
Biedronka na sniegu (*) jest dalszym ciagiem tamtej ksiazki. Jestesmy w tym samym poetyckim swiecie, wsrod dzwiecznych aliteracji, celnych, zaskakujacych przerzutni, zmyslowych epitetow i urealniajacych opisow. Jest to materializujacy sie w wierszu "swiat szczelnie wypelniony soba." Sa w tej poezji wersy, zdania, frazy, ktore powtarza sie po raz drugi i trzeci, tak zdaja sie wzorcowe, albo brzmia jak inkantacja (i to nie tylko zamykajacy tom przejmujacym echem refren: "Splatajqc sie w strumienie / Splywajq wody z gor").
Szuber pyta, jak wielu innych: jak okielznac czas. Pytania takie zadaje jednak poza (przed) tekstem. Wiersze sa odpowiedziami. Kaskada czasu jest w tej poezji trojstopniowa. Pierwszy - to czas terazniejszy wydarzen obecnych i czas pisania. Drugi czas dziecinstwa, lat chlopiecych, wczesnej mlodosci, oddzielony ostra granica choroby i spowodowanego nia unieruchomienia. Wreszcie trzeci - czas historyczny: wlasnych prababek, historii rodzimej i historii sanockiego powiatu. Wszystkie sa przywolywane, uobecniane w iluzji utworu, a iluzja czasu terazniejszego jest rownie sugestywna jak pozostalych. Powstaje swiat jednolity, z wlasnym czasem i przestrzenia. Moze on przywodzic rozne literackie paralele, mnie najbardziej przypomina Faulknera. Podobna tu nostalgia za materialnoscia rzeczy i ludzka cielesnoscia, ktore przeminely, podobna zmyslowa iluzja.
Realizuje ja Szuber poprzez wlasna, lekko archaizowana metaforyke. Mowi podmiot: twoje paznokcie sa jak platki rozy." I potem: "Swieci oschla rozeta w kamiennym portalu." Epitet "oschla" jest tu zwornikiem obrazu, uczuc, znaczen; odnosi sie wpierw do architektonicznej rozety, ale takze do architektury calego kosciola, do rozy-rosliny i do adresatki. Oddzialuje na cala siec wzajemnych relacji.
A oto zmyslowa i mizerabilistyczna martwa natura z owocami: "Pod sina chmura sine jadra sliwek / Z popielatym nalotem i lepka szczelina / Tam slodkie strupy brudnego bursztynu." Kobieta myje schody przed kolejna niedziela: Kiedy przysiadajac na pietach badala / Pilnie schnaca powierzchnie, bielaly klepki / Slojami mory, a ona cofala sie tylem / Schodek po schodku coraz nizej." Zmienione w metafore porownanie slojow w drewnie wymytych schodow do falujacego deseniu na jedwabnej tkaninie, z ktorej szyje sie suknie wieczorowe - to zaskakujaca obserwacja dokonana przez mowiacego (piszacego) i zarazem charakterystyka myjacej schody, jej marzen.
Wszystko to wprowadza lekka patyne, a jednoczesnie epitety, przenosnie, obrazy nie sa nasladowaniem, sa wlasne, odkrywcze, trafne. Swiat, jaki w ten sposob powstaje, nie jest antykwaryczny. Stosunek do niego staje sie epicki. Ludzie, ktorych Szuber w swej poezji przywoluje - zyja wlasnym zyciem. Egotyzm wlasciwy liryce zastepowany jest wspolczuciem (w bachtinowskim sensie) epika. Obok ciotki R. ( Paradygmaty rodzinne) pojawiaja sie: ck nadradca Rother, po ktorym zostal kufer podrozny, panna Teodozja D. i dziewczyna, tytutowa Biedronka, ktora, jak sie zdaje, calkiem niedawno - zartujac - umierala na raka.
Sa w tej ksiazce takze inne motywy, znane juz z Chlopca mieszajacego powidla, a tu stanowiace sygnaly kontynuacji i spojnosci. Obrzedy polnocnych Indian, poznane z uczonych ksiag etnografow, rozwijaja jakby i transformuja pasje z dziecinstwa, gdy chlopcy sledzili "zaczajonych w pokrzywach czerwonoskorych / O podrapanych lydkach i lukach ze sklejki." Znajdziemy cytat z tak czesto wczesniej przywolywanego Davida Artura Coyrreny... Swiat iluzji Szubera tworzony jest bowiem ze starych fotografii znajdowanych na strychu, z dawnych ksiazek o rodzinnej okolicy i z ksiazek podroznych, ktore go fascynuja, z jakichs wierszy, wlasnych wspomnien, listow do i od znajomych. Z tego wszystkiego, nasyconego emocjami, dramatyzmem, powstaje swiat artystycznie pelnokrwisty, a wiec nie zastepczy, lecz odpowiadajacy, jak kazda pelnowartosciowa sztuka, prawdzie terazniejszego zycia.
Czy te historyjki o ludziach dzisiejszych, dawnych i bardzo dawnych (jak Fienna Pelczyna czy Jakow Bawolak) lacza sie w jedna wielka opowiesc? Nie wiemy, czy sie lacza, nie musimy wiedziec. To swiat opowiada nam swoja wielka opowiesc. Powstaje epicka iluzja porzadku, pozadana, upragniona, potrzebna, przywolywana z taka sila, z taka wewnetrznq pasja, ze realizujaca sie w tych wierszach. Wobec tej opowiesci mozliwa jest tylko autorska postawa radosnego zdumienia "w najbanalniejszych nawet sytuacjach, / Ze na to patrze, ze w tym uczestnicze, / Ze to istnieje w sposob tak konkretny" - pisal w poprzednim tomie w wierszu Iluminacja.
Ale sa w Biedronce na sniegu elementy nowe, a moze tylko mocniej niz dawniej eksponowane: aluzje do filozofow, wprost podejmowana problematyka ontologiczna, eschatologiczna. Wielka opowiesc swiata nie ciagnie sie dla nas bez konca, realizuje sie w osobniczych wariantach. Kazdy zas z tych wariantow musi miec zakonczenie.
W wierszu Do Piotra Matywieckiego (trudno sobie wyobrazic wiekszy kontrast poetyk i wyobrazni niz Szubera i Matywieckiego!) Szuber podejmuje obrone swojego swiata konkretu: swojego imienia - zamiast "wieloznacznego 'ja'." "Kwitnacej czeremchy w dolinie Tyrawki, / Zlobionej torpedami kolejnych pokolen pstragow" - zamiast "wiosla Odysa albo drzazgi psalmu." Imie wlasne podmiotu i rzeczywistosc (wielka opowiesc) swiata stanowia nadzieje. Nie ma - przynajmniej dla kreujacego podmiotu - innej rzeczywistosci nad te konkretna. Jej przeciwienstwem jest nicosc. Moge wiedziec, ze "ja" - to "fakt moralny, poddany biologii," ale nie jest to prawdziwe, konkretne; za to wiem, ze deska, ta nie inna / Moze ratowac od abstrakcji. / I tylko na niej rosnie moje, / Mnie dzierzawione, pojedyncze 'jestem'" (Zaulek). Jestem... bede? Tu wiersz jak z Aleksandra Wata (jego to dukt): I nadzieja wbrew nadziei, / ze On - Spas Nierukotworny - / Od nicosci nas wybawi. / Zywy przejde wrota smierci" (Oktostych). I nie wiadomo, czy jeden dobry wers moze sluzyc za prywatna droge do zbawienia, lecz z pewnoscia jeden dobry wers (wlasnie on, a nie mgielka nastroju spowijajaca caly utwor) jest tym, co poeta - jako poeta wlasnie moze uczynic najlepszego, by przeciwstawic sie nicosci, aby dostarczyc prostego dowodu na istnienie." Takie przekonanie, poswiadczane praktyka poetycka, dzieli Szuber m.in. z Czeslawem Miloszem.
Jest w wierszach Janusza Szubera szczegolna, piekna, meska powsciagliwosc, wypracowana, decydujaca o ich moralnej oraz estetycznej formie. W Ekshibicji wtorej mowi autor o swojej sytuacji, o sobie fizycznym, po to, aby spojrzec takze na siebie jako na przedmiot, tak jak i inne, doskonale wypelniony soba. Potem konkludowac: "co za roznica: w sobie czy dla siebie, / Jezeli osobno, na zewnatrz, poza najwazniejszym." Owo "najwazniejsze," w ktorym winienem byc, pojawia sie w tym tomie jako postulat wynikajacy z ludzkiej tesknoty, ale takze jako wynik poczucia braku w swiecie przeze mnie kreowanym, swietnym, zmyslowym i - z jakiegos immanentnego stanowiska samospelniajacym sie, gdyz dla zachwyconego obserwatora doskonale wypelnionym soba."
Do poczucia takiego braku mozna dojsc poprzez zyciowe doswiadczenie (to jest wazniejsze i zapewne przyczynowo pierwotne), lecz rowniez poprzez wlasna sztuke, gdy budowany swiat zamienia sie w kaskade, a rytm - bedacy emocjonalnym, swiadomie wznoszonym dla tego swiata rusztowaniem - zaczyna nagle dzialac niezaleznie, jako z zewnatrz przychodzace zaklecie: "Splatajac sie w strumienie / Splywaja wody z gor"...
Nie tym jednak watkiem chce zakonczyc recenzje, lecz pochwala Szuberowskiej kreacji sanockiego powiatu, powolanego w tej poezji do szczegolnego zycia, powiatu, do ktorego przybywam jak do czegos prawdziwszego niz ziemia mego wlasnego dziecinstwa -- z tortem Fedora i pachnacym wanilia cwibakiem. Do sepiowych fotografii, do prawdziwego nastepstwa pokolen. Aby zas rzeczywiste, odpowiedzialne ich nastepstwo moglo sie dokonac, musza zostac na chwile, na moment, na czas zycia utworu (wiec na czas jednej albo ilus tam epok literackich) czy moze na wiecznosc sztuki - wskrzeszone.
Nowe ksiazki 4/1999, Warszawa, kwiecien 1999.
(*) Janusz Szuber, Biedronka na sniegu. Wydawnictwo a5, Krakow 1999; przy wspoludziale Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie (Toronto).

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||