PAUL   GENEGA





KURIER


Janowi Karskiemu
polskiemu kurierowi
ktoremu Getto Warszawskie zlecilo
zawiadomienie swiata o Zagladzie



Niose morze w zacisnietych dloniach.
Nie krople, nie litry, lecz cale
ciemnie, chlupoczace morze.
Szczypia kraby. Rekiny pruja
moje linie zycia.
I boli gdy tyle sie niesie,
bedac tylko czlowiekiem
biegnac, biegnac
za sloncem krwawym -
na zachod -
z morzem w zacisnietych dloniach.
Im szybciej poruszam nogami,
im bardziej sie staram dobiec,
tym bardziej sie boje uronic.
Zjelczale ryby i wodorosty,
rozbite muszle i rafy
moja podroz znacza.
I sol wszedzie sieje.
I wszedzie zyzna ziemia
jest teraz jalowa.
Nie patrze za siebie,
ani w niebo, gdzie bialy ksiezyc
co noc pozera gwiazdy,
najpierw keskami
a potem cala geba,
i jak pijawka nabrzmiewa,
wzniecajac sztormy
okrutne jak historia
w mych zacisnietych dloniach,
tych zalosnych i glupich
zwierzatkach. Jakzebym chcial
wyrzucic to wszystko do rowu,
na zawsze pogrzebac.
Jakzebym chcial zawinac sie
w cienie sosen, na wzgorzu
lezec sobie, nucac
i byc wolnym od tego
czym mnie namaszczono -
tak strasznie - i zeby
okazalo sie to szalonym
przywidzeniem, zwyczajnym koszmarem.
Lecz nie jest. Wiec dalej przed siebie
musze biec jak skrwawione
slonce -- na zachod - by zaniesc
morze calemu swiatu
do rak. Podroz trwa chwile.
I cale millenium. Ale dobiegam.
Dobieglem. Juz wprowadzaja mnie
do gabinetu z telefonow i krzesel,
jak kazdy dwudziestowieczny gabinet.
Trzech dobrze ubranych panow
wchodzi, wycierajac czola
dobrze wykrochmalonymi chusteczkami.
Chce prosic o wybaczenie,
ze jestem tylko kurierem,
malo znaczacym czlowiekiem,
i chce wyjasnic, ze meldunek nie jest
tym samym co goniec.
Lecz slowa mi gina na wietrze. A trzej
stoja sztywno i przygladaja mi sie
z usmiechem. Skineli glowami.
Wiec wypuszczam z rak fale
soli i kosci, i powodz
zatapia wszystkie zwyczajne
pokoje tego stulecia.
I nastepnego. Z dna morza
podnosze sie poprzez wiry
czarne jak atrament,
mijam martwe oczy zywych
i zywe oczy umarlych...
az wynurzam sie z dlonmi
gladkimi jak nozem rozwarte
muszle ostrygi, ktore
juz sie nigdy nie zamkna.

Tlumaczyl z angielskiego Henryk Grynberg



Tematycznie pokrewne teksty zamieszczone w Zwojach:



Copyright © 1997-2000 Zwoje