
|
Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie, lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie... Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca, co nam ciała przeźrocze tęczą blasków nasyca, i wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze, i limb szumy powiewne i w smrekowym szept borze, pijmy kwiatów woń rzewną, co na zboczach gór kwitną, dźwięczne, barwne i wonne, w głąb wzlatujmy błękitną. Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie, lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie... Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona, lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona; puchem mlecza się bawmy i ćmy błoną przeźroczą, i snów pierzem puszystym, co w powietrzu krąg toczą, nietoperza ścigajmy, co po cichu tak leci, jak my same, i w nikłe oplątajmy go sieci, z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące, gwiazd promienie przybiją do skał mostów tych końce, a wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie, nim je zerwie i w pląsy znów pogoni nas skocznie... |

|
Pogodne, ciche jak duch, co tonąc w marzeniu leci w sfery spokojne, burzliwe ominie: lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie, jak błyszczący dyjament w stalowym pierścieniu. Słońce nad obłokami po nieba sklepieniu jak orzeł nad żurawi lotnym stadem płynie; granity się malują w przejrzystej głębinie, niby obraz przeszłości odbity w wspomnieniu. Widziałem to jezioro, gdy po nieba sklepie wicher gnał czarne chmury, wyjąc w skalnej głuszy podobny lwu, co ściga bawoły po stepie: skrami spod kopyt błyski z chmur wylatywały, grzmot zdał się rykiem. Woda bijąca o skały była jak duch, co więzy targa, a nie kruszy. |

Samotna limba szumi
u stóp jej czarna przepaść Wkoło się piętrzy granit ponad nią wicher ciemne W krąg otoczona taką samotna limba szumi Z Tatr, Warszawa 1898 |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||