WYRWANE Z NICOŚCI





WOJCIECH LIGĘZA


To, co nie istnieje - istnieje, co minęło powraca w widzialnym kształcie, co ulega rozpadowi - trwa w czułym, uważnym i dokładnym zapisie poetyckim.(*) Tak określiłbym najważniejszy paradoks w poezji Janusza Szubera. W mgnieniu obrazu, w błysku trafnej frazy śmiertelni zyskują złudną nieśmiertelność. Chwile wyłamują się z praw przemijania. Bezpańskie przedmioty znów świadczą o czyjejś zapomnianej obecności.

Fantastyczna archeologia poetycka nie jest liryczną specjalnością Szubera. Poeta zdecydowanie odrzuca wolne igraszki wyobraźni oraz kunsztowne konfiguracje metafor, gdyż lekkomyślny demiurgizm oraz zadufany estetyzm oddalają się od konkretów, które przecież muszą wylegitymować się istnieniem obiektywnym. Innymi słowy, punktem wyjścia poetyckich dociekań jest często jakieś świadectwo utrwalające ślady rzeczywistości prawdziwej: fotografia, zapis użytkowy, tekst literacki, opowieść rodzinna, ustna tradycja regionu. Kapryśne są reguły ocalania przeszłości, gdyż nie sposób odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zachował się ten czy ów błahy pozornie relikt, a wszystko inne, być może o znacznie większej doniosłości, bezpowrotnie przepadło. Wyblakłym wizerunkom minionego świata Szuber stara się przywrócić blask i znaczenie, zaprowadzić ład w krainie przypadku, z okruchów zdarzeń zbudować całość opowiadanej historii.

Scena z prowincjonalnego burdeliku (Brama powietrza), dostojnie upozowana grupa rodzinna (Protoplaści), zbiorowy portret uczennic na majówce (Eliasz Puretz fotografuje ...), zdjęcie dwóch anonimowych żołnierzy na tle kiczowatego landszaftu (Pardubice 20 maja 1916), "zatrzymany w niespełnieniu / na progu dojrzałości" młodzieniec w mundurze Wehrmachtu (Kuzyn Bubi), album domowe (Mama i tato) - nie ma tu przedstawień mało istotnych. W wierszach Janusza Szubera uderza pietyzm wobec szczegółów. Archiwista o swym zbiorze wiedzieć musi wszystko: dokładność staje się miarą intymnego obcowania. Zresztą i materialna postać fotografii (rozmiar, stan zachowania, pieczęcie atelier, odręczne inskrypcje) zostaje rzetelnie opisana. Liczy się tyleż krój mundurów i sukien, co krój pisma na odwrocie fotograficznych odbitek. Ślad ręki, cień istnienia.

Miłość do tych pamiątek jest nieco wstydliwa, naznaczona klęską utraty. Rzewne i naiwne, bo pogodzone z magią chwili, wcielenia rozkoszy, uosobienia mieszczańskiego zacnego ładu, alegorie wdzięku i pożądania, brutalnie zostaną odarte ze złudzeń. Oglądający fotografie zna niewesołe dalsze ciągi, dysponuje okrutną wiedzą o złych zakończeniach. Chcąc odegnać marę, poeta posługuje się melancholijnie ukierunkowaną ironią: układa odę ku czci dawnych mód i rzemiosł, śpiewa pochwałę zuchwałych zmysłów, które nic nie wiedzą o starczym uwiądzie. Ale w istocie prześwietlanie przeszłości służy w lirykach Szubera podjętej z powagą refleksji o śmierci, bólu i przemijaniu.

W tej liryce fotografia oraz malarstwo portretowe wspierają sposób widzenia świata. Technika składania "wielkiej całości" przypomina oglądanie albumu bądź zwiedzanie galerii obrazów. Wyznania poświęcone zauroczeniom miłosnym i estetycznym posiłkują się aluzjami do przedstawień sztuki albo kreują słowne odpowiedniki malarskich studiów nad modelem (Kasiński kamień oraz T. W., 1996). Istota poetyckiego wyprowadzania ludzi z niebytu może być określona za pomocą terminologii sztuk pięknych ( Barona portret trumienny). Malarstwo inspiruje do rozmyślań o biologicznym dziedzictwie gatunku i dumnym, przyjmowanym na wyrost poczuciu podmiotowej odrębności. Opętane obsesją rozpadu ciała, fantasmagoryczne i bardzo ekspresyjne malarstwo wyzwala barokowy koncept (Stojąc przed obrazami Zdzisława Beksińskiego).

Do osobnego rodzaju wierszy należą delikatne żartobliwe wariacje na tematy malarskie (Twarz Infantki, Historia, z której nic nie wynika). Na marginesie zaznaczmy, iż z wielkim zamiłowaniem Szuber opisuje szaty oraz stroje. Podziwiamy desenie tkanin, niemal dotykamy faktur welwetu, batystu, brokatu. Oko przyciąga barwa materiałów, cieszy udrapowanie tej "miękkiej architektury." Wszelako cuda krawieckie nie zakryją nędznej kondycji ludzkiej: kostium to podejrzany sobowtór osoby. Gdy trzeba wybierać między pięknym fałszem a mało apetyczną prawdą, przeciwstawienie stroju i nagości w pełni się tłumaczy. Nawet ciało jest naszym kostiumem. Przeto obnażenia mają swoje stopnie. Istniejąc w "klamrze narodzin i śmierci" (Klara), ubieramy się w ciało, a następnie z ciała rozbieramy.

W wierszach Janusza Szubera ważną rolę odgrywają także konstelacje cytatów literackich i obszary mowy potocznej. Świat przyswojony w języku, przekazany w pewnym kształcie retorycznym, a zatem jakby odziedziczony po przodkach, wchodzi w szereg relacji z naszym odczuwaniem współczesnym. Jest darem, którego nie można zmarnować. Składają się nań ukraińsko-polskie lingwistyczne pogranicza, żydowskie mazel tow, prowincjonalna mowa Galicji, łacina ksiąg parafialnych i podręczników biologii, klasyczna greka, Pieśń nad pieśniami, brzmienia i rytmy wysokiej poezji. Rozlega się gwar głosów złożonych z kiedyś wypowiedzianych i teraz ponowionych kwestii w dramacie istnienia, przemawiają zapomniane pisma, błyszczą mądrością i pięknem literackie przytoczenia. Wszystko na jednym poziomie: okrzyki ulicznych handlarzy, napomnienia mądrych ciotek, stare przewodniki, eddy i sagi staroskandynawskie, mistrzowie zen, przywoływane dzieło Czesława Miłosza. Twórcy wielcy i mniejsi: Horacy obok Wincentego Pola.

Nie ma rady, poeta musi występować w chórze. Jego głos to dopełnienie innych głosów. Skupione słuchanie jest prawie równoważne z mówieniem. Kontemplacja słowa uczy pokory oraz rozumienia tego, co świat pragnie nam zakomunikować, ale również wielomówny kontekst wymaga od poezji, by niepowtarzalne wartości artystyczne, swoista składnia oraz indywidualny wyraz nie dały się pomylić z czym innym. Tylko dla porządku dodam, że z tej trudnej próby Janusz Szuber wychodzi zwycięsko. Zmysłową urodę słowa, dyskursywny, zdystansowany komentarz, medytacyjno-mistyczne otwarcie na tajemnicę, precyzję wyrażania, świadomość warsztatu odkryjemy niemal w każdym wierszu z tomu O chłopcu mieszającym powidła.

Charakterystyczna dla Szubera jest poetyka centonu. Mozaika wypisów z prac etnologów, krajoznawców i poetów tworzy intrygujący, polifoniczny poemat o Ziemi Sanockiej ( Las wielki i niedźwiedziów dosyć, natomiast w Nieruchomej podróży wejście w baśniowy świat c. k. Galicji odbywa się za pośrednictwem przewodnika używanego przez pasażerów kolei. Ten autentyk, który jest zarazem dziwnym zabytkiem językowym, pozwala przenieść się w nieodległą, lecz egzotyczną przeszłość. Z lektury opisów krajobrazowych, anonsów i reklam wyłania się obraz Arkadii anno domini 1906. Arkadii ze skazą, gdyż zachwalana "kraina dostatku i krasy" nie istnieje, rozwiała się, przepadła. Do tekstu użytkowego Szuber dopisuje metafizyczną glossę. Świadkowie zniszczenia, spektatorzy nicości srogie urzędowe ostrzeżenie zgodnie uzupełnią narzucającym się wnioskiem: "zabieranie 'Przewodnika' z wagonu pociąga / za sobą dotkliwą karę. No i zostaliśmy / ukarani dotkliwie i przykładnie. / Wszyscy, bez wyjątku".

Lirykę Janusza Szubera przenika wszechobecny żywioł epicki. Podejmowany tu zostaje wciąż od nowa wątek opowieści o ludziach i dziejach, miejscu (okolicy, regionie) i nieobjętym świecie. Kronika rodzinna staje się równocześnie przypowieścią o kondycji biednych ludzi, opowiadanie biografii przechodzi w namysł nad przemijaniem wszelkich rzeczy, w obserwację samego siebie, który odchodzi, stopniowo zanurza się w niebyt. Umieszczone w rygorach wiersza biografie spotykają się u Szubera z miniaturowymi nowelami poetyckimi, w których, jak w klasyce gatunku, jądrem konstrukcyjnym są dzieje przedmiotu. Zdarzenia w skali lokalnej nie są wcale uboższe w ładunek dramatyczny i wymowę szczegółu niż homerycki epos (Któregoś wieczoru). Nietrwałe żywoty muszą szukać szansy przetrwania. Wnikają w krainy archetypu, legendy, literatury. Nasze cierpienia i radości wpisują się w historię mityczną, a doświadczenia powszednie zaczynają bytować w obszarze kultury. Sny o wtajemniczeniach i obrzędach pierwotnych, reminiscencje z mrocznych barbarzyńskich podań podporządkowane są poetyckiej metodzie Szubera. Otóż Galicja poety na wzór "archaicznych" kultur zyskuje wymiar uniwersalny. W literackim micie, jak w bryłce bursztynu, przechowana zostaje żywa obecność czasów przeszłych. W Szubera szkicach do epopei czyny i uczucia są prawdziwe - dzikie, namiętne, rozważne, heroiczne. Rozmaite, lecz zawsze pełne solenności i znaczenia.

Losy bliźnich u Szubera z reguły porównywane są z osobistymi dziejami. Rodzi się pytanie, co naprawdę na tym świecie do nas należy, na czym polega, jakby powiedział Czesław Miłosz, "mojość"? Wzór biologiczny specjalnie jednostki nie wyróżnia (genotyp to jednak sztanca), a scenariusze dziejów czynią z nas marionetki. Może argumentem na rzecz ocalenia jednostkowej tożsamości jest zaimek dzierżawczy, jak z ironią konstatuje Szuber w wierszach Klara oraz Drzazga. Zwrócić uwagę należy na podwójną perspektywę wiecznej chwili i upływającego czasu, obcości wobec wcześniejszych wcieleń i związku z promiennym, ufnym chłopcem, który niegdyś przeżywał inicjacyjne misteria. Złudne jest spotkanie "ja" dawnego: chłopiec to przedmiot działań, dorosły to podmiot refleksji.

Ale również tajemniczy rozziew tworzy się pomiędzy umysłem, który pragnie rozumieć, a zachwyconymi zmysłami wydzierżawionymi na krótki termin: "Ciepłem i cieniem na przemian dotknięty (... ) Na siebie siedzącego patrzyłem zza drzewa / Czując zapach kory i zbutwiałych liści / spętany na rzecz wolności świadczyłem przed sobą" (Zapach kory). Język paradoksu najlepiej oświetla tę skomplikowaną relację. W lirykach Janusza Szubera epifaniczna chwila ma wartość szczególną. Zdaje się wówczas, że rzeczy utracone, obecne i niepojęte jednoczą się, współistnieją w naszym zachwyconym spojrzeniu. W przeżywanym momencie wszystko jest przejrzyste, w królestwie imperfectum nic nie przepada. Poezja przeciwstawia się nicości. Zresztą o wiele lepiej wyrażone to zostaje w tytułowym wierszu O chłopcu mieszającym powidła: "nieuwaga jest grzechem nie do wybaczenia a każda drobina czasu ma wymiar ostateczny".


Nowe książki 4/1999, Warszawa, kwiecień 1999.





(*) Janusz Szuber, O chłopcu mieszającym powidła. Znak, Kraków 1999.








Copyright © 1997-2007 Zwoje