DO MARJI PAWLIKOWSKIEJ






JULIAN TUWIM


O, staroswiecka mloda pani z Krakowa!
Strzez sie ! Biskup pieni sie i krzyczy: horrendum!
Na lake wychodzisz noca po kwitnace slowa,
Tajne czynisz praktyki, aby pachnialy ambra i lawenda.

Czy to prawda, ze warzysz wrotycz i nasiezrzal
W ksiezycowej, zrodloslowej wodzie?
Juz w to pono synod krakowski wejrzal
I wiesc gruchnela w narodzie.

W fiolkowych olejkach i w rozanych
Warzysz slowa-hiacynty i slowa-akacje,
W jakim to grimoirze, w jakich ksiegach zakazanych
Wyczytalas owe inkantacje?

Co tak szepczesz slodko w wierszach kolorowych,
Ze sie lud bogobojny wzdryga?
Ach, na stos cie wezmie mistrz ogniowy,
Quia es venefica et striga !

Cmy czartowskie, powiernice twoje,
Znosza miod, kwiatom wyczarowany,
A potem barwia sie, szumia, pachna trujace milosne napoje
W wierszach, jak w retortach szklanych.







Copyright © 1997-1999 Zwoje