

|
Wonna mieta nad woda pachniala, kolysaly sie kepki sitowia, Brzask rozowial i woda wiala, wiew sitowie i miete owial. Nie wiedzialem wtedy, ze te ziola beda w wierszach slowami po latach i ze kwiaty z daleka po imieniu przywolam, zamiast lezec zwyczajnie nad woda na kwiatach. Nie wiedzialem, ze sie bede tak meczyl, slow szukajac dla zywego swiata, nie wiedzialem, ze gdy sie tak nad woda kleczy, to potem trzeba cierpiec dlugie lata. Wiedzialem tylko, ze w sitowiu sa prezne, wiotkie i dlugie wlokienka, ze z nich splote siatke leciutka i cienka, ktora nic nie bede lowil. Boze dobry moich lat chlopiecych, moich jasnych switow Boze swiety! Czy juz w zyciu nie bedzie wiecej pachnacej nad stawem miety? Czy to juz tak zawsze ze wszystkiego bede slowa wyrywal w rozpaczy, i sitowia, sitowia zwyczajnego nigdy juz zwyczajnie nie zobacze? |


![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||