
Nasze wzajemne stosunki najlepiej chyba okresla angielskie powiedzenie "love-hate relationship." Ilez razy zgrzytalem zebami czytajac w Kulturze ataki na Wolna Europe. Stefan Kisielewski staczal w Maisons Laffitte homeryckie boje w obronie Jana Nowaka przed panem Jerzym, ktory uwazal, ze Nowak marnowal ten potezny instrument, jakim byla Polska Rozglosnia Radia Wolna Europa. A jednak nasze nieustanne spory nigdy nie zamienily sie we wzajemny antagonizm. Wymienialismy poglady i niejednokrotnie pomagalismy sobie wzajemnie. Ilekroc bylem w Paryzu, spotykalismy sie w ulubionym bistro pana Jerzego naprzeciwko dworca Saint Lazarre albo w Maisons Laffitte. W latach 50. Giedroyc odwiedzil mnie kilkakrotnie w Monachium. Raz jeden wygarnialismy sobie wzajemne pretensje w domu panstwa Sabbatow w Londynie. Posylalem mu nasze przeglady prasy krajowej i materialy otrzymywane z Polski, a on umozliwial moje poufne spotkania z ludzmi z Polski. Jemu wlasnie zawdzieczalem nawiazanie pierwszych kontaktow ze Stefanem Kisielewskim, Stanislawem Stomma, Andrzejem Bobkowskim i wielu innymi. Raz na miesiac Wolna Europa nadawala omowienia i fragmenty ostatniego numeru Kultury. Pamietam, jak zmartwil sie pan Jerzy, kiedy powiedzialem mu, ze odchodze z Radia. Okazal mi wowczas duzo poparcia i zyczliwosci.
Giedroyc byl nie tylko tytanem pracy, ale prawdziwym wulkanem wyrzucajacym z siebie nieustannie nowe pomysly i projekty, czesto kontrowersyjne a czasem, w moim pojeciu, niezbyt praktyczne. Mial do mnie zal, ze nie stosuje sie do jego rad, ale w gruncie rzeczy nasze drogi biegly rownolegle w tym samym kierunku. Bez zadnych uzgodnien i wzajemnego wplywania na siebie realizowalismy te sama doktryne, ktora Kultura nazywala ewolucjonizmem, a my gradualizmem, Opierala sie ona na zalozeniu, ze mobilizowanie nacisku spolecznego na rzadzacych moze doprowadzic do stopniowego rozszerzania marginesu wolnosci bez uciekania sie do gwaltu. Z ta roznica, ze ja mialem do dyspozycji odrzutowiec z zaloga ponad stu ludzi, a Giedroyc kilkuosobowa awionetke, ktora pobila wszystkie rekordy wysokosci i dlugosci lotu.
Rzadko widzialem pana Jerzego usmiechnietego, albo zartujacego. Opuszczone w dol kaciki ust i powaga oblicza byly wyrazem nieustannej troski. Rozczarowanie i niezadowolenie budzila w Giedroyciu nie tylko Wolna Europa i jej polski dyrektor, ale takze polski Londyn, ludzie opozycji w Polsce, Prymas Wyszynski, biskupi i Kosciol, Tygodnik Powszechny i Papiez, a nade wszystko Ameryka i jej polityka. Mial w sobie intelektualna przekornosc i umial plynac tylko pod prad. Kultura naruszala wszystkie mozliwe schematy, szokowala, budzila sprzeciwy i stala sie przyslowiowym kijem raz po raz wsadzanym w mrowisko. I to bylo chyba jedna z najwiekszych zaslug pana Jerzego, bo Kultura nie pozwalala na to, by mysl polityczna zastygla w bezruchu i w ogolnie przyjetych stereotypach,
Wydaje mi sie, ze szacunek i uznanie, jakie zawsze mialem dla Giedroycia, pomimo pozorow, spotykaly sie ze wzajemnoscia. Nie wyrazal jej w sposob serdeczny i cieply. Listy zaczynaly sie z reguly od zwrotu "Drogi Panie", a konczyly "najlepszymi pozdrowieniami". Az tu nagle w koncu 1998 roku dostalem list utrzymany w tonie zupelnie odmiennym od wszystkich powszednich:
Drogi Panie Janie,Gleboko wzruszony odpowiedzialem:
Prosze przyjac najlepsze gratulacje z powodu przyznania Panu doktoratu honoris causa Uniwersytetu Wroclawskiego. Jest to dowod uznania dla Pana walki o odzyskanie niepodleglosci, a w tym wlaczenia Ziem Zachodnich do Polski.
Mimo wszystkich iskrzen miedzy nami byla to wspolna walka, w czasie ktorej nie brakowalo Pana zyczliwosci i pomocy w mojej pracy.
Nasza walka jednak nie jest skonczona. Prowadzimy ja dzis, by III Rzeczpospolita stala sie Polska, o jaka walczylismy. Jestem pewien, ze w tej walce jestesmy bardziej zgodni niz przedtem. Tym wiecej, ze jest o wiele trudniejsza.
Wiele serdecznosci.
Jerzy Giedroyc
Drogi Panie Jerzy,We wspomnianym juz ostatnim liscie, pisanym na szesc dni przed zgonem, Giedroyc zapraszal mnie do Maisons Laffitte i pisal:
Sprawil mi Pan najmilsza niespodzianke swoim listem z 14 listopada br. Przesyla mi Pan gratulacje z okazji przyznania mi tytulu d-h.c. przez Uniwersytet Wroclawski, ale to, co Pan napisal w tak serdeczny sposob wiecej dla mnie znaczy niz wiele honorow, tytulow i orderow, ktore tak hojnie na mnie splywaja.
Przywiazywalem zawsze olbrzymie znaczenie do promieniowania Maisons Laffitte na Polske i bylem pelen glebokiego podziwu dla Pana, Panie Jerzy, boc przeciez byly to dokonania jednego czlowieka, ktory mial do pomocy zaledwie kilku bezgranicznie oddanych ludzi.
Raz jeszcze dziekuje Panu serdecznie za list, ktory jest pieknym akordem zamykajacym nasze spory. Pozostaje po nich wzajemny szacunek i swiadomosc, ze innymi drogami zmierzalismy do wspolnego celu.
Lacze serdeczne pozdrowienia.
Jan Nowak-Jezioranski
"Bardzo ciesze sie na spotkanie, gdyz byloby szereg spraw do przedyskutowania, jesli idzie o sytuacje w kraju, ktora wyglada wrecz katastrofalnie, a nie wiem, czy w wielu sprawach bardzo sie nie roznimy."Mysle z glebokim zalem, ze juz nie dojdzie do tej jeszcze jednej malej klotni z Jerzym Giedroyciem.
Jan Nowak-Jezioranski
15 wrzesnia 2000 r.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||