Po śmierci Jerzego Giedroycia, i zamknięciu Kultury publikujemy wybór jego wypowiedzi z różnych wywiadów prasowych i tekstów oraz kilka wypowiedzi innych ludzi, powiązanych lakonicznym komentarzem, w nadziei pewnego, bardzo skrótowego, przedstawienia Redaktora i Jego Dzieła.

Andrzej M. Kobos   (AMK)





LICZY SIĘ TYLKO SŁOWO





JERZY GIEDROYC    (i inni)





"Myślę, że jestem wyłącznie zwierzęciem politycznym. Moja aktywność wydawnicza, zarówno przed wojną jak i dzisiaj, wynika tylko z ambicji działania politycznego. Rola takiego redaktora, jakim był powiedzmy Mieczysław Grydzewski, zupełnie mnie nie interesuje. Czy rola wydawcy. Takich ambicji nigdy nie miałem. Interesuje mnie polityka, bynajmniej nie ideologia. Jestem zanadto zżarty polityką czy taktyką... nie mam ani przygotowania, ani ambicji odgrywania jakiejś roli ideologicznej." [1]

* * *

Po zakończeniu II wojny światowej, we Włoszech pozostała wielka liczba żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, służących w II Korpusie Polskim dowodzonym przez gen. Władysława Andersa. Wśród polskich żołnierzy panowało wówczas ogromne rozgoryczenie przegraną sytuacją, poczuciem "sprzedania" Polski Związkowi Sowieckiemu przez Aliantów zachodnich.

W Rzymie przebywali wówczas Jerzy Giedroyc, kierownik Wydziału Prasy II Korpusu, i kilkoro jego współpracowników, gdzie wydawali prasę na potrzeby polskiego wojska. Orzeł Biały, redagowany od roku 1942 w Iraku przez Jerzego Giedroycia, nie ukrywał spraw najbardziej pesymistycznych. Giedroyc nie przeżył był ani jednego dnia w systemie sowieckim, ale natychmiast po układzie jałtańskim zrozumiał, że Polska skazana została na długotrwała okupację sowiecką, a Polaków, którzy podczas wojny znaleźli się na Zachodzie, czeka bardzo długa emigracja. Giedroyc dostrzegł konieczność i niezwykłą wagę pracy polityczno-kulturalnej, obliczonej na szereg lat a prowadzonej w trudnych, zupełnie nowych warunkach, jako jedynie możliwej walki z totalitaryzmem komunistycznym. [AMK]

* * *

"W Londynie [1945] było dosyć okropnie. Dla mnie było już jasne, że to koniec. Znając trochę emigrację rosyjską przed wojną, z góry zakładałem, że na dłuższą metę formy organizacyjne na emigracji nie istnieją, że liczy się tylko słowo. I że trzeba myśleć o stworzeniu jakiegoś domu wydawniczego. Początkowo myślałem tylko o książkach, zwiedziony niesłychanym rozwojem czytelnictwa. Spotkało się to z zupełną niechęcią. Nikt się moim projektem nie zainteresował, wszyscy byli przekonani, że wojna będzie tuż, tuż i że wrócimy do Warszawy.

Dla mnie było wszystko zupełnie jasne. Nie trzeba być prorokiem czy wielkim znawcą strategii, którym ja nie byłem i nie jestem. Ale widziałem żołnierzy amerykańskich, którzy chodzili tłumnie po ulicach i krzyczeli, że chcą iść do domu. No więc kto miał robić tę wojnę? Było jasne, że Europa i Ameryka są tak zmęczone, że absolutnie na nic nie pójdą. [...]

Nastawienie było głównie na emigrację. Szło o to, żeby tę emigrację jakoś utrzymać. Ale były już pierwsze kontakty z krajem. Ciągle jeździłem między Londynem, Paryżem a Rzymem. [1]

* * *

W jesieni roku 1946, Jerzy Giedroyc, Józef Czapski oraz Zofia i Zygmunt Hertzowie założyli w Rzymie Instytut Literacki, który zaczął wydawać książki, poczynając od Ksiąg Pielgrzymstwa Polskiego Adama Mickiewicza. W czerwcu 1947 w Rzymie ukazał się pierwszy numer czasopisma Kultura, zredagowany przez Jerzego Giedroycia i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. [AMK]

* * *

'Upłynie zapewne znowu wiele lat, zanim narody obu półkul zrozumieją, że "nowatorstwo" sowieckie jest takim samym narzędziem znieczulenia kultury europejskiej, jak katastrofizm niemiecki był wcześniej narzędziem jej rozkładu. Nadchodzą czasy ponownego osłabienia woli, ponownego zatrucia myślą o śmierci. Bo i o cóż walczyć, czego bronić w obliczu powszechnego "Ex oriente lux"?

W tych warunkach rola, cel i zadania Kultury są dostatecznie jasne i nie wymagają zbyt szczegółowego wyjaśnienia.

Kultura pragnie uprzytomnić czytelnikom polskim, którzy wybrawszy emigrację polityczną znaleźli się poza granicami kraju ojczystego, że krąg kulturalny, w którym żyją, nie jest kręgiem wymarłym.

Kultura pragnie dotrzeć do czytelników polskich w kraju i wzmóc w nich wiarę, że wartości, które są im bliskie, nie zawaliły się jeszcze pod obuchem nagiej siły.

Kultura chce szukać w świecie cywilizacji zachodniej tej woli życia, bez której Europejczyk umrze tak jak umarły niegdyś kierownicze warstwy dawnych imperiów.'

Kultura nr 1, Rzym, czerwiec 1947

* * *

"Jeżeli chodzi o moje wyobrażenie o roli Kultury, to pewnym wzorem był dla mnie Kołokoł Hercena." [1], [a]

"Sugerowałbym, by w swoim przemówieniu [w BBC] położył Pan główny nacisk na analogię Kultury z hercenowskim Kołokołem. Pismo wydawane na emigracji, bezkompromisowe i wolnościowe, redagowane dla Rosji i przez Rosję, od cesarza do prostego inteligenta, czytane i wywierające wpływ na sytuację w Rosji (uwłaszczenie chłopów było wpływem lektury Kołokoła na Aleksandra [II])"

(z listu Jerzego Giedroycia do Juliusza Mieroszewskiego, 23 marca 1956. [2])


* * *

"Od drugiego numeru było to pismo nastawione na kraj. [...] Myślę, że główną podstawą naszej działalności była wiara, że słowo ma znaczenie decydujące." [1]

* * *

'Nie wydaje nam się słusznym przekonanie, że pomiędzy krajem i emigracją powstała przepaść nie do zasypania. Przerzucenie pomostu między Polakami, którzy żyją tworzą i pracują w kraju i pomiędzy nami, którzyśmy wybrali świadomie emigrację polityczną, jest tylko kwestią taktu, zdrowego rozsądku i uczciwego podziału ról. Nie przyczyni się doń jednak nigdy bezwiedne często i nieświadome rozłupywanie kultury polskiej na kulturę "krajową" i kulturę "emigracyjną." Nie ma dwóch kultur polskich, są tylko uczeni, pisarze i artyści polscy, którzy pracują dla jednej i tej samej kultury polskiej w miarę swych sił, umiejętności i możliwości.

Kultura pragnie wykorzystać swoją wolność od ucisku i skrępowania politycznego nie po to, żeby służyć ghettu polskiemu na emigracji, ale po to, żeby przełamać jego izolację zarówno w stosunku do Europy, jak i w stosunku do kraju.

Kultura pragnie również wypełnić tę lukę, jaką w twórczości uczonych, pisarzy i artystów w Polsce wytworzył stan politycznego odcięcia od procesów i przeobrażeń duchowych na Zachodzie Europy.

Zespół
Kultura nr 2/3, Paryż 1947




* * *

"W pierwszym okresie mieliśmy bezkompromisowe stanowisko antyrosyjskie i antykomunistyczne. Potem przyszedł okres, w którym popełniliśmy jeden z największych błędów. Było nim potraktowanie Gomułki zbyt serio. Co prawda, krótko to trwało, ale niestety bardzo daleko poszliśmy, pompatycznie udzieliliśmy mu kredytu.

[Pytanie]: Po Październiku podstawową tezą pojawiającą się w Kulturze była teza nazwana przez Mieroszewskiego ewolucjonizmem, wyrażająca wiarę w możliwość wewnętrznego przekształcenia się systemu. Czy nadal wierzy Pan w jej słuszność?

- Nie, nie wierzę.

[...] - Nie można robić polityki bez ofiar. I niestety tego rozeznania społeczeństwo polskie nie ma. [1]

* * *

Jerzy Giedroyc poprzez swój Instytut Literacki i "Kulturę" udowodnił (jeśli można tu użyć tego słowa) potęgę pisanego wolnego słowa. Kultura była głosem poza cenzurą, ponad granicami, głosem nie tylko emigrantów, ale i intelektualistów z komunistycznej Polski. Przełamywała schematy myślenia i stereotypy w pojmowaniu rzeczywistości, była szkoła niezależnego myślenia i siewcą wielu koncepcji politycznych, społecznych, narodowościowych, wręcz racji stanu dla Polski.

Być może najtrwalej zapisała się Kultura głosami potępienia polskiego nacjonalizmu i antysemityzmu, jak również głosami o konieczności pojednania z polskimi sąsiadami, szczególnie na wschodzie (tzw. koncepcja ULB, rezygnująca z polskich pretensji terytorialnych na wschodzie i otwierająca tym drogę do pojednania.). Ta koncepcja wychodzenia przez Polskę na przeciw Ukrainie, Litwie i Białorusi, pozostała do końca głównym filarem myśli politycznej Giedroycia. [AMK]

"Polska może stanowić łącznik między wschodem i zachodem Europy, przyczynić się do powodzenia procesów demokratyzacyjnych w Rosji i na Ukrainie. Możemy mieć wpływ na formowanie inteligencji rosyjskiej, np. przez uruchomienie studium na Uniwersytecie im. Łomonosowa w Moskwie. Mógłby tam powstać ośrodek socjologiczny kierowany przez znakomitych polskich socjologów." [3]

"Najważniejsza jest kwestia naszej polityki wschodniej. Musimy pamiętać, że suwerenne kraje bałtyckie, Ukraina oraz Białoruś są gwarancją naszej niepodległości. Niepodległa Ukraina jest dla nas ważniejsza nawet od przynależności do NATO. O ile jest zrozumienie tego ze strony prezydenta i kół rządowych, o tyle społeczeństwo nie uświadamia sobie tego w pełni. [...] I Pamiętajmy: Rosja pozostanie wielkim krajem, ale bez Ukrainy nie może prowadzić polityki imperialnej. Trzeba zresztą tłumaczyć Rosjanom, że te skłonności do prowadzenia polityki imperialnej są dla nich samych szkodliwe." [4]

* * *

Gustaw Herling -Grudziński:
"Na swoim skromnym odcinku Kultura stała się ośrodkiem politycznym, nie tylko informującym, ale też w pewnych wypadkach starającym się wytyczać kierunek działania. Gorzej czy lepiej to kwestia do oceny. Ale stara się to robić." [5]
Jan Nowak-Jeziorański:
"Wojenny i powojenny exodus polskiej elity twórczej nie przekraczał kilkuset ludzi, ale dzięki Kulturze dorobek emigracji jest nieproporcjonalnie wielki, zarówno w sensie ilości, jak i jakości. [...] Ludzie łatwi nie przechodzą do historii. Gdyby nie było tego niełatwego człowieka [Giedroycia], emigracja zamieniłaby się w zastałą sadzawkę bez dopływu świeżych prądów, i bez żadnego ruchu. Giedroyc szuka i wywołuje kontrowersje..." [6]
Zbigniew Brzeziński:
Ludzie Kultury kierowani przez Jerzego Giedroycia odważyli się być mądrzy. Znaczy to również, iż mądra była ich odwaga. Mądrość i odwaga streszczają dziedzictwo Kultury. [...]

Kultura utrzymała przy życiu niezależną polską myśl polityczną w czasach ciemności, jakich nie znały przedtem dzieje Polski. Stalinizm, bardziej nawet niż hitleryzm zdołał, jak się zdawało, stłumić płomień i znieprawić ducha. Kultura była schronieniem i drogowskazem dla tych, którzy nigdy nie stracili wiary w wolna i demokratyczną Polskę. [7]

* * *

Po latach i po upadku komunizmu, artykuły polityczne straciły na aktualności, dzieła literackie są przedrukowywane i dostępne bez przeszkód w Polsce. Ale owo ówczesne intelektualne i polityczne "schronienie" Polaków i obrona ich ducha przed zdeprawowaniem, są istotą wielkości i historycznego znaczenia Kultury, "the pinnacle", "the finest hour" Jerzego Giedroycia. [AMK]

* * *

Zeszyty Kultury, książki "Biblioteki Kultury" i "Zeszyty historyczne" były pierwszą lekturą, na którą łapczywie rzucali się przybysze z Polski na Zachód na najkrótszy nawet przeciąg czasu. W kraju, tępione przez reżim PRL-u, były to istotnie "książki zbójeckie", wypożyczane na noc czy dwie wśród przyjaciół, choć siłą rzeczy rzadko. Oba te zjawiska znam dobrze z moich własnych, przeszłych doświadczeń. [AMK]




* * *

"Czy tak się stać musiało? [...] Mimo wszystko wydaje się, że pogrom mógł się nie udać. Niezbędnym warunkiem jego sukcesu była słabość i rozproszenie oporu. Przywódcy "Solidarności" przejawiają wielkie męstwo, nie uginając się pod naciskiem władz wojskowych; ale "Solidarność" jako całość okazała się nieprzygotowana organizacyjnie i psychicznie na konfrontację siłową. Nieprzygotowana również - chociaż było wiele wyjątków - na ryzyko ofiar śmiertelnych. Bez podjęcia tego ryzyka była jednak bezbronna. Przywódcy i członkowie związku powtarzali: jedyną naszą bronią jest strajk; wyrzekamy się przemocy; nie będziemy używać siły. Ale nieubłaganą konsekwencją takiej postawy, jeżeli nie ma ona prowadzić do kapitulacji przed przeciwnikiem, który użyć siły się nie zawaha, jest gotowość do ponoszenia męczeńskich ofiar. Jeżeli zaś chce się uniknąć rzezi bezbronnych - trzeba być gotowym do odpowiedzenia przemocą na przemoc, nawet w obliczu drastycznej nierówności sił. Zapewniano się wzajemnie, że wojsko polskie nie będzie strzelać do współbraci. Ale wojsko, o ile wiemy dotychczas nie zostało postawione w obliczu wyboru: strzelać czy nie strzelać. Do strzelania wystarczają na razie oddziały służby bezpieczeństwa i ZOMO. Podziwiamy polskie podziemie lat wojny; podziwiamy dziś Afganów. Podstawą działania i jednych i drugich była gotowość poświęcenia życia.

Sukcesy ostatnich miesięcy przychodziły nam za łatwo. Za niski był próg strachu, który trzeba było przekraczać. Przed prawdziwą wielką próbą stajemy dopiero teraz. I wolno się obawiać, że dla odrobienia strat politycznych i moralnych, które nam od 13 grudnia zadano, trzeba będzie ponieść znacznie więcej ofiar, niż by poświęcono stawiając natychmiastowy twardy opór."

Redakcja: "Nasza ocena" [8]


"Niepokoi mnie, że wy - emigracja okresu "Solidarności" - powtarzacie absolutnie te same błędy co emigracja po zakończeniu wojny, siedząca na walizkach w przekonaniu, że natychmiast wybuchnie następna wojna i cała właściwa działalność prowadzona będzie w kraju. Podobnie jest z najnowszą grupą. Nie chce się ona w ogóle uważać za emigrację i nastawiona jest na bardzo szybki powrót, co w dużym stopniu ogranicza możliwości jej działania.

Może się mylę, bo nie obserwuję tego zbyt blisko, ale cała wasza działalność sprowadza się do informowania o tym, co dzieje się w Polsce oraz do dostarczania takiej czy innej pomocy krajowi. Natomiast nie ma próby zaproponowania jakiejś koncepcji. Macie stosunek służebny wobec kraju, podczas gdy ja mam wrażenie, że w obecnej sytuacji społeczeństwo polskie jest niesłychanie zagubione, potrzebuje inspiracji i myśli politycznej. [...] Jeżeli dzisiaj wykluwa się jakieś państwo czy społeczeństwo podziemne to tutaj musi powstać to, co istniało w czasie wojny, tylko na odwrót - delegatura społeczeństwa podziemnego, jako reprezentacja potraktowana bardzo pluralistycznie, gdzie byliby ludzie nie tylko działający w "Solidarności" ale i ludzie z innych ugrupowań." [5]

* * *

"Zaproponowałem Giedroyciowi napisanie recenzji we wspomnień Jaruzelskiego Stan wojenny inaczej. Odpowiedział mi, że nie jest tym zainteresowany, bo zapewne recenzja będzie negatywna... ale gdybym napisał coś krytycznie o obecnej sytuacji w Polsce, to wydrukuje to natychmiast." [9]
"Zarzut pod adresem obecnej elity - jest ona po prostu niewychowana; np. stosunek do gen. Jaruzelskiego - zrobiono wszystko, żeby władza nie została przez niego przekazana, nie zaproszono go nawet na posiedzenie Sejmu. To są po prostu kwestie dobrego smaku. [3]

* * *

Po upadku komunizmu, relacja Kultura-Polska musiała ulec diametralnemu przewartościowaniu. Giedroyc bardzo uważnie obserwował bieżącą sytuację w Polsce, był w niej znakomicie zorientowany. Obserwował i reagował bardzo krytycznie na wydarzenia w Trzeciej Rzeczpospolitej, wytykał, szczególnie szowinizm, korupcję i reprezentacyjną rozrzutność publicznych pieniędzy. W "Notatkach Redaktora" w Kulturze i w szeregu wywiadów prasowych malował pesymistyczny obraz Polski, wręcz pełen beznadziejności. Nie przyjął nadanego mu Orderu Orła Białego, odmówił przyjazdu do Polski. [AMK]
"Nie widzę celowości mojego wyjazdu do Polski, ani roli dla mnie, którą mógłbym odegrać w kraju. Poza tym boję się wykorzystania mojej osoby w Polsce przez jakieś siły, które mogłyby to uczynić niezgodnie z moją wolą. To mogłoby się zdarzyć." [3]

* * *

Bezkompromisowa wrogość Giedroycia wobec polskiego nacjonalizmu i programu, powiedzmy, narodowej demokracji, leżała być może u podstaw jego nieomal totalnej i niekiedy drażniącej dezaprobaty sytuacji w Polsce po roku 1989. Już w roku 1975 powiedział: "Jedynym wyjściem dla Polski byłby dziś ustrój demokratyczno-socjalistyczny." [1]. Być może to też było przyczyną, iż udzielił znowu, choć już nie pompatycznie, ogromnego kredytu zaufania postkomunistycznej lewicowej formacji w Polsce, z Prezydentem RP Aleksandrem Kwiatkowskim na czele. To właśnie leżało u podstaw jego smutnego rozejścia się z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, z którym razem zakładał był w Rzymie w roku 1946 Instytut Literacki i Kulturę i który przez dwadzieścia pięć lat był literackim filarem Kultury. [AMK]

* * *

"Ta endecka grupa jest, w moim przekonaniu, bardzo niebezpieczna... Łączy bowiem antysemityzm, antyniemieckość i otwarty nacjonalizm." [...]

"Nie, kraj nie jest normalny. Są możliwości, ale można by zrobić znacznie więcej. Nie neguję postępu, nie skupiam się na złych stronach polskiego życia, ale naszym - Kultury - zadaniem było i jest wskazywanie ich i domaganie się, by państwo polskie poradziło sobie z tymi wszystkimi trudnościami." [4]

"Nie sądzę aby moja krytyka dorobku ostatnich lat była zbyt surowa. Zmarnowano, czy nie wykorzystano możliwości już wiele lat temu. Ruch opozycyjny, który narastał wśród polskiej inteligencji, powstał znacznie wcześniej niż powstała "Solidarność." I ten okres był dostatecznie długi, by można było wiele problemów przemyśleć. Zajmowano się jednak tylko sprawami dorywczymi, problemami dnia codziennego, chwilą bieżącą. Nikt nie zastanawiał się jak należy dążyć do niepodległości i jak tę niepodległość, jeśli przyjdzie, zorganizować. Traktowano rzeczywistość komunistyczną jako coś stałego, co będzie istniało wiecznie i uważano, że w takiej sytuacji można zastanawiać się jedynie nad jakimiś korektami realnego socjalizmu. Mrzonki niepodległościowe pozostawiono ośrodkom emigracyjnym. Pamiętam, jak na próżno apelowałem, aby zacząć przygotowywać przyszłość, stawiając za wzór Traktat Wersalski z 1918 roku, do którego byliśmy doskonale przygotowani.[...] Tłumaczyłem, że przecież są pieniądze, że jest wielu wybitnych specjalistów. [...]

Polska polityka zagraniczna zapomniała, że nasza pozycja w Europie Zachodniej, do której za wszelką cenę chcemy się dostać, zależy nie od antyszambrowania gdziekolwiek, ale od naszej faktycznej pozycji na Wschodzie. Jestem przekonany, że mamy wszelkie możliwości odegrania tam decydującej, a w każdym razie bardzo znaczącej roli. Niestety popełniamy tu same błędy. Od złej polityki wobec mniejszości w Polsce, do tolerowania działalności Kościoła katolickiego na Wschodzie, która w wielu wypadkach jest sprzeczna z interesami panśtwa polskiego. A mamy tym krajom do zaoferowania bardzo wiele.

Jeśli chodzi o stosunek Kościoła do państwa, to stoję na stanowisku wyraźnego rozdziału. Kościół w okresie PRL-owski odegrał ogromną rolę w społeczeństwie, niestety po odzyskaniu niepodległości nie potrafił ograniczyć swojej działalności do spraw czysto moralnych, angażując się w wiele kampanii, które przyczyniają się do upadku jego prestiżu i kryzysu świadomości religijnej w społeczeństwie, co może być ogromnym niebezpieczeństwem." [10]

"Kościół katolicki zaczyna coraz wyraźniej narzucać społeczeństwu swoją ideologię i sposób bycia. Dotyczy to całej sfery życia publicznego, w tym także spraw politycznych. A to nie prowadzi do niczego dobrego." [11]

"Uważam, że przede wszystkim powinniśmy bardzo konsekwentnie przeprowadzić rozdzielenie państwa od Kościoła." [12]

* * *

"II Rzeczpospolita to jest obraz bardzo złożony i nie zawsze bardzo różowy. Na pewno można się uczyć stosunku społeczeństwa do państwa, stosunku do racji stanu... Umiano też być skromnymi." [12]

"Cokolwiek byśmy myśleli o Piłsudskim i o Sanacji, to trzeba stwierdzić, że Piłsudski wpoił legionistom, którzy objęli władzę, poczucie niezależnej polityki międzynarodowej państwa, jak również poczucie bezinteresownej pracy dla państwa. Korupcja prawie nie istniała w rzeszach źle płatnych urzędników.[...]

Tak, jak w latach dwudziestych, społeczeństwo zdało egzamin, zarówno w kraju, gdzie stworzono Państwo Podziemne i Armię Krajową, jak i na Zachodzie, gdzie Polacy bili się chyba na wszystkich frontach." [13]


Ktoś kiedyś powiedział, że być może nikt tak nie kochał i rozumiał Polski, jak Piłsudski, choć nikt nie był tak krytyczny wobec Polaków. Jerzy Giedroyc był entuzjastą, choć nie bezkrytycznym Marszałka. [b]. Myślę, iż bez wahania można to samo powiedzieć o Giedroyciu. Bardzo niewielu ze współczesnych tał rozumiało Polskę i tak było krytycznymi wobec Polaków, jak Jerzy Giedroyc. [AMK]


"Jak wygląda sytuacja obecna? Niestety, wygląda bardzo źle. Okres wojny, okupacji i PRL wycisnął bardzo silne piętno na społeczeństwie. Społeczeństwo jest zdemoralizowane, elity polityczne skorumpowane. Nie dopracowano się żadnej wizji, jak Polska ma wyglądać. Operuje się mitami." [13]

* * *

Jerzy Giedroyc zdawał sobie sprawę z tego jak fenomenalnych rzeczy dokonał w kulturze i myśli politycznej w Polsce, niektórzy mówili, że stworzył sobie tym "pomnik trwalszy od spiżu." Stąd być może brało się jego wyraźne poczucie niedocenienia go w Polsce w pewnej "grand scale", rozżalenie za brak uznania go za politycznego partnera przez rządzących nową Polską. Mówił o tym nieomal dosłownie. [AMK]
"Jeśli odpowiedź Wałęsy na moje zarzuty potraktowałem jako wykrętną, to po prostu dlatego, że nie przyjął on do wiadomości pewnych propozycji." [10]

[Pytanie]- Czy jest pan pesymistą czy optymistą?

- Jeśli idzie o Polskę - pesymistą. -

[Pytanie]- Jest pan człowiekiem, który od pierwszych dni powojennych postawił sobie dwa cele: walkę z systemem komunistycznym i walkę o niepodległość Polski. Te dwa cele zostały zrealizowane. I mimo to jest pan pesymistą?

- Proszę pana, cała moja rola polega na rzucaniu grochem o ścianę. Robi się rozmaite piękne ukłony, czasem mam wrażenie, że jestem na własnym pogrzebie, jakieś dekoracje, wyrazy uznania, doktoraty honoris causa, its. ale to się tylko do tego ogranicza. Natomiast nie widzę, żeby moje koncepcje, nie mówię, że one są słuszne, ale żeby były po prostu przedyskutowane. Nie, to nie istnieje. Dlatego, że w tej chwili w Polsce jest zasada, która dotyczy wszystkich, a w każdym razie elity rządzącej - wyraźna niechęć do wykorzystywania emigracji, ludzi z emigracji. Mamy wielu wybitnych specjalistów do wykorzystania, których się nie wykorzystuje... [12]




* * *

"Nie jestem Madame Soleil i trudno mi bawić się w proroctwa. Czy historia toczyć się będzie dla nas w dobrą stronę - to zależy w dużym stopniu od nas samych. Widzę dla nas duże atuty, niestety jestem pesymistą co do tego, czy potrafimy je wykorzystać. Wymagałoby to posiadania jakiejś wizji roli Polski w świecie i odwagi podejmowania decyzji o rozsądnie kalkulowanym ryzyku." [10]

"W najczarniejszym scenariuszu nie spodziewałem się takiego zjazdu w dół naszych elit." [14]

[Pytanie] - "Co należy robić, by poprawić obecny wizerunek Polski na mapie świata?"

- "To wymaga zmiany naszej elity politycznej. Zarówno ekipa postkomunistyczna, jak i postsolidarnościowa, egzaminu nie zdała, mało tego - obie dały gorszący przykład społeczeństwu, poprzez afery korupcyjne, przywiązywanie wagi wyłącznie do własnych czy partyjnych interesów. Są to rzeczy oburzające." [4]

Jerzy Giedroyc był rozgoryczony sytuacją w Polsce, napisał o tym do Jana Nowaka-Jeziorańskiego jeszcze na sześć dni przed śmiercią.
[vide następny artykuł]

* * *

'Z Giedroyciem i "Kulturą" jest tak, jak z Programem "Apollo," który wysłał człowieka na Księżyc. Wartość Programu "Apollo" nie polegała na tym, że człowiek stanął na Księżycu, tylko na tym, że będąc na Księżycu mógł ujrzeć Ziemię z bardzo daleka."

Kultura była pismem wolnym, redagowanym przez wolnych ludzi, bez stereotypów, przesądów, tabu. Pismem szalenie niekonformistycznym - aż do przesady, moim zdaniem - zwalczającym przede wszystkim szowinizm, ostracyzm, antysemityzm i w ogóle wszystkie fobie. Polska miała być demokratyczna, laicka i tolerancyjna. Jej [Kultury] credo: człowiek przed państwem. Jej misja: ratunek kultury polskiej. Sposobem: słowo drukowane, które we wschodniej Europie znacznie bardziej działa na wyobraźnię i na sumienia niż struktury emigracyjne. Filozofia Kultury - krytyczny humanizm, wolny od złudzeń, m. in. w kwestii liczenia na innych, a przede wszystkim na Zachód. Taka europejska Polska, w/g Giedroycia, powinna zająć miejsce szczególne, zupełnie niewspółmierne do wagi Polski - do jej znaczenia gospodarczego, czy ludzkiego w świecie. Miał to być ośrodek ogromnego procesu przekształceń w tej części Europy i miał wokół siebie skupić rozmaitych sąsiadów: Rosję, Ukrainę i, przede wszystkim, Litwę.

Kultura, z wyjątkiem potępienia totalizmów i szowinizmów wszelkiej maści, nigdy nie miała określonej ideologii, co pozwalało jej na kolosalne zygzaki w publicystyce, zwłaszcza Mieroszewskiego. Wspólnym mianownikiem tego kręgu różnych ludzi jest odrzucenie nacjonalistycznych, nietolerancyjnych, zaściankowych, klerykalnych cech polskiej tradycji, historii, polityki.

Kiedy zaczynałem współpracę z Kulturą, [1969], to wszystko były dla nas jeszcze mżąki. A to, że możemy dzisiaj rozmawiać o tym w Warszawie, to już nie jest mżąką. Świadczy to o tym, że w redakcji Kultury siedzieli ludzie, którzy widzieli świat lepiej od nas. Poznałem także Giedroycia, ze wszystkimi zastrzeżeniami, bo nie wiem, czy ktokolwiek go zna. Jego najbliższy współpracownik, Mieroszewski, nigdy w życiu nie był w Maisons Laffitte. Giedroyc wcale nie odczuwał potrzeby. Jest to po prostu wielki samotnik. "Kot" Jeleński twierdził, że to człowiek bardzo wstydliwy. Nie wiem, nie znam go na tyle. "Kot" zawsze uważał, że Giedroyc ma ogromne kłopoty w kontaktach z ludźmi, nie ma przyjaciół, nie zna świata. To prawda. On nigdy nie wyszedł ze swego zawalonego papierami biura. Sam w życiu prawie niczego nie napisał, z wyjątkiem tekstów do rubryki "Redaktor." O tym, jaki jest odosobniony świadczy i to, że źle mówi po francusku, po ponad 40 latach pobytu we Francji. Twierdzą, że jest próżny, co w pewnym stopniu tłumaczyłoby jego niechęć do Wolnej Europy i byłego rządu emigracyjnego w Londynie. Ci, co go znają lepiej, powiadają, że on szacunkiem darzył tylko dwie osoby: Piłsudskiego i de Gaulle'a. Ja go widzę może nieco inaczej, bo z perspektywy Brukseli. Wszyscy absolutnie zgadzają się co do tego, że jego wady jako człowieka, przekształciły go we wspaniałego redaktora.'

Leopold Unger, Warszawa 17 maja 1991.


"Polska ma być wielka przez swoje doświadczenia historyczne, którymi powinna dzielić się z innymi." [14]

* * *

"Kiedy patrzę na około siedem metrów półek, na których mam teraz wszystkie Kultury, widzę nie tylko źródło miliona idei i informacji, ale i pismo, które drukowało to, co różne cenzury, kiedyś czerwona, a teraz być może czarna, odrzucały. I to jest część tej olbrzymiej Pana zasługi wobec Historii." [15]


"Jerzy Giedroyc należy do niezaprzeczalnie silnych, wielkich indywidualności w historii polskiej kultury i polskiej myśli politycznej." [16]

* * *

"Z zażenowaniem przyjąłem wiadomość o wieczorze PEN [...]. Długowieczność nie jest żadną zasługą, raczej kłopotem. Jeśli idzie o 'Kulturę', to w miarę swych możliwości próbowałem sprecyzować wizję Polski, zarówno w dziedzinie kulturalnej, jak i politycznej. W jakim stopniu ta praca się sprawdziła, to trudno w tej chwili ocenić. Lepiej to zostawić dalszej przyszłości." [17]



Źródła:
  1. Jerzy Giedroyc, wywiad z roku 1975, Aneks 44, Londyn, 1986.

  2. Z listu Jerzego Giedroycia do Juliusza Mieroszewskiego, 23 marca 1956.
    Jerzy Giedroyc Juliusz Mieroszewski: Listy 1949-1956. Czytelnik, Warszawa 1999, t. II. str. 230.

  3. Jerzy Giedroyc o Polsce po upadku komunizmu na spotkaniu w Centre du Dialogue w Paryżu, grudzień 1991; zapis: Nowy Dziennik, New York, 4-5 stycznia 1992.

  4. Jerzy Giedroyc, wywiad w Plus-Minus 53, Warszawa, 31 grudnia 1999. (Krzysztof Masłoń: "Sto lat polskiego losu"). [także Zwoje" 1/21, 2000]

  5. Jerzy Giedroyc i Gustaw Herling-Grudziński, wywiad, Kontakt 3/4, Paryż, 1983 ("Emigracja jest sposobem walki politycznej").

  6. Jan Nowak: "Giedroyc i Kultura", O "Kulturze". Wspomnienia i opinie. Puls Publication, London 1987, str. 77-79.

  7. Zbigniew Brzeziński: "Z okazji czterdziestolecia 'Kultury'", O "Kulturze". Wspomnienia i opinie. Puls Publication, London 1987, str. 83-84.

  8. Kultura 1/412-2/413, 1982, str. 7-8.

  9. Jan Nowak-Jeziorański do Andrzeja Kobosa, Toronto, 9 listopada 1992.

  10. Jerzy Giedroyc, wywiad, Plus-Minus 15, Warszawa, 30 kwietnia 1993. (Elżbieta Sawicka i Maciej Łukasiewicz, "Polska i ludzie z nieprawdziwego zdarzenia").

  11. Jerzy Giedroyc, wywiad, Wprost lipiec 1991 (Piotr Gajdziński).

  12. Jerzy Giedroyc, wywiad, Polityka, 42, Warszawa, 19 października 1991 (Andrzej Garlicki, "Jestem pesymistą").

  13. Jerzy Giedroyc, "Poczucie państwowości u Polaków", Tygodnik Powszechny, 47, Kraków 22 listopada 1998.

  14. Tygodnik Powszechny, 51-52, Kraków, 19 grudnia 1993 (Ewa Berberyusz, "Gałązka Rozmarynu").

  15. Z listu Andrzeja Kobosa do Jerzego Giedroycia, 16 lutego 1993.

  16. Jadwiga Puzynina, "Wspólnota ludzi mądrych" (laudacja podczas uroczystości nadania Jerzemu Giedroyciowi doktoratu honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego 14 listopada 1998 w Bibliotece Polskiej w Paryżu), Tygodnik Powszechny, 48, Kraków 29 listopada 1998.

  17. Z listu Jerzego Giedroycia do uczestników uroczystych obchodów 50-lecia istnienia Kultury i 90-lecia Jerzego Giedroycia w czerwcu 1996 w warszawskiej siedzibie Polskiego PEN Clubu.

  1. Kołokoł (Dzwon), redagowany i wydawany przez Aleksandra Herzena, ukazywał się w Londynie w latach 1857-1865 i w Genewie w latach 1865-1867.

  2. Podczas zamachu majowego 1926 Jerzy Giedroyc był w Belwederze, popchnięty poczuciem obrony legalności.


Teksty Jerzego Giedroycia lub z nim związane zamieszczone w Zwojach:


Copyright © 1997-2007 Zwoje