
Jako romanista opublikowal wiele prac poswieconych literaturze francuskiej. Jednak swiatowy rozglos przyniosla mu ksiazka o jezyku Trzeciej Rzeszy pt. LTI ("Lingua Tertii Imperii"). W Polsce dzielo to ukazalo sie w 1983 roku nakladem Wydawnictwa Literackiego). Dzienniki Klemperera wydawane w Niemczech w latach dziewiecdziesiatych osiagnely juz ponadmilionowe naklady w kilkunastu wydaniach. Tlumaczone obecnie na niemal wszystkie podstawowe jezyki swiata, sa uwazane za jeden z najbardziej wstrzasajacych zapisow doswiadczenia czlowieka w obliczu katastrofy etycznych podstaw cywilizacji ludzkiej. W Polsce z poczatkiem roku 2000 ukazal sie ich wybor [a w jesieni 2000 pelny ich tekst].
(Plus Minus)

15 wrzesnia, poniedzialek
Opaska dla Zydow, czyli, jak sie okazuje, gwiazda Dawida, bedzie obowiazywac od 19 wrzesnia. A do tego zakaz opuszczania terenu miasta. Starsza pani Kreidl plakala, pani Voss dostala ataku serca. Friedheim uwaza, ze jest to, jak na razie, najciezszy cios, ciezszy niz przymusowa danina majatkowa. Czuje sie zdruzgotany, nie moge odzyskac rownowagi. Eva, ktora teraz sprawniej sie porusza, chce przejac ode mnie zalatwianie wszystkich sprawunkow. Ja mialbym wychodzic z domu tylko o zmroku, na pare minut (A gdy spadnie snieg i bedzie slisko? Moze do tego czasu publicznosc zobojetnieje albo che so io? [wl.: Czy ja wiem?] - Uzasadnienie w gazecie: Wojsko doswiadcza, jak okrutny etc. jest Zyd i jego bolszewizm, trzeba wiec pozbawic tutejszych Zydow jakiejkowiek mozliwosci kamuflowania sie i oszczedzic czlonkom wspolnoty narodowej (Volksgenossen) wszelkich z nimi kontaktow. - Uwaza sie, ze prawdziwym powodem jest strach przed krytyka ze strony srodowisk zydowskich, poniewaz sprawy na wschodzie ukladaja sie zle albo co najmniej utknely w miejscu. Oraz: ze rzadza zwolennicy terroru, ludzie Himmlera, poniewaz na wschodzie sprawy ukladaja sie zle.
18 wrzesnia, czwartek wieczorem
Dostarczyli nam wczoraj, po 10 fenigow za sztuke, "gwiazde zydowska". Czarna na zoltym materiale, w srodku "Jude" literami przypominajacymi hebrajskie.

Dzisiaj ostatni raz wyszlismy wspolnie za dnia. Najpierw polowanie na papierosy, potem tramwajem (miejsce siedzace!) do Loschwitz przez wiszacy most, a stamtad prawym brzegiem, nad sama rzeka, w kierunku miasta, az do lesnego zameczku. Nigdy, przez cale 21 lat, nie szlismy ta droga. Laba bardzo wezbrala. Plynie szeroko, cicho i wartko. Tu i owdzie opary mgly. W parkowych ogrodach, za wysokimi murami, opadaja liscie, kwitna jesienne kwiaty. Pierwszy kasztan spadl - i pekl - tuz obok naszych stop. Czulem sie tak, jakby to byl moj ostatni spacer, ostatnia chwila wolnosci przed dlugim (jak dlugim?) uwiezieniem. I to samo uczucie pozniej, gdy jedlismy w "Löwenbräu" na Moritzstrasse.
Kiedy mieszkancy domu wzajemnie sie odwiedzaja, dzwonia do drzwi trzy razy. Specjalnie, zeby nie trzeba sie bylo bac. Zwykly dzwonek moze przeciez oznaczac policje.
20 wrzesnia, sobota
Wczoraj, gdy Eva przyszywala zydowska gwiazde, ogarnela mnie szalona rozpacz. Eva tez jest juz nerwowo wykonczona. Jest blada, ma zapadniete policzki. (Zwazylismy sie przedwczoraj, pierwszy raz od paru lat. W lekkim ubraniu Eva wazy obecnie 56 kilogramow, o trzy mniej niz w "brukwiana" zime 1917 - a wazyla juz kiedys 70 kilogramow. Ja wciaz jeszcze 67 kilo - przedtem 75.) Powiedzialem sobie, ze musze sie zachowywac jak kierowca po wypadku samochodowym: natychmiast znowu za kierownice! Wczoraj tylko krotki spacer z Eva, i to dopiero gdy zrobilo sie zupelnie ciemno, po kolacji. Dzisiaj jednak kolo poludnia poszedlem do kupca ...lsnera na Wasaplatz i przynioslem wode sodowa. Kosztowalo mnie to sporo wysilku. No, a tymczasem Eva nieustannie albo robi zakupy, albo stoi przy garnkach. Cale nasze zycie uleglo zmianie, i wszystko spadlo na Eve. Jak dlugo wytrzymaja te zmiane jej nogi? - Odwiedzila pania Kronheim. Ta jechala gdzies wczoraj tramwajem - na przednim pomoscie. Motorniczy spytal ja, czemu nie siedzi w wagonie. Pani Kronheim jest mala, szczupla, przygarbiona, zupelnie siwa. Powiedziala, ze jej nie wolno, ze jest Zydowka. Motorniczy uderzyl piescia w tablice rozdzielcza: "Co za podlosc!". Marna pociecha.
9 pazdziernika, czwartek, pod wieczor
60 lat. Vieillard [fr. Starzec]. Nigdy tak naprawde nie wierzylem, ze dozyje tego dnia, zwlaszcza ze Berthold i Wally zmarli majac tylko 59. Przezywam te urodziny w marnym nastroju. W normalnych czasach czczono by mnie i honorowano, a teraz nosze gwiazde Dawida. I w dodatku, akurat dzisiaj, cala gazeta to jeden wielki krzyk triumfu: Przelamanie rosyjskiej obrony na kierunku moskiewskim jest istotnym, faktycznym i zupelnym zniszczeniem Rosji sowieckiej.
13 pazdziernika
Szewc na Habsburger, nie, na Planettastrasse: "Prosze pana, niechze teraz przychodzi panska malzonka. Cech nam surowo zabronil pracowac dla panstwa - powinien sie pan zwrocic do zydowskiego szewca. Ale pan jest przeciez moim starym klientem."
Odmrozenie dloni, ktore dokuczalo mi poprzedniej zimy, znowu juz teraz wrocilo, i to w bardziej dolegliwej formie.
25 pazdziernika, sobota
Coraz bardziej wstrzasajace informacje na temat wywozki Zydow do Polski. Niemal niczego nie wolno im bylo zabrac. Tysiace wywiezionych z Berlina do Lodzi ("Litzmannstadt").
Czy i kiedy zaczna deportowac z Drezna? Ciagle to wisi nad nami. - W Rosji wciaz trwa niemiecka ofensywa, mimo ze zaczela sie juz zima. [...]
Wciaz zadaje sobie pytanie: kto sposrod "aryjskich" Niemcow rzeczywiscie nie jest skazony narodowym socjalizmem? Zaraza szerzy sie we wszystkim. A moze to nie zaraza, tylko niemiecka natura.
27 pazdziernika, poniedzialek
Najnowsze ciosy: Kartki na wyroby tytoniowe, wylacznie dla mezczyzn, Zydzi nie dostaja. Tak wiec jestesmy zupelnie zalatwieni. W Eve ugodzi to mocniej niz we mnie. Od tygodni palilem juz herbate z lisci jezynowych, przyzwyczailem sie. Cygaretki tez, owszem, ale tylko wyjatkowo. Natomiast Eva, przynajmniej dotychczas, wciaz jeszcze napelniala papierosy w polowie tytoniem i tylko w polowie herbata. Dalem jej nawet moje ostatnie porcje tytoniu fajkowego. - A wczoraj, w niedziele - Eva wlasnie skonczyla mi obcinac wlosy - przyszlo pismo z Gminy Zydowskiej: w poniedzialek i w czwartek beda odbierac maszyny do pisania. Nerwowa dyskusja, czy maszyna moglaby byc wlasnoscia Evy; co stanowi jej wlasnosc prywatna; czy obowiazuje podzial majatku czy wspolnota majatkowa.
31 pazdziernika, piatek
Po maszyne do pisania przyszli juz we wtorek. Bardzo to bylo dla mnie przykre, bo nie sposob jej przeciez zastapic. Postanowilem, ze II tom Curriculum bede pisal recznie w zeszycie - moze uda mi sie skonczyc do Nowego Roku, albo do 12 II 42 (12 II 39 zaczalem) - a potem sprobuje pozyczyc od kogos maszyne. - Przykre bylo dla mnie takze i to, ze Eva znowu nie bardzo wierzy w moja obrotnosc: sama poszla jeszcze raz do Gminy, zeby domagac sie zwrotu maszyny - jej prywatnej, aryjskiej wlasnosci.
24 listopada, poniedzialek wieczorem
Pani Reichenbach opowiadala - goscilismy wczoraj Reichenbachow, wspolnie z Kätchen - ze jakis pan uklonil sie jej w drzwiach sklepu. Czy sie aby nie pomylil co do osoby? - "Nie, nie znam pani, ale teraz czesciej beda sie pani klaniac nie znani ludzie. Stanowimy grupe 'klaniajacych sie gwiezdzie zydowskiej'."
4 grudnia, czwartek rano
Dziennik musi zniknac z domu. Wczoraj Paul Kreidl przyniosl wiadomosc, ze w drodze jest juz okolnik: Inwentaryzacja sprzetow domowych. To oznacza konfiskaty, byc moze rowniez wywozke. Zaraz po przekazaniu oswiadczenia inwentarzowego nalezy spodziewac sie w mieszkaniu rewizji. A zatem Eva bedzie musiala przewiezc moje dzienniki i manuskrypty do Annemarie. Niewykluczone, ze trzeba bedzie w ogole zrezygnowac z prowadzenia dziennika.
12 grudnia, piatek przed poludniem
Wczoraj, 11 XII 41, Niemcy wypowiedzialy wojne USA. Dowiedzielismy sie o tym dopiero dzisiaj rano (od pani Ludwig, katolicko-aryjskiej gospodyni dra Friedheima, gdy zeszlismy do piwnicy po wegiel). Ale juz wczoraj bralismy to pod uwage, bo Hitler zwolal "Reichstag" w celu "przyjecia oswiadczenia rzadowego," a w wieczornej gazecie pisali o aresztowaniach, i to zarowno Niemcow w USA, jak i obywateli Stanow Zjednoczonych w Niemczech.
1942
12 stycznia, poniedzialek
To byl taki szok, ze dopiero dzisiaj moge o tym napisac; przez pare dni pracowalem przy Curriculum, probowalem sie otrzasnac i odzyskac rownowage.
Czwartek po poludniu, godzina czwarta, 8 stycznia, wracam szesnastka z zakupow na Chemnitzer Platz, stoje na przednim pomoscie. Przy Sadzie Krajowym, jak zwykle, co niemiara wsiadajacych. Tuz przed dworcem obraca sie do mnie stojacy obok mlody mezczyzna - regularne rysy twarzy, zimne szare oczy - i mowi cicho: "Wysiadac na nastepnym przystanku". Zupelnie mechanicznie, bo przeciez tam sie wlasnie przesiadam, odpowiadam: "Tak". Dopiero przy wysiadaniu przychodzi mi do glowy, ze to jednak dziwne. Ale czekam na 14. A on stoi juz obok mnie: "Skad pan jedzie? Dokad pan chce jechac? Prosze isc ze mna". Nawet nie zapytalem o legitymacje. Gdy szlismy, powiedzial: "Policja panstwowa. Chce pan zobaczyc moja legitymacje? - Nie tutaj". Naprzeciwko dworca, od strony Hohe-Strasse, tam gdzie zwykle parkowalem, pomiedzy hotelami stoi duzy biurowiec. (Wiec to jest ta siedziba gestapo, o ktorej opowiadaja takie straszne historie.) Moj hycel powiedzial do jakiegos kolegi, ktory akurat nadszedl z naprzeciwka: "Ten tu peta sie po tramwaju w godzinach szczytu, musze sie nim zajac". A do mnie, zreszta calkiem spokojnie, nie podnoszac glosu: "Niech pan tutaj czeka, za tymi schodami". Stalem tak kilka minut. Z trudem oddychalem. Wciaz ta sama mysl: "Kiedy cie wypuszcza?". Jakis czlowiek, ktory przechodzil obok, wrzasnal na mnie: "Obrocic sie!". (Slyszalem juz o tym "twarza do sciany!".) Po jakims czasie zjawil sie ten moj hycel i dal znak, zebym wszedl po schodach. Znalazlem sie w bardzo duzym pomieszczeniu biurowym, w glebi byl jeszcze jeden pokoj, cos w rodzaju salonu z nakrytym stolem. Przejrzal moj portfel, obejrzal zawartosc teczki. "Czym sie pan zajmuje?" - "Pisze ksiazke". - "Przeciez nigdy nie bedzie pan jej mogl opublikowac. Jutro idzie pan do pracy. Goehle-Werk (Zeiss-Ikon). - Choruje pan na serce?". Bylem chyba bardzo blady i z trudem mowilem, brakowalo mi powietrza. Przynajmniej do tej pory traktowal mnie niemal bez zarzutu. Ale zjawil sie jakis inny policjant, moze wyzszy ranga. Sredniego wzrostu, brazowe, szydercze oczy. Mowil do mnie per ty. "Zabieraj te swoje graty ze stolu (chodzilo o teczke i kapelusz). Zaloz kapelusz. Taki przeciez macie obyczaj. Tam gdzie stoisz, jest uswiecona ziemia. - Ja jestem protestantem. - Co takiego? Ochrzczony? No, zwykla maskarada. Ty, jako profesor, musisz przeciez znac ksiazke tego, jak mu tam... Levysohna. Wszystko tam jest opisane. Jestes obrzezany? To nieprawda, ze to przepis higieniczny. Wszystko jest w tej ksiazce. - Ile masz lat? - Co, dopiero szescdziesiat? Czlowieku, musiales niezle szalec, zes tak zdrowie zharatal. - Cos tam ruszal tymi swoimi lapskami? Pewnies cos zwedzil. Wypakuj teczke". Musialem jeszcze raz wszystko pokazac. Chleb, pol litra mleka w butelce... "Pelne mleko. - Alez nie, to chude mleko. - Pelne mleko! - No jakze, przeciez chude". Wyciagam trzy kawalki ciasta. - "Dobrze wyglada!" - Pol funta herbaty jezynowej. (Do palenia!) - "Po co tyle za jednym razem, mozesz przeciez codziennie to kupowac. - Kto wygra wojne? My, czy wy?" - "Co pan przez to rozumie?" - "No jak to, przeciez codziennie modlicie sie o nasza kleske - do Jahwe, tak sie bodaj nazywa. To jest przeciez zydowska wojna. Adolf Hitler tak powiedzial (patetycznie, krzyczac:) a jesli Adolf Hitler tak powiedzial, to tak jest! - Dlaczego kupujesz na Chemnitzer Platz?" - "Mieszkalismy tam przedtem". - Kupujesz tam, bo tam ci daja wiecej. Ale to sie skonczy. Jutro zameldujesz sie ze swoimi kartkami u najblizszego kupca. Zebys sie tu wiecej w tramwaju nie pokazywal. Mozesz chodzic pieszo. A jak cie jeszcze raz tutaj spotkamy, to wyladujesz. Dobrze wiesz, gdzie. Zrozumiano?" Powiedzialem tylko: "Tak". Poszedl sobie. Ten moj hycel stal w kacie, cichy i ponury. "Czy moge isc?" Szedl ze mna az do schodow, a na koniec powiedzial: "Jakby pan nie byl taki stary i rozklekotany, poslalibysmy pana do roboty". Dopiero na ulicy poczulem silny bol w piersiach i w lewym ramieniu. Niemniej jednak bylem wolny (tak sie to tutaj nazywa; a moglem zniknac, i to na dlugo, Ernst Kreidl siedzi juz od ponad siedmiu tygodni, albo nawet zniknac na zawsze, przy pomocy jakiegos zastrzyku). Bardzo powoli wracalem do domu. Do dzisiaj nie udalo mi sie ochlonac. Moje oznakowane litera J kartki zarejestrowalem na Wasaplatz. Od tamtego czasu wychodze tylko na krotkie spacery, nie opuszczam tutejszej okolicy i nawet nie zamierzam jej opuszczac. Cala ta historia, przywodzaca na mysl basniowe okrucienstwa, nazbyt mocno mnie dotknela swa brutalnoscia i szyderczym upokorzeniem. Od tamtej pory nie moge pozbyc sie mysli o smierci.
13 stycznia, wtorek
Paul Kreidl opowiada - pogloska, ale szeroko kolportowana i uwazana za prawdziwa - ze pod Ryga rozstrzeliwano wysiedlonych Zydow, i to calymi szeregami, tak jak wysiadali z pociagu. Kreidl boi sie o swoja zamezna siostre, ktora mieszka w Pradze - zostala wyznaczona do wywozki. D'altra parte jest optymista: Rosjanie przelamali srodkowa linie frontu i posuwaja sie w kierunku Polski. Nie bardzo w to wierze. W dzisiejszym komunikacie wojskowym znowu jest mowa o walkach pod Leningradem i na wschod od Charkowa, zatem Grupa Armii "Srodek" nie mogla sie cofnac az tak daleko. - Niesamowicie duzo szumu z powodu sukcesu zbiorki futer. Zydom rzeczy z futra i welny zostaly po prostu zabrane. Aryjczycy musieli je oddawac "dobrowolnie" - dostarczyli piecdziesiat kilka milionow sztuk odziezy. Rzekomo jest to rownoznaczne z "referendum narodowym," dowod niezachwianej wiezi narodu i wojska, narodu i Führera etc., etc.
17 stycznia, sobota
W przyszla srode zaczyna sie wysiedlanie tutejszych Zydow; deportacja nie dotyczy ludzi, ktorzy ukonczyli szescdziesiat piec lat, posiadaczy EK I oraz mieszanych malzenstw, takze bezdzietnych. Chroni mnie punkt 3 - jak dlugo? Curriculum postepuje bardzo powoli. Ale trzymam sie go uparcie. A chcialbym tez, i to bardzo, stac sie kulturalno-historycznym kronikarzem obecnej katastrofy. Obserwowac az do konca i notowac, nie zastanawiajac sie, czy kiedykolwiek uda sie wykorzystac te notatki.
6 lutego, piatek wieczorem
Dzisiaj przy odbiorze nowych kartek na mydlo (zawsze na cztery miesiace) okazalo sie, ze po raz pierwszy Zydzi nie dostaja mydla do golenia. Czy jest go az tak malo - czy chca zmusic Zydow, zeby znowu zaczeli nosic brody jak w sredniowieczu? Mam jeszcze niewielki, zachomikowany zapas. Miejmy nadzieje, ze nie wpadnie podczas rewizji. I miejmy nadzieje, ze czlowiek nie bedzie podejrzany tylko dlatego, ze jest ogolony.
Czy zanotowalem, ze Lissy Meyerhof w swoim ostatnim liscie z Berlina napisala, ze w szpitalach w gettach brakuje szczepionek przeciwko tyfusowi?
8 lutego, niedziela
Wciaz te same rozterki. Obawa, ze z powodu mojej pisaniny moge wyladowac w obozie koncentracyjnym. To znowu poczucie obowiazku: powinienem pisac, to jest moje zyciowe zadanie, moj zawod. I uczucie vanitas vanitatum, bezwartosciowosci mojej pisaniny. W koncu nadal jednak pisze - dziennik, Curriculum.
Od wczoraj jestem szczegolnie przygnebiony. - Poniewaz Eve zmeczyla przedpoludniowa wyprawa w mroz, snieg i slizgawice, poszedlem sam do Neumannow. Przez caly czas rozmawialismy na temat niezwykle brutalnej rewizji, jaka u nich przeprowadzili (i u innych tez). "Zmotoryzowane komando," osmiu mezczyzn. "Siadajcie na arke przymierza" (kufer). Najokropniejsze wyzwiska, popychanie, bicie. Pania Neumann spoliczkowali piec razy. Wszystko przekopali. Kradli, co popadlo: swiece, mydlo, grzejnik elektryczny, walizke, ksiazki, pol funta margaryny (kupiona legalnie na kartki), papier maszynowy, wszystkie rodzaje tytoniu, parasol, ordery wojskowe ("Nie beda ci juz przeciez potrzebne"). - "Gdzie pierzesz? - W domu. - Zebys sie nie wazyla dawac gdzies waszej bielizny do prania! - Dlaczego wy wszyscy tak dlugo zyjecie? - Powiescie sie, odkreccie kurki z gazem." Niestety, zabieraja takze listy, adresy, wszelkie zapiski. - Na koniec kaza podpisac oswiadczenie, ze wszystko zostalo oddane dobrowolnie na potrzeby Niemieckiego Czerwonego Krzyza. - Wystarczajacym powodem do aresztowania jest stwierdzenie, ze utrzymuje sie kontakty z Aryjczykiem. - Aresztowali jakas siedemdziesiecioletnia pania.
13 lutego, piatek wieczorem
O szostej przyszedl goniec z Gminy Zydowskiej: jutro rano, o godzinie osmej, mam sie zglosic w Räcknitz do odsniezania. To jest akurat ta praca, przy ktorej moje serce strajkuje juz po pieciu minutach. Odsniezanie ma trwac "do wczesnego popoludnia." Nie mam tez porzadnych, wysokich butow. Na jakikolwiek sprzeciw czy probe zalatwienia butow bylo za pozno. Musze sie zglosic. Najwyzej wykorkuje, nic gorszego stac sie nie moze.
1 marca, niedziela
Ogromne zmeczenie, bol w lydkach, poranione stopy, reka niezdolna do prowadzenia piora. Niezdolny do pracy umyslowej. A odsniezalismy w bardzo niespiesznym tempie. Tyle ze od wpol do osmej do wpol do szostej nieustannie na powietrzu, w ruchu. Za malo snu. Jesli w niedziele gruntownie sie umyje, poslucham troche muzykowania Evy, sporzadze mizerna notatke w dzienniku, przeczytam pare stron na glos (Meissinger) - o, to znaczy, ze zrobilem bardzo duzo. Wciaz walcze z potrzeba snu.
Jakies dwa tygodnie temu rozeszla sie wiesc, ze wlasciciel fabryki papierosow, Müller, 72 lata, zostal wyslany razem z Estreicherem do KZ. Trzy dni temu zgloszono Gminie, ze zmarl. Wyglada wiec na to, ze wywozka do obozu jest obecnie rownoznaczna z wyrokiem smierci. Ledwie minie pare dni i przysylaja zawiadomienie, ze wiezien nie zyje. - Profesor Wolff, Julius Ferdinand z "Dresdener NN," moj przyjaciel, po kilku rewizjach popelnil z zona samobojstwo. Podobno byl juz prawie niewidomy.
Zapytanie urzedu dewizowego "w celu ponownego ustalenia Panskiego miesiecznego limitu." Chodza sluchy, ze beda drastycznie obnizac. - Ciagly strach przed rewizja. Podobno gestapo dokonuje straszliwych spustoszen.
Na wschodzie dzien w dzien ataki Rosjan.
16 marca, poniedzialek
Panna Ludwig przyslala dla Muschela [kot Klempererow] glowe ryby - dostala (jest Aryjka) rybe od przyjaciol. Ryba jest prawdziwa rzadkoscia i dla gospodarstw zydowskich specjalem zupelnie zabronionym. Instrukcja: glowe natychmiast wygotowac, a osci spalic! Strach przed gestapo. 90 procent zydowskich rozmow krazy wokol rewizji. Kazdy slyszal o kolejnych przejawach okrucienstwa i bandytyzmu. - Aresztowany ostatnio Friedmann (podobno znalezli u niego wieksze ilosci wina i konserw owocowych) jest teraz w KZ.
Wazna role odgrywa piatek. W piatek w poludnie krewni przynosza bielizne dla wiezniow osadzonych w PPD [Prezydium policji w Dreznie]. Jak dlugo przyjmuja bielizne i wymieniaja na brudna, tak dlugo wiadomo, ze dany czlowiek nadal tam siedzi. Jesli zwracaja czysta, to znaczy, ze aresztant zostal wywieziony do KZ. - Elsa Kreidl przychodzi stamtad niemal podniesiona na duchu: "Wciaz tam siedzi." (Od czterech miesiecy - nikt nie wie, dlaczego.) - Najstraszniejszym kacetem - tak przynajmniej ostatnio slyszalem - jest Auschwitz (albo jakos podobnie) kolo Krolewskiej Huty na Gornym Slasku. Praca w kopalni, smierc po kilku dniach. Umarl tam Kornblum, ojciec pani Seliksohn, jak rowniez - nieznani mi - Stern i Müller, u ktorych znaleziono list pasterski. - Podobno lagodniejszy, bo nie zawsze i nie natychmiast usmiercaja, ale "gorszy niz wiezienie" jest Buchenwald kolo Weimaru. To wlasnie tam wyslali Estreichera. "Dwanascie godzin pracy pod nadzorem SS" - tak twierdzi Seliksohn. - Zrodlem powszechnej pociechy dla Zydow sa nekrologi ze swastyka. Ludzie je licza, chca wiedziec, ilu zginelo. I kazdy sie zastanawia, ilu jeszcze zginie "za Führera."
Brak zywnosci staje sie coraz bardziej dokuczliwy. Lasuje u lepiej zaopatrzonej Kätchen Sary (ona jada mniej i dostaje sporo od swojej matki), gdzie zawsze stoi cos otwartego i napoczetego. Lyzka miodu, lyzka marmolady, kawalek cukru albo chleba. Wczoraj lezala na talerzu pozostawiona na stole napoczeta gruba parowka. Odkroilem malenki kawalek. Niedlugo pozniej slyszalem, ze Eva przegania z kuchni Muschela: tez chcial ukrasc troche tej parowki.
Przed kilkoma dniami w gazecie: Siedem tysiecy (7000) drezdenskich gospodarstw ogrodniczych przeznaczy polowe powierzchni na uprawe jarzyn: oddajcie swoje doniczki na rzecz hodowli i kupujcie mniej kwiatow! - Obecnie wszedl w zycie zakaz sprzedawania Zydom kwiatow. Nie ma dnia bez nowych rozporzadzen szykanujacych Zydow.
Jestesmy w powaznych tarapatach: brakuje nam chleba, ziemniakow i wegla.
20 marca, piatek wieczorem
Dzisiaj w gazecie informacja o zmniejszeniu racji chleba, miesa i tluszczu (1/2 funta chleba, 100 gramow miesa tygodniowo, 250 gramow tluszczu na cztery tygodnie). I to akurat teraz, gdy najtrudniej o jarzyny i ziemniaki! W dodatku, po paru cieplejszych dniach, znowu zaczyna padac snieg. Nie wiemy, czy powinnismy sie cieszyc, czy rozpaczac. Jestesmy w powaznych tarapatach: nie mamy dosc chleba na najblizsze dziesiec dni, ziemniakow starczy na jakies cztery posilki, wegla na niecaly tydzien. - Ale wrazenie na narodzie ta informacja musiala zrobic ogromne. - Eva nerwowo ledwie sie trzyma i z trudem chodzi.
Doczytuje ostatnie strony Entstehung der Republik Rosenberga. Nadzwyczaj ciekawe, a jednak oczy czesto mi sie zamykaja ze zmeczenia i niedozywienia. Wprawdzie zdarza sie, ze wstaje od jakiegos posilku najedzony, ale zdarza sie to wyjatkowo rzadko.
Brak mi spokoju potrzebnego do czytania. Chetnie kontynuowalbym Curriculum. Ale nie moglem wszystkich materialow pomocniczych trzymac w domu. A trzeba rowniez, zebym te prace troche podbudowal. No i kazdego dnia musze sie spodziewac nowego "przydzialu pracy."
24 marca, wtorek
Na razie nie dostalismy od Annemarie obiecanych kartek na chleb. Mielismy jeszcze kartki na margaryne, wiec Eva wymienila je na cwierc funta chleba, jak jednak bedziemy sobie radzic przez poltora tygodnia, czyli do czasu wydania nowych kartek, nie wiadomo. A do tego zupelny brak ziemniakow. Eva nauczyla mnie dzisiaj przyrzadzac brukiew. Idzie mi to calkiem niezle. Najtrudniejsze sa dla mnie przedpoludnia. Na ogol marzne (nie opalany pokoj), gloduje i ze zmeczenia zasypiam przy biurku. Czasem szukam w kuchni Kätchen Sary lyzki marmolady albo kawalka chleba, czegos, co daloby sie ukrasc - rzecz w tym, ze musi byc tego tyle, zeby na pewno nie zauwazyla ubytku. (Wciaz sie niepokoje, ze kiedys sie w tym polapie.) Moja zalosna tajemnice zachowuje nawet przed Eva. Zwykle obolala, obladowana, choc bez wiekszych "zdobyczy," wraca z zakupow kolo drugiej.
5 kwietnia, Niedziela Wielkanocna, wieczorem
Pierwszy raz wiosenna pogoda. - Popoludnie spedzilismy u Neumannow; byl tam tez Glaser ze swoimi skrzypcami (pani Glaser nie przyszla, musiala zajac sie psychicznie chora corka). "Skoro wizyta, to pani profesorowa (Aryjka!) przyniosla ciasto." - Bilans swiatecznych dni: przynajmniej na razie cztery przypadki samobojstw wsrod tutejszych Zydow. Malzenstwo wezwane po rewizji na gestapo, zazylo veronal. Jakis krawiec i jakis kupiec powiesili sie w wiezieniu, czekala ich wywozka do KZ. - Z Berlina i kilku innych miast odjechaly kolejne transporty deportowanych. - Ale, dla rownowagi: Od 15 kwietnia amtswalterzy maja nosic rewolwery. Oznaka nastrojow. Sytuacja z kazdym dniem staje sie coraz bardziej napieta, totez, odpowiednio, coraz wieksze okropnosci in judaeos. Najnowsze zarzadzenie: mieszkania Zydow maja byc oznakowane gwiazda zydowska.
Pare tygodni temu Ida Kreidl przyniosla mi potezny stos papieru do pisania, ktory znalazla w rzeczach zostawionych przez Paula. Ukrylismy ten papier w piwnicy. Teraz biore stamtad tyle, ile potrzebuje - reszta zostaje w bezpiecznych ciemnosciach. Nic, naprawde nic nie jest bezpieczne. Wszystko moga zrabowac, wszystko moze stac sie pretekstem do dreczenia i szykan. - Od tygodni nie mamy juz pasty do zebow. Nigdzie nie mozna dostac. Podobnie z papierem toaletowym, na szczescie sa jeszcze do dostania papierowe serwetki. Wciaz nie udaje nam sie oddac bielizny do prania, trwa to juz bodaj od grudnia. Niedlugo zabraknie mi koszul i chustek do nosa. - Eva obciela mi wlosy - fryzjerzy tego nie robia (lub tylko w wyzebranych, wyjatkowych sytuacjach).
8 maja, piatek w poludnie
"Ty zydowska macioro, wydalas pewnie swoje mlode tylko po to, zeby je wychowywac na podzegaczy!". W ten sposob gestapo zwracalo sie do "zamowionej" siedemdziesiecioletniej pani Kronheim - opowiedziala nam wczoraj o tym jej corka. ("Zamawianie" - kilkugodzinne spacery, z obowiazkiem zglaszania sie co jakis czas na kolejne wymyslania i szturchance; szykana czesto dopelniajaca rewizji.)
Ale wczoraj rowniez i to: Jestem na Wasaplatz. Dwie siwowlose damy, powiedzmy szescdziesiecioletnie nauczycielki, w rodzaju tych, jakie czesto widywalem na moich wykladach i odczytach. Zatrzymuja sie. Jedna z nich podchodzi do mnie z wyciagnieta reka. Mysle: jakas niegdysiejsza sluchaczka, wiec uchylam kapelusza. Ale oczywiscie jej nie poznaje, a ona tez sie nie przedstawia. Sciska mi z usmiechem reke i mowi: "Pan juz wie, dlaczego!", po czym odchodzi, zanim udaje mi sie znalezc jakies slowo. - Tego typu demonstracje (niebezpieczne dla obu stron!) zdarzaja sie podobno teraz dosc czesto. Przeciwwaga do niedawnego: "Dlaczego jeszcze zyjesz, ty kundlu?!". A jedno i drugie - w Niemczech, i to w polowie XX wieku. (...)
Walcze z nieustannym zmeczeniem; zwlaszcza przed poludniem regularnie zasypiam przy biurku (dzisiaj tez).
Jakie pragnienia chodza mi po glowie? Nie bac sie kazdego dzwonka do drzwi! Maszyna do pisania. Miec w domu manuskrypty i dzienniki. Moc korzystac z biblioteki. Jedzenie! Kino. Auto. Poprzednia wojna byla przynajmniej przyzwoita.
11 maja, poniedzialek
Najciezszy boj o moja niemieckosc staczam wlasnie teraz. Musze sie tego mocno trzymac: jestem Niemcem, to inni nie sa Niemcami. Musze sie tego mocno trzymac: rozstrzyga duch, nie krew. Musze sie tego mocno trzymac: syjonizm bylby z mojej strony komedia - chrzest nie byl komedia.
14 maja, czwartek (Wniebowstapienie, zniesione swieto)
Waski chodnik. Z naprzeciwka idzie dwoch chlopcow. Bodaj dwunasto- i szesciolatek, nie z proletariatu. Kiedy sie mijamy, starszy, szarpiac sie z malym bratem, popycha go na mnie i wola: "Zyd!". - Coraz trudniej znosic ten wstyd. I coraz trudniej znosic strach przed gestapo, to ciagle ukrywanie i wywozenie manuskryptow, ukrywanie nie zapisanego papieru, pospieszne niszczenie wszelkiej korespondencji... Sil z kazdym dniem coraz mniej, dolegliwosci sercowe coraz wieksze.
19 maja, wtorek pod wieczor
Dzisiaj przyszla wiadomosc, ze Gmina rozeslala polecenia nakazujace oddanie zwierzat; jak mi je wrecza, nie bede mial prawa sam decydowac o losie kota. Wahalismy sie do czwartej - weterynarz przyjmuje do piatej. Rezim do jutra na pewno sie nie zalamie, wiec albo kota wydamy na o wiele bardziej okrutna smierc, albo ja bede narazony na powazne niebezpieczenstwo. (Niebezpieczne jest juz dla mnie nawet to dzisiejsze uspienie.) Zostawilem decyzje Evie. Zaniosla zwierzatko, tak jak poprzednio, wiec juz tradycyjnie, w tekturowym pudelku; byla obecna przy usmiercaniu: narkoza, wszystko odbylo sie bardzo szybko, zwierze nie cierpialo. Ale ona cierpi.
Przywloklem - mocne bole w gardle - 30 funtow ziemniakow od naszego handlarza z Wasaplatz. Mial juz w rece moja kartke, gdy z tylu podeszlo jakies mlode babsko, farbowana blondynka o niebezpiecznie ograniczonym wyrazie twarzy, pewnie zona jakiegos tutejszego kramarza: "Ja tu wczesniej bylam - Zyd niech poczeka." Jentzsch poslusznie ja obsluzyl, a Zyd poczekal. Teraz jest mniej wiecej siodma, i przez nastepne dwie godziny Zyd znowu bedzie czekal na (odbywajaca sie przewaznie wieczorem) rewizje.
23 maja, sobota po poludniu

Victor Klemperer: Dzienniki
Przeklad Anna i Antoni Klubowie
Pierwodruk: Plus Minus, Warszawa, 22 stycznia 2000

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||