3 pazdziernika 1999 Stanislaw Baranczak, emerytowany profesor literatury polskiej w Harvard University, zostal laureatem najwyzszej polskiej nagrody literackiej Nike '99 za tom "elegii i piosenek" pt. Chirurgiczna precyzja (Wydawnictwo a5, Krakow 1998).

Jest to najbardziej osobisty tom poezji poety i tlumacza; jak napisala Barbara Torunczyk, "rozdzierajacy list do swiata Stanislawa Baranczaka." Natomiast Janusz Drzewucki napisal w Rzeczpospolitej o tym tomie wierszy:

"Zaden z dotychczasowych zbiorow Baranczaka nie byl tak misternie i precyzyjnie skonstruowany. Tom wydaje sie byc czyms w rodzaju poetyckiej symfonii. Jej tematem jest potega zycia, przejawiajaca sie w czesci I - poprzez sztuke, w czesci II - wobec smierci, w czesci III - dzieki pamieci, a w czesci IV - w imie milosci. Baranczak nie tyle pisze wiersze, ile je komponuje."
Wybralem trzy wiersze z tego tomu, ktore najbardziej trafiaja do mnie. Zamieszczam takze inny wiersz Stanislawa Baranczaka, "Jezeli porcelana..." z roku 1980, jeden z najlepszych w poetyckim dorobku Baranczaka.   (AMK)





STANISLAW BARANCZAK






"PROSTY CZLOWIEK MOGLBY, DO LICHA,
ZDECYDOWAC SIE WRESZCIE, KIM JEST"


"Prosty czlowiek moglby, do licha, zdecydowac sie wreszcie, kim jest.

Skarbnica moralnej prawdy, czy skarbonka marnej pazernosci?
sienno-pszennym oddechem Natury? odorem braku kapieli?

kims po krolewsku goscinnym? nienawidzacym obcych?
opornie niezawislym? idacym z pochodnia na wiec?
pelnym madrosci wiekow? nie znajacym sie na ekonomii?

kims, kto sciagnie ostatnia koszule z grzbietu, jezeli
przyjaciel w biedzie? kto sciaga przezornie buty (swiadomy,
ze i tak ktos to zrobi) z nog rannego, ktory zan walczyl?
milczacym podmiotem historii? jej skomlacym dopelnieniem dalszym?

kims na zdjeciu (fotograf zakosil Pulitzera za caly cykl),
kto stoi na tle ruin wlasnego domu, niemy,
wasaty, oszolomiony ('Jak to: byl dom - i znikl?...')
oraz budzacy wspolczucie - dopoki nie odkryjemy,
ze wyszedl na przepustke z policyjnych koszar,

gdzie przez caly poranek torturowal jencow
z ta sama prozna (albo szczera satysfakcja) w oczach,
bo jego prosta natura rozumie niewiele wiecej
nad to, ze wojna jest stemplem: 'Dozwolony kazdy akt zla'?
Slowem: kims, kto krzywdzi Rilkego, nie chcac zmiescic sie w jego elegii,
czy kims, kogo pokrzywdzil Rilke, piszac swoje elegie dla..."

"...Hrabin? znawcow? samego siebie? To chciales powiedziec? Ba!
Gdyby Rilke istotnie mial kogos w rodzaju kolegi
ze szkoly albo z wojska, i ten - powiedzmy, co dwa
lata - przysylalby mu konkretny spis paru tysiecy
tematow, ktorych podjecie przez poete byloby rozkosza
dla prostych czytelnikow - swiat moze wygladalby nieco

inaczej... Ale tylko nieco. Niejasny jest juz sam obszar,
zatarte sa granice, ktore chcielibysmy widziec na Ziemi
prostymi jak linie boiska na stadionie, tej misce na ryk
jednoznacznego triumfu lub nienawisci. Pragniemy,
by na wlasciwej polowie ustawil sie kazdy z nich,

prostych ludzi - a linia podzialu rysuje sie sladem i trwalszym
niz troche wapna na trawie, i w ogole nie tym: innym, starszym,
tym, ktorego istnienie jest stwierdzonym i potwierdzonym
faktem - calkiem odwrotnie niz w statystycznej tabeli -

tylko w kazdym pojedynczym przypadku, postepku, nawet wiadomym
wylacznie swojemu sprawcy. To wiele wiecej niz tekst -
sztandar, medalik, dyplom - deklaracji przynaleznosci:

rzecz nie w tym, czy sie slucha kwartetu czy rznacej kapeli;
wybor jest i trudniejszy, i, w pewnym sensie, prostszy:

kazdy czlowiek w kazdej sekundzie decydowac musi, kim jest."






POWIEDZ, ZE WKROTCE


Powiedz krtani, ze wkrotce. I powiedz powiece,
tej koldrze z piaskiem pod nia, ksiezniczce, nad ranem
draznionej ziarnkiem grochu. (Bo pozno: po trzeciej).

W.. no, to slowo, tez na wpol martwe... w "powiecie"?
W powiecie skory wszyscy znaja sie nawzajem.
Powiedz krtani, ze wkrotce. I powiedz powiece.

Wiesci kraza tu, z ust do wlasnych ust, powietrze
przez magnetofon tetnic przewija nagrane
pogloski: ziarnka gromu. Juz pozno, to przeciez

prawie swit. Stan w lazience, patrz z bliska w powierzchnie
lusterka. Nie w twarz na dnie. W to, co zezna na niej
pylek, rysa szkla. Powiedz krtani. I powiece.

Po pierwsze, te juz wkrotce. Po drugie - po jeszcze
bardziej pierwsze - ze cala widziana na jawie
ciemnoscia ziarnka grobu, choc pozno, poprzecie

wlasciwa strone skory, te, gdzie sie po wieczne
mgnienie skupilo Wszystko znane, nienazwane.
Ktora? Wiesz przeciez. Powiedz krtani. I powiece
na tym jej ziarnku globu, za pozno: Po trzecie -







PLAKALA W NOCY, ALE
NIE JEJ PLACZ GO ZBUDZIL


Ani, jedynej

Plakala w nocy, ale nie jej placz go zbudzil.
Nie byl placzem dla niego, chociaz mogl byc o nim.
To byl wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi.

I polprzytomny wstyd: ze ona tak sie trudzi,
to, co tlumione, czyniac podwojnie tlumionym
przez to, ze w nocy placze. Nie jej placz go zbudzil:

ile wiec bylo wczesniej nocy, gdy nie zwrocil
uwagi - gdy skrzyp drewna, trzepiaca o komin
galaz, wiatr, dygot szyby zwiazek z prawda ludzi

negowaly staranniej: ich szmer gasl, nim wrzucil
do skrzynki bezsennosci rzeczowy anonim:
"Plakala w nocy, chociaz nie jej placz cie zbudzil"?

Na wyciagniecie reki - ci dotkliwie drudzy,
niedotykalnie drodzy ze swoim "Spij, pomin
snem te wilgoc poduszki, nocne prawo ludzi".

I nie wyciagnal reki. Zaklocilby, zbrudzil
toporniejsza tkliwoscia jej tkliwosc: "Zapomnij.
Plakalam w nocy, ale nie moj placz cie zbudzil.
To byl wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi".







JEZELI PORCELANA, TO WYLACZNIE TAKA


Jezeli porcelana, to wylacznie taka,
ktorej nie zal pod butem tragarza lub gasienica czolgu;
jezeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
nie bylo przykro podniesc sie i odejsc;
jezeli odziez, to tyle, ile mozna uniesc w walizce,
jezeli ksiazki, to te, ktore mozna uniesc w pamieci,
jezeli plany, to takie, by mozna o nich zapomniec,
kiedy nadejdzie czas nastepnej przeprowadzki
na inna ulice, kontynent, etap dziejowy
lub swiat:

kto ci powiedzial, ze wolno ci sie przyzwyczajac?
kto ci powiedzial, ze cokolwiek jest na zawsze?
czy nikt ci nie powiedzial, ze nie bedziesz nigdy
w swiecie
czuc sie jak u siebie w domu?







Copyright © 1997-2000 Zwoje