. Andrzej Kobos)

Morze w dzien pogodny: slodka blawosc, cienko srebrzona niebieszczyzna obejmuje przybrzezne skaly i - na przeciwnym krancu jednoczy sie z niebieskim widnokregiem. Ale poszedlszy blizej, czuje sie utajony spazm, sciszone lkanie, ktore za chwile wybuchnie zwykla skarga, ze i to nie jest jeszcze to o co idzie, ze i to nie jest ciagle spelnieniem ostatecznosci.

*

Burza morska: gigantyczne, wsciekle skoki, natarcia natezone do kregu sily, odbijanie sie od dna rozszalego zapamietania, aby wyskoczyc, wzniesc sie ponad siebie, minac punkt fatalny, za ktorym mozna by sie uskrzydlic, wysklepic w kule blogiego spokoju - stac sie niebem, uciszyc sie i oniemiec.

*

Morze w Skummeslöv, Szwecja.   (fot. Andrzej Kobos)

Morze: tesknota i bunt przeciw przedmiotowi tesknoty. Przeciw przymusowi tesknoty.

*

Morze, czyli bezsennosc.

*

Morze: perpetuum mobile.

*

Morze: Bog, wirtuoz stwarzania, tworca nienasycony, monoideista tworczosci gra niekonczaca sie palcowke.


Morze w Skummeslöv, Szwecja.   (fot. Andrzej Kobos)

*

Muzykow powinno sie grzebac w morzu. Jest to grob zrobiony z materii muzycznej. Scislej: rodzacy sie z tej materii, stajacy sie ciagle, jak muzyka. Grob, nie w ograniczonej przestrzeni, ale w nieskonczonym czasie - spiewajaca wiecznosc.

*

Niebo w gwiazdach: zecer rozsypal wiersz zloty, werset najwazniejszy, magiczne zaklecie, ktore moglo zbawic swiat.

*

Ach, gdyby mozna zgladzic z ziemi przekleta zasade, ze cel uswieca srodki. Gdyby mozna tak samo upowszechnic prawde, ze to srodki uswiecaja cel. Tylko "srodki" sa wazne. Tylko "srodki" sa ludzkie w tym znaczeniu, ze sa w zasiegu czlowieka, sa jego przeznaczeniem i jego miara.

*

Nienawidze snu, wole czuwanie. Musze walczyc o sen, jak o cos cennego. A potem okazuje sie, ze jest to wydanie siebie pod ucisk ciemnych mocy. Jest to petlica na gardle, ktora ktos igra przemyslnie i z okrutnym sadyzmem.
Smierc nie ma nic wspolnego ze snem - nic, nic. Jest to wielka, ostateczna trzezwosc. Nienuzace sie czuwanie.

*

Kultura jest to wybor i zwiazanie wybranych wartosci w organiczna calosc, w zwiazek chemiczny, w strukture podlegla prawu rownowagi. Kultura jest to jedyny cud, jaki czlowiek moze uczynic.

*

Nie wierze w Krolestwo Boze na tej ziemi. Wystarcza mi jego mozliwosc, tesknota do niego, wystarcza mi dazenie do dobra, jego instynktowne czucie, jego mgliste widzenie. To jest wszystko co mozemy miec na tej ziemi, i wszystko dla czego warto na niej zyc i za co warto na niej umierac.

*

Jest moze tylko jedna recepta na szczescie: brak wyobrazni.


("Z wakacyjnego notatnika",
Wiadomosci, 85/86, Londyn, 23 listopada 1947)


* * *

Modlitwa na odjezdnem


Nazajutrz rano jest tak samo, jak bylo w dzien przyjazdu. Jedziemy tymi samymi ulicami, przez te sama lagodna jasnosc, promieniujaca z kamieni. Jeszcze rozjasnia sie ona przez lzy.

Modlilem sie z moim ojcem na ruinach Akropolu w uniesieniu nad niesmiertelna trwaloscia piekna. Modlilem sie na gruzach ghetta warszawskiego w bolesnym upokorzeniu uczuc chrzescijanskich. Modlilem sie na zgliszczach Warszawy w rozeznaniu, ze juz nigdzie i nigdy nie bede szczesliwy.

Boze przeplywajacych oblokow i rosnacych miast, nie daj mi sie modlic na ruinach Paryza.

Nie daj, nie daj mi sie modlic na ruinach Paryza.

Paryz, Oficyna Poetow i Malarzy, Londyn, 1952




Teksty Tymona Terleckiego zamieszczone w Zwojach:


Copyright © 1997-2001 Zwoje