
Po pierwsze, ustalic miejsce pogrzebania szczatkow ofiar tragedii i urzadzic je, zgodnie z przepisami religii zydowskiej, jako cmentarz. Po drugie, odkryc prawdziwy przebieg zbrodni, jej przyczyny i okolicznosci, sprawcow, ofiary, a takze swiadkow i ich postawe oraz sprostowac polprawdy i klamstwa gloszone dotychczas na ten temat. Po trzecie, upamietnic nie tylko tragiczny kres calej spolecznosci zydowskich wspolobywateli miasteczka, ale i wczesniejsze kilkaset lat ich obecnosci, w sposob, ktory by sprzyjal pojednaniu, a nie podzialom.
Wole wspoldzialania na rzecz tych trzech celow uzgodnili na spotkaniu w Jedwabnem 8 maja przedstawiciele miejscowego samorzadu, Zwiazku Wyznaniowych Gmin Zydowskich RP i Kancelarii Prezesa Rady Ministrow.
Od blisko czterdziestu lat tablica pamiatkowa na miejscu kazni spalonych zywcem Zydow z Jedwabnego kolo Lomzy glosi nieprawde, przypisujac odpowiedzialnosc za ich smierc wylacznie gestapo i zandarmerii hitlerowskiej, podczas gdy wszyscy w miasteczku sa swiadomi, ze Niemcy byli rozkazodawcami czy inspiratorami zbrodni, ale wsrod jej wykonawcow wiekszosc stanowila grupa miejscowych Polakow. Uczestnicy spotkania zgodzili sie, ze tablica z nieprawdziwym tekstem musi zostac zastapiona napisem, ktora odzwierciedli prawdziwy przebieg tragedii, i ze najlepiej byloby, zeby to sie stalo przed przyszloroczna, szescdziesiata jej rocznica.
Piotr Zandberg w imieniu warszawskiej gminy zydowskiej zadeklarowal wole ufundowania tablicy upamietniajacej Polakow, ktorzy w Jedwabnem i okolicy podczas okupacji hitlerowskiej ratowali zycie Zydow. Zaproponowal tez, zeby na wzor gaju pamieci w jerozolimskim Yad Vashem wspolnie zasadzili w Jedwabnem drzewka - Zydzi na czesc polskich wybawcow, a Polacy - na znak pamieci o zydowskich wspolobywatelach. Przedlozyl pomysl Zwiazku Wyznaniowych Gmin Zydowskich, by w porozumieniu z samorzadem miasta, wladzami oswiatowymi, komitetem rodzicow, a takze na przyklad z miejscowa parafia zrealizowac w miejscowych szkolach program oswiatowy przyblizajacy mlodziezy dzieje Zydow jedwabienskich i w ogole polskich, ich religie, kulture, obyczajowosc. Najwazniejsze jednak - mowi Piotr Zandberg - jest urzadzenie cmentarza ofiar zaglady.
To moze nie byc latwe. Istniejacy pomnik prawdopodobnie stoi na miejscu stodoly, ktora byla miejscem kazni wielu setek Zydow. Ilu dokladnie - nie wiadomo. Liczba 1600 ofiar jest tylko szacunkowa. Pewna ich liczba zginela przed 10 lipca 1941 roku, jakas tegoz dnia, ale nie wskutek spalenia, czesc ocalala z pogromu w Jedwabnem i zginela w getcie w Lomzy, obozach zaglady, zamordowana po zdekonspirowaniu kryjowek. Nie mozna tez precyzyjnie wskazac miejsca, w ktorym pogrzebano ofiary mordu 10 lipca 1941 roku. Na podstawie wskazowek mieszkancow miasta mozna domniemywac, ze szczatki zakopano blisko miejsca calopalenia, ale nie na pobliskim cmentarzu zydowskim, lecz obok, w dolach lub rowach. Po zapadliskach poznac, iz ziemia w tym miejscu byla wielokrotnie rozkopywana, ale ustalenie, ktore zaglebienia powstaly dlatego, ze pobierano stamtad piasek, a ktore kryja groby, wymaga specjalnych badan. Zarys spalonej stodoly mozna odtworzyc na podstawie dawnych zdjec lotniczych, ale zeby odkryc miejsca pochowku, niezbedne moga sie okazac sondaze archeologiczne.
Po publikacji w "Rz" z 5 maja odzew ze strony obecnych i dawnych mieszkancow Jedwabnego pozwolil ustalic nowe szczegoly. Pomnik Lenina, ktory oprawcy kazali nosic Zydom, stal nie na glownym rynku miasteczka (bo byl tez maly rynek w dzielnicy zydowskiej, nazywany starym; w poblizu pokazano mi tez kilka zachowanych domow zydowskich, a nie jeden, jak mi mowiono wczesniej), ale na niedalekim placyku. Dzieki temu mozna odtworzyc prawdopodobna trase smierci: z rynku na ow placyk, dzisiaj skwerek, a nastepnie ulicami Sadowa i Cmentarna na miejsce kazni.
Rekonstrukcja tragedii na podstawie relacji bezposrednich swiadkow jest trudna nie tylko z powodu uplywu czasu. Jak mowia ci nieliczni, ktorzy jeszcze zyja i mieszkaja w Jedwabnem, nie nalezy sobie wyobrazac, ze kazn odbywala sie w obecnosci tlumow. Kto mogl, zwlaszcza kobiety, dzieci, chowal sie przed niebezpieczenstwem mogacym grozic kazdemu ze strony zbrodniarzy, ktorzy podjeli sie roli katow, pijanych bandytow ogarnietych zadza mordu. Mimo to znajdowali sie odwazni ludzie, ktorzy potrafili sie przeciwstawic zbrodni. Do znanych juz wczesniej nazwisk moge dodac kolejne. Rzeznik Kozlowski uratowal dziewczyne (imieniem Chajka, a moze Chaimka?) i przechowywal ja kilka miesiecy, az odebrala ja ciotka; obie trafily pozniej do getta w Lomzy i prawdopodobnie zginely w Treblince lub w Oswiecimiu. Pokazano mi obejscie przy Sadowej, do ktorego z pochodu smierci uciekly dwie dziewczynki, schowaly sie w komorce lub ustepie - w kazdym razie udalo im sie przezyc dzien pogromu; ostatecznie jednak i one trafily do lomzynskiego getta.
Przedstawiajac projekt edukacyjny, Piotr Zandberg przytoczyl zdanie Georgesa Santayany: "Kto nie pamieta o przeszlosci, ten jest skazany na przezycie jej jeszcze raz". W Jedwabnem wszyscy znali prawde, ale wczesniej raczej nie mowili o niej glosno. W sobote 13 maja podczas mszy za Ojczyzne, na wezwanie miejscowego ksiedza proboszcza wierni modlili sie takze za te ofiary wojny, ktore stracily zycie z powodu cudzej niepohamowanej, zbrodniczej zadzy wzbogacenia sie.
Rzeczpospolita, Warszawa, 19 maja 2000

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||