

Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że Andrzej Wajda swoją drogę do filmu zaczął studiami na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, że chciał zostać artystą malarzem a nie artystą filmu. Że, jak sam twierdzi, to był przypadek:
"Wszystko zdecydowało się pewnego letniego wieczoru na wakacjach w Sopocie w roku 1949, kiedy to podjąłem nieodwołalną decyzję: Jeśli jutro będzie deszcz, jadę do Łodzi zdawać do Szkoły Filmowej! Rano padało, wsiadłem do pociągu. Za Tczewem, co prawda, rozjaśniło się i wyszło słońce, ale reszta mojego życia potoczyła się zgodnie z wieczornym postanowieniem. Tak właśnie zostałem reżyserem filmowym, a później już, konsekwentnie, i teatralnym."Moje pierwsze zetknięcie się z Wajdą w teatrze to był rok 1972. Film i teatr stały się moją pasją, wprawdzie po pierwszej nieudanej próbie dostania się do krakowskiej Szkoły Teatralnej nie podjęłam już następnej, bo los zechciał inaczej, ale miłość do sztuki aktorskiej pozostała mi na całe życie. Teatr kocham namiętnie. Dlatego też nigdy się nie spóźniam. Z jednym wyjątkiem: Na krakowską inscenizację Biesów w reżyserii Wajdy w Teatrze Starym nie zdążyłam. Musiałam czekać we foyer do przerwy. Nasłuchiwałam co działo się na scenie za drzwiami widowni. I wtedy prosto na mnie z ogromnym impetem wypadł przez te drzwi w czarnej rozwianej pelerynie Stawrogin-Jan Nowicki. Te "scenę" pamiętam z Biesów najbardziej, choć samą sztukę widziałam potem jeszcze kilkakrotnie. Tak kończył się pierwszy akt w sztuce, a zaczynała przerwa, Stawrogin wybiegał drzwiami z widowni.
Znałam już wtedy filmy Wajdy: obejrzałam Popioły, Wszystko na sprzedaż, Piłata i innych (w produkcji niemieckiej), Polowanie na muchy, Brzezinę, kilka wcześniejszych pokazanych przez telewizję. Wszystko na sprzedaż, nakręcony w roku 1969, był, jak się uważa, najtrudniejszym bodajże i najbardziej osobistym filmem Reżysera, utrzymanym w poetyce 8 i 1/2 Felliniego. 8 stycznia 1967 roku zginął pod kołami pociągu Zbigniew Cybulski. I Wajda zrobił film o "jakimś" tragicznie zmarłym gwiazdorze. Drugim patronem filmu był malarz artysta Andrzej Wróblewski, rówieśnik Cybulskiego, zmarły dziesięć lat wcześniej, 23 marca 1957, podczas samotnej wyprawy w Tatrach. Obaj przyjaciele Wajdy, obaj połączeni z sobą w Popiele i diamencie z roku 1958. Cybulski zagrał główną rolę Maćka Chełmickiego. Andrzej Wróblewski zainspirował Wajdę swoimi obrazami, słynnym cyklem z roku 1949 Rozstrzelania. O malarstwie Wróblewskiego pisano: "najbardziej wyrafinowana kompozycja Rozstrzelanie VI z wyraźnymi cechami wczesnego Picassa [...] przechodzi od wyrafinowania do prymitywu. Teorię 'odbicia rzeczywistości w sztuce' Wróblewski praktykuje jako prawdę 'rzeczywistości sztuki'". Cybulskiego nazywano "buntownikiem kina". Wajda oddał swoim filmem hołd obu wybitnym artystom powojennej Polski. Swojemu pokoleniu. Pokoleniu? Pokoleniu!
Gdy młody Wajda reżyserował Pokolenie (1955) polskie kino ciągle jeszcze celebrowało przedwojenną manierę. To Wajda wprowadził nowy styl. Tadeusz Łomnicki, Zbigniew Cybulski, Roman Polański, Tadeusz Janczar grali tak naturalnie jak by byli paczką kolegów z ulicy. Absolutna nowość w polskim filmie. Pokoleniem reżyser wyznaczył swój własny styl, któremu pozostał wierny aż do ostatniego - jak dotąd - filmu, do Pana Tadeusza. Styl ten stał się także stylem polskiego filmu drugiej połowy XX wieku, jego cechy charakterystyczne to: romantyczne widzenie historii, nawiązywanie do przedstawiania sytuacji ostatecznych, a wszystko to ujęte w zmysłowe wizje plastyczne. Styl ten nagrodzono teraz Oscarem. Roman Polański pisze w swojej autobiografii:
"Nie wszyscy potrafią sobie wyobrazić, czym była polska kinematografia, kiedy wkrótce po śmierci Stalina 27-letni Wajda przystępował do realizacji swego pierwszego długometrażowego filmu. W czasach stalinowskich wszelka oryginalność, jakiekolwiek odstępstwo od sztywnej linii, każde nowatorskie, niekonwencjonalne ujęcie tematu wzbudzało nieufność urzędników od kultury. Sztywny gorset konformizmu, w jaki za wszelką cenę starano się wepchnąć polskie kino, stanowił tylko odbicie własnej przeciętności ideologów. Miłośnicy kina tęsknili za polskim filmem, który wymykałby się nudnym, propagandowym szablonom narzucanym publiczności. [...] Dzieło Wajdy nie przypominało żadnego filmu nakręconego dotąd w Polsce Ludowej."Ale nie tylko to. Wojciech Kilar wspominając Pokolenie (Tygodnik Powszechny, 30. 01. 2000) mówi:
"portrety kobiet w filmach Wajdy są czymś cudownym i niesamowitym. Czyli kobieta - tajemny klucz do Wajdy. A Polska? Nie ma tu sprzeczności. Ona też jest rodzaju żeńskiego". Dla mnie Wajda to też portrety kobiet granych przez znakomite aktorki: Teresę Iżewską (Kanał), Ewę Krzyżewską (Popiół i diament), Małgorzatę Braunek (Polowanie na muchy), Beatę Tyszkiewicz, Polę Raksę, Elżbietę Czyżewską, Krystynę Jandę i wiele wiele innych."Tematyka filmów Wajdy, portrety głównych bohaterów - i bohaterek - oraz przepiękna, niezwykła malarskość filmowych obrazów stanowi o sile dzieła Wajdy. Jakże piękna była Brzezina (1970). Samo opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza jest ponure. Chory na gruźlicę młody mężczyzna (Olgierd Łukaszewicz) wraca z sanatorium w Szwajcarii, żeby umrzeć w leśniczówce swojego brata (Daniel Olbrychski). Grająca młodą chłopkę Emilia Krakowska wzbudza zainteresowanie obu braci. Cały dramat rozgrywa się w impresyjnie nastrojowych krajobrazach rozległych wiosennych lasów. Niezapomniane sceny.
Film Krajobraz po bitwie (1970) był wypowiedzią stricte społeczno-polityczną: akcja rozgrywa się w amerykańskim obozie dla przesiedleńców. Młoda Żydówka, która uciekła przed antysemickim komunistą, zakochuje się w polskim pisarzu. Stanisława Celińska stworzyła w tym filmie swoją kreację życiową. Daniel Olbrychski, zupełnie inny niż w swoich dotychczasowych filmach, był równie niezwykły.
Wkrótce potem powstaje Wesele (1973). Kolejne wydarzenie artystyczne i kolejna plejada gwiazd. Do "aktorek Wajdy" dołączyły Ewa Ziętek (Panna Młoda) i Maja Komorowska-Tyszkiewicz jako Rachela. I tak powoli nadszedł czas na jeden z największych filmów w polskiej kinematografii Ziemię obiecaną (1975) wg Władysława Reymonta, z Danielem Olbrychskim, Andrzejem Sewerynem i Wojciechem Pszoniakiem w rolach głównych. Po latach ten film o wczesnym kapitalizmie w przemysłowej Łodzi okazuje się wręcz do pewnego stopnia filmem proroczym.
Wreszcie Człowiek z marmuru (1976) i Człowiek z żelaza (1981). Miałam szczęście być na premierze Człowieka z żelaza w krakowskim kinie Kijów. Wokół działalność "Solidarności", strajki, przemiany, które miały doprowadzić w ostatecznym rozrachunku do zmian w układach politycznych całego świata, i ten film. W rolach głównych Jerzy Radziwiłłowicz i Krystyna Janda. Na ekranie pokazani są także Anna Walentynowicz i Lech Wałęsa. Film został nagrodzony Złotą Palmą w Cannes, nominowany do Oscara. Cały świat mówił o wydarzeniach w Polsce. Wkrótce potem wprowadzono stan wojenny. I powoli, powoli zaczęło się zmieniać. "Kino polityczne musiało zniknąć" mówi Andrzej Wajda. Dlatego jego ostatni film, Pan Tadeusz, to nawiązanie do wielkiej literatury romantyzmu. To znowu film piękny. To nowa rzeczywistość, w której spojrzenie na świat jest szersze, dalsze. To znowu Wajda, który nie tylko sięga po poezję, ale i po obraz, muzykę. Piękno jest kluczem do tego filmu.
Ale zanim ekranizacja Pana Tadeusza stała się faktem, zanim Wajda ofiarował nam tę kolejną "kongenialną interpretację arcydzieł literatury" (Władysław Stróżewski w Tygodniku Powszechnym 30. 01. 2000), Reżyser spędził lata osiemdziesiąte częściowo poza granicami Polski realizując filmy takie jak Danton (1982) z Gérardem Depardieu w roli głównej, obok niego Wojtek Pszoniak, oraz Miłość w Niemczech (1983).
"Z tego, co nakręciłem za granicą, naprawdę cenię tylko Dantona i Piłata. Niekiedy myślę, że za dużo czasu straciłem pracując poza Polską. Tam byłem intruzem. Żeby zrobić coś w filmie, trzeba czuć głęboki związek z krajem, ludźmi. Trzeba wiedzieć, co myśli społeczeństwo, znać aktorów. Podziwiam Kieślowskiego, że potrafił zrobić film dla europejskiej publiczności. Mnie udało się tylko przemówić do niej polskimi filmami. To wielka różnica." - mówił Wajda.W roku 1990 Wajda nakręcił już znowu w Polsce film Korczak. Janusza Korczaka zagrał Wojciech Pszoniak. "Film ma charakter zarazem uniwersalny i chrześcijański" - mówi Ks. Adam Boniecki w cytowanym już Tygodniku Powszechnym. Film kończy się sceną wybiegnięcia dzieci z pociągu-transportu śmierci... wprost do nieba. "Bez tej kosmicznej beatyfikacji 'Starego Doktora' i sierot, Korczak byłby jeszcze jednym pięknym, ważnym filmem Andrzeja Wajdy. Moim skromnym zdaniem, dzięki końcowej scenie jest czymś znacznie ważniejszym."
Tematykę Zagłady Żydów Wajda pokazał już wcześniej na scenie Teatru Starego w sztuce Salomona Anskiego Dybuk (1988). Sztuka jest z roku 1920 ale scena przechodzenia ciągnącego się w nieskończoność korowodu Żydów przez środek widowni i znikania w czarnej otchłani sceny jest wstrząsającym "uwspółcześnieniem" tematu i zapowiedzią tego, co będzie w zakończeniu Korczaka. Dla mnie Korczak też ma szczególne znaczenie: po tym jak miałam szczęście poznać osobiście Andrzeja Wajdę i jego żonę Krystynę Zachwatowicz przy okazji wyjazdu zuryskiego teatru na Festiwal Mrożka w Krakowie w roku 1990, po raz drugi zetknęłam się z Mistrzem na szwajcarskiej premierze Korczaka 25 września 1991 w Bazylei. Reżyser opowiadał o kontrowersyjnym przyjęciu filmu przez francuskich intelektualistów. Film miał swoich zwolenników i przeciwników. W swojej recenzji z premiery pisałam wtedy:
"Wojciech Pszoniak wydaje się być fizycznie doskonale dobrany, ale osobowości Korczaka nie oddaje wiarygodnie [...] W sumie naprawdę dobre są scenki rodzajowe, epizody zagrane przez wyśmienitych aktorów: Jan Peszek jako bogaty Żyd żywiący olbrzymią ubogą rodzinę, Jan Prochyra jako jeden z Żydów przepijających dużą forsę po knajpach getta, sprzedawczyni w sklepie bez towaru... [...] Podsumowując, myślę, że Korczak Andrzeja Wajdy i Agnieszki Holland (scenariusz) to pierwsza próba filmowej biografii Korczaka, że będzie ich więcej i że wszystkie razem złożą się na obraz bohatera II wojny światowej, bohatera innego, niż to było dotychczas przyjęte."A jednak jest to film wyjątkowy w twórczości reżysera. Film ten - różnie przyjęty przez krytykę - był jednym z głównych argumentów na przyznanie Oscara polskiemu reżyserowi. Steven Spielberg, reżyser Listy Schindlera - ze swojego punktu widzenia - uważa właśnie ten film za jeden z najważniejszych Wajdy i właśnie jego zdanie - jak się wydaje - zaważyło na decyzji jury Akademii Filmowej w Los Angeles.
Obejrzałam w Polsce Pana Tadeusza. Jest świetnie zrobionym filmem z plejadą znakomitych aktorów, którzy po mistrzowsku wywiązali się ze swoich zadań od Michała Żebrowskiego, tytułowego p. Tadeusza, przez pełną wdzięku, młodziutką Zosię-Alicję Bachledę-Curuś, po Ks. Robaka Bogusława Lindy, Gerwazego Daniela Olbrychskiego, Sędziego Andrzeja Seweryna, Telimenę Grażyny Szapołowskiej, po niezapomnianego Jerzego Bińczyckiego w roli Maćka Dobrzyńskiego. I krajobrazy Mickiewiczowskie podmalowane muzyką Wojciecha Kilara, i sam Mickiewicz (Krzysztof Kolberger) na emigracji, cały stęskniony "do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych... do tych pól...". Andrzej Wajda zrobił piękny film, jeden ze swoich najpiękniejszych.
Andrzej Wajda? Nie! Cały zespół złożony nie tylko z najlepszych aktorów polskiego filmu, ale najlepszych ludzi filmu w ogóle. I to właśnie, ów talent dobierania sobie współpracowników, to, obok talentu do wyreżyserowania filmu, wyjątkowość Andrzeja Wajdy.
"Andrzej Wajda to talent rzadki - nie umie istnieć bez cudzej inspiracji: może, a właściwie musi ona pochodzić skądinąd, w zależności od potrzeby. Może to być obraz, cudze dokonanie, wyczyn, myśl lub konkretna opinia, nawet przypadkowego człowieka. Jeśli cokolwiek mu się udaje, to przez wysiłek innych. [...] Ma niezrównane wyczucie koniunktury, zwłaszcza politycznej, i mody. Jest zawsze tam, gdzie być powinien - na europejskich zgiełkach i reprezentacyjnych targowiskach. Ma świadomość współczesnego wieszcza, Mickiewicza czy Krasińskiego, słowem, geniusza..."- pisze o nim jego kolega po fachu, Kazimierz Kutz ( Klapsy i ścinki. Mój alfabet filmowy i nie tylko), który współpracował z Wajdą od jego pierwszego filmu "Pokolenie".

Elżbieta Binswanger-Stefańska
W czerwcu 1957 roku, Jerzy Stefan Stawiński, autor scenariusza filmu Kanał napisał w programie premiery "Kanału" Andrzeja Wajdy:
..."Tu w kanale śmierć jest potwornym bezsensem. Na taką śmierć żaden z tych romantycznych bojowników nie może się zgodzić... Zepchnięci do piekła, pozostawieni bez pomocy i nadziei, giną w podziemiach miasta straszną szczurzą śmiercią. Byli wśród nich ludzie piękni; Kanał ma przypominać ich tragedię i złożyć im hołd."

Andrzej Kobos

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||