Publikujemy w tłumaczeniu z angielskiego wykład z roku 1998 o polonezach Chopina Marka Jabłońskiego, wielkiego pianisty. Przekład ten został dokonany przeze mnie po śmierci Marka Jabłońskiego z nagrania tego wykładu oraz z krótkich notatek Autora do niego. Tekst ten nie jest więc autoryzowany przez Autora, nie mniej jednak moje zredagowanie go ograniczone zostało do minimum. Zachowane zostało możliwie dosłownie słownictwo i mówiony styl Autora.

Podczas wykładu Marek Jabłoński zagrał na fortepianie obszerne fragmenty omawianych siedmiu Polonezów Chopina. Tego koncertu nie da się oczywiście tutaj przekazać.

Fragmenty z dziennika Chopina (w moim przekładzie z angielskiego), pochodzą z tekstu zamieszczonego książce: George R. Marek, Maria Gordon Smith: Chopin, Harper&Row Publishers, New York, 1978, z której Marek Jabłoński odczytał je podczas tego wykładu.

Tytuł tego tekstu pochodzi ode mnie i jest próbą oddania bardzo osobistego podejścia Artysty/Autora, mojego Przyjaciela, do muzyki Fryderyka Chopina.

Andrzej Kobos





150 lat temu, 17 października 1849 zmarł Fryderyk Chopin



CHOPIN MARKA JABŁOŃSKIEGO





MAREK JABŁOŃSKI


Przez długi czas miałem problem z Chopinem, który rozwiązałem dopiero niedawno. Dawniej grałem tu i tam różne utwory Chopina, tę sonatę czy tamto scherzo, i którąś balladę, ale muszę wyznać, że zawsze byłem zakłopotany moją reakcją na kody ballad, i tym, co działo się ze mną podczas koncertów. Innymi słowy, zawsze zdawałem się przeżywać rodzaj niewiarygodnego emocjonalnego wykrwawienia. Pociłem się grając i niekiedy myślałem "bang! ja wyrywam trzewia z tego fortepianu." Gdy przyszło do grania 24 Preludiów, byłem już zupełnie zdezorientowany, co tu się dzieje, co popycha mnie to tej emocjonalnej skrajności. Nawet ludzie przychodzili i mówili mi, "to jest Chopin, jakiego nigdy nie słyszeliśmy." Czasem w tym pocie i napięciu zaczynałem myśleć, że coś tu jest źle, jest tutaj jakaś sprzeczność: Chopin był osobą raczej delikatną, był człowiekiem osiemnastego wieku, nie mogę go sobie wyobrazić grającego na fortepianie w taki sposób, z rozwichrzonym lokiem na głowie. W szczególności otoczenie w którym występował, wielkie salony Paryża, damy, które czarował pokupnymi walcami, nokturnami i rondami, wydawały mi się nie pasować do takiej muzyki. Ale ilekroć próbowałem modyfikować moje podejście, grać klasycznie w formie, dopasować się do takiego świata, w którym osiemnastowieczny kompozytor pisałby w wieku dziewiętnastym, nieco klasycznie w formie, dostosować się do takiej koncepcji Chopina, wychodziło to jeszcze gorzej. W ogóle nie pasowało. I tak, ponownie znajdowałem się w emocjonalnym wykrwawieniu, aż w końcu mnie oświeciło: Dopasowywać to do jakiegoś gentlemeńskiego odlewu, byłoby rozwodnieniem samej przyczyny istnienia tej muzyki.

Przeczytałem kilka biografii Chopina. Czytałem pewne rzeczy, wiedziałem o nich, ale jest jeden znaczący, szczególny aspekt, bardzo istotny, który w końcu przyszedł mi na na myśl: Nie ma jednego Chopina, jest ich dwóch.

Definitywnie jest jeden Chopin, salonowy pianista par excellence. Absolutnie oszałamiający pianista, który potrafił zrobić technicznie z fortepianem wszystko, lepszy niż którykolwiek pianista jego czasu. To jest Chopin, który napisał kilka młodzieńczych Polonezów, Grand Fantasy on Polish Airs, Opus 13 (1828), w których jest fortepian z delikatnym, spokojnym tłem - bardzo eleganckie utwory, w ogólności, wczesne utwory napisane na fortepian i orkiestrę, tradycyjne instrumenty osiemnastego wieku.

I potem przychodzi coś innego, mamy Ballady, mamy Scherza. W końcu przyszło mi na myśl: "nie napinaj się tak, te utwory mają w sobie nawet więcej wykrwawiania się niż kiedykolwiek dotąd sobie wyobrażałeś." Myślę, że takie miały być, tak właśnie Chopin je zamierzał. Sądzę, na przykład, że Ballada g-moll jest jedną z najkrwawszej muzyki napisanej w XIX wieku. Muzyczny dowód tego jest obfity w krzyczących harmoniach. To jest muzyka przestraszająca swoim napięciem. I z pewnością jest w niej przesłanie: "Nie wolno powstrzymywać emocji." Tylko wtedy, kiedy zda sobie z tego sprawę, interpretator może pozwolić sobie na grę z prawdziwą pasją i może spełnić to, co było zamierzeniem Chopina. I naprawdę myślę, że przełomowym momentem u Chopina była ta noc w Stuttgarcie, o której opowiem za chwilę.



Nieznany autor: Frédéric Chopin, 1831, pastel.

* * *

Aby zrozumieć ducha prawie każdej muzyki, bardzo ważne jest poznać, wczuć się w kulturowe tło tej muzyki i jej kompozytora, poznać historię, mieć dużo wyobraźni i wyczucia tego, co istotnie wpłynęło na życie kompozytora, i co motywowało, że żył tak, a nie inaczej. Myślę z całą pewnością, że do wszystkich dzieł sztuki powinno podchodzić się z dwóch stron: jednej - analitycznej, i drugiej, używając wiedzę historyczną i wyobraźnię, próbować zrozumieć, jak to wszystko autor mógł odczuwać, jak to się wszystko wydaje razem układać.

I oczywiście tutaj stare pytanie: "Czy musisz być Polakiem, żeby grać Chopina?" Być może niekoniecznie, znam wielu Polaków, którzy nie grają Chopina! Ale jest dobrym pomysłem, by dowiedzieć się, co działo się w tamtych czasach, ponieważ czasy, w których żył Chopin były specjalne i został on mocno ukształtowany przez ówczesne wydarzenia.

Proszę więc pozwolić mi opisać wam pewne sprawy. W latach 1790. nastąpiły ostateczne rozbiory tego, co wówczas było Polską. Ogromny kraj, ogromny naród, terytorium, zostało zabrane, rozdzielone między trzy mocarstwa: Rosję, Niemcy albo Prusy i Austrię. Trzy potężne królestwa zdecydowały, że nie będą dalej tolerować w samym środku pomiędzy nimi owego bezużytecznego, kłopotliwego dla nich kraju. Poczęstowały się więc Polską trzykrotnie, aż nic z niej nie zostało. Ówcześni Polacy nie zrobili wiele, żeby się temu przeciwstawić, aż stało się za późno. Zareagowali na to zbyt późno.

Jest dużo o Polsce w tym wykładzie, ponieważ nie wyobrażam sobie, jak można by oddzielić Polonezy od Polski. Po prostu nie da się, przepraszam. To nie jest dęcie w etniczny róg, to są fakty historyczne, których poznanie jest chociażby tylko interesujące.

Gdy jakiś naród straci zupełnie niepodległość i zostaje zajęty przez inne, zachodzą pewne wydarzenia. W następnym pokoleniu naród ten przechodzi do mitologii, to następne pokolenie zaczyna uważać, że był jakiś akt boży. Nawet tutaj w Kanadzie mamy podobną sytuację z Natives, rdzenną ludnością. Tak czy inaczej, była wówczas w Polsce wielka mitologia, obfitość rozmaitych ruchów filozoficznych, męczeńsko-religijnych ("Bóg to uczynił wybranej Polsce"), konspiracji, planów powstań, w końcu powstań.

Jest łatwo sobie wyobrazić co się działo w czasach kiedy urodził się Chopin. W dwa lata później Napoleon pomaszerował na Rosję. Oczywiście, w zamian za obietnicę przywrócenia niepodległości, tysiące Polaków przyłączyło się do niego, uformowało legion i poszło z nim do Rosji, aby tam doznać katastrofy. Wielka armia została pokonana, wycofała się z Rosji. Wyobraźcie sobie załamane nadzieje, powrót do gorzej niż punktu wyjścia. Wszystko to wisiało ciągle w powietrzu, życie koncentrowało się wokół tego, wszystkie rozmowy, cała polityka, religia.

W tym czasie młodziutki Chopin komponował już małe Mazurki, małe Polonezy. Nieco później napisał Krakowiak na fortepian i orkiestrę, Wielki Polonez na fortepian i orkiestrę, Grand Fantasie on Polish Airs. Jako kompozytor, posiadał solidne podłoże, fundament, w muzyce Bacha, którą rozumiał i kochał. Jego profesor, Józef Elsner, wykształcił go dogłębnie w harmonii i kontrapunkcie i Chopin był w tym mocno osadzony. Młody Chopin był pianistą i kompozytorem najwyższej klasy i zdawał sobie z tego sprawę. Zapewne myślał coś takiego: "Będę pisać jak Bach, muzykę do tańców, kilka polskich tańców tu i tam, zamiast fug będę pisać mazurki." Debiutował w Wiedniu, odtąd był cały krąg czarujących, arystokratycznych salonów i widowni tego okresu.



Eugene Hummel: Frédéric Chopin, 1830, akwarela.

W roku 1830 wybuchło w Warszawie Powstanie Listopadowe przeciwko Rosji. Wielkie powstanie, które przeszło w prawdziwą wojnę z Rosją. Początkowo powstanie miało sukcesy wojskowe, znowu zostały rozbudzone ogromne nadzieje.

Jeszcze z Wiednia chciał Chopin wracać do Polski, tak jak jego przyjaciel od dzieciństwa, Tytus Woyciechowski; dosiąść konia i walczyć w powstaniu. Dzięki Bogu, rodzina i przyjaciele wyperswadowali to fizycznie kruchemu Chopinowi. Przekonali go, że był bardziej pożyteczny jako kompozytor, niż jako martwy ułan. To wielkie szczęście dla nas, że Chopin ocalał, nie został wtedy gdzieś zabity, wdeptany w błoto. Wojna jest straszna.

Aż pewnego dnia, we wrześniu 1831 roku coś zdarzyło się w Stuttgarcie. Dowiedział się tam o klęsce Powstania Listopadowego, o klęsce pod Warszawą polskich wojsk Chłopickiego z armią rosyjską. To było szczególnie krwawa klęska, przede wszystkim dla ludności cywilnej, przerażająca dla Chopina.

Jego pamiętnik z tego okresu pozwala wejrzeć w stan jego ducha, ukazuje głębiej, jak działał jego wewnętrzny duch. Wewnątrz był on storturowanym młodym człowiekiem. Posłuchajcie, co mówi:

"Jakie dziwne! Na tym łóżku, na którym będę leżał, spał już niejeden umierający człowiek, ale dzisiaj ono mnie nie odrzuca! Kto wie jakie zwłoki leżały na nim i przez jak długo? Ale czy trup jest coś gorszy niż ja? Trup również nic nie wie o ojcu, matce, siostrach albo Tytusie. Ani trup nie ma ukochanej. Nie może rozmawiać w swoim własnym języku z tymi, co są wokół niego. Trup jest blady, jak ja. Trup przestał żyć i ja także mam dosyć życia - dosyć! Dlaczego żyjemy tym nędznym życiem, które nas pożera i służy tylko temu, żeby nas obrócić w zwłoki."
Chopin był niezwykle pochłonięty śmiercią, miał ogromny lęk śmierci. Później, w roku 1838, okazało się to podczas jego koszmarnych wakacji z George Sand na Majorce. Wszystkie Preludia, Sonata b-moll, Opus 35, są bardzo mocne, są po prostu jednym z najbardziej obrazowych opisów śmierci, jakie kiedykolwiek zostały napisane w muzyce.



Bolesław Biegas: Marsz żałobny Chopina, 1902, rzeźba w gipsie.

Dalej, Chopin opisuje w pamiętniku co stało się podczas powstania.
"Ojcze! Matko! Siostry drogie. Wszyscy wy, którzy jesteście mi najdrożsi, gdzie jesteście? Może trupy? Może Rosjanin oszukał mnie! Oh, czekajcie, czekajcie! Co to jest? Łzy? Od jak dawna płyną! ...

Napisałem te linijki wyżej, nie wiedząc, że wróg dotarł do mego domu! Przedmieścia wzięte szturmem, spalone.

O, Boże, Czy Ty jesteś? Ty jesteś, ale się nie mścisz. Czy nie widziałeś już dosyć tych rosyjskich zbrodni - albo - albo czy Ty sam jesteś Rosjaninem? Mój biedny ojcze! Może jesteś głodny i nie możesz kupić chleba dla Matki. Moje siostry może padły ofiarą rozpasanej furii tych rosyjskiego mętów. Paskiewicz, ten łotr z Mohilewa, jest panem rezydencji pierwszych królów w Europie! Rosjanin jest panem świata. Oh, Ojcze, czy to jest radość przeznaczona dla Twoich starych lat? Biedna, cierpiąca, delikatna Mamusiu, czy przeżyłaś swoją córkę [Emilię] po to tylko żeby zobaczyć jak Rosjanie tratują nogami jej kości i wpędzają Cię w niewolę?

I tak dalej, straszne rzeczy. Już nigdy potem nie zobaczycie Chopina wyrażającego takie uczucia inaczej jego muzyce.

Chopin odsłonił tutaj zasłonę, pokazał swoją najgłębszą rzeczywistość. Pełną pasji miłość do swojego kraju. Pasję dziedziczoną w genach przez większość Polaków. To jest to, co spowodowało, że zastanawiałem się nad tym, co wówczas mogło zacząć motywować Chopina.

Myślę, iż w tym momencie Chopin powziął ważną decyzję. Jak wyglądałby wasz proces myślowy, gdybyście byli wielkim kompozytorem w jego sytuacji i chcieli walczyć? Jest to oczywiście supozycja, ale można z dużą dozą pewności powiedzieć, że następna decyzja w duszy tego młodego, pełnego pasji człowieka była taka: "Jeżeli nie mogę walczyć na koniu, to będę walczyć tym, co umiem najlepiej: piórem, pisząc muzykę." Myślę, że to jest odpowiedź.

To był punkt zwrotny.



Gottfried Engelmann : Frédéric Chopin, 1833,
litografia w/g portretu Chopina Pierre Roche Vigneron.

Odtąd mamy zupełne zamknięcie jego wczesnego stylu. Odtąd nie ma już wspaniałych, eleganckich Rond, takiego Poloneza, jak Opus 22, i nigdy już nie będzie. Zaraz potem mamy dramatyczną pierwszą Balladę g-moll. Wszyscy znamy Ballady, Scherza, Sonaty, ale jeśli popatrzymy na te arcydzieła i porównamy je z jego wcześniejszymi arcydziełami, Grand Fantasie, Krakowiakiem, to zastanawiamy się skąd ta wielka zmiana, bardzo ostra, zamiast powolnej ewolucji. Ta zmiana musiała zadziwić nawet samego Chopina.

Od tego momentu Chopin zaczął pisać pełną pasji, najkrwawszą wojenną muzykę kiedykolwiek napisaną, żeby wspomnieć tylko cody Ballad, czy ostatnie części Sonaty b-moll. Później, w dziewiętnastym wieku, z tymi wszystkimi ruchami nacjonalistycznymi, wielu próbowało pisać taką muzykę, ale to nigdy nie zbliżyło się nawet do tego, co napisał Chopin. Nie ma nic innego, takiego, jak krwawa coda Ballady g-moll, albo krwawa coda Ballady F-Dur. Gdy się widzi i słyszy te dysonanse, to jest to bardzo mocne i znaczy coś bardzo złowrogiego.



T. B. : Frédéric Chopin, 1837,
medalion alabastrowy w/g medalionu Jean François Bovy.

Oczywiście, Chopin był zbyt elegancki, zbyt mądry, aby dać się na tym złapać. Nigdy tego nie powiedział otwarcie, nie lubił romantycznych zwierzeń. W rzeczywistości, w tych dziełach wykazuje powściągliwość. Wszystkie Polonezy są proste: mały taniec, przewróć kilka stron i okaże się, że tańce Bacha miały to samo zakończenie, formalne, bez wariacji w dynamice i frazie, w kilku przypadkach prawie że bez cody. I wtedy zastanawiamy się, co oznacza ta niewiarygodnie napięta muzyka, doprowadzona za każdym razem do tego samego zakończenia. I tu jest przesłanie Chopina: "Jestem przede wszystkim kompozytorem, muzykiem i to jestem ja, moja osobowość. Możecie z tym robić co chcecie, interpretować jak chcecie. Ale jeśli spojrzycie na to przez polskie szkiełko, w polskim zwierciadle, macie całkiem inne doświadczenie." Podejrzewam, używając mojej wyobraźni, że tak właśnie było.



George Sand: Frédéric Chopin, 1841, ołówek.

* * *

Polonezy są bardzo dobrym przykładem. Pomyślałem sobie, że ja właściwie znam tylko pierwsze siedem Polonezów. Oczywiście jest ich więcej, wszystkie inne mają nawet przypisane numery opus, ale wszystkie one są pośmiertne. Z całym szacunkiem dla kompozytora, ale to wszystko, co w Chopinie jest pośmiertne jest podejrzane. Jest podejrzane dlatego, że miał on biblioteczkę z kilkoma szufladami wypełnionymi utworami, które pisał przez całe życie, których nigdy nie opublikował, nie chciał opublikować, nie chciał ich słyszeć, po prostu je trzymał, może jako pewne szkice, albo coś takiego. I kiedy umierał, kazał to wszystko spalić, powiedział: "spalcie to, nie dajcie tego nikomu zobaczyć." Rzecz prosta, nie spalili, i jak tylko umarł zostały one opublikowane. Jest to oczywiście interesujące, ale sam fakt, że Chopin polecił je spalić, powinien być wzięty pod uwagę. Przykro mi, ale te Polonezy nie przemawiają do mnie.



Teofil Kwiatkowski: Ostatnia godzina Fryderyka Chopina, 1849, olej.

Polonezy ukazują szczególnie wyraźnie linię podziału, o którym tu mówię. Ostatni z młodzieńczych, pisał je gdy miał może 12-15 lat, Opus 71, pierwszy został pośmiertnie opublikowany, a potem nagle mamy pierwszy "oficjalny" polonez z książki: Polonez cis-moll, Opus 26 i zaraz drugi, es-moll, też Opus 26. Jakaż różnica, ogromna różnica!

Zdecydowanie sądzę, że Polonez cis-moll ma coś do czynienia z końmi. Cała kultura owych czasów była związana z końmi. Żołnierz na koniu, kawaleria. Struktura bardzo formalna, dwa elementy poloneza i zaraz potem "jam ba ba bah! yam ba ba bah!." A dalej następna część, bardzo charakterystyczna: "ba dang dang dang dang, ra ba! ba!" Bardzo ważna a często ignorowana, choć jest w wielu miejscach u Chopina, nie tylko w Polonezach. Niezwykły zakres dynamiczny. Tu po raz pierwszy Chopin przechodzi od ff do fff i od trzech f w dół, do bardzo wyrazistego pianissimo, bardzo, bardzo szybko. Nie robił tego często, raz w dwóch Scherzach, rezerwował fff dla bardzo specjalnych efektów. Często myślę o pianistycznej zawiłości części B tego Poloneza. Co za melodia, bardzo spokojna melodia. Wyobraźcie sobie, co wielki skrzypek mógłby z tym zrobić.

Dochodzimy do innego wielkiego utworu, Poloneza es-moll, Opus 26. Ten jest na serio, jest obrazem historii napoleońskiej, o której wspomniałem wcześniej. Spisek. Spisek szybko, gwałtownie wybucha w bitwę, padają pociski armatnie, a potem odległy przemarsz legionistów. To jest jeden z tych utworów, który szczególnie mnie niepokoił. Dlaczego staję się taki podniecony, dlaczego tak trudno to grać? Co za zakres, niewiarygodna zmiana emocji w drugiej części. Rzeczywiście, jest to bardzo trudne, jeżeli chce się przekazać co to wszystko naprawdę jest.

Teraz o następnych dwóch Polonezach, które są jakby wzajemnym odbiciem zwierciadlanym. Opus 40. Przeciwstawne charakterystyki tego opus są zupełnie oczywiste, A-dur jest triumfalnym wojskowym polonezem, c-moll, Opus 40, jest ciemny, smutny i tragiczny.

W A-dur jest wspaniałe maestoso. Maestoso jako forma muzyczna nie jest gniewne, jest majestatyczne, co oznacza, że jesteś tak potężny, że nie musisz tego okazywać, jest w nim równowaga dźwięku. Coś jak lekceważenie i duma. Raz tylko, właśnie tutaj, Chopin wyraził co miał na myśli. Powiedział, że chciałby, aby ten Polonez zagrano podczas koronacji króla niepodległej Polski. Jakby spełniła się jego wola: po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w roku 1918, takty tego Poloneza stały się sygnałem Polskiego Radia i nadal nim są.

W Polonezie c-moll, co za dźwięk, bardzo liryczny. Jest to najbardziej liryczny z wszystkich Polonezów. Pamiętam, jak Rubinstein grał go w Edmonton w roku 1955, nigdy nie zapomnę tego koncertu.

Zakres pianistycznej orkiestracji wzrasta z każdym polonezem. Dwa następne polonezy również przeciwstawiają się jeden drugiemu (Opus 44 i 53). Te dwa są tak trudne, potężne, tak naładowane. Pierwszy fis-moll, Opus 44, ma niezwykłe efekty orkiestralne, wielka parada wojskowa, wojna. Trzeba zrozumieć, że wojna była wówczas idealnym stanem bycia wielu ludzi. Wojna reprezentowała coś, co było wielkie, chwalebne, była pożądana, szczególnie w przypadku Polski, gdyż tylko nowa kataklizmowa wojna mogła Polakom przywrócić ich niepodległy kraj. Miało to być wyrównanie niesprawiedliwości, gniewu. Ponadto, muszę wam przypomnieć, że niezależnie od tego, czy uważacie wojnę za coś wielkiego, czy nie, to jest to ciągle wielka muzyka.

Chopin wszystko tutaj pokazał. Ten Polonez jest skrajny w schemacie, w duchu pierwszego Scherza b-moll. Bardzo dynamiczny, zażarty, wybuchowy, z małą częścią, niezwykle wrażliwą, wciśniętą pomiędzy dwa pola bitewne. W Scherzo b-moll jest część B-dur która jest najsłynniejszą polska kolędą, tutaj jest odległe wspomnienie, część z pięknym, słonecznym mazurkiem. Znowu pamięć. Ktoś, pośród straszliwego konfliktu, zdrzemnął się i wspomina rodzinny dom.

A teraz kulminacja wszystkich Polonezów. Polonez, który zmienił świat - As-Dur, opus 53. Znowu wracamy do polskiego tematu. Chopin napisał ten wojskowy polonez z wyraźnym przesłaniem. Kiedyś, w przyszłości, wielki pianista o nazwisku Paderewski wybrał ten polonez i zaczął go grać po świecie. Ignacy Paderewski był nie tylko wielkim pianistą, był mężem stanu, był wielkim człowiekiem. Zetknął się z większością ważnych ludzi w świecie swojego czasu, z przywódcami potężnych państw. Był wielkim przyjacielem prezydenta Wilsona, wielkim przyjacielem premiera Francji Clemenceau, potem bardzo wpływowego w formowaniu Traktatu Wersalskiego, który zmienił mapę Europy. Ale kiedy sam Paderewski został premierem Polski, Clemenceau powiedział mu: "Oh, mój drogi, cóż za degradacja!"



Fryderyk Chopin, Polonez As-Dur, Opus 53, 1842/1843,
manuscript, pierwsza strona.

Ten Polonez, co za wehikuł! Uniwersalny. Oczywiście, wszyscy znamy to najwspanialsze Maestoso. Ta muzyka, ten Polonez, płynący po całym świecie nie był błahą sprawą dla przekonania ludzi, że naród polski był znowu zdolny do życia. Jest to przykład na to, jak istotny jest wielki artysta dla uznania jego narodu jako wnoszącego coś wielkiego do cywilizacji. Ten wkład jest praktycznie najważniejszą siłą, która mówi: tak, to jest naród.

Idziemy jeszcze krok dalej. Polonez-Fantazja As-Dur, Opus 61, wyprowadzający nas na poziom kompozycji i dojrzałości Chopina, która jest niebywała, niewiarygodna. Są w tym Polonezie elementy innych, plus nowa przygoda w kompozycji, nowa harmonia, które czynią, iż jest to jeden z najpiękniejszych utworów muzycznych kiedykolwiek napisanych w całym repertuarze. Niezwykła, wyborna koncepcja Chopina. Podczas gdy w innych Polonezach ustawia on nastrój i pozostaje przy nim, w Polonezie-Fantazji wprowadza jeden nastrój, zamyka go, wprowadza następny, znowu zamyka go, wraca do początkowego, idzie do czegoś innego, jakby blokami. Polonez ten, poprzez swoją chromatyczność i swoje harmonie, wkracza do rozmaitych światów emocji, które przesuwają się obok nas, jak w kalejdoskopie. Jest to, jak patrzenie w kalejdoskop, nic nie jest stabilne, chmury i słońce przechodzą prędko od ciemności do słoneczności, do burzy, znowu do jasności, Napięcie przechodzi od ciemności do błysków słońca. To jest oczywiście tylko sposób opisu tego, co dzieje się muzycznie, bardzo ruchliwe, niespokojne, a potem niepokój uspokaja się. Struktura frazy jest bardzo interesująca. Posłuchajcie uważnie. Zadziwiający utwór z fantastyczną codą, mój ulubiony dźwięk fortepianu. I co za cudowne zakończenie, które jest pewnym powiedzeniem przez Chopina "do widzenia" a równocześnie wielkim początkiem nowego. Ten i późniejsze utwory: Barcarola, Sonata b-moll, Ballada f-moll, ta może w szczególności, reprezentują już nowy, bardzo piękny styl w jego kompozycjach.

Możemy sobie tylko wyobrażać jakie utwory Chopin jeszcze napisałby, gdyby żył dłużej, z tym jego geniuszem, tym niewiarygodnie wybiórczym smakiem, tym geniuszem w portretowaniu tego, co jest w ludzkim sercu.



Eugène Delacroix: Frédéric Chopin, 1838, olej, Louvre, Paris.
Chopin powiedział kiedyś: "Bach jest o Bogu, Beethoven otrzymał Wszechświat, a ja piszę o ludzkim sercu." To prawda. W Chopinie zawsze odnajduję wielkie płótna z naszego wnętrza, innymi słowy to, co czujemy wobec tego co widzimy. W Chopinie zawsze odczuwamy nasze całkowite zaangażowanie, pisał on o nas.


Przełożył z angielskiego Andrzej Kobos







Copyright © 1997-2007 Zwoje