
|
Te zmarszczki na twarzy słońca ten siwiejący księżyc coraz bardziej zamglony nocą i ofiara z liści składana przez drzewa wciąż jeszcze mężnie potrząsające wyblakłym pióropuszem lśniące ciała grabów postrzelane piorunem czarne wierzby w chorobie w poniżeniu w kalectwie połamanych gałęzi I ten deszcz uparty zawsze tak samo apelujący do nas: Poddaj się po cóż opierać się temu co nieuniknione |

(fot. Andrzej Kobos)

Wystarczy wspiąć się wzrokiem po piętrach jego gałęzi i posłuchać jarmarku ptaków które schroniły się w jego cieniu Drzewo to dom Malutcy i podobni ptakom przysiadamy we śnie na jego konarach i powaga bezruchu drzewa przypomina teraz kościół żywy pełen szeptów i szelestów Wszystko jest możliwe dla tego kto mieszka w gałęziach drzewa bo ku drzewom przylatuje z własnej woli wiatr od którego umysł staje się czysty i gotowy na każdą niespodziankę pożegluje do jego portu żaglowiec obłoku i nie ominie go ciężki pancernik gradowej chmury słońce poszuka ochłody wśród jego liści O ciężkie stopy drzewa łapy dobrotliwego smoka unieruchomione w ziemi i wychylające się z niej by ukazać swą gładkość o pełna zmarszczek koro i połyskujące ciało pni grabowych bo jakże śmiem mówić do ciebie tylko: drzewo kiedy masz tyle imion Ty lipo kulista ty topolo podobna do gęsiego pióra ty dębie starych bogów i piorunów sypiących żołądźmi rozłożysta jabłonko tujo z wyspy umarłych cisie klonie jesionie akacjo wierzbo i olcho, a także wszystkie inne drzewa nie znane mi i pełne magii z którymi człowiek tak często utożsamia swój los Nauczcie nas pogodzić się z miejscem gdzie żyjemy nauczcie nas poznać je do głębi i pokochać do końca Być drzewem zakorzenionym |

(fot. Andrzej Kobos)

|
Już z daleka słychać na morskim nadbrzeżu śpiew mechanicznej piły śpiew niewątpliwie żałobny W trawie leżą porąbane gałęzie korony sędziwego jarzębu do wczoraj jeszcze króla tutejszych drzew Przyjrzawszy się z bliska jego uciętym konarom widać że śmierć była mu pisana Brązowy zaciek wilgoci wskazuje na długotrwałą i beznadziejną chorobę Wprawni chirurdzy w zielonych kombinezonach odpoczywają teraz siedząc na ziemi pod nagim kikutem operowanego drzewa Nad nimi nie oswojona jeszcze z nieobecnością gałęzi pusta przestrzeń powietrza a pod drzewem skarlały gotujący się do odejścia cień |

|
Znikasz i jesteś i znów i znów między światłem i cieniem między przerwami drzew Stań zatrzymaj się połóż mi rękę na sercu ty jesteś doskonałym instrumentem miłości nie ma we mnie zgody na twoją zdolność odchodzenia W cieniu nie jesteś sobą chcę cię znów w jasności bólu mój moja radości tak uchwytna nawet w pamiętaniu |

|
Zbudzony, nie wiedział Piotr, czy to prawda, czy widzenie. A przecież Anioł zbudził go, trącając w bok, jak to czynią ludzie, i powiedział: Weź płaszcz i sandały i przepasz się. Znał bowiem rzeczy tego świata. Wyprowadzony na ciemne ulice miasta szedł Piotr dalej już samotnie ku domowi, gdzie zebrani byli jego przyjaciele. A kiedy dziewczyna imieniem Rode, współwyznawczyni, oznajmiła zebranym, kto czeka pod drzwiami, odpowiedzieli jej: Szalejesz! - i otworzywszy zdumieli się. Ile to razy sen - ale sen tylko - wyprowadzał ich z celi potajemnie i biegli potem ulicą kryjąc się przed żandarmami i przyszedłszy do znajomej bramy stukali i otwierała im dziewczyna nosząca imię ich miłości. Ile razy śnili o Aniele, który przeniknąłby mury więzienia. Ale zamiast Anioła były tylko strzały i krew i branie zakładników. |

|
Pewni siebie czy pełni wahań? Świadomi czy poszukujący? Zadufani czy wątpiący? O mówcie do nas bo potrzebujemy tego Mówcie że potrafimy uszanować cudzą wolę i odmienność że potrafimy wykonywać sprawiedliwe prawa Mówcie nam bo zbyt długo nękało nas kłamstwo i gwałt zbyt długo upokarzano nas i uczono służalczości zbyt długo skazani byliśmy na mściwe i posępne milczenie Mordowano podstępnie naszych bliskich a groby ich zadeptano i posadzono na nich las i las ten podchodzi teraz nocą pod nasze sny jak las birnamski i nocne ptactwo płacze w jego gałęziach wzywając nas do obrzędów oczyszczających O Boże nie jesteśmy przecież jedynym narodem który tak udręczono nie pozwól więc byśmy przez to wpadli w pychę |

|
Być może właśnie tu i teraz kiedy pode mną przesuwa się ziemia i cierpliwy ocean pozwalający patrzeć na siebie z góry być może tu właśnie na wysokości dziesięciu tysięcy metrów nad chmurami które zakrywają wszystko tak że leci się w mroźnej pustce w przestrzeni przezroczystej i niczyjej być może w tym półbycie dane mi będzie pojąć czym jest ono to życie niepowstrzymane wciąż obrócone plecami do mijającego czasu to życie w którym cierpienie nigdy nie może sprostać utracie |

|
Chwiejna zbyt czuła i zbyt nieczuła mało wierząca a pragnąca wiary z nadzieją że przecież coś uszczknie z uczty życia choć przekonana że nic się nie należy Szukająca mimo wiedzy że niedocieczona jest tajemnica Zachwyt był jej udziałem choć kilkakroć odjęte jej było wszystko co dawało zgodę na istnienie Doświadczyła samotności i melancholii jakby była jedną jedyną a wiedziała że jest tylko jedną z wielu Dane jej było zaznać miłości i oczy jej były otwarte na uroki świata Pochłaniała ją zagadka odejścia niemożność pogodzenia jej z naturą bytu Usiłowała wskrzesić przeszłość Wszak to co pozornie skończone nadal trwa ale nie da się czerpać stąd codziennej pociechy Oglądając się wstecz mówiła: Bądź wdzięczna Byłaś hojnie obdarzona |

|
Wyzywają go od rabusiów gangsterów oszustów i wyłudzaczy uliczników i zabijaków Przeszkadza w posiłkach wskakuje na stół i buszuje wśród szklanek i kieliszków rozrywa paczki z jedzeniem przynosi w pyszczku złowionego szpaka który postanowił zwiedzić pieszo trawnik przed domem i zapłacił życiem za ten nieostrożny spacer Żąda bezapelacyjnie wejścia lub wyjścia z pokoju czy kuchni wdaje się w zażarte bójki z sąsiedzkimi kotami wydając przy tym przerażające wrzaski drapieżnika z dżungli Nie schlebia nikomu i jest nieugięty w swoich chęciach obojętny na nakazy i pieszczoty tak pieszczoty bo nie zważając na jego naturę pieszczą go i tulą zachwycając się jego miękkim chodem i zręcznymi skokami podają mu najlepsze kąski i pozwalają spać na swoich łóżkach Wiec nie za cnoty i charakter nagroda jest miłość i nie za posłuszeństwo ani lojalność ale za wdzięk i niepokorność za życie samo w sobie w całej jego oczywistości za urodą i zniewalające spojrzenie Wielka jest bowiem w nas potrzeba kochania |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||