
|
Świerkowy bór Oddycha Swą piersią czarną, Na której zorze się złocą, Perłami rosa lśni: Lekkie powiewy wieją I płynie, płynie, płynie, Jak fala, cicha Z powodu głębi swej, Przedziwny chór! Aż pod niebieski sklep Wypełnia przestwór cały Przeszywający mnie do szpiku kości Odwiecznych dum Miarowy, pełny i rozciągły ton... O haj! o haj! Tam ninie Snadź się siklawy rozlały W szum! Nie widzę ich srebrzystych wstęg, Ale je słyszę - to one, Lecąc ze szczytów, O trzon Granitów, O skalnych łon Rozsiadłe brzemię biją, rozpienione, Dzwonią, jak dzwon, I grzmią, jak grzmot, Walą, jak straszny eonów młot, Do bram nieskończoności, Do tych tajemnych wrót, Poza którymi gości Przestrach i lęk, I uwielbienie, i skrucha, I osłupiały dziw, I serce w pył miażdżąca Pokora... Miłość, 1895 |


|
Huczy nade mną halny wiatr... Daleki Wprzód mnie dochodzi szum i świst, a potem Z jakimś pogwarem, trzaskiem i łomotem Ciężar się kładzie na wysmukłe smreki. Od razu kłody o grubości snopów Gną się w mych oczach, jak źdźbła lichej słomy: Tak igra nimi głuchy, niewidomy Gość, co od skalnych wlecze się przekopów. Idę, wciąż idę, po jęczącym borze... I choć spotykam pnie, wyrwane z ziemi, Ten szał, w błękitnym zbudzony przestworze, By giąć i walić, strachu mi nie wlewa Do głębi wnętrza: Rad bym siły swemi Zmierzyć się z wichrem, jak te wielkie drzewa. Krzak dzikiej róży, 1898 |

|
Rozmiłowana, roztęskniona, Schodzi powoli od miesiąca Zamykać Tatry w swe ramiona. Po halach srebrne krople strąca, Srebrzy potoków seledyny, Ciche pacierze szeptająca. Upłazy tuli w całun siny, Szkliwy, jak przędze te pajęcze; Blask żenie srebrny na gęstwiny. Blask żenie srebrny na przełęcze, Na wirchy, kopy, na grzebienie, Na przepaściste ścian poręcze Blask naokoło srebrny żenie, Z nim wyczerpanie i omdlenie... VOpadły Tatry i omdlały, Gdy na nie cisza rozmarzona Płaszcz zarzuciła wiewny, biały; Gdy rozpostarła swe ramiona - Srebrnej rozświetli mgławe smugi - Garnące czoła gór do łona: Jak pas szeroki, jak pas długi, Od Lodowego do Krywania, A z nimi puszcze, stawy, strugi, Szczyt się przy szczycie ku niej słania... Ona omdlenie wciąż rozsiewa, Aż w tym bezkresie wyczerpania, Tuląc, się gdzieś do limby drzewa Sama wraz z bólem twym omdlewa... Krzak dzikiej róży, 1898 |

|
Nie ma tu nic szczególnego. Żadnych tu dziwów świata: Fundament z skalnych odłamów, Z płazów świerkowych chata. Przed chatą mały ogródek, A w nim - o ludzie zmęczeni! - Czuwa nad naszym spoczynkiem Rząd pewnych siebie jasieni. Rozłożył swoje korony - O ludzie nękani strachem! Nad zrębem naszego domu, Nad domu naszego dachem ... Nie ma tu nic szczególnego ... Droga się snuje pod płotem - Skąd ona i dokąd wiedzie, Prawie nie myślę o tem ... Bo na cóż taka świadomość - O ludzie zbytnio ciekawi!? Poranek wzeszedł nad drogą, Droga się w blaskach pławi! Ach! Dokąd wy tak śpieszycie, O ludzie tęsknotą gnani? Tu las jest, tu potok szumi, Wyzwolon z głaźnej otchłani. Nie ma tu nic szczególnego ... Dzwon się odezwał z wieży W czerwcowych omżach południa Łąka rozkwitła leży. Pozbywa się moje serce - O ludzie żyjący nadzieją! - Wszelakiej skazy, gdy widzę, Jak trawy śmiać się umieją. Gdy stojąc w progach tej chaty - O ludzie żądni bogactwa! - Wyciągam ręce i zgarniam Skarby Bożego władztwa ... Nie ma tu nic szczególnego ... Bo jakiż cud tu być może, gdzie w wieczór na górskich szczytach Żagwią się ognie Boże, Zagasły! ... Że zgasły tak prędko - O ludzie żywota chciwi! - I że zagasnąć musiały, Nikt tu się temu nie dziwi. Z głębin tych mroków błękitnych - Walczący z chwiejnością ludzie! - Przypływa ku mnie dziś pewność O cudzie i o nie-cudzie ... Nie ma tu nic szczególnego. Żadnych tu dziwów świata: Fundament z skalnych odłamów, Z płazów świerkowych chata. Księga ubogich, 1916 |


![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||