JAN KASPROWICZ






W TURNIACH

(fragment)

Świerkowy bór
Oddycha
Swą piersią czarną,
Na której zorze się złocą,
Perłami rosa lśni:
Lekkie powiewy wieją
I płynie, płynie, płynie,
Jak fala, cicha
Z powodu głębi swej,
Przedziwny chór!
Aż pod niebieski sklep
Wypełnia przestwór cały
Przeszywający mnie do szpiku kości
Odwiecznych dum
Miarowy, pełny i rozciągły ton...
O haj! o haj!
Tam ninie
Snadź się siklawy rozlały
W szum!
Nie widzę ich srebrzystych wstęg,
Ale je słyszę - to one,
Lecąc ze szczytów,
O trzon
Granitów,
O skalnych łon
Rozsiadłe brzemię biją, rozpienione,
Dzwonią, jak dzwon,
I grzmią, jak grzmot,
Walą, jak straszny eonów młot,
Do bram nieskończoności,
Do tych tajemnych wrót,
Poza którymi gości
Przestrach i lęk,
I uwielbienie, i skrucha,
I osłupiały dziw,
I serce w pył miażdżąca
Pokora...

Miłość, 1895












WIATR HALNY


I
Huczy nade mną halny wiatr... Daleki
Wprzód mnie dochodzi szum i świst, a potem
Z jakimś pogwarem, trzaskiem i łomotem
Ciężar się kładzie na wysmukłe smreki.

Od razu kłody o grubości snopów
Gną się w mych oczach, jak źdźbła lichej słomy:
Tak igra nimi głuchy, niewidomy
Gość, co od skalnych wlecze się przekopów.

Idę, wciąż idę, po jęczącym borze...
I choć spotykam pnie, wyrwane z ziemi,
Ten szał, w błękitnym zbudzony przestworze,

By giąć i walić, strachu mi nie wlewa
Do głębi wnętrza: Rad bym siły swemi
Zmierzyć się z wichrem, jak te wielkie drzewa.


Krzak dzikiej róży, 1898








CISZA WIECZORNA


(fragment)


IV
Rozmiłowana, roztęskniona,
Schodzi powoli od miesiąca
Zamykać Tatry w swe ramiona.

Po halach srebrne krople strąca,
Srebrzy potoków seledyny,
Ciche pacierze szeptająca.

Upłazy tuli w całun siny,
Szkliwy, jak przędze te pajęcze;
Blask żenie srebrny na gęstwiny.

Blask żenie srebrny na przełęcze,
Na wirchy, kopy, na grzebienie,
Na przepaściste ścian poręcze

Blask naokoło srebrny żenie,
Z nim wyczerpanie i omdlenie...



V

Opadły Tatry i omdlały,
Gdy na nie cisza rozmarzona
Płaszcz zarzuciła wiewny, biały;

Gdy rozpostarła swe ramiona -
Srebrnej rozświetli mgławe smugi -
Garnące czoła gór do łona:

Jak pas szeroki, jak pas długi,
Od Lodowego do Krywania,
A z nimi puszcze, stawy, strugi,

Szczyt się przy szczycie ku niej słania...
Ona omdlenie wciąż rozsiewa,
Aż w tym bezkresie wyczerpania,

Tuląc, się gdzieś do limby drzewa
Sama wraz z bólem twym omdlewa...


Krzak dzikiej róży, 1898








NIE MA TU NIC SZCZEGÓLNEGO


Nie ma tu nic szczególnego.
Żadnych tu dziwów świata:
Fundament z skalnych odłamów,
Z płazów świerkowych chata.

Przed chatą mały ogródek,
A w nim - o ludzie zmęczeni! -
Czuwa nad naszym spoczynkiem
Rząd pewnych siebie jasieni.

Rozłożył swoje korony -
O ludzie nękani strachem!
Nad zrębem naszego domu,
Nad domu naszego dachem ...

Nie ma tu nic szczególnego ...
Droga się snuje pod płotem -
Skąd ona i dokąd wiedzie,
Prawie nie myślę o tem ...

Bo na cóż taka świadomość -
O ludzie zbytnio ciekawi!?
Poranek wzeszedł nad drogą,
Droga się w blaskach pławi!

Ach! Dokąd wy tak śpieszycie,
O ludzie tęsknotą gnani?
Tu las jest, tu potok szumi,
Wyzwolon z głaźnej otchłani.

Nie ma tu nic szczególnego ...
Dzwon się odezwał z wieży
W czerwcowych omżach południa
Łąka rozkwitła leży.

Pozbywa się moje serce -
O ludzie żyjący nadzieją! -
Wszelakiej skazy, gdy widzę,
Jak trawy śmiać się umieją.

Gdy stojąc w progach tej chaty -
O ludzie żądni bogactwa! -
Wyciągam ręce i zgarniam
Skarby Bożego władztwa ...

Nie ma tu nic szczególnego ...
Bo jakiż cud tu być może,
gdzie w wieczór na górskich szczytach
Żagwią się ognie Boże,

Zagasły! ... Że zgasły tak prędko -
O ludzie żywota chciwi! -
I że zagasnąć musiały,
Nikt tu się temu nie dziwi.

Z głębin tych mroków błękitnych -
Walczący z chwiejnością ludzie! -
Przypływa ku mnie dziś pewność
O cudzie i o nie-cudzie ...

Nie ma tu nic szczególnego.
Żadnych tu dziwów świata:
Fundament z skalnych odłamów,
Z płazów świerkowych chata.


Księga ubogich, 1916











Copyright © 1997-2007 Zwoje