JULIAN TUWIM






WIECZOREM


Ostra, swieza wonia pachnie siano. Siadzmy tu, pod stogiem. Siano wyschlo, chrzesci. Rozgwiezdzilo sie wspaniale niebo. Cicho. Tylko swierszcze graja: cyk-trr, cyk-trr, cyk-trr...





Zmeczyl mnie dzien upalny. A teraz dobrze. Wyciagam sie, rece rozrzucam i patrze do gory: niezliczone mnostwo blyszczacych dziurek. Rzysko, jak okiem siegnac, srebrnobiale... I tylko kopce siana stercza na nim w rownych rzedach.

Cieplo. Swiezo. Pachnie. Cyk-trr, cyk-trr...

Siadlas przy mnie. Jestes w bialej sukni z wycietym kolnierzem. Wiedzialem, ze tak bedzie: schylasz glowe i wonnymi wilgotnymi wargami wsysasz sie w usta moje. Nie widze gwiazd: zaslonila mi je twoja twarz. Zamykam oczy i caly staje sie pocalunkiem, czujac juz okragle, piesciwe piersi twoje na sobie i chwytajac sie, jak po pijanemu, twoich ramion i biodr, ramion i biodr...

I widza znow spokojne, mrugajace gwiazdy...

Ogladasz sie, czy kto nie widzial, poprawiajac wlosy lewa reka. Prawa zas gladzisz mnie delikatnie po policzku i czujesz lekka szorstkosc golonej dzis rano brody.






SKWAR


Bylo raz bardzo goraco. Nieruchome, nagrzane powietrze. W najsrozszy upal lezalem na sloncu, lubujac sie okrucienstwem zaru. Pustka.

Przybiegla do mnie zdyszana. Widzialem, jak bije serce jej pad biala bluzka. Widzialem wspaniala szerokosc biodr, splywajacych polokragla linia w ksztaltne, krzepkie nogi. Goraco, goraco, moja Ty mloda, zagorzala, kochana!

- Co sie stalo? - Co robisz? - Uspokoj sie... Sluchaj... przeciez - - - ! Och, upalne, straszliwe pieszczoty. Obledne, skwarne oddanie! Stepy w oczach zamglawionych! Dyszace szybko piersi! Niesprawiedliwa wcieklosc, co zada nazbyt juz wiele rozkoszy od naszych rozkochanych w sobie cial w ten upal lipcowy!






BRZOSKWINIA


Slyszysz? jest w tym slowie soczystosc, jest cierpkawa slodycz rozgniecionej miazgi owocu: sok, splywajacy i spijany chciwie spragnionymi usty.

Mieciutka, okragla, delikatnym puchem omszona, wabi mnie ta brzoskwinia, budzi pozadanie, chce ja wargami piescic, miac w palcach lekko, pieszczotliwie gladzic i dmuchac w puszek aksamitny. Szkoda, ze cala nie jest tak dziewiczo bladorozowa, jak w tym - patrz - miejscu... W brzoskwinie ciepla, dlonmi moimi utulona, tak miekka juz, ze sok lada chwila pusci, wpijam sie tym wszystkim, czym sa usta... O, mieso kwietne! O, soku, ktorys krazyl w drzewie, pedzony tajemnicza Moca Zycia! Soku, ktorym nabrzmial plod w cieple wiosny i slonca! Pije, pije, gniote, wysysam!...

Czy calowalem usta twoje?






ZDRADA


I czemu sobie w nim upodobalas, ty dziwna, surowa dziewczyno? Zimny jest, blady, jak trup samobojcy... Wstydu mi nic rob. Juz cie pastuchy palcami wytykaja, a ksiadz chce cie wyklac z ambony.

Skad wiem? Myslisz, ze nie widzialem, jak bieglas wieczorem po mokrej lace nad zrodlo lesne, obrosniete mieta i niezapominajkami? Wysliznelo sie rusalczane cialo Twoje z cienkich batystow i wiotka nagosca wtulilo sie w mech, gniotac borowki. O, jak trzepotaly rece Twoje w powietrzu! O, jak chwytaly go! Mowilas cos goracym szybkim szeptem oddania - lecz jakas obca mowa, ktora zrozumialyby moze muchomory lub znachorki:

"Argile, argile, tivio-tila, tija, tija!"

Wgarnelas go w siebie labedzim oplotem, ty Ledo wiejska z bialego domku, obrosnietego dzikim winem.

... A powracalas pozna noca, blednie usmiechnieta, naga...

Blyszczalo cialo Twoje srebrzysta polewa ksiezycowa. Topnial w goracych usciskach Twoj zimny i blady kochanek...

Wiem, ze mnie zdradzasz z ksiezycem...

Ej, strzez sie, bo was przylapie!






LILJA


Rozchylilem stulone platki lilji i pokazalem jej wstydliwe wnetrze kwiatu.

- Niech pan przestanie.

Jeszcze nie wiedzac, lecz juz przeczuwajac widocznie, zasmialem sie nagle i nagle urwalem...

- Bo?...

Podniecajace i sekretne byly jej oczy, zmruzone niezdecydowana odpowiedzia...

Wtedy rozwarlem szeroko na cztery strony biale cialo lilji i wilgotnemi wargarni upiescilem wnetrze...

A gdy podnioslem oczy - ona stala w pasach, z rozfalowana piersia i blyszczacemi zrenicami.

I usmiechnawszy sie nikle (pewno z warg moich, ufarbowanych zoltym pylkiem) - jakims specyficznie wzruszonym i drzacym glosem powiedziala:

- Pan jest wy-ra-fi-no-wa-nie nieprzyzwoity!...

Czyhanie na Boga, 1918








TY


Ty trzymasz mnie na ziemi,
Ty wznosisz mnie do nieba,
Tys jest mi tutaj wszystkiem,
Po co az tam isc trzeba.

O tobie wiem jedynie
I tylko Ciebie umiem.
Na swiat machnalem reka:
I tak nic nie zrozumiem!

Co krok - to nowa droga!
Co mysl - to otchlan wrzaca.
Ty jedna odpowiadasz,
Mowiaca czy milczaca.

Krwi slucham twego serca,
Bijacej w bialej piersi
I trwam miloscia bledna
W tem zyciu, pelnem smierci.


Siodma Jesien, 1922






NOC


Przyjdziesz noca. Zostaniesz do rana
I otulisz mnie miekko ramiony.
Ja ci powiem: o, moja nieznana.
Ty mi powiesz: o, moj wyteskniony.

Bedziesz moja. Ustami sie wpije
W wargi twoje, od nocnych roz krwawsze,
Oblakany szal szczescia przezyje,
Ale umrze cos we mnie na zawsze.

Zacaluje cie soba! W pierscieni
Splot drgajacy zakuje twe cialo,
I usniemy rozkosza zmeczeni
I niepomni, ze wszystko sie stalo.

Obudzimy sie. Ciezka nienawisc
W gluchych duszach bez slow poczujemy.
Zlo nam w oczach zaswieci, jak zawisc,
I jak glaz bedzie smutek nasz niemy.

Ale noca znow przyjdziesz. Do rana
Bedziesz slodko mnie tulic ramiony.
Ja ci powiem: o, moja nieznana!
Ty mi powiesz: o, moj wyteskniony!


Siodma Jesien, 1922






EROTYK O BZACH





Bzy gesto stercza sztorcem,
Gruboziarniste i mokre,
Stokrotne, gotowym wierszem, radosnie rozrosle bzy.
O szostej rano wstalas,
Dziewczyno z preznym sercem,
I lamiesz, z milosci dla mnie, promieniejace bzy.

Tak wczesnie i juz tak goraco,
A coz dopiero w poludnie,
Gdy jeszcze mocniej w nozdrza uderza zerwane bzy!
Dziewczyno na palcach wspieta,
Ktorej rece tak czule,
Z taka nadzieja chwytaja coraz pelniejsze galezie!
Dziewczyno bardzo szczesliwa,
Z listem wycalowanym,
Z listem okrutnie krotkim,
Coz na niemilosc poradze?

Trzese sie twoim szczesciem
I drze jak targane bzy.


Rzecz Czarnoleska, 1929








Copyright © 1997-2000 Zwoje