
|
Rzucone haslo. Poszli zolnierze: Sierpniowym sloncem lsnia pistolety, matki zarliwie szepca pacierze: ...Moze zza Wisly rusza Sowiety?... Poszli zolnierze dzielni i mlodzi bez karabinow, bez karabinow, a przeciw czolgom - tylko benzyna. - Zywiej, klakierzy! Klaskac na podziw! - W oczach im plonie zapal bezmierny, bo karabiny sami zdobeda. Przeciw dywizjom poszli pancernym, i to w historii liczyc im beda: warci, by latwy przeslac im podziw i obietnice: Pogodne bylo niebo sierpniowe, gdy wygladano przylotu ptakow. Zolnierzyk mlody, raniony w glowe, bez amunicji szedl do ataku, a wrog nas razil z wylotow strzelnic i huk mozdzierzy po miescie dudnil, i coraz wiecej spalonych dzielnic, i coraz ciezej i coraz trudniej... - Klakierzy, patrzcie: juz czwarty tydzien, zwyciezylismy wroga pod Pasta! - Klakierzy, oto: cztery tygodnie, wrog atakuje juz Stare Miasto... Rwa nas w kawaly bomby i czolgi, slonce przez dymy swieci pogodnie, milcza zdradzieckie dziala znad Wolgi, a wasza pomoc idzie, wciaz idzie, i zgodnie radza, radza alianci: czysmy bandyci, czy kombatanci... A w nasze piersi - salwy armatnie. W gruzach Starowka, plonie Srodmiescie, swiszcze po zgliszczach pieklo granatow. Czy amunicje nadesla wreszcie?... I jeszcze jeden uplywa tydzien, nikt nam juz z okien nie rzuca kwiatow. I tylko pomoc - idzie, wciaz idzie, i tylko rosna mogily bratnie, tylko te krzyze, krwi hekatomby, te ponad nami bomby! te bomby! bomby i bomby!... jutro z kolei padnie Czerniakow, kto nam i kiedy te pomoc przysle?... Prozno skazanym wygladac znakow: wrzesien juz, wrzesien splynal pogodnie, dogasa miasto, hucza mozdzierze, pokotem gina bezbronni, glodni, brudni, zawszeni, ranni zolnierze... - Dmijcie klakierzy w pochwalne traby, gdy ponad nami bomby i bomby, bomby i bomby, bomby i bomby!... nic, tylko bomby, bomby i bomby!... Twarze kochane, twarze wybladle pod barykada czyjes sie kladly, glowki dziecece, oczy zdziwione, usta kochane, nieporuszone, slowa ostatnie, mogily bratnie, samolot, bomby, salwy armatnie, slowa zamarle, gwiazdy dalekie, serca zacichle, trzewia wyprute, domy spalone, drzewa kalekie, krzyze sterczace w niebo kikutem, a w cieniu krzyzy pod barykada twarz nowa ziemi kloni sie blado, tla sie ulice, gasnie Stolica, samolot, bomby, huk, blyskawica, ruiny wyzej i coraz wyzej krzyze i krzyze, dymiace krzyze a w pogorzeli pod barykada trupy sie nowe klada i klada... Ostatnie strzaly obroncow gluchna. Szczury tluscieja na polskim scierwie. - Klakierzy, dosyc! Dlonie wam spuchna! Pobozny podziw pluca wam zerwie! |
(Fragment poematu)
Wiadomosci, 44/187, Londyn, 30 pazdziernika 1949.


![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||