ANNA ŚWIRSZCZYŃSKA






GETTO:   MATKA


Ściskając w ramionach na pół uduszone od dymu niemowlę biegła z krzykiem schodami podpalonego domu. Z pierwszego piętra na drugie. Z drugiego na trzecie. Z trzeciego na czwarte.

Aż wyskoczyła na dach i zachłysnąwszy się powietrzem, uczepiona komina spojrzała w dół, skąd dobiegał szelest podchodzących coraz wyżej płomieni.

Wtedy znieruchomiała i umilkła. Milczała już do końca, aż do chwili, gdy nagle zacisnęła powieki, zrobiła krok ku krawędzi dachu i wysuwając przed siebie ręce upuściła dziecko w dół.

Dwie sekundy wcześniej, nim skoczyła sama.





CIĘŻARÓWKA


Na tej ulicy często nocami bywa ruch. Podskakując na okrągłych kamieniach przejeżdża ciężarówka, w której stoją na trzaskającym mrozie ludzie z nagimi głowami, w ubraniach z papieru. Mają ręce spętane na plecach kolczastym drutem. Mają usta zlepione gipsem.

Konwojujący żołnierz ze światełkiem papierosa między wargami, z karabinem gotowym do strzału, posępnie wodzi oczami po głuchych oknach i bramach zamarłego miasta.

Jest jednak trochę senny po ostatniej pijatyce i dlatego zapewne nie spostrzega, że na pierwszym piętrze zamigotała w księżycu szyba. Ktoś bez szelestu odchylił okno i stojąc, ruchem ręki żegna tych, co jadą na śmierć.

Jeden z jadących zobaczył go.








Copyright © 1997-2007 Zwoje