KWINTESENCJA TATR


(Antologia)






FERDYNAND GOETEL


TATRY


Tatry są to góry, rzec można doskonałe, jednoczą bowiem na niewielkim obszarze tak wiele czynników, którymi zaskakuje i porywa człowieka świat górski, że trzeba by objechać pół kuli ziemskiej, aby je znaleźć i pozbierać. Wyrazistość Tatr jest dzięki temu niezrównana. Krajobraz ich na całej przestrzeni splata las i łąkę, potok i staw, skalne urwisko i usypisko kamienne i śnieżne pola. Takich stawów, zamkniętych w samym łonie gór i tak ściśle przez nie okolonych, nie spotkać w całym świecie. Niebo nad Tatrami jest zmienne i ruchliwe. Latem poczernia chmury przeczuciem zimy, zimą tchnie w promień słoneczny nadzieję wiosny. Ma odludzia dla marzycieli, bliskie o krok od ścieżki, i odludzia dla zdobywców, dalekie o całodzienną walkę z urwiskiem. Szczątkowa roślina, zwierz i ptak styka się tu z legendą dawnych dziejów ziemi, gdzie indziej już zmumifikowaną w muzeach. Szczątkowy obyczaj ludzki, zachowany w życiu górali wśród hal, przenosi w dawność, gdzie indziej już pokonaną.

Być może, że sprzężenie tylu czynników, równie fenomenalne, jak fenomenem geograficznym są same Tatry, wytryskujące nagle z połogiego łańcucha Beskidu, stanowi o tej jedynej w swoim rodzaju dramatyczności krajobrazu tatrzańskiego, w którym zdaje się kipeć żywa i nieustanna walka. Są przez to bliższe człowiekowi i przemawiają do niego bardziej bezpośrednio, bardziej "po ludzku," niż chłodny majestat Alp czy zaświatowa fantastyczność Himalajów.

(fragment książki Tatry,Veritas, Londyn 1953)







JAN KASPROWICZ


Z TATR


Tatry wy moje!

Zalubić sie mozno we wos! Hodziłek ci jo po więksyk górak, widziołek wieldzaźne śniegi i lody, co ik nie wrąbać, hociojby ta ludzie tysioncami rąbali sto lot a moze i więcyl, ale skotwiło (*) mi sie za womi i przyjijehołek, coby wos uźrzeć, pogworzyć jak z przjijocielomi, bo wy przjijociele noserdecniejse, Tatry wy moje!

Mocorny jest duk, co siedzi we wasyk wirhak a halak, co ozkazuje smrekom a skwirkom,(**) zeby sumiały w ludzkie serca smętnom śpiewonkom - haj wyliwiajom te smreki, wyliwiajom (***)- a siklawicom, zeby grzmiały po skałak głosem dalikik casów, ki na świecie beł ino Bóg, turnice, pustaci (****) a bory!...




(*)        zatęskniło
(**)      modrzewiom
(***)    zawodzą
(****)  puszcze

(Kuryer Lwowski, Lwów 1898; fragment)







KAZIMIERZ TETMAJER


Motto do Na skalnym Podhalu

(PRELUDIUM   XXXI)


Ku mej kołysce leciał od Tatr
o skrzydła orle otarty wiatr,
o limby, co się patrzą w urwisko,
leciał i szumiał nad mą kołyską.

I do mej duszy na zawsze wlał
tęsknot do orlej swobody szał
i tę zadumę limb, co się ciszą
objęte wielką, w pustce kołyszą.






FRANCISZEK NOWICKI


ZAWRAT


Stanąłem na przełęczy... świat czarów przede mną!
Wzrok zdumiony weń topię - podziw duszę tłoczy...
Dołem - stawy czernieją, jak piór pawich oczy,
W górze - pieśń!.. ale myślą stworzona nadziemną.

Pieśń runami granitów pisana przede mną!
Skamieniały sen Stwórcy, dumny sen, uroczy!
Tam - ku krańcom pustyni gwiazda dnia się toczy,
Płoną szczyty - tam z głębin wstaje wieczór ciemno.

Siadłem - cisza na górach - oko stawów drzymie,
Patrzą w Tatry, w te runy przedwiecznej zagadki;
Chciałbym przejrzeć, przeniknąć jej myśli olbrzymie.

Wiatr - bajarz lekkim palcem strunę marzeń trąca,
Z wolna uchodzą z serca goryczy ostatki,
O! tu siedzieć i słuchać, i dumać bez końca!


Tatry, Poezje, Lwów 1891






MARIA JASNORZEWSKA-PAWLIKOWSKA


GÓRY


Jak ciche są te góry, gdy leżą pod śniegiem,
zaszyte w biały całun kosówkowym ściegiem!
Choć nieżywe na pozór, są tylko w letargu.
Czasem wstrząsną się, z piersi zrzucą stosy piargów
i przeciągną się we śnie.
                                       Wówczas jak garść liści
spadają z nich najlepsi, najpierwsi turyści...
Towarzysze ich potem zaszywają w płótno
i niosą ku nizinom ścieżką bladą, smutną...


Cisza leśna, 1928






JULIAN PRZYBOŚ


Z TATR


Pamięci Marzeny Skotnicówny

Słyszę:
Kamienuje tę przestrzeń niewybuchły huk skał.

To - wrzask wody obdzieranej siklawą z łożyska
i
gromobicie ciszy.

Ten świat, wzburzony przestraszonym spojrzeniem,
uciszę,
lecz -

Nie pomieszczę twojej śmierci w granitowej trumnie Tatr.

To zgrzyt
czekana,
okrzesany z echa,
to tylko cały twój świat,
skurczony w mojej garści na obrywie głazu;
to - gwałtownym uderzeniem serca powalony szczyt.
Na rozpacz - jakże go mało!
A groza - wygórowana!

Jak lekko
turnię zawisłą na rękach
utrzymać i nie paść,
gdy
w oczach przewraca się obnażona ziemia
do góry dnem krajobrazu,
niebo strącając w przepaść!

Jak cicho
w zatrzaśniętej pięści pochować Zamarłą.

1929











TADEUSZ BOCHEŃSKI


GNIAZDO


Jest takie gniazdo. Bez dna.
W glob się tam wnika głęboko
Świstakami, wodą jezior, opoką.
Tatry. Bez dna.

Bez wieka.
Ptakiem, oparem, wiatrem,
oszczepem zielistym smreka,
turnią, co niebo liże,
i niebem, które jest bliżej,
wylatuje się w bezmiar człowieka.
Tatry. Bez wieka.


Liryki tatrzańskie, 1956
(1985, pośmiertnie)






MARIA KALOTA-SZYMAŃSKA


HALNY


Przezroczyste
a
ściana
Nieważkie
a mur
Wali się na mnie
po pochyłym stoku
że przywieram ciasno
do tętniącej ziemi
Wokół
gną się szlochem
korony jodeł
W świście i gwiździe
nie słychać nawet trzasku
pękających pni
Ogłuszona patrzę
jak pokotem
kładą się smreki
jak rozwierają się rany ziemi
dartej korzeniami
padających drzew

Mój krzyk
tłumi ciężka łapa
stężałego w okrutną dotykalność
powietrza


Sezon w Tatrach i po sezonie, Gdańsk 1981








TOMASZ GLUZIŃSKI


ZESZŁOROCZNE ŚNIEGI


K. S.

rumowisko granitu

karły kosówek
mchów pełznący liszaj

czarnego stawu
woda tak jałowa
że pstrąg
choć zginie

ikry tu nie złoży

my się wdzieramy
w ten okrutny pejzaż

jakby nam Stwórca
raj
nagle otworzył



Szczątki emocji, 1982





Andrzej Pietsch: Stawy, 1964, akwaforta.






ALEKSANDER WOJCIECHOWSKI


TU

Tu
nie ma pięknych słów
Tu one nic nie znaczą

- tu są
takie miejsca w skale
które nigdy
słońca nie zobaczą

- tu są
takie miejsca
na ziemi
gdzie najcenniejsze
milczenie


* * *


SKALNE PERCI

VI. Spokój


Czasem
w skamieniałym świecie
kamienieją ptaki

W miejscu
zetknięcia się
skrzydeł
z ziemią
okruchy skał

a nad nimi
taki spokój
taki błękit nieba
jakby się
nic nie stało


Tatrzańskie, Poznań, 1982






Nazwa Tatr pojawia się po raz pierwszy w 1086 roku w przywileju cesarza Henryka IV dla biskupstwa praskiego, w brzmieniu "Triti" albo "Tritri." Około 1125 roku pojawia się w rękopisie kronikarza czeskiego Kosmasa w formie "Tatri." W druku występuje po raz pierwszy w 1549 roku w formie "Tatri" w dziele G. Wernhera De admirandis Hungariae..., a w 1639 r. w formie "Tatry" w dziele D. Froelicha Medulla geographiae practicae.

Pochodzenie nazwy jest zapewne ludowe, lokalne. Wśród ludności, różnej zresztą narodowości, mieszkającej w Karpatach, słowo "tatry" oznaczało prawdopodobnie skały i stąd góry. U Hucułów słowo "tatry" było używane na oznaczenie pionowych skał jeszcze około roku 1900.

(fragment z Encyklopedii Tatrzańskiej, 1973)







Copyright © 1997-2007 Zwoje