ANDRZEJ WAJDA contra POEMA NARODOWE
ANDRZEJ KOBOS
"Bedzie to zawsze arcydzielem przez sztuke i przez tla od Ruisdaelowskich doskonalsze
– ale!!! poema arcy-narodowe-polskie? w ktorym jedyna figura serio jest... Zyd (Jankiel)
– zreszta awanturniki, facecjonisci, gawedziarze ––
i dwie niewiasty: z tych jedna metresa, druga pensjonarka.
Oto polskie poema? – vivat! ––"
Cyprian Norwid
Rafalowi Dymarzowi,
z ktorym przegadalem tyle, takze o Panu Tadeuszu,
i ktory namowil mnie do spisania tych mysli nieuczeszanych.
Dopiero 23 wrzesnia 2000 r. na drugim koncu swiata, w edmontonskim kinie obejrzalem Pana Tadeusza Andrzeja Wajdy. Szedlem na ten film z wielkimi oczekiwaniami. Bo to przeciez glosna i chwalona ekranizacja wielkiego dziela literatury polskiej, podstawowego w polskim kanonie literackim, nieomal od stulecia wkladanego do umyslow wszystkich polskich uczniow w wieku powyzej 14 lat, utworu bliskiego wszystkim, recytowanego we fragmentach z pamieci przez mlodych i starych. Bo to przeciez cudowny jezyk polski trzynastozgloskowym wierszem, polskie "poema narodowe."Nic wiec dziwnego, ze w Polsce film pobil wszystkie rekordy ogladalnosci – podobno obejrzalo go siedem milionow widzow. Ja mialem jeszcze jeden powod, bardziej osobisty, moze mniej czesty u innych widzow: obiecywalem sobie obejrzec piekna, artystyczna robote fotograficzna. Cudowne "tla" w Panu Tadeuszu moga byc wspanialym polem do popisu zarowno rezysera, jak i kamerzysty. O to, jak Andrzej Wajda przedstawil te tla, przyrode glownie, wypytywalem juz wczesniej znajomych, ktorzy widzieli byli ten film w Polsce. Oczekiwalem wrazen i wzruszen.
Wyszedlem z dosyc zatloczonego kina z uczuciami mieszanymi. Niektore sceny i gra niektorych aktorow sa w moim odczuciu znakomite, nie mniej jednak w calosci mam odczucie niedosytu. Ja wiem, ze ekranizacja Pana Tadeusza jest niezwykle trudna, ze dotychczasowe, bodajze dwie, wczesno-przedwojenne ekranizacje Pana Tadeusza byly nieudane. Ale wszak po Andrzeju Wajdzie, dysponujacym magicznymi wrecz srodkami wspolczesnego krecenia filmu, spodziewalem sie wiecej i lepiej. Tym bardziej, ze on sam "ufilmowil" scenariusz oryginalnego dziela.
* * *
Najpierw o tym, co podobalo mi sie w filmie, dzieki czemu jestem zadowolony z obejrzenia Pana Tadeusza.
Podobal mi sie "filmowy" pomysl Wajdy z poczatkiem i zakonczeniem filmu w dosc nedznej izbie emigrantow w Paryzu, emigrantow – dawnych bohaterow poematu narodowego, starych i pocieszanych w wygnanczym nieszczesciu eposem czytanym im przez Mickiewicza. Bardzo to dobre ufilmowienie dziela i osadzenie w sytuacji, ktora byla "potem".
Szereg scen jest znakomicie zrobionych, dzieki wspanialej grze kilku aktorow. I tutaj na czolo wysuwa sie postac Gerwazego i wszystkie z nim sceny. Daniel Olbrychski jako Klucznik, choc nie az tak stary jak w poemie, jest doskonaly w scenach dlugich i krotkich, z tych dlugich niezapomniany jest w burdzie w zamku. Doskonala, nie przeszarzowana gra wielkiego aktora. Olbrychski jest klasa sam dla siebie, jakby prawie wszyscy inni, niektorzy zreszta znani aktorzy, byli o rzad wielkosci ponizej Daniela Olbrychskiego, a nie jest to wszak film zrobiony pod Olbrychskiego.
Dorownujacy aktorsko Olbrychskiemu jest Boguslaw Linda jako ksiadz Robak – Jacek Soplica. Jest dobry wszedzie, od retrospektywnej sceny nieruchomego oczekiwania na kule Gerwazego pod zamkiem Horeszkow, poprzez polowanie, znakomita scene w karczmie, kiedy opowiadajac czestuje tabaka, przez nieprzekonywujaca skadinad bitwe z Rosjanami, po powolne umieranie. Ale mimo dlugiej sceny umierania i "spowiedzi," znakomity aktor wydal mi sie nie wykorzystany. Chcialo by sie go widziec wiecej, nieomal w miejsce innych.
Grazyna Szapalowska, Telimena, dobra, chociaz nie jest to jakas "koncertowa" gra. Gra jakby jakas przytlumiona, poza pozegnalna scena zerwania z Tadeuszem. Przytlumiona rowniez w innym sensie; w dzisiejszej konwencji filmu brak jest tu scen bardziej erotycznych z nia, ktore przeciez w tej historyjce mialy miejsce, w filmie rozpoczynaja sie i urywaja, choc mowi sie o nich. Sceny erotyczne mozna bylo nakrecic niekoniecznie naturalistycznie, a bardzo poetycko.
Bardzo dobrych jest kilka postaci drugoplanowych, poczawszy od krociutkiej z zziajanym gajowym, przybiegajacym z krotka wiadomoscia: "niedzwiedz, mospanie". Wspanialy jest (niezyjacy juz) Jerzy Binczycki, jako Maciek Dobrzynski-"Rozeczka"; znakomita jest dopisana przez Wajde scena jego triumfu, gdy, po przywiezieniu z ksiedzem Robakiem wozow z bronia, chodzi pomiedzy zakutymi w dyby szlachciurami, moknacymi w strugach deszczu. Pomysl z ulewnym deszczem - to wielki plus dla Wajdy. Ale znowu chcialoby sie wiecej Binczyckiego. Coz za kontrast jego gry z gra niektorych innych!
Dobry jest major Plut. Dobrze, ze Wajda uwydatnil sluzalczosc Polakow wobec Rosjan, ceche, ktora u licznych nie skonczyla sie nieomal dotad. Kapitan Rykow to swietna gra i mowa Siergieja Szakurowa. Tutaj drobiazg umknal Wajdzie: noz rzucony przez Wojskiego w Rykowa, wbija sie co prawda w gitare, ale nie wierci jej na wylot, ani Rykow nie uchyla sie aby ujsc smierci – o czym przeciez tak szczegolowo w poemacie.
Powie ktos, "drobiazg", ale to bardzo filmowy drobiazg, a i wiekszych drobiazgow brakuje wiele.
Jankiel. Znakomita gra Wladyslawa Kowalskiego, ale znowu za malo jej. A to przeciez, wedlug slusznego zdania Norwida, jedyna postac serio w Panu Tadeuszu. Koncert Jankiela jest w poemacie dluga sekwencja. W filmie Wajdy, Jankiel uderza w cymbalki zaledwie kilka taktow i to od razu taktow poloneza. Koncert Jankiela mogl byc cudowna scena. Zamiast takiej, Wajda kaze nam ogladac tanczace "Mazowsze", ktore widzielismy juz byli N razy, gdzie N jest duza liczba.
Postaci mniej lub bardziej drugoplanowych jest w filmie wiecej, ale grane sa niemrawo, bezbarwnie. Poczawszy od Sedziego, mimo przeblyskow humoru Andrzeja Seweryna, chociaz Sedzia jest niemrawy i w samym poemacie. Ale juz Protazy nie musial byc tak bezbarwny. Rejent i Asesor sa zupelnie zgubieni w tlumie. Jak filmowe mogly byc ich mysliwskie spory, jak filmowe mogloby byc rownoczesne dopadniecie zablakanego szaraka przez ich dwa psy.
Mialem ogromny niedosyt filmowa postacia Wojskiego. Aktorsko jest zupelnie niewidoczny. Podam dwa tego przyklady. Koncert na rogu po (sztucznie zagranym) polowaniu, po ustrzeleniu niedzwiedzia przez ksiedza Robaka. Wojski wypuszcza dwa krotkie dzwieki z rogu – i to wszystko. U Mickiewicza jest to przepiekna scena: Wojski czyni dlugie przygotowania, wzdyma policzki jak bania, w oczach krwia blyska, wciaga brzuch, wysyla do pluc z niego caly zapas ducha. I gra... To moglo zostac sfilmowane dokladnie, mogl to byc wspanialy popis gry i mimiki aktora. Podobnie, Wojski – mistrz sztuki rzucania nozow, strasznej w recznej bitwie – rzuca nozem dwukrotnie, ale noz nie blyska mu w rekawie, nie widac jak to robi, choc Mickiewicz to opisal, z poprzedzajacym kazdy rzut zazyciem tabaki wlacznie. Widac tylko noz wbijajacy sie w lawe, ktora Gerwazy zaslania Hrabiego, albo w gitare Rykowa. Mogly to byc wspaniale zagrane epizody, tak jak chociazby pamietne sceny rzucania nozem w amerykanskim westernie Siedmiu wspanialych.
Nie wspominam nawet Tadeusza. Hrabia mial byc eteryczny i prawie jest, ale Michal Zebrowski jako Tadeusz, caly czas jest sztuczny, jakis napiety. Ja nie wiem dlaczego; moze przez tytulowe poczucie odpowiedzialnosci wobec Poemy Narodowej? I tak dalej i tak dalej. Niezbyt wiele filmowosci pozostaje wyryte w pamieci widza.
I jeszcze moj wielki zal do Andrzeja Wajdy oraz do Pawla Edelmana, glownego kamerzysty w filmie. Jak juz rzeklem, poszedlem byl na ten film takze, a moze nawet glownie, dla owego, "lepszego niz Ruysdaelowskie" tla. To tlo, tla sa czyms zupelnie nieprzemijajacym w Panu Tadeuszu. U mnie, dodatkowo, zadzialala moja fascynacja fotografika, fotografowaniem wlasnie tla, mowiac ogolnie.
Tego tla na dobra sprawe nie ma w ekranizacji Andrzeja Wajdy. A okazje ku temu byly rozliczne. Wymienie chociazby kilka. Zachod slonca, chmury – jest rozmowa Tadeusza z Hrabia o malarstwie, z ktorej wyciety jest niezwykle "fotogeniczny" opis chmur. Tadeusz mowi o poczciwej brzezinie. W tym momencie pokazane zostaje kilka pni brzoz; dalibog, ja zrobilem w zyciu kilkanascie o wiele lepszych zdjec brzoz. Zamiast grzybow, widzimy surrealistycznie wloczace sie jakby duchy-zjawy szlachetnie urodzonych grzybiarzy. Nie ma wieczornego koncertu dwoch stawow, puszcza, w ktorej poluja na niedzwiedzia, tak pieknie opisana przez Mickiewicza, mogla zostac pokazana w niezapomniany sposob, zas Wajda dwukrotnie pokazal to samo, albo bardzo podobne, statyczne ujecie. Burza mogla byc koncertem fotograficznym, nie ma jej (poza rozblyskujacym oknem). Podobnie z mgla w zascianku Dobrzynskich. Ladna jest scena przygotowywania kawy, swietnie zagrana przez Krystyne Zachwatowicz. Krysia Zachwatowicz-Wajdowa, obok mistrzowstwa w sztuce scenografii, jest znakomita aktorka, ale w poemacie jest piekny opis porcelany misnienskiej, ktora mozna bylo gdzies wypozyczyc i pokazac.
Mnie nie chodzi o dlugie sceny, z kamera bladzaca na przyklad po chmurach i po zblizeniach porcelany. Chodzi mi o brak wkomponowanych najpiekniejszych i najwartosciowszych fragmentow Pana Tadeusza, o to, ze nie ma chociazby kilku z nich. Ladna scenografia wnetrz i piekne kostiumy (projektu Krystyny Zachwatowicz), tego nie zastapily. Niechby nawet ten Pan Tadeusz Wajdy byl dluzszy o 5-10 minut. I co by sie stalo? Wszak to jest Andrzej Wajda contra poema narodowe.
Nie chcialbym aby ten moj tekst byl odczytany jako powazna krytyka Andrzeja Wajdy. Nie mnie go krytykowac i nie o to mi chodzi. Film ma znakomite fragmenty. Dzieki grze trzech aktorow, Daniela Olbrychskiego, Boguslawa Lindy i Jerzego Binczyckiego jest czyms niezapomnianym. Chodzi mi o niedosyt mimo tej gry, o moje zawiedzione oczekiwania.
* * *
Na koniec dwie refleksje.Pierwsza, to warcholstwo szlachcicow, ich gotowosc do bycia manipulowanymi. Dla mnie, ktory odszedlem juz dawno z kregu fascynacji kultura sarmacka, cechy te, w filmie znakomicie pokazane, jawily sie teraz z calym niesmakiem.
I druga. Film, mimo czeste gadanie wierszem, sila rzeczy pozbawiony czaru jezyka i wiersza czytanego, uswiadomil mi wyrazniej, niz dotarlo to bylo do mnie juz bardzo dawno, jak banalna a w gruncie rzeczy nudna jest sama historia opowiedziana w Panu Tadeuszu.
Jak wielka racje mial Norwid w listach do swoich przyjaciol. Moze w tym, co on juz podnosil, tkwi teraz lwia czesc problemu Andrzeja Wajdy i aktorow?

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||