Jerzy Jarzebski przyslal mi nie tylko ten swoj tekst, ale i kilka zdjec zrobionych przez niego Gustawowi Herlingowi-Grudzinskiemu podczas spotkania z czytelnikami 17 maja 2000 w Krakowie. Sa to jedne z ostatnich zdjec Gustawa Herlinga-Grudzinskiego.
Napisal mi o tym spotkaniu:
"Herling zdawal sie byc w doskonalej formie: uczestniczyl w promocji ksiazki [Najkrotszy przewodnik po samym sobie], odpowiadal na pytania, bardzo dlugo rozdawal autografy, a potem rozmawial z ludzmi. Nie przyszlo mi do glowy, ze widze go ostatni raz w zyciu. Potem oczywiscie zalowalem, ze nie zadalem mu jakichs 'ostatnich pytan' - ale tak jest zawsze. Smierc jest skandalem egzystencjalnym i z reguly nie bierze sie jej pod uwage." (JJ)Serdecznie dziekuje Panu Profesorowi Jerzemu Jarzebskiemu za przeslanie mi tego znakomitego tekstu i fotografii Gustawa Herlinga-Grudzinskiego dla opublikowania ich w Zwojach. (AMK)


Ale uliczki, ktorym Herling moglby nadac imie, widze w wielu innych miejscach: na Capri i w Neapolu, w Londynie i w Rangunie, w Parmie i w Wenecji, a nawet w Pradze, gdzie przeciez "nie byl" i "byl" jednoczesnie - moze bardziej intensywnie, bo poprzez literature, a wbrew politykom i policjantom, ktorzy go tam nie chcieli. Apoteoze Herlinga-tworcy i Herlinga-czlowieka rad bym wiec zaczac jakby od konca, od miejsc, w ktorych odcisnela sie jego obecnosc. Moze wlasnie po tym rozpoznaje sie pisarska wielkosc - po sladzie, jaki zostawia na opisywanym swiecie, ktory nie umie juz potem istniec tak jak wprzody. Czy bedziemy juz mogli ogladac Zatoke Neapolitanska albo freski na sklepieniu parmenskiej katedry tak, jakby ich Herling nie opisal? Czy - po drugiej, ponurej stronie Europy - resztki obozu w Jercewie moga zarosnac tajga tak, by ich juz nikt nie pamietal? Dyktatorzy, nie zadzierajcie z pisarzami, bo sila ich zawsze wieksza niz zdolacie pojac!
Byc (niewygodnym) swiadkiem epoki i jej nieprawosci to zatem nie tylko: zeznawac przeciw mordercom i klamcom, ale takze - "przeciagac rzeczywistosc na swoja strone", nadawac jej wlasne pietno i aure, obciazac prywatna pamiecia na przekor producentom prawd i obrazow oficjalnie aprobowanych. Trzeba w tym celu byc kims wiecej niz zrecznym skladaczem fabul. W fabulach Herlinga on sam tkwil jak nieusuwalny ciern, bo chocby mowily o postaciach historycznych lub calkowicie fikcyjnych, mowily tez - lub przede wszystkim - o nim. To pisarz przecie - nieprzytomny z bolu po stracie pierwszej zony - byl wlasciwym bohaterem historii o tredowatym i innych postaciach Wiezy, szukajacych odpowiedzi na pytanie, jak zyc po zalamaniu sie racji dalszej egzystencji. To Herling-emigrant, skazany w kraju na niepamiec i przezywajacy nedze wygnanczego losu, byl postacia centralna w Ksieciu Niezlomnym, choc w zdarzeniach akcji nie bral wlasciwie udzialu.
Byl wiec zapewne Herling "realista", czyli takim pisarzem, ktory z rzeczywistoscia nawiazuje bliski, intymny dialog, dialog zreszta oparty o mocne przezycia natury etycznej. Tam. gdzie pisarz styka sie z rzeczywistoscia, podwyzsza sie temperatura emocjonalna, feruje sie oceny moralne, ale tez sam czlowiek takze podlega nieuchronnej ocenie. Zapewne dlatego wlasnie obrazy swiata, jakie Herling przekazal w swoich ksiazkach, pozostaja "gorace" - bo sie w nich wyzwala energia podmiotowa, krazy w nich krew, zadawane sa zasadnicze pytania o sens i wartosci. Dlatego Inny swiat pozostaje dla mnie nie tyle dokumentalna relacja z obozu, ile raczej opisem batalii, jaki tocza wiezniowie o zachowanie sensu zycia w sytuacji, w ktorej sens ow ulega zaprzeczeniu i zdruzgotaniu przez nowozytna tyranie.
Jakze ow sens odnalezc? W opowiesciach Herlinga najbardziej skuteczne wydaje sie poszukiwanie zwierciadlanych odbic: przypadki bohaterow odbijaja sie w sobie wzajem, szukaja tez odbic w literaturze, w micie, w wielkich ksiegach ludzkosci - albo tez w zdarzeniach rzeczywistych, zanotowanych przez wiesc gminna lub agencje prasowe. Odbite wielokrotnie, znajduja dla siebie jakas wspolna strukture, ktora zapewnia im kosciec logiczny i moralna osnowe. Dziennik pisany noca, ktory jest zapisem zycia pisarza i jego potyczek z dzielami sztuki, ideami czy ludzmi, w literature przechodzi czasem niepostrzezenie, bo tez nie ma dla niej jakiegos osobnego miejsca w pisaniu Herlinga, wynika ona po prostu z przezycia dialogu ze swiatem, ktore tu czy owdzie domaga sie wyrazniejszego opracowania i spuentowania w postaci wyodrebnionej lokalnie fabuly. Wsrod pisarzy polskich ostatnich dziesiecioleci Herling nalezy do tych, ktorzy wysoko cenia sobie spotkanie ze swiatem, dotkniecie rzeczywistosci, zadawanie jej pytan.

Wszystkie te przejscia natrafily w Herlingu na umysl chlonny, nieskory do zanurzania sie w odmety emocji - predzej do (auto)analizy. I tak do konca zycia probowal okreslic i przeniknac fenomen komunizmu – nie tylko w jego ucielesnieniach politycznych, w formie totalitarnych rezimow, ale rowniez w postaci "opium dla intelektualistow", idei rozsnuwajacej wokol siebie niezwykle skutecznie zaslone klamstw i zarazem powabow, ktorym nie umialy sie oprzec najtezsze umysly epoki. Rownie celne byly w wydaniu Herlinga rozwazania nad emigracja. Jako wspoltworca Kultury i jej programu, Herling jak malo kto przemyslal sens emigrowania - wraz z calym zwiazanym z nim bagazem klesk, cierpien i rozczarowan. Emigrant wie bowiem, ze spada nan obowiazek przemyslenia do glebi idei organizujacych narodowa swiadomosc, skonfrontowania ich z mysla europejska i swiatowa po to, by sprostac wyzwaniom nowych czasow, wie tez jednak, ze trud ow pozostanie przez dziesieciolecia nieznany ogolowi, niedoceniony, opluty przez pismakow na uslugach wladzy. Sceptyczne, pelne fatalizmu zakonczenie Ksiecia Niezlomnego, w ktorym obnaza Herling nedze losu emigranta, latwo zestawic z podobnie pozbawionym zludzen i rachub na czerpanie zyskow z wlasnej przyzwoitosci Przeslaniem Pana Cogito.
Zycie Herlinga zakonczylo sie jak bajka. Mialo byc przecie zupelnie inaczej: mial autor Innego swiata pozostac pisarzem nigdy w Polsce – poza waskimi kregami uniwersyteckich badaczy - nie poznanym, nie znanym tez Europie i swiatu, bo i ktoz wsluchuje sie w glos przegranych z wyroku historii? Mial, outsider do samego konca, w chwili smierci rozmyslac gorzko nad straszliwa cena wiernosci prawdzie i moralnym idealom. Ten los niejako czekal na niego - gotowy, przewidziany i zapowiedziany przez literackie fabuly, przez fascynujace pisarza postacie samotnikow i nieszczesliwcow, w ktorych tragedii przegladal sie przez wiele lat.
Skonczylo sie inaczej wskutek zaskakujacej kleski systemu, dzieki czemu zostal Herling na dziesiec ostatnich lat swego zycia jednym z najwiekszych w Polsce autorytetow – moralnych, artystycznych, politycznych. Jego glos ulegl niespodzianie amplifikacji, rozlegal sie z sila tysiecy glosnikow i setek tysiecy egzemplarzy ksiazek czy gazet. Nie oswojony z nowym, poteznym rezonansem swych wypowiedzi, pisarz wyrazal czesto opinie bezkompromisowe, czasami moze krzywdzace; zyskal tez przyjaciol i wrogow, a takze politycznych poplecznikow – jednym slowem, stal sie, mimo oddalenia, aktywnym uczestnikiem krajowego zycia literackiego. Czy takim go zapamietamy? Mysle, ze jednak nie. Herlinga jako wielka, wazaca na literaturze i narodowej tradycji osobowosc stworzyla sytuacja wygnania.
Wygnancem byl szczegolnym, bo takim, ktory - inaczej niz Lechon, Wierzynski, Wittlin, Gombrowicz czy Milosz - niemal caly swoj dorobek zawdzieczal emigracyjnej tworczosci: w Polsce przed wojna nie zdazyl jeszcze wyrobic sobie nazwiska. Za Herlingiem nie stala wiec na obczyznie miniona slawa i pamiec czytelnikow. Jego dobytkiem byly niezwykle doswiadczenia, ale takie – o paradoksie! - ktorych nie chciano na Zachodzie przyjac do wiadomosci i zaakceptowac. Herling wzial wiec na siebie - z wszystkimi konsekwencjami – los "wolajacego na puszczy", samotnego weredyka, ktorego nikt poza niewieloma towarzyszami niedoli nie chce sluchac. Podobnie bylo wczesniej z Jozefem Mackiewiczem, ale ten ostatni pozostal niewolnikiem swych politycznych koncepcji, tak radykalnych, ze i wsrod emigracyjnych Polakow niewielu znalazl poplecznikow.
Z Herlingiem bylo inaczej. Jego wizja swiata ogarniala nie tylko polityke, ale tez sztuke, literature, filozofie i mysl spoleczna. Zabieral glos w wielu sprawach, nie zapominajac jednak nigdy, ze kultura fundament ma etyczny i bez niego istniec nie moze. Nowym kierunkom mysli, ideologiom, a takze dzielom sztuki, zadawal wiec wciaz niewygodne pytania moralisty. Mial bowiem swiadomosc, ze istnieja w przestrzeni wspolnej, w ktorej wypowiedziane slowa, piekne obrazy, wzniosle idee sasiaduja z ludzkim cierpieniem, upodleniem i nedza. Wiecej, sa z tymi ostatnimi w nierozerwalnym zwiazku, ponosza za nie odpowiedzialnosc. Herling, ze swoim samotnym ceterum censeo pozostawal jednym z ostatnich pisarzy i myslicieli rozumujacych i oceniajacych swiat w kategoriach Calosci i Sensu. Nie mogl pewnie oczekiwac entuzjazmu od ideologow dekonstrukcji, fragmentacji czy "smierci czlowieka" - jego teksty zbyt mocno ciaza ku (nie zawsze latwej) puencie, a czlowiek osobny, jednostka w pelni swego podmiotowego uposazenia zbyt mocna zajmuje pozycje w jego pisarstwie, aby mogl sie odnalezc na targowiskach postmodernizmu. Kto wie jednak - moze to jego bedzie za grobem zwyciestwo?

Tekst otrzymany od autora;
pierwodruk:
Tygodnik Powszechny, Krakow, 16 lipca 2000

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||