KRZYK CZŁOWIEKA XX WIEKU





WŁODZIMIERZ BOLECKI




Gustaw Herling-Grudziński odszedł w pełni sił twórczych. Ostatnia dekada przyniosła wręcz erupcję jego twórczości. Powstawały nie tylko kolejne tomy Dziennika pisanego nocą, ale - przede wszystkim - opowiadania, które ukazały nam go od zupełnie innej, bardziej osobistej strony. W opowiadaniach tych pisarz odważniej wkracza w sferę swojej biografii, swoich przeżyć. Dowodzą one też, jak mocno cała jego twórczość związana jest z doświadczeniem wojennym. Myślę, że młodym czytelnikom trudno jest nawet zrozumieć, że po 50 latach podstawowym doświadczeniem dla tego pisarza było doświadczenie II wojny światowej. Mimo różnych podejmowanych przez niego tematów, nie związanych bezpośrednio z przeżyciami wojennymi, twórczość ta wydaje mi się nieustanną medytacją nad XX wiekiem, który był wiekiem ideologii i totalitaryzmów.

Bardzo długo dojrzewał do takiej otwartości pisarskiej, w jakiej możemy go zobaczyć w ostatnich utworach. Dojrzewał do twórczości, która bardzo misternie łączy indywidualną biografię z uniwersalną refleksją nad sytuacją człowieka w XX wieku.

Był człowiekiem żyjącym w długim cieniu łagru, w tym sensie, że uważał, iż to, co się zdarzyło w obozach, nazistowskich czy bolszewickich, pozostawiło mroczne piętno na historii ludzkości. Jest to doświadczenie, o którym nie można zapomnieć. Stąd brał się jego gwałtowny protest przeciw wszelkim formom lekceważenia czy pomniejszania konsekwencji II wojny światowej i skutków totalitaryzmów. Ten protest nie rodził się z pobudek politycznych; on wyrastał z przekonania, że pamięć o tym, co było, zadecyduje o tym, kim będziemy - jako ludzie. Kim będą przyszłe pokolenia, które muszą zmierzyć się z bezmiarem okropieństw, które spadły na wiek XX i to nie znikąd, ale zostały sprowadzone przez konkretne instytucje i konkretnych ludzi.

Gustaw Herling-Grudziński, wbrew pozorom, nie był - jak niekiedy mówiono - człowiekiem nieprzejednanym, zapamiętałym, który nie umiał wybaczać. Dokładnie odwrotnie: we wszystkim, co robił, kierowało nim głębokie poczucie sprawiedliwości. Nie w sensie kodeksu karnego, ale metaforycznie ujmowanego kodeksu moralnego. To wyczulenie na sprawiedliwość, wrażliwość na nią, było dla niego absolutnie bezwzględnym elementem życia, niezbędnym składnikiem jego rozumienia człowieka i społeczeństwa. Wiązało się to z poczuciem religijności w najgłębszym, metaforycznym znaczeniu. Widząc ogrom zła, jakie dotknęło ludzkość w XX wieku, był przekonany, że tylko człowieczeństwo, które opiera się na pozaempirycznych transcendentnych, metafizycznych podstawach, może się oprzeć temu najgorszemu, co przynosi historia i natura.

Był pisarzem, który z doświadczenia historycznego wyprowadził wiedzę na temat człowieka jako jednostki, pisarzem podejmującym tematy publiczne, polityczne. Ale naprawdę, był twórcą głęboko personalistycznym. Wyraźnie widać to w jego opowiadaniach i "Dzienniku...", jeśli go uważnie przeczytamy. Podstawowy jest tu właśnie człowiek jako jednostka, z jednej strony poddany niszczycielskiemu działaniu wydarzeń historycznych, z drugiej - rozdarty nieszczęściami, cierpieniami, samotnością, targany namiętnościami i poszukujący metafizycznej sankcji dla swego istnienia i czynów.

Rozumiany w tym sensie wątek religijny wykracza u Herlinga daleko poza jego zewnętrzną manifestację w postaci komentarzy do funkcji Kościoła rzymskokatolickiego we współczesnym świecie. Pisarz toczył swój spór, czasem rozmowę, z Kościołem, zawsze jednak był to spór, dyskusja o tym, co było dla niego istotą powołania człowieka i istnienia społeczeństwa.

Tym czymś były wartości transcendentalne. Myślę, że przez swoją twórczość toczył wielki spór z Bogiem. Jego opublikowane w Rzeczpospolitej opowiadanie Ofiarowanie, wokół którego rozwinęła się dyskusja w Tygodniku Powszechnym, wpisuje się w ten wielki dyskurs literatury polskiej o sprawach najważniejszych. Rozważania Herlinga w Ofiarowaniu są - moim zdaniem - porównywalne na płaszczyźnie literackiej, oczywiście w innych realiach, z tym, co Mickiewicz zawarł w III części Dziadów. Konrad w Wielkiej Improwizacji mówił o tym samym: o cierpieniu ludzi na ziemi wobec obojętności Boga.

Twórczość Herlinga to prawdziwy krzyk człowieka XX wieku - de profundis, z głębin, to pytania o sens nieszczęścia, o sens cierpienia, o przyczyny zła, którym przepełniony jest świat.

Był Gustaw Herling-Grudziński odbierany jako autor nie stroniący od komentowania spraw bieżących, od politycznych komentarzy. W istocie był pisarzem metafizycznym, a religijność stanowiła podstawowy element jego twórczości.


Rzeczpospolita, Warszawa, 6 lipca 2000






Włodzimierz Bolecki jest krytykiem i historykiem literatury, znawcą twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, profesorem w Instytucie Badań Literackich PAN Warszawie i w Uniwersytecie Łódzkim.




Teksty Gustawa Herlinga-Grudzińskiego lub z nim związane zamieszczone w Zwojach:



Copyright © 1997-2007 Zwoje