
Wytworna Japonia pogardza Hokusai; dla Europy jest - z artystów japońskich, najbardziej podziwu godnym, najwięcej znanym. W ojczyźnie niedoceniony, w Europie - przeceniony. Jeżeli chodzi o styl, o subtelność - Hokusai jest niczym, jeżeli chodzi o bujność temperamentu, wszechstronność, szczerość - Hokusai jest zjawiskiem niezwykłym, artystą budzącym podziw i szacunek.

Co znaczy: "Manggha"? Różnorodne szkice. Co zawiera? Odpowiedzieć można: czego nie zawiera? "Mangghą" zachwycali się tak subtelni znawcy, jakimi byli bracia de Goncourt; Edmund w swej monografii o Hokusai poświęcił "Mandze" ustęp entuzjastyczny. Pierwszy tom ukazał się w r. 1812, dwunasty w r. 1834. Dwa ostatnie (14 i 15) ukazały się po śmierci artysty. Mój egzemplarz nie jest późniejszym przedrukiem.
Żebracy Toyohiro odznaczają się rozmachem iście hokusaiowskim. Był to widocznie artysta umiejący chwytać i oddawać ruch. Tego rodzaju artystą - u nas - jest Chełmoński. Podobieństwo uzdolnień i temperamentów musi wywołać podobieństwo upodobań. Gdy jednak chodzi o indywidualności wybitne, przy odtwarzaniu jednych i tych samych zjawisk, musi wystąpić różnica tych indywidualności, ewentualnie - różnica kultur. Toyohiro ma rozmach hokusaiowski, ale - poza tym - różni się zasadniczo od Hokusai. Chełmoński, który nigdy sztuki japońskiej nie studiował, nigdy drzeworytu Tojohiro nie widział, stworzył rzecz bardzo podobną, bo oko jego, dzięki przypadkowi, spoczęło na podobnym zjawisku. W odtwarzaniu jednak tego zjawiska występują na jaw różnice kulturowe i indywidualne. [...]
Oręż straszliwy, arcydzieło niedoścignione wszechświatowej sztuki płatnerskiej. Dzieło sztuki misterne jako wykonanie, o cechach na wskroś narodowych, wytworne jako całość; klinga zdolna sprzątnąć łby z kilku karków, od jednego tylko umiejętnego zamachu; a reszta - cacka, pole do popisu dla artystów-rzemieślników i rzemieślników-artystów: rysowników, cyzelerów, szmuklerzy, lakierników; niewyczerpana kopalnia pomysłów, prostych a zdumiewających; wykonanie - bez zarzutu. Wszędzie i zawsze ujawnia się geniusz dekoracyjny, umiłowanie zadania: staranność mająca źródło we wrodzonej finezji i zapał, którego wynikiem świeżość, to niby coś od niechcenia, pociągające niesłychanym wdziękiem.
Drobny krążek metalowy; siedem centymetrów - przecięciowo średnicy; tsuba. Ten drobny krążek oddzielający rękojeść od klingi, z otworem na klingę, w środku i dwoma bocznymi otworami, w których mieszczą się główki sztylecików, wsuniętych w ścianki pochwy, zrobionej z drzewa rozmaicie rzeźbionego, lakierowanego i zdobionego - to wymowne, zupełnie wystarczające, świadectwo kultury artystycznej, stojącej na niesłychanie wysokim poziomie, przenikającej całokształt życia narodowego. Istnieją specjalne zbiory gard do szabel, składające się z setek i tysięcy sztuk; dwie, zupełnie do siebie podobne, w ogóle nie istnieją. Żelazo kute, bardzo rzadko lane, brąz, żelazo inkrustowane, czasami złotem lub srebrem zdobione, jeszcze rzadziej emalią. Japończycy drogich kamieni w ogóle do dekoracji nie wprowadzają i na sobie nie noszą. Jeżeli przepych, to zawsze dyskretny.
Gardy, to cacka cenne, nie z powodu kosztowności materiału, lecz jako niesłychanie misterne wcielenie, dzięki zręczności cyzelerów, niesłychanie wdzięcznych pomysłów artystów rysowników, w pomysłowości niewyczerpanych.
Na gardach odnaleźć można wszystko to, co nas otacza, począwszy od źdźbła trawy, skończywszy na chmurach; ale zużytkowanie materiału, przetłumaczenie natury na sztukę, oglądanej indywidualnie przez poszczególne indywidualności pod kątem narodowościowym - oto, co podziw budzić i w zachwyt wprowadzić musi.
Motywy geometryczne, świat roślinny i zwierzęcy, kompozycje figuralne i pejzażowe - wszystko tam znaleźć można.
A wykonanie waha się pomiędzy umyślną, brutalną prostotą, z której dla znawcy wyziera jednak zawsze wysoka kultura, a filigranową subtelnością, graniczącą z czarną magią.
Olbrzymi popyt i olbrzymia podaż; wstręt do bezmyślnego, fabrycznego powtarzania jednego i tego samego motywu.
Sami artyści, same dusze artystyczne; różnica polega jedynie na tym, że nie wszystkie te dusze obdarzone są siłą twórczą; pozbawionej możności odczuwania nie ma.[...]
Harakiri... specjalnego rodzaju samobójstwo, przeważnie ze specjalnym ceremoniałem i asystą; szaleństwo popełniane na trzeźwo.[...]
Onego czasu, na pokojach cesarskich, spotkało się dwóch "głupich" Japończyków, wysokich dygnitarzy i szable ich uderzyły o siebie. Wychodzący dość cierpko zwrócił na to uwagę wchodzącego; ten zaś odrzekł: cóż, uderzyły o siebie dwie szable, jedna warta drugiej. Pytanie: powiedział pierwszy, usiadł na ziemi i wykonał na sobie harakiri, to jest rozciął sobie brzuch. Wchodzący dygnitarz, nic nie mówiąc udał się dalej,
załatwił czynność urzędową, którą miał załatwić, wrócił do swego przeciwnika, zapytał go czy jest jeszcze przytomny, a usłyszawszy odpowiedź twierdzącą, siadł i wykonał na sobie harakiri. A wykonawszy, przemówił w następujące słowa: proszę wybaczyć, iż czynności urzędowe nie cierpiące zwłoki opóźniły przeprowadzenie dowodu z mojej strony, że moja szabla nie podlejsza od waścinej.[...]
Niesłychana pomysłowość oraz wdzięk i finezja wysuwają się na pierwszy plan we wszystkich dziełach sztuki japońskiej, a więc i w brązach. Dział to jeden z najstarszych i najbogatszych. Forma wazonów, kadzielnic, lichtarzy, przeróżnych cacek jest istną rozkoszą dla oka. Zwierzęta, traktowane bądź naturalistycznie, bądź stylizowane, należą do najprzedziwniejszych arcydzieł sztuki ogólnoludzkiej, a posiadają zawsze, w wysokim stopniu, charakter narodowościowy.
Subtelne cacka, przedziwne drobiazgi, wdzięk, elegancja, słoneczność, małpia zręczność w wykonaniu, małpi spryt w pomyśle i tutaj, jak wszędzie i zawsze, ale - jak wszędzie i zawsze - jest co innego, przy szerokim a sprawiedliwym ogarnięciu całości.
Plastycy - przede wszystkim! I tak być winno; bo sztuka plastyczna, która nie jest przede wszystkim plastyczną, nie ma racji bytu; ale plastycy nie bezmyślni i nie bezduszni. Jest w tej sztuce wszystko: myśl, dusza, wyraz, szeroki rozmach, groza i melancholia. Do tego wszystkiego trzeba chcieć i umieć dotrzeć poprzez ukwiecone gałęzie, których się czepiają w bajecznie uchwyconych ruchach, a iście po japońsku oddane ptaki, poprzez tłum kobiet o twarzach stylizowanych, przybranych w cudownie skomponowane barwne stroje, albowiem skomponowane przez najsubtelniejszych kolorystów świata.
Skoro mowa o brązach, wystarczy zaznaczyć, iż największy posąg, jaki kiedykolwiek odlany został, arcydzieło wyrazu, mógł być podziwiany właśnie w Japonii, już na początku ósmego wieku. Przedstawia Buddę siedzącego na lotosie Arcydzielne uzmysłowienie idei filozoficznej i ogrom rozmiarów.[...]
A nad wyspami, niby potężny i groźny władca, wzbijając się nad chmury panuje, straszliwy niegdyś, a dziś niemy wulkan
Fudżi.
Olbrzym, zewsząd widny, pełen potęgi i majestatu, milczący a trwogę budzący, trwogę i uwielbienie.
Od wieków kierują się ku niemu oczy pokoleń i pokolenia od wieków pielgrzymują doń. Od wieków uwielbiają go rzesze artystów, od najskromniejszych do najgenialniejszych, odtwarzając na miliony sposobów, miliony razy.
Fudżi - to prawie Japonia; Fudżi w sztuce japońskiej, to prawie sztuka japońska.
Fudżi wciąż i wszędzie; cudowna zmora; wciąż On, zdawałoby się do znudzenia; a wciąż inny i w naturze i w sztuce.
To w mgły spowity, ledwie dostrzegalny, to na tle szkarłatów zachodu potężnie się rysujący, różowy od jutrzenki, od miesiąca srebrny, poprzez puchy zadymek i deszczów warkocze, jak cień własny widny...
Na obrazach i drzeworytach, na wyrobach z drzewa, żelaza, brązu, kości słoniowej, laki,
wciąż, wciąż On, On i dusza entuzjastycznych jego piewców. Połowa sztuki tego narodu, to hymn na cześć świętej góry
Fudżi.
Bo sztuka - to natura przeinaczona przez artystę, w sposób jemu tylko właściwy, i nas, widzów-miłośników, nade wszystko właśnie interesujący.
Japończycy pragnęliby mieć wszystkie, różnolite piękności ojczyzny swej wciąż przed oczyma. Naród chodzi oczarowany, nienasycony; patrzy i patrzy na cuda przyrody, a gdy ognista kula, której wyobrażenie widnieje na sztandarach, chyląc się z wolna w glorii purpury i złota zniknie wreszcie za potężnie oddychającą piersią wód bezkresnych, gdy zapłoną różnobarwne, zdobione rozmaicie, kuliste, papierowe latarnie, wtedy naród siada na subtelnych, czyściutkich matach, wydobywa z kieszeni i szufladek stosy albumów, Tokaidów i Mang i, popijając herbatę, wchłania w siebie te cuda przyrody, przetłumaczone na język czarującej, przecudnej sztuki. Naród szalony, cierpiący na obłędną obrazkomanię...
Więc armie artystów ruszają przed siebie, by tym "chorym" rzeszom dostarczać uciech, a w sobie gasić nieugaszalną żądzę tworzenia.
Interesuje ich cały świat otaczający: od mrówki na źdźble trawy i siatki pajęczej, poprzez niebotyczne, mroczne bory szpilkowe i gaje gibkich bambusów, szeleszczących subtelnymi, wydłużonymi listkami, które odtwarzać należy jednym uderzeniem pędzla, umaczanego w tuszu, miasta rojące się tłumem różnobarwnym, ciche wioski rozsiane nad zwierciadłami jezior, ukryte w chłodzie i pachnącej wilgoci wąwozów, gdzie huczą i lśnią białą pianą wodospady, pod ścianami barczystych a niskich zamków i bajecznych, koronką rzeźb okrytych świątyń, śród mroku których majaczeją dyskretnie sczerniałym złotem, drzemią, roztopione w nicości, z mądrym, pobłażliwym, bo wszystko rozumiejącym, a od wszystkiego na zawsze oderwanym półusmiechem, posągi Buddy, prowadzą nas ci czarodzieje, mimo żaru, ulew lub zadymek, burz i mgieł, na dzikie szczyty, ponad chmury, śród ktorych igrają zygzaki piorunów i przed niezmierzone i niezgłębione fale oceanu szepczącego potężną monotonną, wiekuistą pieśń wszechbytu.
Na czele kroczy zgrzybiały, a cudownie młody, pełen ognia i zapału Hokusai, pracownik niestrudzony, twórca stu tysięcy dzieł, podpisujący się: starzec, dotknięty obłędną manią rysowania, zapewniający, po rozpoczęciu ósmego krzyżyka, ze teraz zaczyna rozumieć o co właściwie chodzi i ma nadzieję, że stworzy wreszcie coś rzeczywiście artystycznego (żył lat osiemdziesiąt dziewięć) [1760-1849].
Za nim podąża Hiroshige [1797-1858], którego cała twórczość jest prawie wyłącznie hymnem na cześć krajobrazu ojczystego.
Cudowna kraina! Cudowni ludzie! Cudowna sztuka!

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||