CALOPALENIE





ANDRZEJ KACZYNSKI


10 lipca 1941 roku w Jedwabnem na ziemi lomzynskiej Niemcy rozkazali zgladzic cala zydowska spolecznosc miasteczka. Wyrok smierci wykonali miejscowi Polacy. Dowodza tego ujawnione ostatnio relacje naocznych swiadkow, Zydow ocalalych z zaglady. Nie zaprzeczaja im polscy swiadkowie tragedii, mieszkancy Jedwabnego. Z tych samych zrodel wiadomo, ze podobnie, polskimi rekami, Niemcy zadali masowo smierc takze Zydom z Wasoszy, Wiznej i Radzilowa. Wiele z tych swiadectw znali wczesniej polscy badacze. A jednak to nie za ich przyczyna wstrzasajaca prawda o polskim udziale w hitlerowskiej eksterminacji Zydow wychodzi na jaw. Ta wiedza przychodzi do nas z zagranicy.



Jedna tragedia, dwie historie

Polny glaz z tablica pamiatkowa to jedyny slad po dwustuletniej obecnosci Zydow w Jedwabnem kolo Lomzy. Ale napis oskarzajacy wylacznie hitlerowcow o dokonanie zaglady zydowskich mieszkancow tego miasteczka nie mowi calej prawdy. Prawdy o tej tragedii nie ujawnili takze krajowi historycy. Dopiero niedawno profesor Jan Tomasz Gross z Nowego Jorku opublikowal relacje Szmula Wasersztajna, opisujaca walny udzial grupy miejscowych Polakow w wymordowaniu jedwabienskich Zydow. Dokument ten, sporzadzony w 1945 roku, przechowywany w archiwum Zydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, znali, a w kazdym razie powolywali sie nan, polscy naukowcy, ale zataili jego prawdziwa wymowe. W Stanach Zjednoczonych w Internecie, http://www.jewishgen.org/Yizkor/jedwabne/ , zostal od niedawna udostepniony zbior innych, pozniejszych swiadectw zydowskich, takze oskarzajacych pewna liczbe Polakow z Jedwabnego i pobliskich wsi (imiennie; mozna doliczyc sie co najmniej trzydziestu nazwisk) o uczestnictwo w wykonaniu tej zbrodni.

Wokol tej dokumentacji, a takze z powodu odczytu profesora Jana Tomasza Grossa na jednym z amerykanskich uniwersytetow, wywiazala sie w Internecie dyskusja na temat zaglady Zydow w Jedwabnem. Oto fragment jednego z takich listow, sprzed mniej wiecej miesiaca: "Niemcy weszli do Jedwabnego, Polacy poprosili Niemcow, zeby wyszli z miasta na osiem godzin. Po osmiu godzinach bylo o tysiac stu Zydow mniej". Autorka listu podaje te znieksztalcona wiadomosc z drugiej reki czy tez z zaslyszenia (nieuwaznego). Inny autor pomylil date, zatem puscil w swiat komunikat, ze Polacy dokonali zbrodni na Zydach, ktorzy uratowali sie z hitlerowskiej zaglady. "Kielce [chodzi o pogrom z 3 lipca 1946 roku] przy tym, to male piwo" - dodal. Oboje cytowani autorzy wykazuja znaczne zaciekawienie, a takze pewne znawstwo spraw polskich. Takie sa skutki przemilczania prawdy. Jakie moga byc reakcje internautow, ktorzy o Polsce nie wiedza nic lub prawie nic, niemilo pomyslec.

Sprawdzilem, co na ten temat pisali polscy badacze szoah. Okazalo sie, ze zaglada Zydow w Jedwabnem ma dwie rozbiezne, a nawet sprzeczne historie. Polskie zrodla odpowiedzialnosc za zaglade przypisuja wylacznie lub prawie wylacznie Niemcom, hitlerowskiej zandarmerii i policji. Udzial Polakow w dokonaniu tej zbrodni jest w nich pomniejszany, przemilczany lub w ogole zaprzeczony.


Beda odbierac mienie pozydowskie?

Wielu mieszkancow Jedwabnego wymowilo sie od rozmowy, a jednak bez wiekszego trudu uzyskalem generalne potwierdzenie zydowskich relacji o sprawcach zaglady. O tym, ze to przede wszystkim Polacy zadawali Zydom okrutna smierc, wiedzieli i powiedzieli nie tylko starsi ludzie, ktorzy przezyli tam wojne, ale i mlodzi, ktorzy znali prawde tylko z rodzinnego przekazu. - Nikt z mordercow juz nie zyje - zapewniali. Ale prawie wszyscy zadali zachowania nazwisk w tajemnicy. Naszemu fotoreporterowi, ktory na rynku poprosil mlodych ludzi o wskazanie pamiatek po jedwabienskich Zydach i pomnika ich zaglady, najpierw odpowiedziano pytaniem, z odcieniem szyderstwa, czy przyjechal odbierac mienie pozydowskie.

W Jedwabnem zachowala sie bodaj tylko jedna zydowska kamienica. Ponad dwadziescia lat temu jeden z autorow relacji zamieszczonych w Internecie odwiedzil rodzinne miasto i biadal, ze nie znalazl prawie zadnych zydowskich domow.

Podczas pierwszej wojny swiatowej miasto zostalo w 75 procentach zniszczone. Pare lat przed druga wojna odbudowano kosciol i synagoge. Okazala, nowiutka boznice, dume Zydow Jedwabnego, spalili we wrzesniu 1939 roku Niemcy.

28 wrzesnia 1939 roku obaj najezdzcy, III Rzesza i Zwiazek Radziecki, uzgodnili rozbior Polski. Jedwabne dostalo sie na dwadziescia miesiecy pod okupacje radziecka. Niemcy ponownie wkroczyli do miasta 23 lipca 1941 roku, drugi dzien po ataku na ZSRR. Osiemnascie dni pozniej prawie wszyscy jedwabienscy Zydzi zostali zywcem spaleni.


Wersja zydowska

Ci nieliczni Zydzi z Jedwabnego, ktorzy przezyli calopalenie lub dowiedzieli sie o nim od naocznych swiadkow, oskarzaja o jego dokonanie Polakow, swoich sasiadow i ziomkow, mieszkancow Jedwabnego i okolicznych wsi. Wedlug ich relacji Polacy byli wylacznymi wykonawcami tej zbrodni. Od Niemcow mogl pochodzic rozkaz lub zacheta do pogromu, ale w miasteczku w czasie zbrodni albo ich nie bylo, albo byli, ale zachowywali sie biernie, albo nawet probowali eksterminacje powsciagnac lub ograniczyc.

Pierwszym zrodlem sa dwie relacje Szmula Wasersztajna, naocznego swiadka tragicznych wydarzen z 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem, zlozone w 1945 roku przed Zydowska Komisja Historyczna w Bialymstoku, przechowywane w archiwum Zydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. W archiwum ZIH znajduja sie takze inne swiadectwa dotyczace Jedwabnego i okolic - Menachema Finkelsztejna, Abrahama Smialowicza, A. Belawickiego. Wszystkie oskarzaja Polakow. Istnieja w obiegu naukowym od kilkudziesieciu lat, a w kazdym razie wszyscy polscy autorzy powolywali sie na nie jako zrodla. Jan Tomasz Gross pierwszy opublikowal w calosci (w ksiedze zbiorowej ofiarowanej profesorowi Tomaszowi Strzemboszowi "Europa nieprowincjonalna", Warszawa 2000) dluzsza z relacji Szmula Wasersztajna. Gross zasygnalizowal, ze pomiedzy obydwoma jego relacjami wystepuja rozbieznosci co do szczegolow, ale nie przeprowadzil dokladniejszej krytyki tego zrodla (zapewne uznajac je za zasadniczo wiarygodne), natomiast zarysowal plan dalszych badan nad stosunkiem Polakow do zaglady Zydow na wschodnich terenach Polski zajetych przez Niemcy po ataku na ZSRR.

Z relacji dostepnych w Internecie, http://www.jewishgen.org/Yizkor/jedwabne/ , trzy pochodza rowniez od naocznych swiadkow: Herszela Piekarza-Bakera, Rywki Fogel i Icchaka (Janka) Neumarka.

Wasersztajn relacjonuje, ze trzeciego dnia po zajeciu Jedwabnego przez Niemcow, 25 czerwca 1941 roku, "swojscy, polscy bandyci" zaczeli rabowac mienie, bic, a nawet zabijac Zydow. "Wlasnymi oczami" widzial, jak zamordowano trzy osoby. "Jakuba Kaca ukamienowali ceglami. Eliasza Krawieckiego zakluli nozami, pozniej wydlubali mu oczy i obcieli jezyk. Meczyl sie nieludzko przez 12 godzin, nim wyzional ducha" - zeznal. Cztery inne ofiary mordu wymienila w swej relacji Rywka Fogel.

Wasersztajn zeznawal dalej. "Tego samego dnia zaobserwowalem straszliwy obraz. Kubrzanska Chaja, 28 lat, i Binsztejn Basia, 26 lat, obie z niemowletami na rekach, poszly nad sadzawke, wolac raczej utopic sie wraz z dziecmi, anizeli wpasc w rece bandytow. Wrzucily dzieci do wody i wlasnymi rekami utopily. Pozniej skoczyla Binsztejn Baska, ktora poszla od razu na dno, podczas gdy Kubrzanska Chaja meczyla sie przez kilka godzin". Rywka Fogel podala nieco inne szczegoly. Kobiety zamienily sie dziecmi. Podciely sobie zyly, zanim rzucily sie do wody. Wedlug Wasersztajna, chuligani zrobili sobie z tragedii widowisko. Fogel podala, ze z pierwszej proby Polacy wyratowali samobojczynie. Ich mezowie, dzialacze komunistyczni, uciekli z Rosjanami.

Pogrom trwal jeden dzien. Wasersztajn podal, ze powstrzymal go ksiadz, jakoby tlumaczac, ze "niemiecka wladza sama zrobi juz porzadek".

7 i 8 lipca w Jedwabnem schronili sie Zydzi, ktorzy uciekli z pogromow w Wiznie i Radzilowie. W Jedwabnem mieszkalo okolo tysiaca Zydow, nie wiadomo, ilu ucieklo z Rosjanami. Liczbe uciekinierow szacuje sie nawet na 700 osob. Niektorzy ukrywali sie poza miastem, spodziewajac sie katastrofy; co dzien bowiem hitlerowcy organizowali pogrom w innej miejscowosci.

Ukrywajacy sie widzieli, jak rankiem 10 lipca do Jedwabnego zjechalo furmankami wielu chlopow z okolicznych wiosek. Jak w dzien targowy. Przyjechali tez Niemcy. Osmiu gestapowcow odbylo narade z przedstawicielami polskich wladz miasteczka. Wasersztajn utrzymuje, ze Niemcy chcieli zgladzic wiekszosc Zydow, ale zachowac przy zyciu potrzebnych im rzemieslnikow, a Polacy mieli domagac sie, zeby nikogo z Zydow nie oszczedzac, gdyz do pracy wystarczy fachowcow chrzescijan. Podobna wersje przebiegu narady podaja tez inne relacje zydowskie. Takze niektorzy polscy swiadkowie slyszeli, ze miejscowi uczestnicy narady z gestapowcami mieli zajac takie wlasnie stanowisko.

Zydom nakazano zebrac sie na rynku. "Miejscowi chuligani uzbrojeni w siekiery, w kije nabite gwozdziami i inne narzedzia zniszczenia i tortur, wypedzili wszystkich Zydow na ulice" - zeznawal Wasersztajn. Zmuszano ich do pielenia i czyszczenia placu. Zrzucono z piedestalu pomnik Lenina i kazano mlodym Zydom nosic go wokol rynku, spiewac radzieckie piosenki i skandowac: "Przez nas ta wojna". Wedlug niektorych relacji, wybrano kilkudziesieciu mlodych, silnych ludzi, zmuszono ich, zeby zaniesli pomnik i pogrzebali w dole, ktory kazano im wykopac na zydowskim cmentarzu za miastem, po czym zamordowano ich i wrzucono do tego samego dolu. Pozostalych Zydow caly dzien trzymano na rynku w palacym sloncu, bez kropli wody. Byli zniewazani i bici. Polscy oprawcy znecali sie nad sedziwym rabinem Awigdorem Bialostockim, nie oszczedzali kobiet ani dzieci. Wieczorem popedzono wszystkich Zydow czworkami w strone kirkutu. Wedlug niektorych relacji, rabinowi kazano isc na czele, z czerwonym sztandarem w reku. Wpedzono wszystkich do stodoly. Oblano latwopalnym plynem i podpalono. Ichak Neumark, byly mieszkaniec Jedwabnego, opowiedzial, ze wrot pilnowal znany mu Polak z siekiera w dloni. "Byl gotow zabic kazdego, kto by probowal wydostac sie. Stalem z rodzina tuz przy wejsciu, poniewaz na szczescie zostalismy jedni z ostatnich wepchnieci do stodoly. Nagle od plomieni wrota rozpadly sie. Pilnujacy zamierzyl sie na mnie siekiera, ale zdolalem mu ja wytracic. Mnie, mojej siostrze i jej piecioletniej coreczce udalo sie uciec na cmentarz. Widzialem jak moj ojciec padl w plomieniach na klepisko".

Tych, ktorych nie spalono zywcem w stodole, polscy oprawcy mordowali tam, gdzie kogo dopadli. Rywka Fogel slyszala straszny krzyk Jozefa Lewina, chlopca, ktorego bandyci zatlukli na smierc. "Goje pochwycili mala Judke Nadolna, ucieli jej glowe i grali nia jak pilka" - zeznala Fogel. Icchak Neumark opowiadal, ze kobiecie w dziewiatym miesiacu ciazy rozprul brzuch parobek jej tescia. "Na wlasne oczy widzialem, jak Aron lezal na ulicy zabity, z wycietym na piersi krzyzem. Trzyletnia Chana schowala sie w kurniku. Znalezli ja goje i wrzucili w ogien jak kawalek drewna" - podal Neumark.

"Ani jeden Niemiec nie uczestniczyl w tym dniu smierci, wrecz przeciwnie. Dwaj oficerowie przyszli pod stodole zaglady, aby ocalic przynajmniej rzemieslnikow, krawcow, szewcow, kowali i ciesli, ktorych pracy Niemcy potrzebowali. Ale goje powiedzieli: nie moze ani jeden Zyd pozostac przy zyciu. Wystarczy fachowcow wsrod chrzescijan" - relacjonowal Neumark. "Rozkaz zgladzenia wszystkich Zydow wydali Niemcy, ale polscy chuligani podjeli go i przeprowadzili najstraszniejszymi sposobami" - mowil Szmul Wasersztajn. "Polacy postanowili zabic wszystkich Zydow i wykonali to. Niemcy patrzyli z pogarda na bestialstwo Polakow" - zeznal autor jednej z relacji umieszczonych w Internecie, Herszel Piekarz-Baker.


Wersja polska

W 1966 roku Szymon Datner w biuletynie Zydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie odpowiedzialnosc za masowe zbrodnie na zydowskiej ludnosci Bialostocczyzny po ataku III Rzeszy na ZSRR przypisal specjalnym grupom operacyjnym niemieckiej policji. "Czesto dzialaly one przy pomocy" tubylczych "formacji policyjnych, zorganizowanych sposrod miejscowych zdrajcow, faszystow, degeneratow lub kryminalistow. Niekiedy grajac na najnizszych instynktach oddzialy te [niemieckie] organizowaly wybuchy" gniewu ludu, "dostarczajac broni, dajac wskazowki, nie biorac jednak same udzialu w rzezi. Z reguly fotografowali rozgrywajace sie sceny, by miec dowod, ze Zydzi sa znienawidzeni nie tylko przez Niemcow". Dalej Datner pisze o ziemi lomzynskiej: "Do zbrodni na tych obszarach Niemcy przyciagneli mety sposrod miejscowej ludnosci oraz tak zwana granatowa policje. Bylo to zjawisko raczej rzadkie w dziejach okupowanej Polski, jak rowniez na pozostalych obszarach Bialostocczyzny, gdzie ludnosc miejscowa - polska i bialoruska - nie dala sie obalamucic niemieckiej prowokacji. (...) W sporadycznych wypadkach miejscowe szumowiny i elementy kryminalne daly sie uzyc do roli niemieckich pacholkow katowskich. Wiekszosc jednak" roboty "dokonywali Niemcy wlasnymi rekoma". Kto byl sprawca zbrodni w Jedwabnem, Szymon Datner nie napisal jednak jednoznacznie.

Najobszerniejszy polski opis wypadkow w Jedwabnem przedstawil w 1989 roku w Studiach Podlaskich, czasopismie uniwersytetu w Bialymstoku, prokurator Waldemar Monkiewicz z bialostockiej Okregowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. "W poczatkach lipca 1941 ze skladu [niemieckich] batalionow policyjnych 309. i 316. wydzielono 200 funkcjonariuszy tworzac specjalny oddzial, nazywany Kommando Bialystok, dowodzony przez Wolfganga Burknera, oddelegowanego z warszawskiego gestapo. Oddzial ten 10 lipca przybyl samochodami ciezarowymi do Jedwabnego. Do akcji podjetej przeciw Zydom zaangazowano rowniez zandarmerie i policje pomocnicza. Ta ostatnia uczestniczyla jedynie w przyprowadzeniu ofiar na rynek i ich konwojowaniu poza miasto. Tam hitlerowcy dopuscili sie niesamowitego okrucienstwa, wpedzajac okolo 900 osob do stodoly, ktora nastepnie zamknieto, oblano sciany benzyna i podpalono, powodujac meczenska smierc znajdujacych sie wewnatrz mezczyzn, kobiet i dzieci. W dwa dni pozniej ci sami sprawcy wymordowali prawie wszystkich Zydow w Radzilowie [wedlug wiekszosci zrodel mord w Radzilowie nastapil 7 lipca, a wiec wczesniej niz w Jedwabnem]. Spalili tam w stodole okolo 650 osob. Zarowno w Jedwabnem, jak i w Radzilowie hitlerowcy starali sie wciagnac do pogromu niektorych policjantow pomocniczych narodowosci polskiej. Ci sposrod nich, ktorym udowodniono jakikolwiek udzial - najczesciej zreszta w czynnosciach drugorzednych - poniesli surowe kary".

Trzy lata wczesniej, w okolicznosciowym referacie na uroczystosci 250. rocznicy nadania praw miejskich Jedwabnemu, prokurator Monkiewicz podal, ze w dniu zaglady do Jedwabnego przyjechalo stu kilkudziesieciu policjantow niemieckich, liczbe smiertelnych ofiar zydowskich ocenil na "okolo 900, w kazdym razie nie mniej niz 600" oraz przyznal, ze udalo sie ustalic nazwiska tylko kilku rodzin, ktore wowczas zginely. Natomiast co do nazwisk polskich policjantow pomocniczych, ktorzy mieli jakikolwiek zwiazek z ta zbrodnia, to je tu, dodal, "ze zrozumialych wzgledow pomijam".

W 1949 roku odbyl sie w Lomzy proces 22 Polakow oskarzonych o wspolprace z Niemcami w wymordowaniu Zydow w Jedwabnem. Wyrok smierci orzeczono wobec folksdojcza z Cieszyna. Pozostalych skazano na kary 8 -15 lat wiezienia. Zaden z nich nie przyznal sie do winy. Niestety, akta procesu, przechowywane w archiwum Glownej Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu w Warszawie, sa na razie niedostepne, poniewaz archiwum przeprowadza sie wlasnie do innej siedziby.

Prokurator Waldemar Monkiewicz twierdzi, ze za udzial w zbrodni w Jedwabnem osadzono w Niemczech takze funkcjonariuszy panstwa hitlerowskiego.


Zeby objasnic, lecz nie usprawiedliwic

Omawiajac "zajscia antyzydowskie i pogromy w okupowanej Europie" (w rozprawie w tomie ZIH Holocaust z perspektywy polwiecza), profesor Tomasz Szarota pisal: "Prawdopodobnie za kazdym razem byla to prowokacja przygotowana przez Sipo i SD, na Wschodzie przez Einsatzgruppen. Pierwszy cel mial charakter propagandowy. Pokazywano oto swiatu, ze nie tylko Niemcy odczuwaja potrzebe eliminacji Zydow, a ladunek nienawisci wobec Zydow w innych krajach jest nawet wiekszy niz w Niemczech. Przy okazji demonstrowano jakoby aprobate krajow okupowanych dla szermujacej antysemickimi haslami ideologii hitlerowskiej. Wkraczajac w pewnym momencie do akcji, jako czynnik ladu i porzadku, osiagano cel kolejny - Niemcy wystepowali oto nagle jako obroncy Zydow przed agresja Polakow...". Scenariusz ten dokladnie pasuje do wydarzen w Jedwabnem.

Andrzej Zbikowski z Zydowskiego Instytutu Historycznego stwierdzil w 1992 roku (w biuletynie ZIH), ze na zachodnich obszarach Zwiazku Radzieckiego, dawnych polskich Kresach Wschodnich, "po 22 czerwca 1941 ludnosc zydowska stala sie bohaterem jednoczesnie dwoch tragedii. Jedna z nich bylo - niezrozumiale dla wiekszosci Zydow - niemieckie dazenie do fizycznego wyniszczenia narodu zydowskiego. Druga byla eksplozja dlugo skrywanej nienawisci, wynikajacej z pobudek ekonomicznych i emocjonalno-ideologicznych, ze strony lokalnych spolecznosci autochtonicznych". I dodal: "agresja spolecznosci lokalnych nie byla wynikiem wylacznie manipulacji niemieckich".

Podczas niespelna dwoch lat okupacji radzieckiej stosunki polsko-zydowskie na Kresach ulegly gwaltownemu pogorszeniu.

- Poparli nas Zydzi i tylko ich wciaz bylo widac. Zapanowala tez moda, ze kazdy kierownik instytucji chwalil sie, ze u niego nie pracuje juz ani jeden Polak - mowil na naradzie aktywu w 1940 roku naczelnik NKWD w Lomzy, i nader krytycznie, z punktu widzenia panstwa radzieckiego, ocenil te sytuacje.

Ktos zanotowal podczas wojny skarge rolnika spod Lomzy. - Teraz to mamy zydowskie cesarstwo. Tylko ich wybieraja wszedzie, a Polak jak kon, on tylko ciagnie i jego bija batem. Teraz dla Polakow nastaly zle czasy. Historycy, nie tylko zreszta polscy, cytuja te i podobne wypowiedzi, zeby wskazac na przyczyny poglebienia sie konfliktu miedzy Zydami i Polakami w latach 1939 - 1941.

W zbiorze relacji Polakow, ktorzy wstapili do armii generala Wladyslawa Andersa, W czterdziestym nas matko na Sibir zeslali (wydanym przez Irene i Jana Tomasza Grossow) znalazlo sie sprawozdanie czlonka polskiej konspiracji wojskowej z okolic Jedwabnego, ktory wine za swoje uwiezienie i zeslanie przypisuje m.in. denuncjacji Zyda - wspolpracownika NKWD.

W czerwcu 1940 roku w Jedwabnem NKWD rozbilo dwie konspiracje: "Partyzantke" (35 czlonkow) i Zwiazek Walki Zbrojnej (okolo 80 zolnierzy z Bialegostoku i okolic Jedwabnego). W grudniu 1940 roku ujawnilo sie przed wladzami radzieckimi okolo stu dalszych czlonkow, dokladnie spenetrowanego przez NKWD, polskiego podziemia. Z dokumentow znalezionych w archiwach radzieckich, ogloszonych niedawno przez profesora Michala Gnatowskiego w Studiach Lomzynskich, wynika, ze sposrod bylych konspiratorow NKWD zwerbowalo 18 informatorow nie-Zydow; fakt ten nie byl oczywiscie znany opinii publicznej, ktora denuncjacje przypisywala glownie Zydom. W czerwcu 1941 roku NKWD zaczelo aresztowac w Jedwabnem i okolicach ujawnionych konspiratorow, ich rodziny i zwolennikow, w tym jednego ksiedza. Tuz przed wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej czesc z nich zostala deportowana na wschod. Innych ocalila od wywozki paniczna ucieczka wladz radzieckich.

- Po tym, co sie tutaj dzialo podczas okupacji sowieckiej, nie mozna sie dziwic wybuchowi gniewu Polakow na Zydow - powiedzial mi jeden z mieszkancow Jedwabnego.

W tym miasteczku sa dwa pomniki wojny. Jeden upamietnia 180 mieszkancow zamordowanych w latach 1939 - 1956 przez wladze radzieckie, niemieckie i komunistyczne polskie. Drugi - 1600 Zydow spalonych zywcem 10 lipca 1941 roku.

Siedmiu Zydow z Jedwabnego przechowala w swoim gospodarstwie rodzina Wyrzykowskich ze wsi Janczewko. Antoninie Wyrzykowskiej instytut Yad Vashem nadal medal "Sprawiedliwy wsrod narodow swiata", ale ona nie mieszkala juz wtedy w rodzinnej wsi. Bala sie, iz za to, ze ratowala Zydow, sama straci zycie. - Pobito ja tak, ze byla cala niebieska - wspomina syn.


Pamiec

Kamien ku czci jedwabienskich Zydow wystawil w 1962 lub 1963 roku lomzynski oddzial Zwiazku Bojownikow o Wolnosc i Demokracje, przypomina sobie Eugeniusz Adamczyk, ktory opiekowal sie pomnikiem. Inskrypcja na tablicy nosi slady prob zniszczenia. Adamczyk byl pierwszym komendantem posterunku Milicji Obywatelskiej w Jedwabnem. Mial szczescie, bo dwukrotnie byl w terenie, gdy podziemie napadalo na posterunek, ale i pecha, bo zostal za to wyrzucony z posady. - UB mnie podejrzewal, choc to byl czysty przypadek - mowi. Pamieta tez, ze aresztowal i odstawil do prokuratury w Lomzy trzech sadzonych za mord na Zydach. - Pozostalych oskarzonych zaaresztowalo "bezpieczenstwo" - dodaje. Adamczyk pochodzi z Krakowskiego, ale jego zona, Henryka, choc miala wtedy dwanascie lat, pamieta dzien zaglady. - Rodzice kazali mi sie ukryc, ale jeszcze mam w uszach krzyk Zydow prowadzonych na smierc, czuje swad spalenizny...

Liczby, podanej na tablicy pamiatkowej, nikt nie weryfikowal. Wiadomo tylko, ze tylu - mniej wiecej - Zydow z Jedwabnego nie mozna sie doliczyc. Po wojnie nie przeprowadzono ekshumacji szczatkow spalonych ludzi. Nikt z mieszkancow Jedwabnego nie potrafil wskazac mi miejsca, gdzie ich pochowano.

Jerozolimski instytut badan i pamieci o zagladzie nazywa sie Yad Vashem; te dwa slowa hebrajskie oznaczaja "imie i miejsce", czyli to minimum pamieci, jakie zyjacy sa winni ofiarom holokaustu, czyli calopalenia. Zydzi Jedwabnego, ktorym taka wlasnie, calopalna, okrutna smierc zgotowano, tego minimum pamieci jeszcze nie otrzymali.

Cos jednak zaczelo sie zmieniac. W Wasoszy komitet polsko-zydowski postawil pomnik tamtejszym ofiarom zaglady. W Jedwabnem biskup lomzynski na miejscu kazni Zydow odprawil niedawno nabozenstwo przeblagalne. Po tym, jak papiez Jan Pawel II mowil w Rzymie i w Jerozolimie o winach chrzescijan wobec narodu zydowskiego, w diecezji lomzynskiej zaczeto sie zastanawiac, w jaki sposob parafie, w ktorych Polacy mieli jakikolwiek udzial w przesladowaniach i eksterminacji Zydow, powinny dokonac samooceny i aktu skruchy.









* * *


KONTROWERSJE HISTORYCZNE WERYFIKUJA SIE W DIALOGU


z Adamem Dobronskim,

profesorem historii Uniwersytetu w Bialymstoku, rozmawia

Andrzej Kaczynski


Andrzej Kaczynski: - Z relacji naocznych swiadkow, Zydow ocalalych z pogromu w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku, wynika, ze wprawdzie rozkaz zaglady wydali Niemcy, ale wykonala go glownie grupa miejscowych Polakow. Nie przecza temu polscy swiadkowie, mieszkancy Jedwabnego. Natomiast polscy historycy albo calkiem przemilczeli udzial Polakow w tej zbrodni, albo sprowadzaja na przyklad tylko do konwojowania ofiar na miejsce kazni. Jak wytlumaczyc te roznice, cenzura, autocenzura?

Adam Dobronski: - Byly pewne ograniczenia cenzuralne co do historii stosunkow polsko-zydowskich. A jesli w jakikolwiek sposob temat zatracal o biezace, polityczne relacje z ZSRR lub z RFN, to tym surowsze nakladano ograniczenia.

AK: - Zeby, jak mawial Wladyslaw Gomulka, nie lac wody na mlyny niemieckich rewizjonistow?

AD: - Wlasnie. Ale przede wszystkim wystepowala do tej pory niechec do zajmowania sie tym tematem. Bylo wiec nie tyle jego falszowanie, co niepodejmowanie. Zapewne takze z poczucia pewnego zawstydzenia. Na dobra sprawe nikt w Bialymstoku wczesniej rzetelnie tych watkow nie badal. Dopiero teraz w odniesieniu do pewnych miejscowosci prowadzi sie pierwsze badania. Ostatnio, na przyklad, wyszla rozprawa o Zydach w Nowogrodzie, powstaje tez publikacja o Zydach w Lomzy. Ja koncze redagowac trzeci tom Zydow bialostockich, do ktorego przywiozlem znakomite relacje z Izraela. Ten marazm wynikal jeszcze z tego, ze w naszym regionie nie ma obecnie ani jednej gminy zydowskiej, nie ma w ogole przedstawicieli tej spolecznosci, ktorzy by budzili tu sumienia i podnosili ten temat. W Bialymstoku, ktory przed wojna mial ponad 40 procent ludnosci zydowskiej, a bywalo, ze mial 70 procent, w tej chwili tylko dwie osoby oficjalnie deklaruja te narodowosc. Ale to nas oczywiscie nie usprawiedliwia.

AK: - W Jedwabnem zetknalem sie z czyms w rodzaju przestrachu, ze jedyna rzecza, jaka swiat sie dowie o tym miasteczku, jest to ze tu Polacy pomogli Niemcom wymordowac Zydow.

AD: - Co do tej pomocy, to niestety nie znam blizej sprawy Jedwabnego, ale znam dobrze wydarzenia w Tykocinie, ktore dotychczas uchodzily za najbardziej drastyczny na Bialostocczyznie przyklad udzialu polskiego w zagladzie Zydow. Z relacji zydowskich wynikalo, ze to wlasciwie Polacy zorganizowali pogrom: zbrojni w kije wywlekli z kryjowek Zydow, a potem popedzili ich do Lopuchowa. Ale po szerszej penetracji zrodel, rozmiar polskiego udzialu zostal wyraznie pomniejszony, i obecnie mowi sie, ze owszem, pewna liczba Polakow w tym uczestniczyla, ale na takiej zasadzie, ze wczesniej Niemcy zrobili lapanke wsrod Polakow, niektorych wezwali imiennie, reszte wzieli z ulicy. I oni rzeczywiscie, trzeba to niestety przyznac, rozkazy spelnili, ale nie byla to w zadnym razie ich wlasna inicjatywa ani nie byli pierwszymi sprawcami zbrodni. Wypelnili pod przymusem te, skadinad haniebna, role.

AK: - Podobny scenariusz mogl byc w Jedwabnem. Za wodke czy kielbase albo udzial w lupach zwerbowano ilus Polakow, w tym przede wszystkim tych, ktorzy juz dwa tygodnie wczesniej dali sie poznac jako rabusie, przesladowcy Zydow. I oni bardzo gorliwie, do konca wykonali rozkaz, to znaczy nie tylko wyszukiwali i scigali Zydow, spedzili ich na rynek, zapedzili na miejsce kazni, ale takze wepchneli nieszczesne ofiary do stodoly, podpalili ja i pilnowali, zeby nikt z niej nie uciekl. Natomiast z braku solidnych badan nie wiemy, ilu naprawde bylo przesladowcow ani ile ostatecznie bylo ofiar.

AD: - Nie znamy tez liczby Zydow spalonych w synagodze w Bialymstoku. Trudno uznac dane, jakie podaja niektore zrodla zydowskie, bo trudno uwierzyc, zeby az tyle osob moglo sie w synagodze pomiescic. W tym wypadku Niemcy zreszta nie uzyli Polakow do popelnienia tej zbrodni, a ostatnio zostal rozpropagowany przeciwny przyklad: ktos z Polakow, narazajac sie Niemcom, ktorzy pilnowali synagogi, otworzyl boczne drzwi, dzieki czemu czesc Zydow, co prawda niewielka, uratowala sie z pozogi.

AK: - Dotychczas o udziale miejscowej ludnosci w hitlerowskiej eksterminacji Zydow mowilo sie glownie w odniesieniu do Ukrainy i Litwy. Okazuje sie, ze podobne rzeczy zdarzyly sie w dawnym wojewodztwie bialostockim. Jak to objasnic?

AD: - Jesli byly takie zachowania, to one musialy wynikac z lat poprzednich. Zwlaszcza w Lomzynskiem relacje polsko-zydowskie tuz przed wojna wyraznie sie pogorszyly. Przykladem byly chocby Sokoly, gdzie doszlo moze nie do pogromu, ale do znaczacych ekscesow antyzydowskich. Wiaze sie to z wplywami Narodowej Demokracji. To byly tereny tradycyjnie endeckie. Sytuacja lepiej wygladala w Bialostockiem, gdzie, co przyznaja takze Zydzi, to wspolzycie bylo zupelnie znosne.

Glebokie podzialy dotknely takze polska spolecznosc. Wydaje sie, ze znaczna czesc ludnosci odczuwala swoisty terror wywierany przez skrajna prawice narodowa. W najtrudniejszej sytuacji znalezli sie ludzie przechowujac Zydow, ktorzy musieli chronic i ich, i siebie zarowno przed Niemcami, jak i przed rodzimymi bandytami.

Trzeba tez przypomniec okres okupacji radzieckiej. Zydzi mowia o tym bardzo niechetnie; w latach 1939 - 1941 czesc proletariackiej mlodziezy zydowskiej, moze skomunizowanej, a moze tylko biednej i bez szans, poszla na wspolprace z NKWD. Srodowiska polskie uznaly to za sojusz zydowsko-sowiecki. Dzis wiemy, ze tak absolutnie nie mozna sprawy stawiac, bo przeciez Zydow takze wywozono na Syberie, oni stanowili ponad 20 procent sybirakow z Polski, i wiekszosc Zydow cierpiala na rowni z Polakami, a tylko pewna czesc poszla na sluzbe NKWD. Niemniej odczucie ludnosci polskiej bylo takie, ze za represje radzieckie w duzej mierze odpowiadaja Zydzi.

I w pierwszym okresie po wkroczeniu Niemcow byla taka niekontrolowana reakcja przeciwko wszystkiemu, co mialo zwiazek z Sowietami, i dopiero z czasem brutalne represje niemieckie, jak chociazby spalenie synagogi w Bialymstoku, czarne dni na przelomie czerwca i lipca 1941 roku sprawily, ze spolecznosc polska ochlonela z wrogosci do Zydow zwiazanej z okresem okupacji sowieckiej. To oczywiscie nie jest argument, ktory by usprawiedliwil mordy...

AK: - A czy na jednostronnosci ujecia polskich historykow mogly zawazyc warsztatowe ograniczenia, np. nieznajomosc jidysz, jezyka znacznej czesci zrodel zydowskich?

AD: - Z pewnoscia zawazyly. I to po obu stronach. Jest taka ksiazka Tobiasza Cytrona o getcie w Bialymstoku, a wlasciwie w ogole o historii Zydow w regionie za okupacji. Autor to znakomita postac, byl lekarzem przed wojna, przeszedl przez obozy, zdobyl duze uznanie jako lekarz w Tel Awiwie, niestety juz nie zyje. Opowiadal mi swa historie, ale ksiazke napisal nie na podstawie wlasnych wspomnien, a szkoda, bo to bylaby rewelacja, tylko wykorzystal rozne teksty izraelskie, nie historyczne, lecz potoczne. Nie byl historykiem, nie potrafil przeprowadzic krytyki zrodel. A nie siegnal po zrodla polskie. Na przyklad nie odroznial Armii Krajowej od Narodowych Sil Zbrojnych; napisal, ze na Bialostocczyznie AK masowo mordowala Zydow. To wywolalo okropna reakcje w naszym regionie, choc po polsku ksiazka ukazala sie w sladowej liczbie egzemplarzy. A wiec warsztatowe ograniczenia, nieznajomosc jezyka i przyjmowanie bez zadnych zastrzezen obiegowej, propagandowej literatury, pisanej nie przez fachowcow historykow, bo ci niestety bardzo malo napisali, dzialaly po obu stronach.

Bardzo wazne jest, czy istnieje wsrod Zydow za granica, w Izraelu lub w diasporze, ziomkostwo; jezeli istnieje, to dochodzi do konfrontacji, do dialogu, wtedy sa i upamietnienia historii Zydow. Na naszym terenie najlepszym chyba przykladem sa Przasnysz, Bransk...

AK: - Znam te przyklady. W Przasnyszu Mariusz Bondarczuk, w Bransku Zbigniew Romaniuk, pojedynczy pasjonaci, czesto nawet osamotnieni w swoim srodowisku, ozywili te kontakty.

AD: - Jest takze przyklad Ostroleki. Powstala wlasnie obszerna ksiazka napisana przez Zydow ostroleckich, zreszta w duzej mierze drukowana na ich koszt, ale zostala zredagowana w Ostrolece przez doktora Janusza Golote. Badania dotyczace Tykocina, o ktorych wspominalem, powiodly sie miedzy innymi dlatego, ze za granica jest silne ziomkostwo tykocinskie, zas w Tykocinie jest muzeum, do ktorego wielu Zydow przyjezdza. Gdy sa kontakty, dochodzi do wspolnej wersji dziejow, zweryfikowanej, rzetelnej historycznie. Okazuje sie jednak, ze to odkrywanie prawdy historycznej przebiega za wolno lub omija pewne regiony. Jest to powazne wyzwanie dla mlodego uniwersytetu w Bialymstoku.


Rzeczpospolita, Warszawa, 5 maja 2000





Andrzej Kaczynski jest dziennikarzem Rzeczpospolitej. Serdecznie Mu dziekuje za zgode na opublikowanie tego niezwykle waznego tekstu w Zwojach.

Artykul Andrzeja Kaczynskiego i jego rozmowa z Profesorem Adam Dobronskim ujawnily polskiej opinii publicznej tragiczna i rownoczesnie haniebna karte najnowszej polskiej historii.

Obok polskich reakcji pelnych wstydu i zalu, pojawily sie niestety w polskiej prawicowej prasie artykuly poddajace w watpliwosc wiarygodnosc relacji swiadkow i oskarzajace Zydow z USA, w szczegolnosci Jana Tomasza Grossa, o prowokacje. Przykladem jest artykul Jerzego Roberta Nowaka (Nasz Dziennik, 13-14 maja 2000), ktory z pozycji profesorskich, usilujac podwazyc relacje ocalalych Zydow i nawolujac do "ujawnienia historycznych faktow", rozpowszechnia czysto antysemickie stwierdzenia.

We mnie, rozmowa Andrzeja Kaczynskiego z Adamem Dobronskim, poza wstrzasem, budzi jeden zgrzyt: sa to, zapewne nie zamierzone, proby tlumaczenia zbrodni niemiecka wodka i kielbasa, wezwaniami, przymusem: "rozkazy spelnili, ale nie byla to w zadnym razie ich wlasna inicjatywa ani nie byli pierwszymi sprawcami zbrodni", itp. Tak, jakby mordowanie Zydow mozna bylo zrozumiec, jezeli ma sie "usprawiedliwienie" w wodce, przymusie lub prowokacji.

Andrzej Kobos







Copyright © 1997-2000 Zwoje