
Nazwa Tatr jest równie nieodgadła co Dunajec. Tyle tylko można dowiedzieć się, że po raz pierwszy dowiadujemy się o Tatrach z aktu Henryka Pobożnego. Później wspomina o nich Jan Długosz. Zresztą Tatry razem z Karpatami mieszczą się u starych dziejopisów we wspólnej a zarzuconej dziś nazwie: Krępak.
Zostawmy więc na uboczu Tatry i Dunajec. Wdzięczniejszym zadaniem będzie przegląd dolin i szczytów tatrzańskich. Już pobieżny wgląd wystarczy by spostrzec, że tylko część ich ma stare nazwy ludowe. Inaczej być nie mogło. Późno odkryte a później jeszcze zdobyte Tatry nie zaprzątały tak dalece uwagi górali by im się chciało nazywać każdą turnię i każdą dolinkę. Dokonali tego dopiero przybysze z nizin, którzy znaleźli w Tatrach pole popisu dla swej zdobywczości oraz romantycznej wyobraźni.
Nim poddam rozwadze nazwy ludowe i te późniejsze, wydzielę od razu nazwę szczytu pamiętnego wszystkim, którzy choć raz w życiu otarli się o Zakopane. Jest to Giewont.
Iluż ludzi zjadło zęby chcąc rozgryźć zagadkę tej nazwy! Słowo brzmi z niemiecka. Toteż wielu badaczy upierało się, że Giewont znaczy tyle co Jähe Wand, czyli stroma ściana. Korcące przypuszczenie nie wytrzymuje jednak krytyki. Niemcy pojawili się w pobliżu Tatr późno. Neumarkt, czyli Nowy Targ, miasteczko na prawie magdeburskim, powstaje dopiero w XII wieku, Zakopane od Nowego Targu dzieli odległość 27 km. Tam, gdzie dziś kolej i szosa, wiła się kiedyś droga leśna zdolna połamać koła wozom a woźnicom odbić nerki. Giewont, choć widoczny z Nowego Targu, nie góruje bynajmniej nad tym miasteczkiem. Koroną widnokręgu jest raczej Świnica. Bywało jednak, że bardziej przedsiębiorczy osadnik niemiecki zapuścił się aż do podnóża Tatr. Jest przecież w Poroninie słynna rodzina góralska o nazwisku Gut. Dlaczegoż jednak dopiero owe Guty, przybyłe tak późno na Podtatrze, miały ochrzcić szczyt, który dominował tak bardzo nad doliną górnego Dunajca, godło jej jakby i orientacyjny kopiec zarazem? A zresztą Guty Gutami a w Zakopanem jest stara rodzina Giewontów. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że w tym wypadku człowiek wziął nazwę od góry a nie góra od człowieka. Nie ma więc i nie będzie klucza do Giewontu.
Przejdźmy do nazw ludowych i ukażmy wprzód te, które mówią same za siebie. Wołowiec wypadnie postawić na pierwszym miejscu. Połogą tę górę, pokrytą bujnym trawnikiem, nazwali na pewno juhasi, wypasający tu gromadzkie trzody. Do Wołowca podobny Wołoszyn, lecz nazwa jego wyraża zupełnie co innego. Gdy bowiem na Wołowcu zapisano tylko pasące się wołki, na Wołoszynie złożono świadectwo ciemnookiemu pasterzowi-koczownikowi, który łukiem gór przybył z Wołoszy aż do Tatr i zagnieździwszy się u ich podnóża, dał początek wielu rodom góralskim z Rojami i Wawrytkami na czele. Czytelna będzie Hala i Przełęcz Pyszna, nie należy tylko zapominać, że Pyszna znaczy tyle co bujna. Hlina albo Hlińska Dolina dała się we znaki każdemu, kto ciaptał przez jej gliniaste mokradła. Nie inaczej było w Błotnej. Cicha zaś, rozległa, leśna i odludna, niezrównanym była zaciszem.
Nie tylko legendę o pasterzu wołoskim odnajdziemy w nazwach tatrzańskich. Będzie i inny, dawniejszy zapis z historii gór. Myślę o Jaworowej Dolinie i Jaworowych Wierchach, a także o bliższej Zakopanemu Jaworzynce. Był więc taki czas gdy jaworowy bór porastał w głębi Tatr, nim wyparł go stamtąd świerk, intruz zwycięski. O bukach i buczynie opowie nam to samo Buczynowa Dolina i Buczynowy Wierch. Olchę zapamiętały Olczyska. Badacze starodawnych dziejów górali powinni by dowiedzieć się od botaników, kiedy to, w którym stuleciu czy tysiącleciu, dokonała się inwazja świerku. Byłem młodzikiem jeszcze gdy w Koprowej Dolinie liczyłem słoje powalonych świerków. Bywało po trzysta i więcej. A były to przecież świerki samosiewne, prawnuki awangard iglastego zagonu. Rzecz nie jest błaha. Wspomniane nazwy dolin świadczą przecież niezbicie, że lud góralski był w Tatrach wcześniej nim zanikł liściasty las, a mówił tym samym językiem co dziś.
Od drzew przejdę do kwiatów. Od krzewu litworu Litworowa Dolina i Litworowy Wierch. Od goryczki Goryczkowa Hala, W Koprowej Dolinie dopatrywano się związku z miedzią, zważywszy stare i zarzucone sztolnie na zboczach Krywania. Jest to moim zdaniem błąd. U podnóża Krywania oplata się Dolina Hlińska i ta dopiero w górze zmienia nazwę na Koprową. A tam po sztolniach śladu już żadnego. Nazwę Koprowej należałoby przypisać roślinom z rodziny baldaszkowatych, nazywanych przez górali koprem. Inaczej będzie z Koperszadami na wschodnim krańcu Tatr. Tam nazwa wskazuje wyraźnie na pochodzenie od Kupferschächte, tj. od szybów miedzianych. Przełęcz Liliowe i Czerwone Wierchy nazwano już tylko od koloru kwiatów zadomowionych tu i tam. Od porostów zaś Żółta Turnia. Niechżeż tu wplotę jeszcze skoruśniak, który nie jest nazwą lokalną ale terminem oznaczającym jar porosły gąszczem, w którym panuje skorus czyli jarzębina. Nazwa skorus przybyła oczywiście z Wołoszy.
Cząstka to tylko starych, ludowych nazw, lecz czyż już teraz nie można powiedzieć, że nie ma na świecie gór, gdzie by tyle mówiły nazwy?
Mniej niż o roślinie powiedzą nam nazwy o tatrzańskim zwierzu. Kozie Wierchy przypomną liczne w nich kiedyś kozice. Od lat już nie spotkać żadnej.

Rohacze też chyba od kozic a nie od rogatego kształtu jednego ze szczytów. Gdyby było inaczej, nie nazwano by przecież drugiego Rohacza Płaczliwym. Nazwa Baranie Rogi wynika z kształtu góry.
Orła, niedźwiedzia, rysia pominięto. Jest za to kilka nazw wziętych ze świata zwierzęcego i całkowicie niepojętych. Oto Świnica, jak na złość, królowa polskich Tatr. Nie było dzików na tej wysokości, nie było świń domowych na halach, bo ni gleba, ni człowiek nie miał ich czym wykarmić. Czyżby zaważył tu masywny, rozwalisty kształt góry? W ostateczności można by się z tym zgodzić.



A teraz rozdział zachwycający: góry graniczne. Na samym krańcu Tatr od zachodu stoi Osobista jak odosobniony zamek u łańcucha gór. Dziwna ta nazwa jest arcydziełem językowego geniuszu górali. Kto w słowach tych dopatrzy się przesady, niechaj spróbuje nazwać tę górę inaczej nie zapominając o jej osobliwym położeniu. Osobna. Samotna. Krańcowa. Oddzielna. Prawda, jakie to nieporadne i banalne? Osobista! Nie może być inaczej! Nie mniej celna od Osobistej jest turnia Zasłonista, przegroda między dolinami Kaczą i Czeską.
A także Zawory, tj. grzbiet gdzie zwierają się cztery potężne doliny: Cicha, Hlińska, Koprowa, Pięciu Stawów Polskich. Jaka komisja literatów czy językoznawców wymyśliłaby równie celne i piękne słowo? Wszystko to prawda! - usłyszę może w tym miejscu, dlaczego jednak górale mieliby wyróżnić niewysoki i niewidoczny grzbiet a pominąć Wysoką? Odpowiem: przez Zawory prowadziły od wieków tropy zbójnickie i kłusownicze. Nie ma w Tatrach przesmyku równie "gwiaździstego" jak ten. Północ, południe, wschód, zachód - na wszystkie strony stąd trop, i to nietrudny, dobrze okryty.
Rohatka, przełęcz na pograniczu Spiszu i polskiego Podtatrza, mówi sama za siebie. Lecz Krzyżne, przełęcz znana i wsławiona w wielu opisach, obudza już pewne refleksje. Dobrzy ludzie utrzymywali, że nazwa pochodzi od krzyża, postawionego tam za dawnych lat. Nie sposób się z tym zgodzić.


Nazw związanych z imieniem czy nazwiskiem człowieka mniej niżby się można spodziewać. I oto rzecz ciekawa: nigdzie w górach nie pozostał ślad po Janosiku, o którym tak wiele w pieśni, malunkach i pogwarkach. Zadziwiające na pozór zaniedbanie ma prostą przyczynę. Nazwy góralskie są przecież stare, a dzieje i dramat Janosika to dopiero XVIII wiek. Stara, odwieczna jest natomiast legenda zbójnicka, Zbójnickie Turnie zdają się ją utrwalać. Obawiam się jednak, że nazwę tę należy poczytać za twór wyobraźni romantyków przybyłych z nizin. Nieduże, choć piękne krzesanice Zbójnickich Turni nazbyt przypominają pomnik, a górale o pomniki nie dbali.
I oto wchodzi tu nieoczekiwanie w grę dolina... Kacza, Kaczy Staw i nad nim Kaczy Wierch. Termin jest pozornie bezsporny. Kaczy więc kaczka. Wyliczając nazwy dziwaczne, wskazujące na świat zwierzęcy, Dolinę Kaczą opuściłem. Jest to wielka dolina, na zapleczu całego łańcucha szczytów i przełęczy, od Garłucha po Ganek. Kaczki nie gnieżdżą się na wodach tatrzańskich. Strumienie są tu bowiem zbyt bystre, stawy zbyt jałowe. Nie bywa tu również kaczek w przelocie, bo ciąg ich ku Polsce czarnomorski. Można by więc wzruszyć ramionami nad tą nazwą, gdyby nie to, że "kaczak" znaczy po serbsku zbójnik. Jeżeli przypomnimy sobie, że Beskid, nazwa przez długi czas niezrozumiała, została w końcu wywiedziona ze słownictwa albańskiego ("beskid" znaczy po albańsku górzysty las), z równym prawdopodobieństwem należy w Kaczej Dolinie dopatrzeć się ścisłego związku ze serbskim słowem "kaczak", czyli zbój. Położenie doliny odludne, wygodna nad nią przełęcz ku południu tworzyły z niej idealną, rzecz można, "zasadnię" zbójnicką.
W Kasprowym wyróżniono jakiegoś Kaspra, o którym głucho. Tomanowa, choć to niepewne, od jakiegoś Tomka, bacy słowackiego. Zuberska Dolina nie od żubrów, ale od rodziny Zuberów, osiadłych opodal Czarnego Dunajca. Jeden z nich do ostatnich czasów miał prawo wypasu w dolinie swego imienia. Nad pochodzeniem nazwy Kalatówki głowiłem się długo, aż dowiedziałem się o góralskiej rodzinie nazwiskiem Kalata. Miętusi Przysłup należałoby bez wahania zaliczyć do tej samej kategorii, gdyż jest rodzina Miętusów na Podtatrzu. Bieda jednak w tym, że ów Przysłup Miętusi występuje nie tylko w Tatrach ale i wielokrotnie w całym Beskidzie. W czym rzecz nie zgadniesz, tym bardziej że przysłupów inne niż Miętusie nie ma. Puśćmy więc tym razem wodze fantazji i zgódźmy się, że Przysłup Miętusi jest to trawiasty zaroślak, przyległy do górskiego grzbietu i pachnący zielem, jagodą, rydzami i dymem szałasu, w którym wędzą się owcze serki.
A Hala Gąsienicowa, najwspanialsza z górskich łąk? Ród Gąsieniców, jeden z najstarszych, wskazywałby że hala wzięła nazwę od niego. Gdym jednak dawnymi jeszcze laty dochodził, które rodziny miały udział w wypasach na Hali Gąsienicowej, Gąsieniców odkryłem niewielu. A "hipoteka" owa, spisana dopiero w ostatnich latach przed wojną, była niezmienna przez wieki. Stąd wniosek, że równie dobrze ród Gąsieniców mógł wziąć nazwę od hali, jak hala od niego. Liszka na Hali Gąsienicowej nie jest zjawiskiem charakterystycznym, widuje się jej jednak sporo. Bywały chwile, że całe roje bielinków unosiły się nad Gąsienicowymi stawami. Gąsienica ich zielona, jak trawnik. Może więc tu właśnie klucz do nazwy Hali Gąsienicowej.
Są w Tatrach nazwy-twory wyobraźni. Należy do nich, choć niecałkowicie, Osterwa, strzelista turnia nad Stawem Popradzkim. Ostrywką, lub ostryżką nazywa lud wyschły świerkowy pień z podciętymi nieco gałęziami. Służy on za ostoję snopom. Przenośnia to daleka gdy chodzi o szczyt, choćby tak strzelisty. Kłopotliwa jest nazwa Dudowych Kominów. Dudy to po góralsku organy. Każdy, kto z Kościeliskiej Doliny spoglądał na pionowe, rozczłonkowane uciosy nad grotą Mylną, zgodzi się chętnie na to zestawienie. Być może jednak, że na hali poniżej uciosów rządził się kiedyś jakiś baca, który był zarazem kobziarzem. Kobza tak samo znaczy tyle co dudy. Śliczną i jasną przenośnią jest Hala na Stołach. Stoły, to trawiaste tarasy u podnóża Dudowych Kominów. Dalej Kościelec, którego foremna piramida przypomina ostry gotycki dach lub wieżę kościelną.
Najwspanialszym jeziorem tatrzańskim jest, jak wiadomo, Morskie Oko, Częstochowa turystów, jak twierdził z pewną irytacją Karol Stryjeński. Zestawienie było niezłe, zważywszy mistyczne piękno a także i tajemniczość tego zakątka. Legendy związane z jeziorem i jego otoczeniem znalazły wyraz w kilku fantastycznych nazwach. Skąd pochodzi nazwa Morskiego Oka, nie sposób dociec. Istnienie drugiej nazwy - Rybi Staw - nasuwa podejrzenia, że nazwa Morskie Oko jest tworem wyobraźni ludzi przybyłych późno do Tatr. Te same przypuszczenia nasunie Mnich, kształtna iglica pod Mięguszowieckim zboczem. Dlaczegóż jednak Przełęcz Mięguszowiecka nad kotliną Morskiego Oka ma nazwę bezspornie już miejscową: Pod Chłopkiem? Chłopek ów, to słup skalny stojący nad przełęczą. Głębiej zaś, na przedłużeniu Żabiego: Młynarz. Morskie Oko, Mnich, Młynarz, widmo Chłopka na przełęczy, trudno oprzeć się wrażeniu, że miejsce to opromieniła legenda. Jeśli powstała samorzutnie, tym bardziej niepokoi.
Durny czyli Dumny jest unikatem, gdyż nazwa wyróżnia tu właściwość psychiczną, charakter, że tak powiem, góry.
Cykl nazw ludowych zakończę Doliną Kościeliską. Naprzeciw tej doliny, choć nieco na w skos rozsiadło się Kościelisko, wieś. Pierwszy kościółek wystawiono tam dopiero za mej pamięci. Słusznie więc uznano, że źródłosłowem Kościelisk nie jest kościół ale kości. Krokiem dalszym było przypuszczenie, że w dolinie czy jej pobliżu odbyła się w okresie wędrówki ludów krwawa bitwa. Niektórzy widzieli nawet w Tatrach Tatarów. Powoływali się przy tym na rodzinę Tatarów, wcale liczną na Podhalu, dawali nawet do zrozumienia, że kto wie, może i sama nazwa Tatr?... Zapomnijmy co rychło o tych Tatrach, bo jakiż syn stepu zasmakowałby w przedzieraniu się przez puszcze tatrzańskie? Że tu się jednak coś stało, ale dawno, bardzo dawno temu, świadczy legenda góralska o śpiących rycerzach, przywiązana do groty w tyle wywierzyska Dunajca w tejże Dolinie Kościeliskiej. Dziś po przejściach ostatniej wojny, nie zgniewalibyśmy się gdyby odkryto, że w Dolinie Kościeliskiej wyrżnięto Ostrogotów.
Spójrzmy teraz czym wzbogacili nomenklaturę tatrzańską przybysze z nizin. Większość szczytów tatrzańskich była nie nazwana. Nie można więc brać za złe "ceprom" zapału, z jakim wzięli się do uzupełniania luk w katalogu nazw. Zaczęli jednak - o dziwo - od nazywania na swój sposób dolin i przesmyków już nazwanych. Tak pierwszym bodaj wyczynem narodowej rady miłośników Tatr były Wodogrzmoty Mickiewicza, nazwa podwójnie niefortunna, gdyż "wodogrzmoty" to pretensjonalny dziwoląg, Mickiewicz zaś nie tylko że w Tatrach nie był, ale ledwo wiedział o ich istnieniu. Po wieszczu uczczono pomniejszych. Polaną Wincentego Pola nazwano część Hali Smytnej. J. I. Kraszewskiego uwieczniono z kolei "bramą" w Dolinie Kościeliskiej. Franciszkowi Nowickiemu przyznano przełęcz w łańcuch Polskich Tatr. Były zapędy, aby polanę pod Wysoką w Dolinie Białej Wody nazwać Polaną Adama Asnyka, zważywszy wiersz przezeń napisany o tej właśnie polanie.
Tu na szczęście skończyły się zakusy awansowania Tatr na narodowy panteon. Do głosu doszli z kolei romantycy. Głównym pomnikiem ich wyobraźni jest Orla Perć, szczytowy trop, przewijający się od Świnicy po Krzyżne... Gdyby orłem być...
Zawrat, sądzę, nazwali tak górale, biorąc pod uwagę krzywiznę i niewidoczność jaru. Gdy jednak łaziki z nizin odkryły, że można również dostać się na przełęcz po skale wzdłuż jaru, a trop ten uzbroiły w klamry i łańcuchy, powstał w wyobraźni ten drugi, nowy Zawrat, miejsce, gdzie dusza ludzka chwieje się w obliczu przepaści.
Pamiętam zabawny epizod, świadczący jak odmiennie górale i "cepry" pojmują przyczyny zawrotu głowy. Szliśmy zbiorową wycieczką do Morskiego Oka przez wspomnianą już Orlą Perć. Grupa nasza składała się z kilku wytrawnych taterników i całej gromady przygodnych turystów. Z górali towarzyszył nam Bartuś Obrochta i kilku jego muzykantów. Pod którąś z żelaznych drabinek jedna z pań zapytała:
- A wam, panie Obrochta, nigdy się w głowie nie kręci?
- Ba, cemus ni? - dobrodusznie odpowiedział Baruś. - Kiej sie tak ze dwie noce gra i pije... pije i gra...
Bartuś był kpiarzem, tym razem jednak nie żartował...
Lecz idźmy Orlą Percią. Zmarzła i Zamarła Turnia przejmują dreszczem. Jak skromnie brzmią przy nich Kozie Wierchy i Kozie Czuby. I naraz: Granaty.



Tu koniec moim rozważaniom. Wiem, że są niezupełne i niekiedy dowolne. Wiem, że sprawa ta wymaga poważniejszego studium. Może podejmie je ktoś inny, bardziej ode mnie powołany. Nie miałem zamiaru pisania rozprawy naukowej. Wydobywam tylko z zapomnienia temat wdzięczny chyba dla ludzi nauki. Jeżeli rozsądzając kwestię tak rzeczową jaj nazwy tatrzańskich dolin i gór, odbyłem przy tym myślami rozkoszną wędrówkę po Tatrach, to taki już jest ich czar i taka siła mojego do nich przywiązania.
Wiadomości 16/420, Londyn, 25 kwietnia 1954

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||