
Podobnych wyjasnien udzielaja lekarze, jak i despoci, gnebiacy swoje narody. Do tej zasady stosuja sie tez niektorzy tworcy filmowi, skazujacy swoich bohaterow na miazdzenie, rozcinanie, przypalanie, rozszczepianie czaszki na dwie polowki, itd. Zapewnia to filmowi widownie (ktoz nie lubi widoku cierpiacych za nas, miliony), choc w krytykach filmowych budzi falszywe obawy i sprzeciwy.
Taki nieuzasadniony opor wobec Niagary krwi, lejacej sie slusznie z ekranu podczas projekcji Ogniem i mieczem, znalazlem w torontonskiej polonijnej gazecie Gazeta. Autor, podpisujacy sie skromnie pseudonimem "Jozef" napisal recenzje z ksiazki Stendhala, bo pod tytulem Czerwone i czarne. Pomylil tylko epoki i rejony Europy. Ale to w koncu drobiazg. Oto fragment:
"Na ekranie dominowal kolor krwistej czerwieni, bo krew lala sie tam obficie. Krew polskich panow i ukrainskich chlopow, krew kozacka, tatarska, mongolska, turecka, krew chrzescijanska, krew niewiernych, krew zlych, krew dobrych, husarzy i pospolitego ruszenia, krew winnych i niewinnych, chlopow i szlachty, krew z ran klutych, cietych, rabanych i szarpanych; tetnicza i zylna. Jeden z widzow, jakby wczuwajac sie w atmosfere filmu Jerzego H. w bufecie zamowil sok pomidorowy. Jego towarzyszka miala paznokcie pomalowane na kolor ciemnej krwi, jakby przed chwila rozdrapywala zywe cialo"...Ja rowniez z filmu Jerzego Hoffmana najlepiej zapamietalem tak zwane "mokre" sceny. Jedna z nich bylo wejscie nagiej Izabelli Scorupco do wody, w ktorej przez chwile plywala zabka, po czym z niej wyszla, pokazujac, choc w sporym oddaleniu, swe niezaprzeczalne zalety. Zadaniem pieknej Izabelli bylo w tym filmie ozdabianie ekranu, wiec nasza eksportowa gwiazdeczka nawet nie probowala w nim grac. Za szybko jednak wybiegla z wody, by meska polowa widowni mogla nacieszyc oczy widokiem, od ktorego Onufry Zagloba, nie wiedziec czemu, odwrocil swe kaprawe oko. Inna mokra scena miala miejsce w brodzie rzecznym, ale zamoczyl sie tylko pan Skrzetuski, wynoszac Ize-Halszke z kolaski na brzeg. W czasie wynoszenia, jak wiemy z filmu Hoffmana, Skrzetuski zakochal sie w swym slodkim ciezarze bez pamieci. Inna mokra scena dotyczyla pojedynku Wolodyjowskiego z Bohunem, gdy obaj wpadli do wody, ale zaraz z niej wyskoczyli jak oparzeni, bo scene krecono na poczatku marca. Nie bardzo wiadomo, dlaczego maly rycerz musial zazyc zimnej kapieli przed upuszczeniem watazce goracej krwi. Sienkiewicz jest bardziej litosciwy od Hoffmana i nie naraza swoich bohaterow na przeziebienie, jak i kilka innych dolegliwosci, wyniklych z ograniczonych mozliwosci technicznych polskiego filmu.
W ogole u Sienkiewicza Helena nie wchodzi nago do wody, tylko pluska sie w rzece w ubraniu, jak na XVII wiek przystalo; w tym wypadku w "zupaniku kozackim." Nie jest tez z rzeki w ubraniu lub bez ubrania wynoszona. W powiesci Sienkiewicza kolaska polamala osie na suchej drodze i tylko w oddali rozlane wody Kahamliku przypominaja o istnieniu mokrego zywiolu. Gdy idzie o krew, to rzeczywiscie leje sie ona z ekranu Niagara. Uwazam, ze jest to jeden z przejawow amerykanizacji zycia i filmu polskiego. Za to nieustanne brodzenie bohaterow Hoffmana w wodzie moze miec zrodlo w powodzi tysiaclecia, jaka nawiedzila Polske w roku krecenia filmu. Natomiast mordowanie kniahini Kurcewiczowej rzutem noza w krtan nieodparcie nasuwa skojarzenia z filmem Siedmiu wspanialych i pojedynkiem nozownika z kowbojem przy slupie. Wsadzenie Zaglobie przez Helene noza do nosa przypomina z kolei scene Polanskiego z Nicholsonem w Chinatown. Jedna z bardziej filmowych scen filmu jest wyrzucenie z karczmy przez pulkownika Skrzetuskiego podstarosciego Czaplinskiego. Jest to takze "mokra" scena, gdyz poszkodowany szybuje przez drzwi, zanim nie zanurkuje w blotna maz. Inne mokre sceny pokazuja nurkowanie husarii razem z konmi w blotnej bitwie pod Zoltymi Wodami, czy przeplywanie lodzia przez Skrzetuskiego rzeki Ropy, grajacej w filmie Dniepr. Michal Zebrowski, wyplywajacy zabka ze Zbaraza, musial byc chyba inspirowany przez Kevina Costnera i Waterworld, gdyz u Sienkiewicza Skrzetuski "postanowil okrazyc brzegiem caly staw az do bagienka." Obszedl wiec staw a nie oplynal. Pisze Sienkiewicz: "Za kazdym krokiem Skrzetuskiego na powierzchnie wod wydobywalo sie mnostwo baniek, ktorych bulgotanie doskonale mozna bylo slyszec wsrod ciszy."

W filmie nieustannie rozlegalo sie innego rodzaju bulgotanie. Jeden z moich kanadyjskich kolegow zadal mi po projekcji niewinne pytanie, z odpowiedzia na ktore mialem spore klopoty: "W Polsce panowaly chyba wtedy tropikalne upaly, skoro wszyscy na filmie bez przerwy pili?" Moj znajomny, majacy wyrazny talent lingwistyczny, od razu zapamietal powtorzone dwukrotnie przez Skrzetuskiego zdanie: "Nie wylewaj wacpan wina." Bezskutecznie probowalem mu tlumaczyc, ze Skrzetuskim nie tyle kierowala przesadna troska o ciala plynne niskoprocentowe, co o wlasny rekaw. Uparcie twierdzil, ze spora czesc filmu przypomina reklame przemyslu spirytusowego. Ze aktorzy w tym filmie pija siedzac, stojac, lezac, jadac konno, a nawet walczac, ze nawet konie tez pija - skapujaca im z nosow deszczowke. Jednak podczas gdy chuch Chmielnickiego jest zazwyczaj czysty i rzezki jak wiosenny powiew, "Poljaki" ziona gorzala. Nawet gdy przyduszony Chmiel wykrztusil pierwszy w ksiazce i filmie wyraz: "Wody!", podano mu gorzalki, "ktora pil i pil, co mu widocznie dobrze zrobilo" - jak pisze Sienkiewicz.
Moj kanadyjski znajomy nie mogl znalezc filmowego uzasadnienia dla niekonczacych sie scen pijanstw zolnierzy i dowodcow, Polakow i Kozakow, poslow i bohaterow, z ktorymi widz powinien byl sie utozsamiac, a co nie bylo latwe z dwoch powodow. Pierwszy to taki, ze nie bylo glownego bohatera. A drugi taki, ze nie bylo kina. Przez to, ze nie bylo bohatera. Byl traktat historyczny, byl niekonczacy sie taniec z szablami, ale nie bylo kina. Byly sceny upijania sie na umor nieskazitelnego Wolodyjowskiego i swiatobliwego Podbipiety z pijakiem Zagloba, ale byly zle zagrane, bo polscy aktorzy juz nawet pijanych zagrac nie potrafia: ciagle wznoszenie belkotliwych okrzykow "Zdrowie waszmosciow" i wymachiwanie rekami to jeszcze nie jest aktorstwo. Z bolem serca musze tu wyznac, ze Krzysztof Kowalewski nie jest jednak Krzysztofem Cage. Zagloba rozpoczal swoja radosna obecnosc w filmie od sceny w karczmie i zdania "Nalej do szklanic," a potem juz pil wszedzie i zawsze. Pil nawet pod stolem w czasie mordowania Kurcewiczow przez Bohuna, i pil pod Zbarazem w czasie kozackiego ataku. Dwie z najlepszych scen bitewnych w tym filmie sa jego autorstwa: gdy, pijany, "zdobywa" sztandar, i gdy odrzuca za siebie garniec po okowicie, trafiajac w glowe atakujacego Zbaraz Krzywonosa...
Moj kanadyjski znajomy nie rozumie dwoch rzeczy: subtelnosci slowianskiej duszy oraz polskiej szkoly filmowej. Ta ostatnia wpaja aktorom i rezyserom dwie zasady: ze nastrojowe sceny musza obowiazkowo zawierac "procenty," oraz ze rece musza byc stale czyms zajete: a to aktorka, a to palaszem lub szabla, nozem lub widelcem, kieliszkiem lub szklenica. Te ostatnie widac w Ogniem i mieczem czesciej niz szable i palasze, co dobrze swiadczy o pozytywnych rysach w narodowym charakterze: jestesmy bardziej sklonni do zabawy i hulanki, niz do zbrodni i walki. Tylko naprawde wrogo do nas usposobieni szalejacy abstynenci wszystkich krajow moga czynic nam zarzut, ze film Hoffmana, wchodzac obecnie na ekrany kin swiata, przesadnie eksponuje nasza slabosc do kielicha.
"W waszym filmie umiarkowanie pija tylko Bohun i Helena, i to oni powinni stanac na slubnym kobiercu, gdyz nie przekaza dzieciom w genach sklonnosci do opilstwa" - stwierdzil moj kanadyjski znajomy, wojujacy abstynent i wrog wszelakich przejawow slowianskiej fantazji, czyli wyrazny zwolennik przedluzania zycia kwiatow cietych bez uzycia mlotka. Ale ja zostawilem go swojemu losowi, oddajac sie konsumpcji ulubionego, krajowej produkcji, trojniaka o nazwie Zagloba...

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||