
|
Ludzie maja troski i sprawunki, Zapomniane przez nas dwoje ich rozowe mnostwo jak platki miekkich, najpiekniejszych roz... Tam leza i ciasno zduszone na sobie slodkim olejkiem sie poca, ktory rozpachnia sie w nas kazda noca i zycia zwyklego jesienne ubostwo czyni roz krajem, perskim Gulistanem. Kto na nie zwaza? |

|
Kto pogubil te piora rozowe na niebie? Aniolowie kochania, kochania, kochania. - Poplyneli daleko - nie do mnie i ciebie, lecz tam, gdzie szyby plona snem oczekiwania. Aniolowie milosci piora pogubili, niosac w oddal rozkosze, rozkosze, rozkosze, rozowe pocalunki, nieskonczonosc chwili i pelne lez amfory, i roz pelne kosze. Jeno pioro wionelo nad tym naszym domem, gdzie w oknie brak zlotego, zlotego plomienia, i zawislo nad nami rozowym ogromem, i zawislo nad nami zaloscia wspomnienia... Kto pogubil te piora rozowe na niebie? Aniolowie kochania, kochania, kochania. - Poplyneli daleko - nie do mnie i ciebie, lecz tam, gdzie szyby plona snem oczekiwania. |

|
Oczy twe ciche sa jeszcze, oczy twe ciche sa jeszcze, spokojnych gwiazd plyna deszcze, lagodnych gwiazd plyna deszcze W milczeniu zbladly nam twarze, w milczeniu zgasly nam twarze w blekitnym stoi oparze, w polsennym stoi oparze Spoczywam na twoim lozu, zasypiam na twoim lozu, stojacych gdzies na rozdrozu, wstrzymanych gdzies na rozdrozu |


|
O pocalunku, ktorys jest w niebie razem z duszami bzu i jasminu! Krwi i bezsennych lak gwiezdnych synu! O pocalunku, ktorys jest w niebie! O tresci wszystkich mysli i czynow! O upragniony mej duszy chlebie! Tesknoto wichrow! -Bajko jasminow! O pocalunku, ktorys jest w niebie! Me smutne usta zwiedna w czas krotki, a gdy z nich barwa oddana glebie w amarantowe przejdzie stokrotki - wowczas mi zagrasz twa piesn skrzypcowa, zamkniesz mnie w obce wiecznosci slowo, o pocalunku, ktorys jest w niebie! |

|
Usta twoje: ocean rozowy. Spojrzenie: fala wzburzona. A twoje szerokie ramiona: Pas ratunkowy ... |

|
Wedrujemy cyganskim obozem, nocujemy w gwiazdzistej grozie, dzisiaj pod Wielkim Wozem, jutro na Wielkim Wozie ... |

|
Fotel i ksiazki i swieca z cieniem i nagle w swiecy jek pelen skarg: To cma plonie jasnym plomieniem jak sama Joanna d'Arc... |

|
Gdy sie mialo szczescie, ktore sie nie trafia: czyjes cialo i ziemie cala, a zostanie tylko fotografia, to - to jest bardzo malo ... |

|
wszystko to takie proste tak szczere jak dab jestes szumiacy wesoly a ja w zielonej sukni w naszyjniku z perel czymze jestem |


|
A wiec mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co sie stalo? Nikt sie nie bedzie tlumaczyl, ze nie mogl wymyslic lepiej? Nikt mi nie powie: Malenstwo, jakzes sie dzielnie trzymalo! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? Nikt mi nie powie, dlaczego? Nikt mi nie powie, dla kogo? Nie wyjmie mi z serca strzaly? Nie zdziwi sie ze z nia zylam? Nie pocaluje mnie za to? I przejde samotna droga, zgubie sie i zarzuce, tak jakbym nigdy nie byla? Achilles plakal z rozpaczy zabiwszy Pentesyleje - lecz ten, co mnie zycie odbierze, nie krzyknie z zalu i strachu. Poleci za motylami, do kwiatow sie rozesmieje i zasnie w zlotym powietrzu, w sieci najnowszych zapachow... |

|
Wciaz rozmyslasz. Uparcie i skrycie. Patrzysz w okno i smutek masz w oku... Przeciez mnie kochasz nad zycie? Sam mowiles przeszlego roku... Smiejesz sie, lecz cos tkwi poza tym. Patrzysz w niebo, na rzezby oblokow... Przeciez ja jestem niebem i swiatem? Sam mowiles przeszlego roku... |

|
Gwiazdy zdwoily prace, szepcac ziemi: Nie boj sie, nie boj - - - i ziemia sie na wznak obraca kwiatami ku niebu. |

|
Dab samotnik spogladal dokola z pogarda Poznal zycie, kto widzial generacyj tyle! Nagle zdjal z nieba piorun, Jak zlocisty sztylet - I wbil go sobie w piers twarda. |

|
Budda glosil nauke swoja bez nadziei, Ezechiel z Jeremiaszem ciskali gromami Na zadze ludzkie, hienom podobne i wilkom, Wielki Sokrates myslal, wojowal Psammetyk Z Asyrii lwem, o smiercia ziejacej gardzieli, Gdys ty, blada i w lokow ozdobna ametyst, Spiewala, ku Plejadom, o milosci tylko ... |

|
Byl czas, gdy czczono Slonce. Przez wiele stuleci Budowano mu wieze, zlociste oltarze, Skladano hold o swicie - az w toku wydarzen Wygasl czlowiek dla Slonca, Ktore - dalej swieci ... |

|
Patrz! jedna z gwiazd leci jak glaz w przestwor gleboki i miekki... Zlocisty kwiat w ciemnosci spadl z mojej otwartej reki... Piec ramion gwiazdy, zmyslow piec i piec kwiatowych platkow, milosny smet i wspolna chec nieskonczonego upadku... Zlamac sie, kleknac, to nie dosc, za wielki sen i zal, my chcemy pasc, bezwladnie pasc, wskros czarnej ziemi - w dal... Jak przelot gwiazd co w lukach zgasl i smuga biala swieci, spadnijmy w dol, objeci wpol, nizej niz wszystko w swiecie... (11 marca 1934) |

|
Gdy pochylisz nade mna twe usta pocalunkami nabrzmiale, usta moje uleca jak dwa skrzydelka ze strachu biale, krew moja sie zerwie, aby uciekac daleko, daleko i o twarz mi uderzy plonaca czerwona rzeka. Oczy moje, ktore pod wzrokiem twym slodkim sie niebia, oczy moje umra, a powieki je cicho pogrzebia. Piers moja w objeciu twej reki stopi sie jakby snieg, i cala znikne jak oblok, na ktorym za mocny wicher legl. |

|
Na rozrzuconych poduszkach z rajskich, jawajskich batikow umieram slodko, bez zalu, umieram cicho, bez krzyku. - Czas za firanka ukryty porusza skrzydlem motyla, a moje czolo znuzone coraz sie nizej przechyla... Wreszcie dotykam bieguna i snieg mi taje wsrod wlosow, a koncem lakierka dosiegam trawy szumiacych lianosow... Leze na cieplych krajach, na gorejacym rowniku i na jedwabnych poduszkach z roznobarwnego batiku... Wyciagam rece ku Tobie, w Twoja najslodsza strone i czuje na rekach gwiazdy nisko nad nami zawieszone... Ogarniam Cie splatanego w pochmurny namiot niebieski, i spada niebo z halasem, jak belki, wiazania, deski, obrzuca nas polksiezycem, sloncem, oblokow zwojem - i tak spoczywam - okryta niebem i sercem Twojem... |

|
Tesknota nade mna szeleszcze. Traca mnie skrzydlem mewiem. Czy wciaz ta sama jeszcze? Nie wiem! nie wiem ... |

|
Nie widzialam cie juz od miesiaca. I nic. Jestem moze bledsza, troche spiaca, troche bardziej milczaca, lecz widac mozna zyc bez powietrza! |

|
Pani traci juz wszelka powage: Czyha w bramie na listonosza! Patrzy smutno, usmiechem go blaga jak ranny lezacy na noszach. Dni tej pani bez listow tona, ida na dno w zalu bez granic... az sie dziwi zmartwiony listonosz: "Ja bym tam napisal do pani"... |

|
To tylko straszliwy kwiat Rosliny, ktora jest Zyciem; To tylko wybuch i kolor Ciernistych, codziennych pnaczy, Krzewiacych sie dziko i bitnie; To tylko okropny kwiat Tego co jest - Plomienny, az w oczy kole, Oczy nasze, placzace obficie! Kwitnac musi, az nie przekwitnie, Na upiornej tracac czerwieni, Az sie w strzepy zzolklych gazet nie przemieni, Az parady swojej nie zakonczy... |

|
Pola bitwy, pobojowiska, legendarne, przyszle uroczyska mak bedzie, kwitnac, odmierzal. Naturo, ty pierwsza przed nami uczcisz - pelna zalosci - kwiatami pamiec Nieznanego Zolnierza. |

|
Polska wierzba, krzywa, pochylona, Piorunami trafiana raz po razie, Ma tysiace galezi, zielenszych od lisci, Prostych, promiennych, Ktore bija z jej piersi, jak akty strzeliste, Ku niebu, w ekstazie! Wielki, wielki mam sentyment dla tej wierzby! Jak ona wierzy w zycie! - I my wierzmy... |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||