
Az wyskoczyla na dach i zachlysnawszy sie powietrzem, uczepiona komina spojrzala w dol, skad dobiegal szelest podchodzacych coraz wyzej plomieni.
Wtedy znieruchomiala i umilkla. Milczala juz do konca, az do chwili, gdy nagle zacisnela powieki, zrobila krok ku krawedzi dachu i wysuwajac przed siebie rece upuscila dziecko w dol.
Dwie sekundy wczesniej, nim skoczyla sama.

Konwojujacy zolnierz ze swiatelkiem papierosa miedzy wargami, z karabinem gotowym do strzalu, posepnie wodzi oczami po gluchych oknach i bramach zamarlego miasta.
Jest jednak troche senny po ostatniej pijatyce i dlatego zapewne nie spostrzega, ze na pierwszym pietrze zamigotala w ksiezycu szyba. Ktos bez szelestu odchylil okno i stojac, ruchem reki zegna tych, co jada na smierc.
Jeden z jadacych zobaczyl go.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||