
Janowi Karskiemu
polskiemu kurierowi
któremu Getto Warszawskie zleciło
zawiadomienie świata o Zagładzie
|
Niosę morze w zaciśniętych dłoniach. Nie krople, nie litry, lecz całe ciemnie, chlupoczące morze. Szczypią kraby. Rekiny prują moje linie życia. I boli gdy tyle się niesie, będąc tylko człowiekiem biegnąc, biegnąc za słońcem krwawym - na zachód - z morzem w zaciśniętych dłoniach. Im szybciej poruszam nogami, im bardziej się staram dobiec, tym bardziej się boję uronić. Zjełczałe ryby i wodorosty, rozbite muszle i rafy moją podróż znaczą. I sól wszędzie sieję. I wszędzie żyzna ziemia jest teraz jałowa. Nie patrzę za siebie, ani w niebo, gdzie biały księżyc co noc pożera gwiazdy, najpierw kęskami a potem całą gębą, i jak pijawka nabrzmiewa, wzniecając sztormy okrutne jak historia w mych zaciśniętych dłoniach, tych żałosnych i głupich zwierzątkach. Jakżebym chciał wyrzucić to wszystko do rowu, na zawsze pogrzebać. Jakżebym chciał zawinąć się w cienie sosen, na wzgórzu leżeć sobie, nucąc i być wolnym od tego czym mnie namaszczono - tak strasznie - i żeby okazało się to szalonym przywidzeniem, zwyczajnym koszmarem. Lecz nie jest. Więc dalej przed siebie muszę biec jak skrwawione słońce -- na zachód - by zanieść morze całemu światu do rąk. Podroż trwa chwilę. I całe millenium. Ale dobiegam. Dobiegłem. Już wprowadzają mnie do gabinetu z telefonów i krzeseł, jak każdy dwudziestowieczny gabinet. Trzech dobrze ubranych panów wchodzi, wycierając czoła dobrze wykrochmalonymi chusteczkami. Chcę prosić o wybaczenie, że jestem tylko kurierem, mało znaczącym człowiekiem, i chcę wyjaśnić, że meldunek nie jest tym samym co goniec. Lecz słowa mi giną na wietrze. A trzej stoją sztywno i przyglądają mi się z uśmiechem. Skinęli głowami. Więc wypuszczam z rąk fale soli i kości, i powódź zatapia wszystkie zwyczajne pokoje tego stulecia. I następnego. Z dna morza podnoszę się poprzez wiry czarne jak atrament, mijam martwe oczy żywych i żywe oczy umarłych... aż wynurzam się z dłońmi gładkimi jak nożem rozwarte muszle ostrygi, które już się nigdy nie zamkną. |
Tłumaczył z angielskiego Henryk Grynberg

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||