POZDROWIENIA OD MIESZKANKI ATLANTYDY

czyli

Moja prywatna lista Millenium





ELZBIETA BINSWANGER-STEFANSKA



MIESZKANCY ATLANTYDY

Caly swiat zostal stworzony dla nas.

Dla nas Sumerowie budowali swoje miasta.
Grecy rzezbili w sloncu posagi Ateny.
Egipscy kaplani ukrywali tajemnice gwiazd.
Medrcy Izraela czytali Ksiege Rodzaju.
Safona pisala swoj najpiekniejszy, zagubiony wiersz.

Dla nas odkryto ogien
I malowano wymarle zwierzeta
Na scianach zielonych jaskin.

Dla ciebie i dla mnie ukrywano dzieci w dziuplach drzew,
Gdy nadplywaly lodzie Wikingow.
Dla ciebie umieral Spartakus
I rodzil sie nastepca tronu.

Takze dla nas przez lata robili to, o czym nie wiemy,
Ci, ktorych nigdy nie poznamy.
Ktorym spalono ksiegi i rozbito gliniane naczynia.
Ich imiona sa na kamiennych plytach
Pod dnem oceanu.
A oni drgaja w wodzie drobnym planktonem
Wsrod cytrynowych ryb.

Inni zmienili sie w zielen, piasek i wiatr
Lataja wazka nad woda.
Gasza jesiennym kurzem ostatnie ogniska.
Czerwonym piaskiem zasypuja nory lisow.
Wyginaja sie czubkami palm, liscmi debow i brzoz.

W najblizszych i najdalszych miejscach,
W ktorych nas jeszcze nie bylo,
Przegladaja sie w twoich oczach.
Tocza sie kula
Niewymiernej liczby "pi".

I pisza w nas wiersze o sobie i o nas,

Mieszkancach wszystkich
Atlantyd.


"Aphilommen"
Jest rok 1999. W piatek, 19 listopada, zaczynam pisac ten tekst.

Powtarzam date: 19.11.1999. Nastepna data majaca z ta cos wspolnego bedzie 1.1.3111. W pierwszej jedynki i dziewiatki, w drugiej jedynki i trojki. Tu i tu same nieparzyste. Od jutra przez ponad tysiac lat bedziemy zyc w czasach niejako dwoistych. Jeszcze tylko 30.11.1999 nie ma w sobie dwojki. A pomiedzy, potem, do dnia 1 stycznia roku 3000 juz wszystkie. Magia liczb. Jak jej nie ulec?

A zatem najpierw o liczbach: Wszechswiat jest, od atomu po gwiezdne galaktyki, idealnie zorganizowany. Od zarania dziejow czlowiek probuje najprzerozniejszymi metodami rozgryzc ten porzadek. Numerologia jest jedna z nich. Mowi o mistyce liczb: "na poczatku byla jednosc, po czym drgnal Czas i w wyniku pierwszego wahniecia powstala para, ktora dala poczatek uniwersalnej geometrii." Jedynka odpowiada boskiemu "niech sie stanie swiatlo!", jest zrodlem ducha. Dwojka "i Bog rozdzielil...": dzien od nocy, niebo od ziemi, zlo od dobra, kobiete od mezczyzny. Z matki i ojca rodzi sie dziecko: "pierwsza triada." Trojka to spelnienie, to cialo, dusza i duch, to trzy warstwy swiadomosci... Magia. Pelna magia.

Ludzie szaleja: od tego, jak spedzic Sylwestra 1999 na 2000 po apokaliptyczne wizje konca swiata. I nic nie pomoze, ze tysiaclecie skonczy sie dopiero za rok, ze kalendarz to sprawa umowna, ze dla Zydow 31.12.1999 na 1.1.2000 to zwyczajny dzien roku 5760, ze Islam bedzie obchodzic poczatek roku 17 kwietnia a Chinczycy, Japonczycy, Tybetanczycy to juz szkoda gadac, zupelnie inne kalendarzowe rachuby. A jednak: SWIAT przez dwadziescia cztery godziny bedzie zegnal rok 1999 a wital 2000 i z cala pewnoscia bedzie to zabawa jakiej swiat nie widzial.

Beda bilanse obliczane wedlug najrozniejszego klucza, beda przepowiednie na przyszlosc, beda nawolywania do ukorzenia sie i wizje pelne nadziei.

Ja chcialabym zrobic podsumowanie jak najbardziej osobiste. Z punktu widzenia osoby, ktora ma szczescie zyc w tak ciekawym momencie w historii swiata. A takze z punktu widzenia kobiety. Oraz z punktu widzenia kogos, kogo nie bylo przez wiecznosc i nie bedzie przez nastepna wiecznosc. Pisze z otchlani czasu. Z kwitnacej Atlantydy, ktora wraz z jej mieszkancami zginie jak kazda kolejna Atlantyda. ZEBY zrobic miejsce nastepnej.

Za motto mojego "listu o przeszlosci do przyszlosci" wzielam wiersz poety, ktory zwie siebie "Aphilommenem." Nie znam go osobiscie. To wirtualna znajomosc. (Wroce jeszcze pozniej do tematu wirtualnosci.) Bo, jak w tym wierszu, wszystko co sie wydarzylo dotychczas, cala historia za nami, wydarzyla sie dla nas, my jestesmy na jej koncu. W ostatniej sekundzie tej historii doszla do tego rzeczywistosc wirtualna. Cos absolutnie nowego. Cos, co wlasciwie jest juz wynalazkiem trzeciego tysiaclecia. I tysiaclecie to otwiera.

Opre sie na kilku datach, bede je wymieniac wedlug miary jak poznawalam swiat. Od tych najblizszych mi kregow po coraz dalsze i dalsze. Publikacji wymieniajacych dokonania tysiaclecia w kolejnosci chronologicznej ukazuje sie juz w tej chwili mnostwo. Ja zrobie wrecz przeciwnie. Siebie uczynie srodkiem. Sadze, ze tak jest najuczciwiej. Tak, jak kazdy jest centrum SWOJEGO swiata. Nie, nie pepek mam na mysli. "Uratowac jednego czlowieka, to uratowac caly swiat... ", ta mysla zdobna jest pewna chlubna aleja drzew w Jerozolimie, urosla dla ostrzegajacej pamieci o jednej z najbarwniejszych Atlantyd, jaka zdobila swiat. Wiec CENTRUM swiata kazdego jej mieszkanca, w sensie zwielokrotnionym przez kazdego z tych swiatow i przez to, ze kazdy wie SWOJE wszystko.

Ja... ?

Ja jestem dzieckiem lat piecdziesiatych XX wieku. Swiat byl wowczas podzielony na dwa obozy. Kapitalistyczny i komunistyczny. O Trzecim Swiecie nie mowilo sie jeszcze wtedy tak powszechnie, choc pojecie to tez zrodzilo sie w latach piecdziesiatych. A wiec swiat podzielony byl na dwa wrogie sobie swiaty. Podzial nastapil w wyniku najwiekszej wojny w dotychczasowej historii, drugiej wojny swiatowej. Urodzilam sie w tym drugim swiecie, komunistycznym. Te dwa fakty naznaczyly mnie, choc jako dziecko nie wiedzialam na ten temat duzo. Ale pamietam rywalizacje tych dwoch swiatow. Zwlaszcza o "podbicie" kosmosu.

Tak, to pamietam najbardziej. Jako dziecko patrzylam na Ksiezyc i wiedzialam, ze ludzie tam sie wybieraja i ze jest to - ten FAKT - cos bardzo wielkiego. Po raz pierwszy w dotychczasowych dziejach calej ludzkosci nasz satelita byl nie tylko bogiem roznych wyznan, nie tylko kalendarzowym wyznacznikiem, czy tez obiektem westchnien zakochanych. Byl celem do osiagniecia, jak kilka setek lat wczesniej celem byly nieznane kontynenty.

Jak niegdys mlody Robinson Cruzoe, z glowa rozpalona wyobraznia, wsiadl 1 wrzesnia roku 1651 na obcy statek i rozpoczal przygode swego zycia, swoje zmierzenie sie z oceanem, tak ja, dziewczynka, nad ranem 20 lipca 1969, sama przed telewizorem, wsiadlam na statek kosmiczny i wyladowalam razem z jego zaloga na Morzu Spokoju. Na Ksiezycu. Naznaczylo mnie to na cale zycie. A wszystko zaczelo sie od wyobrazni (wszystko sie tam zaczyna). Wyobrazni karmionej ksiazkami. Dlatego za najwazniejszy wynalazek zeszlego tysiaclecia oglaszam druk, dzielo mincarza i zlotnika mogunckiego Johannesa Gutenberga. Najprawdopodobniej jest to faktycznie najwazniejsze osiagniecie (najbardziej znamienne w skutkach?) umyslu ludzkiego ostatnich dziesieciu stuleci.

Gutenberg pracowal nad swoim wynalazkiem lata cale. W roku 1454 swiat ujrzal Biblie powielona az 180 razy dzieki jego ruchomym czcionkom. W roku 1500 wydano juz okolo 40 tysiecy tytulow w nakladzie 8 milionow egzemplarzy. W drugiej polowie XX wieku wiedza zawarta byla w niezliczonych ksiegach, ksiazkach, pismach, w niezliczonych archiwach, bibliotekach, a takze w niezliczonych prywatnych mieszkaniach. Slowo pisane i dowolna liczbe razy powielane w nieprawdopodobny sposob poszerzylo wyobraznie ludzi. I to byl ten pierwszy horyzont, ktory otworzyl sie przede mna.




Kolejny horyzont byl zgola innej natury. Wychowalam sie w Krakowie tuz kolo Wawelu. Planty Dietlowskie dzielily miasto na dwie nieomal rozlaczne czesci. Z jednej strony Krakow, z drugiej krakowski Kazimierz, do poczatku lat czterdziestych dzielnica zydowska. Rojna, gesta, barwna, bogata i biedna, biedna i bogata. Jeden z najwazniejszych osrodkow mysli chasydzkiej w Europie. Synagogi, cmentarze, ulice, domy, podworka i ludzie, ludzie, ludzie. Gdy ja tam chodzilam, byla to dzielnica-widmo. Nam, dzieciom, nie wolno bylo przekraczac dietlowskiej granicy. Na Kazimierzu osiedlila sie dziwna spolecznosc. Na ulicach nie bylo bezpiecznie. Ale i tak sie zapuszczalam. Coraz glebiej, coraz odwazniej.

Dziwne nazwy ulic, sypiace sie kamienice, ciemne, cuchnace klatki schodowe. Cmentarze zarosniete zielskiem, zamkniete na glucho. Nikt na nie nie chodzil. Krzyze? Nie bylo na nich krzyzy. Byly wyblakle, niezrozumiale znaki na pokrzywionych nagrobkach. Znaki, ktorych nie uczyla nas szkola. "Co one znacza?" - pytalam doroslych. Opowiadali. Ze oto tuz przede mna byla tam tetniaca zyciem Atlantyda. Ze Krakow jeszcze przed kilkoma dziesiatkami lat byl zupelnie innym miastem. A swiat zupelnie innym swiatem. Siegnelam po kolejne lektury. Pojechalam (szkola pojechala) do nieodleglego, malego, niewaznego miasteczka Oswiecim, znanego swiatu pod straszliwa nazwa Auschwitz. Wrocilam dorosla. Odtad juz nigdy nie bede dzieckiem. Poznalam SILE RAZENIA HISTORII.




Ale to bylo pozniej. Na razie ladowanie na Ksiezycu jeszcze przede mna. Rywalizacja o podbicie kosmosu to byla z jednej strony Rosja, z drugiej Ameryka. O Rosji mowilo sie Rosja ("Zwiazek Radziecki" mowila szkola i brzmialo to sztucznie). Tu wabil kolejny horyzont. Niby my i Rosja to bylo jedno. A jednak kibicowalismy Ameryce. Ameryka byla jedna wielka kraina marzen. Ach, te paczki z Ameryki. I kino. Hollywood, niezyjaca juz a przeciez zywa Marilyn Monroe, westerny, kino, kino, kino...

A zatem nastepna wazna data tysiaclecia: 12 pazdziernika 1492 roku. Krzysztof Kolumb z pokladu "Santa Maria" odkrywa obie Ameryki. Dla nas. Sam najprawdopodobniej nie wie o tym; Ameryka nie zostaje nazwana jego imieniem. Kolumb umrze w biedzie.

Lecz sila, ktora pchala go do tak niepewnej wyprawy, musiala byc przeogromna. Nie zapominam tu o kolejnych Atlantydach: Z 50 milionow mieszkancow obu Ameryk w roku 1480, w XVII wieku zostalo zaledwie 4 miliony. Za to przez trzy wieki handlu niewolnikami, w niechlubnym trojkacie: Europa - Afryka arabska - Karaiby, przerzucono do Nowego Swiata miliony mieszkancow Afryki. Jedna trzecia z nich wliczona byla w straty, bo warunki owego przerzutu zblizone byly do piekla na ziemi, jak opowiadali ci, ktorzy "przerzut" przezyli.

Ameryka ponad 500 lat po "odkryciu", a raczej dokooptowaniu do Starego Swiata, bo przeciez byla wczesniej tam, gdzie byla, zyli tam ludzie i do glowy im nie przyszlo, ze dopiero musza zostac "odkryci" i to na swoja zgube, ta Ameryka w XX wieku wywindowala sie na lidera kultury. To ona dyktuje mody, stawia warunki, przewodzi. Czy ktos tego chce czy nie. Wszechobecna amerykanizacja jest faktem. Pierwsi europejscy osiedlency w Nowym Swiecie to byli niemalze stracency. To byli ludzie, ktorzy pokonywali strach, opuszczali miejsca urodzenia i szli w niepewne. Odrywali sie od rodzin, jezyka, korzeni, od kultury, w ktorej rosli i ktora ich zobowiazywala i wiazala. Rwali te wiezy i rozpoczynali od nowa. Mozna o Ameryce powiedziec co sie chce, ale jedno jest pewne: jest dynamiczna. Marzenie o Ameryce towarzyszylo mojemu dziecinstwu.

A kino podsycalo to marzenie. Dlatego kolejna wazna w moim (i nie tylko moim) zyciu data: 28.12.1895. Proby w roznych laboratoriach doprowadzily do tego, ze bracia Auguste i Louis Lumière pokazem filmu o pedzacej lokomotywie w paryskim "Grand Café" przy Boulevard des Capucines dla widowni zlozonej z 35 widzow rozpoczeli epoke kina. Nie zdawali sobie sprawy z wagi swojego wynalazku. Tymczasem to wlasnie dzieki "srodkowi transportu" jakim jest film "the American way of life" stalo sie z czasem "a global way of life". Wyobraznie wzbogacil swiat iluzji jakim jest swiat kina. Zaraz potem wynaleziono radio i juz tylko krok do pomyslu, ze skoro mozna na odleglosc przesylac impulsy elektromagnetyczne, ktore odbiera sie jako glos, to dlaczego nie obraz?

Tak nastal styczen 1928 roku. Inzynier Ernst F.W. Alexanderson i jego zespol wyemitowali "Live from General Electric's Radio Laboratories in Schenectady, New York..." obraz, ktory dotarl do trzech istniejacych wowczas odbiornikow telewizyjnych. Obraz ten to mezczyzna, ktory zdjal okulary, zalozyl je ponownie i puscil dym z papierosa. Obraz obiegl trzy ekrany podobnie jak dzis obiega miliony. Jeden obraz powielony miliony razy. Na zywo.




Wyobraznia ruszyla. I w niedlugim czasie oplotla cala planete. Gdy przyszlam na swiat, swiat otoczony juz byl niewidzialna gmatwanina fal opowiadajacych wszystko o wszystkich. Pierwsze czarno-biale filmy ogladalam u przyjaciolki, bo u nas w domu odbiornika telewizyjnego dlugo jeszcze nie bylo.

Kolejna data: 14.7.1789. Rewolucja Francuska pod haslem "Liberté, Egalité, Fraternité". Dla mnie wazna, jak dla calego swiata. Daleko posunieta rownosc spoleczna, rozwoj indywidualizmu, wolnosc osobista, wolnosc wyboru... wszystko to bylo juz w toku, gdy przyszlo mi ujrzec swiat. Nawet ten "gorszy", komunistyczny. Bez tego nie moglabym zawrzec wielu przyjazni, nie moglabym pewnie kochac kogo bym chciala, nie moglabym uczyc sie gdzie sie uczylam, mieszkac gdzie chce, a nawet ubierac sie jak chce.

A tu przychodzi mi do glowy kolejne osiagniecie w dziejach ludzkosci, ktore dokonalo sie przede mna: w roku 1848 Amerykanka Elizabeth Cady Stanton oglosila w Women's Rights Convention w Declaration of Sentiments and Resolutions dwanascie uchwal domagajacych sie rownosci praw kobiet i mezczyzn. Dwadziescia lat pozniej powstalo National Society for Women's Suffrage. Sufrazetki, emancypantki, feministki, i ja na koncu tej listy. Zdeklarowana feministka. A wlasciwie na dobra sprawe ja, wolny czlowiek o prawie nieograniczonych prawach i mozliwosciach. A za mna zostala Atlantyda szacowana na okolo trzy miliony mieszkanek, bo byly to glownie kobiety. W ciagu trzech wiekow polowan na czarownice stosy pochlonely tyle ludzi ile teraz wynosi polowa Szwajcarii. Czesto razem z nimi ginely w meczarniach takze ich zwierzeta, koty, psy, ktore tutaj tez chce oplakac.




Kolejna data "mojego zycia" jest niedokladna, jak niedokladny jest temat, ktorego dotyczy: lata 1503-1508. W latach 1460-1516 zyje w Holandii artysta malarz, Hieronymus Bosch. O jego zyciu wiemy malo. Nawet data urodzin jest niepewna. Pozostalo po nim okolo czterdziestu obrazow. Najslynniejsze to Ogrod rozkoszy i Sad Ostateczny. Porusza w nich tematy ostateczne: wcielenie Ducha. Boskie Swiatlo tchniete w Pierwszego Czlowieka. Bol i dramat istnienia. Temat ten jest odwiecznym przedmiotem SZTUKI. Jest zmaganiem sie ducha z materia. Asymptotycznym zblizaniem sie do Prawdy. Artysci podejma proby najprzerozniejsze. Bedzie ich wrecz nieskonczenie wiele. Koniec Swiata w obrazie artysty to niezliczone konce swiata ludzi. Wspolczesni Boscha okreslali swego genialnego "wspolmieszkanca" mianem "wariata." Ilez wojen i rewolucji potrzeba bylo, zeby moc spojrzec na jego sztuke, na sztuke w ogole, oczami wolnego czlowieka.

Ale to w "moim" swiecie. W tym, ktory 9.11.1989 powstal z dwoch swiatow polaczonych po zwaleniu muru berlinskiego. Jest jeszcze i "Swiat Trzeci." Trzeci, bo... wylaczony ze swiata. Tysiaclecie, ktore witamy, zapewne przyniesie (bo jakze by nie?) zintegrowanie i tego swiata w jeden swiat, jakim jestesmy. I mysle - tu pokusze sie o mala prognoze na przyszlosc - mysle, ze bedzie to wynikiem dialogu, jaki juz sie rozpoczal i jaki trwac bedzie miedzy kobieta i mezczyzna. W Tysiacleciu magicznej "Dwojki."

Tu kolejna "moja" data: rok 1998, ktory przyniosl swiatu debiut pisarki hinduskiej Arundhati Roy, Bog rzeczy malych. Ksiazke przetlumaczono na wszystkie najwazniejsze jezyki. Arundhati Roy pisze o zwalczaniu uprzedzen kastowych w Indiach, o zwalczaniu uprzedzen w ogole. "Zwalczanie" to meskie slowo. Pisarki takie jak Roy pokazuja, jak moze sie to odbywac na sposob "kobiecy." Coz znaczy "kobiecy"? A to, ze przemowila kobieta. Ani wiecej, ani tym bardziej mniej. I bedzie gadac przez cale nastepne tysiac lat. I oczekiwac feed-back'u. Bo warto razem gadac. Mezczyzni tyle potrafia! Kobiety rowniez! A ich dzieci... !?

Informacja w dzisiejszych czasach swiat obiega rownie szybko jak mysl. Wrocmy do roku, w ktorym mur berlinski nie byl jeszcze ani faktem ani przeszloscia, do roku, w ktorym Berlin szykowal sie do koszmarnej wojny narodu niemieckiego z "calym swiatem," do AD 1936. Bo w tym samym narodzie przyszedl na swiat niejaki Konrad Zuse. 26-letni samouk skonstruowal maszyne, ktora nazwal "Z1." Urzadzenie to "umialo" liczyc mechanicznie. Piec lat pozniej, gdy swiat szalal wojna, Herr Zuse nauczyl maszyne pracowac na impulsach elektrycznych. "Z3" "dawala sie" programowac. Tak powstal prototyp dzisiejszego komputera. Noosfera (noos = z gr. mozg, umysl), siec telematyczna (telekomunikacja + informatyka) w ciagu niespelna 50 lat oplotla cala kule ziemska.

Gdy pisalam te slowa, miliard mieszkancow planety Ziemia oczekiwal przy swych aparatach na obrazy z planety Mars. Immanentna kruchosc rzeczy sprawila, ze nie doczekal sie. Ale tylko tym razem. Po utracie ladownika, glowny uczony tego programu powiedzial "we're doing this to reach beyond ourselves" - "robimy to, zeby dosiegnac poza nas samych." Jest to, byl to prawie zawsze, proces nie powstrzymywalny.

To dzieki wirtualnej rzeczywistosci o jaka poszerzyla sie wyobraznia czytasz Szanowny Czytelniku te slowa. Zwoje, polskie pismo internetowe. Jego redaktor mieszka w Albercie w Kanadzie, autor wiersza - motta, Aphilommen (z gr. "Przyjaciel Ludzi") w Kalifornii, ja pisze te slowa w Szwajcarii. Nasza znajomosc zawarlismy przez Internet. Tak sie dzisiaj ludzie ze soba poznaja na terenie "globalnej wioski," ktorej jestesmy mieszkancami. Jak beda poznawac sie dzieci naszych dzieci? Jeszcze raz pokusze sie o prognoze: mysle, ze pokolenie zaczynajace zycie z 3 na poczatku daty swojego urodzenia moze byc pokoleniem szczesciarzy, ktorzy nawiaza kontakt z innymi we Wszechswiecie. Z innymi "Dziecmi Wszechswiata." Mysle, ze dialog trzeciego tysiaclecia ich do tego przygotuje. Pozdrawiam ich, ja mieszkanka "mojej" Atlantydy. Pozdrawiam, kazda kolejna Atlantydo, ktora bedziesz. Ave!





Post Scriptum: Kogo nie wymienilam? Prawie wszystkich: Kopernika, Pasteura, Einsteina... Gdy urodzilam sie ich dokonania byly oczywistoscia...








Copyright © 1997-2000 Zwoje