GUSTAW HERLING GRUDZINSKI
- IN MEMORIAM





IRENA GRUDZINSKA-GROSS




Pisze te slowa z ogromnym smutkiem: umarl wspanialy czlowiek, wielki pisarz. Umarl w rozkwicie tworczosci, zabierajac ze soba tyle nie napisanych dziel. Choc mial ponad osiemdziesiat lat, stalo sie to duzo za wczesnie. Przyzwyczail nas, jego czytelnikow, do niezawodnej regularnosci w pojawianiu sie nowych czesci "Dziennika pisanego noca" i coraz to nowych opowiadan. Ale, i pisze o tym z podwojnym smutkiem - Gustaw Herling-Grudzinski odszedl za wczesnie takze z innego wzgledu: umarl nie pogodzony ze swoimi najwazniejszymi przyjaciolmi, paryska Kultura. W ostatnich miesiacach swojego zycia otoczony byl szacunkiem i nawet uwielbieniem, prawdziwa przyjaznia wielu oddanych mu ludzi, ale brzmial jak osoba, ktorej trzeba jeszcze powrotu do starych przyjazni sprzed wielu dziesiatkow lat. Nigdy nie przypuszczalam, ze niektore z tych rozstan okaza sie ostateczne.

Sama tez kiedys nalezalam do grona przyjaciol Herlinga, choc oczywiscie nasza znajomosc rozpoczela sie znacznie pozniej niz jego przyjazn z Jerzym Giedroyciem czy Zofia Hertz, bo dopiero w listopadzie 1969. Znalazlam sie wowczas, mloda emigrantka, w Rzymie. Bylam zupelnie zalamana (dzis pewnie nazwalabym ten stan depresja) i pamietam doskonale troskliwe zrozumienie jakie okazal mi wowczas Herling. Spotkalismy sie na stacji kolejowej Termini, i nie wiem juz dzis czy jechal on wlasnie z Neapolu do Paryza na swe regularne robocze pobyty w Kulturze, czy tez z Paryza wracal. Przywiozl na to nasze pierwsze spotkanie i podarowal mi dwie ksiazki: "Inny swiat" i swiezo wtedy wydane "Upiory rewolucji". Obie mialy dedykacje a pod spodem jego charakterystycznym drobnym pismem umieszczona byla data: "21.11.69."

Trudno mi tu wyrazic wdziecznosc jaka winna jestem Herlingowi za tamto spotkanie, ksiazki i pozniejsza pomoc w nawiazaniu kontaktow z wloskimi pismami, z ktorymi rozpoczelam wspolprace. To pierwsze spotkanie mialo dla mnie znaczenie przelomowe. Wysmial moj fatalistyczny nastroj, wypytal szczegolowo o wszystko co wiedzialam na temat "wydarzen marcowych", nakazal sporzadzenie notatek, wyznaczyl jakies inne zadania i daty ich wypelnienia. Choc spotkanie to nie moglo oczywiscie przegnac moich wlasnych wewnetrznych upiorow, przerwalo pasywnosc szoku emigracji i niewatpliwie uratowalo mnie od dlugiego okresu psychicznej degrengolady.

Opowiadam tu dosc nieskromnie te historie, bo jest ona, z tego co slyszalam, raczej typowa. Herling-Grudzinski byl w swej tworczosci osoba ostra i trudno wybaczajaca, ale w zyciu potrafil byc dobry, zyczliwy, uczynny i pomocny. Nie pisze wiec o tym, co, jak rzesze czytelnikow, zawdzieczam jego ksiazkom, poczynajac od "Innego swiata". Naleze do niezliczonego grona osob, ktorym Gustaw Herling-Grudzinski pomogl i ktorych pocieszyl. Wydaje mi sie wazne podkreslenie tego osobistego ciepla i troski, bo nie to jest trescia obrazu, jaki Herling pozostawil po sobie. Trudno bowiem ten aspekt jego osobowosci zauwazyc w opowiadaniach czy, tym bardziej, w "Dzienniku". Juz w swej pierwszej ksiazce, wspomnianym tu "Innym swiecie - zapiskach sowieckich" Herling odmawia rozgrzeszenia, a nawet wypowiedzenia slowa "rozumiem" czlowiekowi, ktory zdradzil w obozie Gulagu. Choc wsrod cytatow (nielicznych), ktore wowczas zakreslilam podczas lektury znajdowalo sie zdanie mowiace, ze "czlowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uwazam za upiorny nonsens naszych czasow proby sadzenia go wedlug uczynkow, jakich dopuscil sie w warunkach nieludzkich - tak jakby wode mozna bylo mierzyc ogniem, a ziemie pieklem", to glownym wrazeniem z tej lektury bylo uczucie, ze grzechow nigdy nie mozna wymazac i oceny moralne sa nieodwolalne.

Ta postawa Herlinga, ten ton jego pisarstwa, obecny jest we wszytkim co wyszlo spod jego piora. Wyroznia go to zasadniczo wsrod polskich pisarzy. Nikt sposrod bardziej znanych autorow drugiej polowy dwudziestego wieku nie mowil takim glosem. Narrator w literaturze tego okresu jest, by tak rzec, uwiklany, watpiacy, ironiczny. Inaczej u Herlinga. W jego opowiadaniach wystepuje narrator, jakze podobny (z czasem coraz bardziej) do narracyjnego "ja" z "Dziennika". Ten narrator, ktorego mozna nazwac "Gustawem", jest kronikarzem, niemalze detektywem, rozplatujacym tajemnice jakiegos wystepku. I choc on takze ma swoje tajemnice (szczegolnie w ostatnich opowiadaniach, w ktorych pojawiaja sie otwarcie elementy zycia osobistego autora), w podziale na dobro i zlo zawsze znajduje sie po stronie dobra.

Mozna wiec powiedziec, ze te opowiadania sa jednoczesnie gorace i zimne, z pasja przeciwko zlu, ale z ogromnym dystansem autorskim. Ten dystans wlasnie, polaczony z pasja, byl jedna z podstaw autorytetu moralnego jakim stal sie dla Polakow Gustaw Herling-Grudzinski. Byl on pisarzem zaangazowanym, ale opowiadania jego zawieraly ten chlodny dystans, ktory sprawia, ze czytelnik odnosi sie do glosu autorskiego z szacunkiem. Do tego nalezy dodac zycie pisarza, ktore takze stanowilo podstawe autorytetu moralnego jakim go obdarzano.

Gustaw Herling-Grudzinski przemawial z dalekiego wygnania. Ozeniony z corka wybitnego wloskiego filozofa, odciety od Polski przez wiele dziesiatkow lat, pisal nawet nie z Paryza, ale z jeszcze bardziej odleglego (geograficznie i kulturowo) Neapolu. Brzmialo to jak gdyby glos jego dochodzil nie tyle z odleglosci co z wysokosci: znajdowal sie powyzej, ponad to, co klebilo sie w polskim swiatku. A glos ten zawieral w sobie ostry, nieustepliwy osad moralny, bo Herling byl sedzia bardzo surowym. Nie bylo drugiego takiego glosu na polskiej scenie literackiej.

Ta postawa wydoczna byla najdobitniej w jego "Dzienniku pisanym noca". Jesli pominac tak wazne (i wspaniale) fragmenty prozy, na "Dziennik" skladaja sie trzy glowne watki. Jedna nic, ktora przeplata sie przez "Dziennik" od samego poczatku czyli od wczesnych lat siedemdziesiatych, to tematyka wloska. Zaliczam do niej opisy malarstwa, sztuki, wizyty w roznych miastach, spotkania z wloskimi przyjaciolmi. Herling we Wlochy wrastal coraz bardziej, coraz bardziej sie godzil z tym, ze los go osadzil na surowym poludniu tego pieknego kraju. Drugi watek, to watek osobisty, opis wlasnego wyobcowania, niesprawiedliwosci jakich w swoim odczuciu doswiadczyl od krytykow, komunistow, lewicy. Ta nic wiaze sie z trzecim watkiem, ktory mozna by nazwac antykomunistycznym: walka przeciw Rosji sowieckiej, komunistom w Polsce i wszelkim ich sojusznikom na Zachodzie. Ta uporczywa, indywidualna walka malo byla znana w Polsce sprzed 1989 roku, bo ksiazki Herlinga dochodzily tylko do tych, ktorzy mieli dostep do wydawnictw "Kultury". Zostala ona jednak doceniona zaraz potem, gdy pisarz przyjechal z pierwsza wizyta do kraju, w maju 1991 roku. Otaczajaca go wowczas atmosfera autorytetu moralnego oparta byla juz na lekturach rozchwytywanych ksiazek.

Ale zmianie systemu politycznego w Polsce nie towarzyszyla zmiana zainteresowan pisarza. Jak poprzednio, zwalczal komunistow i ich sojusznikow, opowiadal sie przeciw kompromisom z post-komunistyczna lewica. Nie wierzyl w jej ewolucje ku demokracji, domagal sie kar, zadoscuczynienia pokrzywdzonym, ostracyzmow. Na dobra sprawe, ton jego wypowiedzi zaostrzyl sie raczej niz zlagodnial. Stal sie glosem tych, ktorych Polska post-komunistyczna rozczarowala i zawiodla.

Jego takze ta Polska rozczarowala. A przeciez wrocil do niej w triumfie, ktrorego nie mogl sie za swego zycia spodziewac. Po to by taki powrot byl mozliwy, musialo upasc cale imperium sowieckie! Oczywiscie, on sie do tego upadku walnie przyczynil, zarowno przez to, co pisal w "Dzienniku", jak i, przede wszystkim, przez "Inny swiat". Byla to z pewnoscia jedna z najlepszych i najbardziej wplywowych ksiazek o Gulagu. Jestem przekonana, ze byla ona odpowiedzialna za to, ze moje pokolenie, "pokolenie 1968", nie mialo co do komunizmu i Zwiazku Radzieckiego zadnych zludzen. (Tu znow pozwole sobie na akcent osobisty: poniewaz ksiazka ta opisywala oboz, w ktorym wieziony byl rowniez mlodszy brat mojego ojca, byla przechowywana - a bylo to wowczas przestepstwem - u nas w domu. Stala sie wiec pierwsza ksiazka "Kultury", z ktora sie zetknelam, a raczej na ktora natknelam sie, poszukujac jakichs skarbow u rodzicow w szafie z bielizna, gdzie trzymali ja schowana takze przed dziecmi).

Choc wybitny, "Inny swiat" nie odegral przy upadku komunizmu tak widocznej roli jak "Archipelag Gulag" Solzenicyna. Dwie byly po temu przyczyny. Powodem podstawowym byla jego data powstania i ukazania sie w druku. Poczatek lat piecdziesiatych byl okresem, w ktorym swiat postanowil zapomniec o wojnie: byl to moment umacniania sie nowego porzadku. Choc wydanie anglojezyczne poprzedzone bylo przedmowa Bertranda Russella, ani lewica ani nawet prawica nie chcialy "patrzec wstecz", bo musialyby rowniez spojrzec na swa wlasna zdrade i slabosc: na Jalte, na to co sie stalo z wiezniami zwroconymi Rosji, na niemieckich cywilow przepedzonych wowczas za zgoda Zachodu z terytoriow oddanych Polsce, na Polske wreszcie, oddana pod kontrole sowiecka. Latwiej przychodzilo odwrocic glowe i zatkac uszy.

Drugim powodem byla roznica, jakze czesto wystepujaca w sytuacji polskich ostrzezen rzucanych Zachodowi a dotyczacych Rosji: roznica autorstwa. Choc arcydzielo, "Inny swiat" napisany zostal przez Polaka i byl swiadectwem jednej osoby. "Archipelag Gulag" powstal w wyniku wspolpracy okolo szescdziesieciu osob, ktore z narazeniem wolnosci a byc moze zycia udokumentowaly ogrom zjawiska Gulagu [Glawnogo Uprawlienia Lagieriej]. Byli to Rosjanie - o to bylo dla Zachodu tak wazne, piszacy o rosyjskich zbrodniach, czesto takze o swoim w nie uwiklaniu. Kazdy z nas znal wowczas czesc tego fenomenu, ale tu po raz pierwszy przedstawiony on zostal w calej swej, by tak powiedziec, panoramicznej potwornej ogromnosci. Takze i moment byl inny: po inwazji na Czechoslowacje, ktora zakonczyla raz na zawsze wszelkie mrzonki na temat socjalizmow o ludzkich twarzach. Komunizm sie wyczerpal, nadszedl czas na podniesienie kurtyny, ktora zaslaniala Gulag.

Fakt, ze "Inny swiat" urodzil sie "za wczesnie" nie oznacza, ze bez niego kurtyna ta unioslaby sie tak samo, czy w tym samym momencie. Trudno przecenic role tej ksiazki, trudno przecenic role tworczosci i egzemplarycznego zycia Herlinga-Grudzinskiego. I wydaje mi sie, ze nie ma dzis ludzi ani w Polsce, ani w innych krajach, w ktorych jest czytany, ktorzy nie doceniaja jego niezwyklego pisarstwa. Zycie jego bylo bardzo trudne, momentami tragiczne, byl czlowiekiem doswiadczonym przez los i historie. Ale nigdy nie byl ofiara. Zawsze walczyl, czesto sam prowokowal, nigdy sie nie poddal. Mysle, ze ostatnie dziesiec lat jego zycia bylo wielkim zadoscuczynieniem. Powrocil do kraju nie tylko osobiscie, na spotkania z czytelnikami i przyjaciolmi, ale takze "pod strzechy", do lektur szkolnych, na ekrany telewizyjne, do radia, gazet. Byl sluchany, cytowany, obsypywany kwiatami. Dostal (i przyjal) wysokie odznaczenia panstwowe, nagrody. I przez caly ten okres tworzyl: opowiadania, kolejne fragmenty "Dziennika", powiesc. Umarl, by tak powiedziec, w pelnym biegu. I natychmiast wszystkie klotnie, konflikty i niesnaski, w ktorych uczestniczyl, albo ktorych byl przedmiotem, stracily na znaczeniu. Z minuty na minute to co chwile przedtem absorbowalo nasza uwage, zbladlo i zniklo. Umarl wielki pisarz, zostaly po nim ksiazki, ktore czytane beda przez wszystkich.

Pokoj Jego pamieci.


Pierwodruk: Przeglad Polski, New York, 21 lipca 2000
(dodatek kulturalny do dziennika Nowy Dziennik)
Przedruk za zgoda Autorki i Redakcji Nowego Dziennika.   (AMK)




Teksty Gustawa Herlinga-Grudzinskiego lub z nim zwiazane zamieszczone w Zwojach:



Copyright © 1997-2000 Zwoje