KLAMSTWO OPOLSKIE





MAREK KUSIBA


7 grudnia, w rocznice ataku na Pearl Harbour, w sadzie w Opolu zaatakowano zbiorowe poczucie ludzkiej przyzwoitosci. W imieniu Rzeczpospolitej Polskiej umorzono proces oszczercy Ratajczaka, ktory zrobil kariere na tzw. klamstwie oswiecimskim; bedac historykiem i wykladowca napisal ksiazke, a w niej zdania, za ktore powinien pojsc w worku i na kolanach z Opola do Oswiecimia i z powrotem, smagany batem po tylku. Doktor Ratajczak pisal m.in.:
"Mozemy wiec stwierdzic bez popelniania wiekszego bledu, ze cyklon B stosowano w obozach do dezynfekcji, nie zas do mordowania ludzi; laznia sluzyla do kapieli, nie byla miejscem, gdzie mordowano ludzi; opowiadania ocalalych wiezniow, jakoby widzieli gazowanie ludzi, sa bezwartosciowe."
Najgorsze jest to, ze Sad Rejonowy w Opolu uznal, ze te oczywiste klamstwa i prowokacje nie sa przestepstwem i umorzyl sprawe - "ze wzgledu na nikly stopien szkodliwosci spolecznej." W uzasadnieniu wyroku padly kolejne klamstwa: - Ksiazka Ratajczaka miala znikomy naklad i tylko dwa egzemplarze sprzedano. A we wstepie do drugiego wydania autor odcial sie od pogladow rewizjonistow - uzasadnial sad.



Sady klamaly w PRL-u, skazujac "wrogow ludu"; teraz sad w wolnej Polsce klamie, by bronic wroga duchow. Duchow ludow mordowanych w obozach smierci. Klamstwem sadowym jest twierdzenie, ze sprzedano tylko dwa egzemplarze ksiazki Niebezpieczne tematy. W jednej tylko ksiegarni w Toronto moj kolega kupil dwa egzemplarze tej ksiazki, na co ma dowody w postaci owych ksiazek, rachunku i swiadkow. Skoro byla sprzedawana w poludniowym Ontario, ksiazka ta musiala byc sprzedawana takze, i przede wszystkim, w Polsce, niekoniecznie tylko poludniowej, i w liczbie wiekszej niz dwa czy dwadziescia egzemplarzy. O liczbie sprzedanych egzemplarzy swiadczy takze jej DRUGI naklad, z ktorym wiaze sie drugie klamstwo opolskiego sadu. Powiedzial on w swoim uzasadnieniu umorzenia, ze oszczerca Ratajczak w przedmowie do drugiego wydania odszczekal swoje nazistowskie plugastwa, czyli w jezyku sadu "odcial sie od pogladow rewizjonistow," piszac:

"Nie moge zgodzic sie z pogladem, ze w obozach koncentracyjnych na ziemiach polskich nie istnialy komory gazowe. W koncu sa swiadkowie. Natomiast uwazam, ze liczba 6 mln Zydow zgladzonych w wyniku niemieckiego bestialstwa (...) jest mocno, bardzo mocno przesadzona."
Ratajczak wcale sie od niczego nie odcial, prosze wysokiego sadu w Opolu. Ratajczak sobie zakpil. Nie zgodzil sie z... wlasnym "pogladem" oraz dodal nowy. Zdanie "nie moge nie zgodzic sie z pogladem, ze w obozach nie istnialy komory gazowe" nie jest uznaniem historycznego faktu, ze w komorach tych mordowano masowo wiezniow. Jest jedynie przyznaniem, ze komory, i owszem, istnialy. Nie zdziwie sie, gdy w trzecim wydaniu swej poczytnej ksiazki Ratajczak wyjasni, ze mial na mysli komory, w ktorych zbiorowo zabijano wszy... Albo, w wyjatkowych wypadkach, zbrodniczych przestepcow, mordujacych dla zysku swoich wspolbraci -wspolwiezniow, ktorym dobrzy Niemcy chcieli zapewnic jak najlepszy wypoczynek w uzdrowisku Oswiecim-Brzezinka... Ratajczak, broniac swojej skory, przyznal, ze i owszem, byly tam jakies komory, skoro "w koncu sa swiadkowie." Nie napisal jednak ani slowa o istocie zbrodni, a jedynie jeszcze raz poddal w watpliwosc jej rozmiary, a byc moze i zasadnosc nazywania tej zbrodni ludobojstwem. A jednak, pomimo oczywistej kpiny Ratajczaka, w uzasadnieniu umorzenia sprawy sad "zwrocil uwage, ze oskarzony odwolal swoj ksiazkowy poglad w wywiadach prasowych, a jego zachowanie zmierzalo do naprawienia swojego wystepku." Bylo pewnie takie, jak po rozprawie, gdy butny Ratajczak oswiadczyl na schodach sadu :"Przyszedlem, powiedzialem, zwyciezylem," a w lud poszla wiadomosc jednoznaczna: w Polsce mozna otwarcie glosic poglady faszystowskie, obrazac pamiec ofiar nazistowskiego ludobojstwa, wystawiac mloda polska demokracje na posmiewisko - gdyz nic za to nie grozi.

Ciekawe sa reakcje prasy w Polsce. Zbiorowo, zespolowo milczy, a jesli komentuje, to czesto w obronie, uwaga: wolnosci slowa, a tym samym demokracji! W szanowanej Rzeczpospolitej rozlozyl swoj cyrkowy kramik kolega Wojciech Sadurski. Rozpial line pomiedzy sumieniem i pamiecia historyczna narodu polskiego, i przechadza sie po niej zonglujac okraglymi zdaniami typu:

"Wyrok ten jest zwyciestwem zasad. W szczegolnosci zasady, ze wolnosc slowa jest dobrem nadrzednym (...) Prawdziwa przyczyna, dla ktorej artykul karny mial byc przeciw niemu zastosowany, polegala na tym, ze jego poglady uznane zostaly za glupie i obrazliwe."
No, niezupelnie tak. To kolega Sadurski uznaje slowa Ratajczaka za "poglady," w dodatku "glupie i obrazliwe." Dla mnie slowa pana doktora sa narzedziem szerzenia nienawisci rasowej. I nie sa takie glupie, jak i sam Ratajczak. Glupi i slaby jest sad, ktory nawet jednym slowem nie potepia faceta za tego typu dzialalnosc. I dzieje sie to w kraju, ktory od polwiecza boryka sie z nieuleczalnym kompleksem oswiecimskim, zmieszanym ostatnio z kompleksem cenzorskim: nie wolno ograniczac wolnosci slowa! Gdyby w Kanadzie stosowano sie do polskich norm prawno-etycznych, oszczerca Zundel nadal drukowalby swoje "rewelacje," identyczne z Ratajczakowymi, i jeszcze pewnie dali by mu katedre historii...

Czy Sadurskiemu prochy spalonych dzieci zydowskich nie zgrzytaja w zebach?! Bo mnie bola zeby, jak czytam komentarz "Koszty wolnosci slowa" ("Rzeczpospolita" z 8 grudnia br.). Wyrok sadu w Opolu nazywa Sadurski "zwyciestwem zdrowego rozsadku" nad "oburzeniem moralnym." No bo w koncu "opinie pana Ratajczaka nie grozily doprowadzeniem do zamieszek ani wzrostem agresywnego antysemityzmu." Jest to cyrkowe balansowanie na linie, rozpietej tym razem pomiedzy cynizmem a naiwnoscia. Jak moze zmierzyc kolega Sadurski szkodliwosc Ratajczaka? Skad czerpie tak glebokie przekonanie o tym, ze Ratajczak jest niegrozny? O Ratajczaku wie cala Polska. Porzadni ludzie pluja z obrzydzeniem. A co wiemy o tych, dla ktorych obelgi Ratajczaka sa woda na mlyn nienawisci? Dopoki nie ma krysztalowych nocy, obcinania pejsow czy segregacji lawkowej – to jest dobrze? Czy jedynie zamieszki, podpalenie jednej czy drugiej gazety, spalenie synagogi mogloby zmusic polski wymiar sprawiedliwosci do dzialania podyktowanego kodeksem nie tylko moralnym?

Ciekawy jestem, co by powiedzial sad w "uzasadnieniu umorzenia," gdyby doktor Ratajczak zamiast obozami zaglady, zajal sie w swej badawczej pasji np. Katyniem, i napisal np. tak: "Mozemy wiec stwierdzic bez popelniania wiekszego bledu, ze olow stosowano w Katyniu do odwaznikow, nie zas do mordowania ludzi; las katynski sluzyl do spacerow, nie byl zas miejscem, gdzie mordowano ludzi; opowiadania ocalalych wiezniow, jakoby widzieli zabijanie ludzi, sa bezwartosciowe." Ciekaw tez jestem, co by powiedzial sad, gdyby w drugim wydaniu swej ksiazki Ratajczak w taki oto sposob "zaprzeczyl" swoim pogladom: "Nie moge zgodzic sie z pogladem, ze w Katyniu nie istnialy doly wykopane w lesie. W koncu sa swiadkowie. Natomiast uwazam, ze liczba 2 mln Polakow zgladzonych w wyniku sowieckiego bestialstwa (...) jest mocno, bardzo mocno przesadzona"...

"Sad nie moze tak sobie uznac czynu za znikomo szkodliwy. Zawsze musi te ocene przekonujaco uzasadnic" – pisze w Rzeczpospolitej (z 20 grudnia br.) Janusz Wojciechowski. Sad w Opolu nie uzasadnil przekonujaco znikomosci czynu Ratajczaka, a jednak umorzyl postepowanie. "Znikoma szkodliwosc" jest magiczna formula, stawiajaca przestepcow ponad prawem. Jest to formula stawiajaca takze na glowie rozumienie i stosowanie prawa. Ostatnio wyjeto w Polsce spod prawa pornografie. Oznacza to, ze polski wymiar sprawiedliwosci w kolportowaniu pornografii dopatrzyl sie znamion spolecznego niebezpieczenstwa. Natomiast nie dopatrzyl sie tego samego w kolportowaniu "klamstwa oswiecimskiego." Slowem - propagowanie klamstw na temat zbiorowego zabijania ludzi jest dzis w Polsce mniej grozne niz propagowanie zbiorowego seksu. Koniec swiata. Na koniec wieku...







Copyright © 1997-2000 Zwoje