

Cieplo. Swiezo. Pachnie. Cyk-trr, cyk-trr...
Siadlas przy mnie. Jestes w bialej sukni z wycietym kolnierzem. Wiedzialem, ze tak bedzie: schylasz glowe i wonnymi wilgotnymi wargami wsysasz sie w usta moje. Nie widze gwiazd: zaslonila mi je twoja twarz. Zamykam oczy i caly staje sie pocalunkiem, czujac juz okragle, piesciwe piersi twoje na sobie i chwytajac sie, jak po pijanemu, twoich ramion i biodr, ramion i biodr...
I widza znow spokojne, mrugajace gwiazdy...
Ogladasz sie, czy kto nie widzial, poprawiajac wlosy lewa reka. Prawa zas gladzisz mnie delikatnie po policzku i czujesz lekka szorstkosc golonej dzis rano brody.

Przybiegla do mnie zdyszana. Widzialem, jak bije serce jej pad biala bluzka. Widzialem wspaniala szerokosc biodr, splywajacych polokragla linia w ksztaltne, krzepkie nogi. Goraco, goraco, moja Ty mloda, zagorzala, kochana!
- Co sie stalo? - Co robisz? - Uspokoj sie... Sluchaj... przeciez - - - ! Och, upalne, straszliwe pieszczoty. Obledne, skwarne oddanie! Stepy w oczach zamglawionych! Dyszace szybko piersi! Niesprawiedliwa wcieklosc, co zada nazbyt juz wiele rozkoszy od naszych rozkochanych w sobie cial w ten upal lipcowy!

Mieciutka, okragla, delikatnym puchem omszona, wabi mnie ta brzoskwinia, budzi pozadanie, chce ja wargami piescic, miac w palcach lekko, pieszczotliwie gladzic i dmuchac w puszek aksamitny. Szkoda, ze cala nie jest tak dziewiczo bladorozowa, jak w tym - patrz - miejscu... W brzoskwinie ciepla, dlonmi moimi utulona, tak miekka juz, ze sok lada chwila pusci, wpijam sie tym wszystkim, czym sa usta... O, mieso kwietne! O, soku, ktorys krazyl w drzewie, pedzony tajemnicza Moca Zycia! Soku, ktorym nabrzmial plod w cieple wiosny i slonca! Pije, pije, gniote, wysysam!...
Czy calowalem usta twoje?

Skad wiem? Myslisz, ze nie widzialem, jak bieglas wieczorem po mokrej lace nad zrodlo lesne, obrosniete mieta i niezapominajkami? Wysliznelo sie rusalczane cialo Twoje z cienkich batystow i wiotka nagosca wtulilo sie w mech, gniotac borowki. O, jak trzepotaly rece Twoje w powietrzu! O, jak chwytaly go! Mowilas cos goracym szybkim szeptem oddania - lecz jakas obca mowa, ktora zrozumialyby moze muchomory lub znachorki:
"Argile, argile, tivio-tila, tija, tija!"
Wgarnelas go w siebie labedzim oplotem, ty Ledo wiejska z bialego domku, obrosnietego dzikim winem.
... A powracalas pozna noca, blednie usmiechnieta, naga...
Blyszczalo cialo Twoje srebrzysta polewa ksiezycowa. Topnial w goracych usciskach Twoj zimny i blady kochanek...
Wiem, ze mnie zdradzasz z ksiezycem...
Ej, strzez sie, bo was przylapie!

- Niech pan przestanie.
Jeszcze nie wiedzac, lecz juz przeczuwajac widocznie, zasmialem sie nagle i nagle urwalem...
- Bo?...
Podniecajace i sekretne byly jej oczy, zmruzone niezdecydowana odpowiedzia...
Wtedy rozwarlem szeroko na cztery strony biale cialo lilji i wilgotnemi wargarni upiescilem wnetrze...
A gdy podnioslem oczy - ona stala w pasach, z rozfalowana piersia i blyszczacemi zrenicami.
I usmiechnawszy sie nikle (pewno z warg moich, ufarbowanych zoltym pylkiem) - jakims specyficznie wzruszonym i drzacym glosem powiedziala:
- Pan jest wy-ra-fi-no-wa-nie nieprzyzwoity!...
Czyhanie na Boga, 1918

|
Ty trzymasz mnie na ziemi, Ty wznosisz mnie do nieba, Tys jest mi tutaj wszystkiem, Po co az tam isc trzeba. O tobie wiem jedynie I tylko Ciebie umiem. Na swiat machnalem reka: I tak nic nie zrozumiem! Co krok - to nowa droga! Co mysl - to otchlan wrzaca. Ty jedna odpowiadasz, Mowiaca czy milczaca. Krwi slucham twego serca, Bijacej w bialej piersi I trwam miloscia bledna W tem zyciu, pelnem smierci. Siodma Jesien, 1922 |

|
Przyjdziesz noca. Zostaniesz do rana I otulisz mnie miekko ramiony. Ja ci powiem: o, moja nieznana. Ty mi powiesz: o, moj wyteskniony. Bedziesz moja. Ustami sie wpije W wargi twoje, od nocnych roz krwawsze, Oblakany szal szczescia przezyje, Ale umrze cos we mnie na zawsze. Zacaluje cie soba! W pierscieni Splot drgajacy zakuje twe cialo, I usniemy rozkosza zmeczeni I niepomni, ze wszystko sie stalo. Obudzimy sie. Ciezka nienawisc W gluchych duszach bez slow poczujemy. Zlo nam w oczach zaswieci, jak zawisc, I jak glaz bedzie smutek nasz niemy. Ale noca znow przyjdziesz. Do rana Bedziesz slodko mnie tulic ramiony. Ja ci powiem: o, moja nieznana! Ty mi powiesz: o, moj wyteskniony! Siodma Jesien, 1922 |


|
Bzy gesto stercza sztorcem, Gruboziarniste i mokre, Stokrotne, gotowym wierszem, radosnie rozrosle bzy. O szostej rano wstalas, Dziewczyno z preznym sercem, I lamiesz, z milosci dla mnie, promieniejace bzy. Tak wczesnie i juz tak goraco, A coz dopiero w poludnie, Gdy jeszcze mocniej w nozdrza uderza zerwane bzy! Dziewczyno na palcach wspieta, Ktorej rece tak czule, Z taka nadzieja chwytaja coraz pelniejsze galezie! Dziewczyno bardzo szczesliwa, Z listem wycalowanym, Z listem okrutnie krotkim, Coz na niemilosc poradze? Trzese sie twoim szczesciem I drze jak targane bzy. Rzecz Czarnoleska, 1929 |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||