

|
"Uwaga! Uwaga! Przeszedl! Koma trzy!" Ktos biegnie po schodach. Trzasnely gdzies drzwi. Ze zgielku i wrzawy Dzwiek jeden wybucha i rosnie, Koluje jekliwie, Glos syren - w oktawy Opada - i wznosi sie jek: "Oglaszam alarm dla miasta Warszawy!" I cisza. Gdzies z gory Brzeczy, brzeczy, szumi i drzy. I pekl Glucho w glab. Raz, dwa, trzy. Seria bomb. To gdzies dalej. Nie ma obawy. Pewnie Praga. A teraz blizej, jeszcze blizej. Tuz, tuz. Krzyk jak strzep krwawy. I cisza, cisza, ktora sie wzmaga. "Uwaga! Uwaga! Odwoluje alarm dla miasta Warszawy!" Nie, tego alarmu nikt juz nie odwola. Ten alarm trwa. Wyjcie, syreny! Bijcie, werble, placzcie, dzwony kosciolow! Niech gra Orkiestra marsza spod Wagram, Spod Jeny. Chwyccie ten jek, regimenty, Bataliony, armaty i tanki, Niech buchnie, Niech trwa W plomieniu swietym "Marsylianki"! Kiedy w poludnie ludzie wychodza z kosciola, Kiedy po niebie wiatr obloki gna, Kiedy na Paryz ciemny spada sen, Ktoz mi tak ciagle nasluchiwac kaze? Ktoz to mnie budzi i wola? Slysze szum nocnych nalotow. Plyna nad miastem. To nie samoloty. Plyna zburzone koscioly, Ogrody zmienione w cmentarze, Ruiny, gruzy, zwaliska, Ulice i domy znajome z dziecinnych lat, Traugutta i Swietokrzyska, Niecala i Nowy Swiat. I plynie miasto na skrzydlach slawy, I spada kamieniem na serce. Do dna. Oglaszam alarm dla miasta Warszawy. Niech trwa! 1939 |


|
Umierali zwyczajnie i prosto. Krotko. Bolesnie. Ciemno. I teraz wiedz: dzieci, co tobie rosna ze smierci tej wskrzeszone sa, ktora nade mna codziennie szla martwa i wiecznie grozna. |
Jozefa Radzyminska, Slowa o czasie smierci (fragment)

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||