
|
Których nam nikt nie wynagrodzi i których nic nam nie zastąpi, lata wy straszne, lata wąskie jak dłonie śmierci w dniu narodzin. Powiedziałyście więcej nawet niż rudych burz ogromne wstęgi, jak ludzkie ręce złych demonów siejące w gruzach gorzką sławę. Wzięłyście nam, co najpiękniejsze, a zostawiły to, co z gromu, aby tym dziksze i smutniejsze serca - jak krzyż na pustym domu. Lata, o moje straszne lata, nauczyłyście wy nas wierzyć i to był kostur nam na drogę, i z nim się resztę burz przemierzy. Których nam nikt nie wynagrodzi i których nic nam nie zastąpi, lata - ojczyzno złej młodości, trudnej starości dniu narodzin. Bogu podamy w końcu dłonie, spalone skrzydłem antychrysta, i on zrozumie, że ta młodość w tej grozie jedna była czysta. |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||