TUWIMOWSKIE CURIOSA


Ogromne gospodarstwo literackie Juliana Tuwima sięgało wszędzie i obejmowało ubocznie nieomal wszystkie dziedziny zainteresowań ludzkich. Specjalnością poety były "curiosa," które zbierał całe życie i od czasu do czasu ogłaszał jako "Cicer cum caule" najpierw przed wojną w Wiadomościach Literackich w Warszawie, a po wojnie, od roku 1949 do śmierci w 1954 (a nawet jeszcze przez prawie rok z teki pośmiertnej) w miesięczniku popularno-naukowym Problemy. We wczesnych latach 1960. curiosa te ukazały się nakładem książkowym jako trzy tomy Cicer cum caule, czyli groch z kapustą, Panopticum i archiwum kultury, przygotowane do druku przez Józefa Hurwica.

Poniżej zamieszczamy wstęp Juliana Tuwima do "Cicer cum caule" w Problemach (1949) oraz wybór z tego Tuwimowskiego "Cicer cum caule."   (AMK)




JULIAN TUWIM





"CICER CUM CAULE"


WSTĘP


"Chętnie cytuję samego siebie," powiedział kiedyś Bernard Shaw, "dodaje to pieprzu i dowcipu temu, co mówię." Mając zaszczyt przedstawić się czytelnikom Problemów w charakterze dyrektora działu "Cicer cum caule" (1), idę za przykładem prastarego mędrca i kpiarza i pozwolę sobie na samym wstępie przytoczyć urywek z moich Kwiatów polskich, utworu napisanego w Ameryce. Tęskniąc tam za krajem, tęskniłem za swoją ukochaną biblioteką i za upodobaniami bibliofilskimi, pisałem więc, że pragnąłbym znowu
Po uszy zabrnąć w rygor srogi
Erudycyjnej mikrologii,
W wykazy źródeł, bibliografie,
Tak jak to lubię i potrafię...
O, jaki wilczy mam apetyt
Zapuścić się w przypisów petit,
W owe p., ib., por., cf., l.c.
Itp. drobiazg ważny wielce.
Odezwał się, wrodzony nałóg
Zgłębiania kuriozalnych nauk,
Szperania po foliałach grubych,
By dwuwierszową złowić wzmiankę,
Gubienia się, w drobnostkach lubych,
Z których nie będzie mieć korzyści
Ani współczesność, ani przyszłość,

Lecz tacy są już specjaliści:
Im mniejsza rzecz, tym większa ścisłość;
Czytania mądrych traktacików,
O mumiach u Assyryjczyków,
O chronostychach lub centonach,
O synekdochach Cycerona,
De carminibus figuratis,
De barba Moysis, De castratis,
De cantu cygni, De cornutis,
De jure ventris, Ligno crucis,
De matrimoniis incantatis,
De bibliotheca Adami,
O św. Jacku z pierogami,
De et cetera bomba... Satis.


Muszę obiektywnie stwierdzić, że gdyby istniała u nas (a może by ją stworzyć?) katedra dziwologii, mógłbym, wobec braku odpowiednich wykwalifikowanych konkurentów, z czystym sumieniem wykładać ten przedmiot.

Posiadam nieprzebrane mnóstwo nikomu niepotrzebnych wiadomości. Mój księgozbiór, przez trzydzieści pięć lat gromadzony, dziś nie istniejący, składał się - nie w całości oczywiście, ale w dobrej połowie - z dzieł osobliwych, rzadkich, dziwnych, groteskowych. Sprowadzałem ze wszystkich krajów europejskich katalogi antykwaryczne poświęcone kuriozom, dziwactwom, dziejom obyczajów, historii kultury, folklorowi, niezwykłym tematom, bzikom, ekstrawagancjom itd. i wyłapywałem co ciekawsze okazy. Wszystko to, co w tytule miało "curiosa", "curiosités," "curiosities," "curiosidades," "Kuriositäten" i wszystko, co wyostrzony węch bibliofila wyczuł jako osobliwość, szło z Londynu, Lipska, Paryża, Moskwy, Rzymu i... Świętokrzyskiej ulicy - na Mazowiecką. Wypchane półki trzeszczały już, foliały, broszury, świstki, ulotki, tomy, wolumina, teki, roczniki, pudła z wycinkami itp. skarby rozsadzały już ściany mieszkania, o rozpacz i trwogę przyprawiały panią domu, a ja furt skupywałem swoje dziwolągi. Były tam m.in. działy i dziedziny następujące: demonologia, alkoholica, teratologia (nauka o monstrach i potworach), antisemitica polskie, rozprawy o wonnościach i aromatach, książki o truciznach, narkotykach, tytoniu, kawie; dzieje medycyny i nauk przyrodniczych, stare zielniki i bestiaria, stare książki kucharskie; podręczniki "czarnej magii" (prestidigitatorzy), programy i afisze wędrownych menażerii, cyrków, szarlatanów, chiromantów; gramatyki i słowniki języków "egzotycznych," słowniki fachowe, gwarowe, języków tajnych, międzynarodowych; stare kalendarze, almanachy, sztambuchy, albumy pensjonarek, dzieła wariatów, grafomanów, "reformatorów" spod ciemnej gwiazdy, zbiory anegdot, karykatur, stara humorystyka, prowincjonalne powieści, powieści zeszytowe, brukowe, śpiewniki, libretta starych oper i wodewilów, literatura kuchenna, straganowa, odpustowa, poeci zapomniani, poematy heroikomiczne; stare podróże i mapy; compendia fachowe dla fryzjerów, kaligrafów, zegarmistrzów, nauczycieli tańców; literatura dotycząca tajnych związków, zakonów, klasztorów; dzieła o torturach; historie dziwaków, fantastów, ekscentryków etc. etc. - a śród tych etceterów niech mi wolno będzie wymienić największy w Polsce zbiór rozpraw i dysertacji o szczurach, książki w języku cygańskim, almanach ilustrowany (!) z czasów Rewolucji Francuskiej - wielkości znaczka pocztowego, manuskrypt malajski, pisany na szerokich liściach jakiejś zamorskiej rośliny, polski modlitewnik (rękopis), który czytać można było tylko przez szkło powiększające, broszurę dziwaka lwowskiego z połowy XIX w. (Zenowicza), "wydaną" w jednym egzemplarzu, Puszkina w kilkudziesięciu językach, bibliografię książek o pchle, komplet "futurystycznych" czasopism polskich z lat 19l9-l924 i setki innych rozkosznych sztuczek.

Oprócz tego wspaniałego śmietnika istniała na Mazowieckiej i "normalna", wcale zasobna biblioteka literacka, historyczna, lingwistyczna i ludoznawcza, ale najcenniejszą jej część (bibliofile wiedzą coś o tym) stanowiły owe "niesolidne" curiosa. Wszystko to poszło z dymem. Nec locus ubi etc. Ale został stary nałóg. Półki znowu trzeszczą, pani domu znowu jest w rozpaczy. Lecz dzisiejsze zbieractwo jest już tylko parodią i karykaturą dawnego. Nie ma starych książek, nie ma prawdziwych antykwarni i katalogów, coraz mniej znawców i opętańców. Ale nie zbierać, nie szperać, nie udawać choćby, że się, zbiera - nie można. I najmilszym odpoczynkiem po pracy jest nadal wertowanie przypadkowych zdobyczy kolekcjonerskich oraz notowanie osobliwych miejsc z różnorodnej lektury. Będę się tymi wiadomostkami dzielił z wielką rodziną "problemowców". Może ich to i owo zaciekawi, a czasem i korzyść przyniesie. Niechaj "Cicer cum caule" będzie w tym wypadku synonimem "utile cum dulci." (2)

1949



  1. Ściślej: pisum. Cicer, to raczej cieciorka, ciecierzyca, groch włoski. Wybrałem go jednak z powodów aliteracyjnych.
  2. Pożyteczne z przyjemnym.







WYBÓR CURIOSÓW





Iskra

Patrzcie, jak błyszczę jaśnie,
To mówi iskra i gaśnie.

( Kurier dla płci pięknej, 1823, nr 10)


Jak kamień w wodę

W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia dowiedział się jeden ze znakomitych naszych historyków literatury i fanatyczny wielbiciel Mickiewicza, że gdzieś w zapadłej wsi na Litwie mieszka zgrzybiała staruszka, która pamięta Mickiewicza z jego lat pacholęcych. Profesor nie namyślając się długo wyruszył z Krakowa na Litwę, aby ze staruszką pomówić i wyciągnąć z niej jak najwięcej wspomnień o poecie. Podróż nie była łatwa, trwała parę tygodni. Wreszcie uczony mąż dobrnął do upragnionego celu. Babina była wyschła, wyżółkła i zmarszczona, ale rześka jeszcze i obdarzona świetną pamięcią. "Panicza Adasia" wspominała z rozczuleniem, opowiadała mnóstwo historyjek o jego figlach i zabawach, o tym, jaki to był miły i wesoły chłopiec. Profesor skwapliwie zapisywał każdej jej słowo. Wreszcie powiedziała:

A ostatni raz, panoczku, widziała ja jego, jak jemu było 12, może 15... Wtapora Napolion na Moskwa pochodem chodził. A potem ja już nigdy jego nie widziała, ani o nim nie słyszała. I nawet nie wiem, co z niego wyrosło... Jak kamień w wodę.


Opinia, z którą trudno się nie zgodzić

Tymon Zaborowski pisze w roku 1822 w liście do jednego z przyjaciół:

"Mamy tutaj nowe wiersze pewnego pana Mickiewicza, szczególnie zalecają się oryginalnością i trafnem każdej rzeczy mianowaniem."


Odpowiedź czytelniczce

Jest pani w błędzie. Ani filomaci, ani filareci nie zbierali znaczków pocztowych.

Rozpusta w Warszawie

Rzadki dom tej rezydencji królów, gdzie by nie było wszetecznych niewiast, na publiczny wystawionych handel, gdzieby nie znalazł mężatek zgorszonych i gorszących, gdzieby brzydka choroba małżeńskiego nie zmazała łoża, gdzieby lubieżny Sodomczyk albo Wszetecznik Koronny najświętszych nie potargał ślubów i innych natury nie połamał prawideł, gdzieby szkuradna (!) wenera nie zaznaczyła nosa, nie wygryzła oczu, nie zjadła serdecznego palca, gdzieby miłość pozorna nie zdziurawiła worka, nie ukręciła zegarka i domowych nie przetrząsnęła sprzętów, gdzieby młodzik w pierwszych dniach wiosny nie stracił cery, majątku i zdrowia, gdzieby stary gorzkich nie popijał dekoktów, a baba zwiędłych nie odnawiała kości, gdzieby kobieta słuszna publiczną bydź wzdrygała się metressą, gdzieby duchowny, w strój świecki przebrany, podłych nie zbiegał bordelów, gdzieby zakonnik młodej nie nawiedził rzeźniczki, wina z nią i miodu dobrego nie popił, podwieczorku, lub śniadania smacznego nie zjadł, gdzieby dworski dla swojej faworyty najlepszego nie wyniósł z pańskiej spiżarni kąska, gdzieby patron konferencyą zwłaszcza kawaler, jałowo odbył; słowem rzadkie to miejsce i poddasze, gdzieby wyuzdania lubieżności namiętność nie odezwała się często.

(Z książki Dzwon staropolskiej fabryki 1794.)



Statystyka

W ciągu roku 1853, w m. Warszawie znajdowało się łaźni parowych 6, łazienek z wannami 7, cukierni 36, restauracji 8, hoteli 16, domów zajezdnych pomniejszych 27, traktierni 20, garbarni ordynaryjnych 105, bilardów 140, kawiarń 280, dystylarni wódek słodkich 13, handli hurtowych wódek 18, szynków samego piwa 115, szynków piwa i wódek 649.

( Kurier Warszawski, nr. 33, 1854)



Rozporządzenie

...dostrzegać się zdaje, że wiele osób niebacznych na przepisy, licznymi obwieszczeniami przez gazety ogłaszane na ulicach, ogrodach i placach publicznych poważają się palić fajki i cygara. Ponowiwszy przeto rozkazy do Komisarzy Straży Policyjnych, iżby wszystkich dopuszczających się tegoż uchybienia dostawiali do biura Policji dla wymierzenia na nich kar, urządzeniami policyjnymi oznaczonych, podaję o tym do powszechnej wiadomości, etc. etc.

(-) Jenerał-Major Abramowicz



Wiadomość dla mazurzystów

Z broszury K. Materhauzera (Warszawa, 1878) dowiadujemy się, że istnieją następujące figury mazura: starościńska, płocka, zaściankowa, kowieńska, przemyska, włocławska, kujawska, sapieżańska, zawadiacka, hulaj-dusza, kuligowa, sarmacka.



Którzenie

[Aleksander] Brückner występuje przeciw nadużywaniu słowa "który", broniąc dawnego "co."

Rekord "zaktórzenia" pobił zapewne [Józef] Korzeniowski w Krewnych:

"W siódmym roku ich pożycia, w rocznicę tego dnia w którym weszła do domu męża, którego twarz jaśniała wówczas radością i nadzieją długiego szczęścia, wyniesiona była na cmentarz, na który prowadził ją proboszcz, który wprawdzie nie płakał, ale w którego skamieniałej twarzy, ci wszyscy, którzy go znali, czytali więcej, niżby łzy i szlochanie powiedzieć mogły."


Płodni pisarze

W warszawskim Życiu (1887, nr 17) znajdujemy statystykę twórczości Kraszewskiego: w ciągu 58 lat działalności literackiej Kraszewski wydał 346 dzieł (w 600 tomach), zawierających 115,525 stronic druku. Do tego doliczyć należy 30,640 stronic stu siedmiu tomów, których Kraszewski nie pisał, lecz je redagował, przepisywał (wiele rzadkich rękopisów i druków) komentarzami opatrywał lub pracę korektorską nad nimi przeprowadzał. Sekretarz pisarza Aleksander Brzostowski twierdził, że Kraszewski napisał jeszcze 200,000 listów.

Produkcja ta jako ilość jest rekordowa w dziejach literatury wszechświatowej (Kozebue - 258 dzieł, Scribe - 350 sztuk scenicznych i pewna liczba powieści, wszystko zmieściło się w 50 tomach. Alexandre Dumas - 400-500 tomów, Jokai - 200, Voltaire - 95).

Wielki bibliograf Karol Estreicher nadesłał Życiu dokładniejsze obliczenia (nr 28-29), z których wynika, że Kraszewski wydrukował około 3,400,000 wierszy (linijek), że korespondencja jego zajęłaby w druku 100,000 wierszy - całość, summa summarum, wyniesie półczwarta miliona.



Zagadkowe dziełko

Korespondent Dziennika Warszawskiego (1854, nr 18) donosi z Mohilewa:

W Bychowie Starym (Białoruś) mówiono mi, iż podobno pewien obywatel tamecznego powiatu wydaje w Brukseli dziełko w języku francuskim pt. "Czy można żelazo pozbawić jego ciężaru i wagi, pozostawując mu nietykalną miąższość, własność i spójność atomów; z dodatkiem kilku pomniejszych rozpraw o zastosowaniu siły powietrza ogrzanego."
(Najwyraźniej dzieło zapomniane, chociaż prorocze, wobec niedawnego oblecenia Ziemi przez Bernarda Piccarda i Briana Jonesa w balonie na gorące powietrze. - AMK)

Proces Zoologiczny

Tygodnik Wędrowiec (1897, nr 26) podaje za prasą galicyjską sprawozdanie z rozprawy sądowej, która podówczas toczyła się w jednym z miasteczek małopolskich, zaznaczając, że to nie jest bajka, lecz prawda najczystsza, Otóż, woźny nazwiskiem Wilk zaskarżył kupca nazwiskiem Kanarek o obrazę honoru za to że go w sprzeczce nazwał "głupim dudkiem."

Wilk zwrócił się do adwokata dra Kosa, w którego imieniu pomocnik jego dr Kozioł wniósł skargę do sądu. Rozprawa odbyła się przed sędzią nazwiskiem Lis, a a jako świadek przesłuchany został policjant Zając. Sędziemu udało się pogodzić zwaśnione strony.



Fantastyczny katalog

W roku 1925 grono dowcipnych naukowców, historyków i bibliofilów krakowskich, z nieodżałowanym moim przyjacielem Kazimierzem Piekarskim na czele, wydało parodystyczny numer Przewodnika Bibliograficznego, słynny "N 13", druk arcyrzadki dzisiaj, zawierający przeszło dwie setki tytułów nie istniejących książek istniejących autorów. Zeszyt ten jest znakomitym okazem nieczęsto uprawianej parodii: parodii publikacji naukowej. Każda pozycja w nim to satyra na autora i na samą bibliografię. Wybieramy na chybił trafił:


Birkenmajer Aleksander. Szesnasta karta rękopisu Nr 2798 Biblioteki Jagiellońskiej i inne szesnaste karty innych rękopisów innych bibliotek. Kraków, 1925. 4o. Str. 78.

Bruchnalski Wilhelm, prof. Uniwersytetu. Krytyczne zestawienie pierwszych liter we wszystkich miejscach "Pana Tadeusza" jako wstęp do umiejętności literatury polskiej. Lwów. Nakładem Koła Polonistów. 1925. Str. 854.

Bystroń Jan Stanisław. Geneza i warianty pieśni "Pani dziś jest bez koszulki." Nakładem Towarzystwa Ludoznawczego. 8o. Str. 32.

Fierich Franciszek Xawery. Prof. Dr, Prezydent Komisji Kodyfikacyjnej. Procedura Sądu Ostatecznego. Z planem orientacyjnym Doliny Józefata i tablicami konkordacyj artykułów praw boskich i ludzkich. Warszawa 1925. 8o. Str. 806 + 72 tablice + plan.

Goethe Jan Wilkołaz. Pięść. Jedna tragedia. Przełożył Leon Wachholz. Wydanie drugie poprawione. Warszawa. Gebethner i Wolf. Str. 230.

Kallenbach Józef. Prof. Uniw. Jagiellońskiego. Nieznany spis garderoby domowej domniemanego pradziadka Jacka Soplicy z r. 1727. Nakład Uniw. Stefana Batorego. 1925. 8o. Str. XXIII+2 z licznymi podobiznami.

Kowalski Tadeusz. Pierogi z kapustą, jako potrawa spożywana przez św. Jacka w czasie głodu na misjach wśród Kumanów. Kraków. Polska Akademia Umiejętności, 1925. 8o. Str. 146.

Or-Ot (Artur Oppman mjr.) Bakenbardy Księcia Pepi. Oktawy żołnierskie. Warszawa. Nakładem "Żołnierza Polskiego," 1925. 16o. Str. 32.

Pasek Jan Chryzostom. Pamiętniki, z francuskiego przekładu P. Cazina przełożył na polski Tadeusz Boy-Żeleński. Warszawa. Nakład Biblioteki Boya. 1925. 8o. Str. IV + 256+3nlb.

Piekarski Kazimierz. Nieodkryty fragment nieznanego urywka niedrukowanego Sowizdrzała w zaginionym tłumaczeniu czeskim lub polskim. Drobny przyczynek do bibliografii polskiej. Kraków, 1925. 16o. Kart nlb. 2+str. 1 + kart czystych 6.

Piłsudski Józef. Jak uniknąłem błędów Napoleona? Kraków. Osobne odbicie z 547 wywiadu w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym". Str. 2.

Rostworowski Karol Hubert. O ile ja i Dante stoimi wyżej od Żeromskiego? Kraków. Nakładem "Głosu Narodu." 1925. 8o. Str. 30.

Sierpiński Wacław. Prof. Uniw. Warszawskiego. O pewnym dowodzie pewnego twierdzenia i pewnym zagadnieniu tyczącym się pewnych przypadków błędnego stosowania pewnych zasad do rozkładu pewnych liczb całkowitych na pewne sumy potrójne. Warszawa. Nakładem Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Z zasiłku Min. W.R. i O.P. 1925. 8o. Str. 142.

Srokowski Konstanty. Rosja sowiecka z okien wagonu i z głowy własnej. Kraków. Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej. 1925.

Szober Stanisław. Cecha cechy i cecha cechy cech. Przyczynki metodologiczne do nauczania języka polskiego w niższych klasach szkół powszechnych. Warszawa. Nakładem autora. Czysty dochód na "Willę łez dziecięcych" w Zakopanem. 1925. 8o. Str. XVI +264.

Wachholz Leon. Uwiedzenie czy zgwałcenie? Sprawa Fausta i Małgorzaty wobec Kodeksu Karnego b. trzech zaborów. Kraków. 1925. 8o. Str. 218 + 7 tablic.

Wrzosek Adam. Numizmatyka dla medyków. Warszawa. M. Arct. 1925. Str. 318 + 73 tablic.



Shakespeare

W londyńskiej książce telefonicznej z roku 1931 nazwisko Shakespeare występuje 21 razy. Jeden z tych Shakespeare'ów miał na imię William i był handlarzem starzyzny.



Co mówią gwiazdy

Polski kalendarz astrologiczny, wydany w roku 1931 w Bydgoszczy pisał:

"Włoska polityka już od czasów papiestwa jest zgubna dla Polski, gdyż pcha Niemców ku Wschodowi, aby ich w ten sposób odpędzić od grabienia ziem na Południu i Zachodzie. Biada Polsce, gdy Pacelli zostanie papieżem i kierownikiem Ligii Narodów. Ale biada wtenczas i Niemcom i całej Europie."


Klątwa tudzież historia o czkawce

Nie chcemy nikogo straszyć... Uprzedzamy tylko... Radzimy wziąć pod uwagę... Zastanowić się... Bo oto jak wygląda ceremoniał klątwy. Wypisujemy dosłownie z Encyklopedii Staropolskiej Brücknera, t. I, str. 586.:

Klątwę, ekskomunikę rzucał Kościół na gwałcącego osoby czy zasoby kościelne w nader uroczystej formie. Biskup lub ksiądz na stopniach wielkiego ołtarza z płonącą świecą w ręku, po odśpiewaniu psalmu Deus laudem mea i powolnym biciu dzwonu w jedną stronę, odczytywał formułę wyłączającą winnego ze spólnoty chrześcijańskiej; po czym gasił i odrzucał świecę: niech tak winny ginie! W kościele, gdzie się wyklęty znajdował, ustawały nabożeństwa i posługi kościelne. Całe miasto, powiat, kraj mogły klątwie podlec, a pociągało to za sobą i materialnie dotkliwe straty; jeśli pan dłużej nad rok w klątwie zostawał, mogli za Kazimierza Wielkiego chłopi go opuścić; starosta zajmował dobra dłużnikowi pozostającemu w klątwie dłużej roku. Była to broń straszna, i dzieje polskie zapisały niejeden jej skutek, ale już od XIII wieku spowszechniała, tym bardziej że samo duchowieństwo po klątwie rzuconej na miasto całe się wyłamywało z posłuszeństwa, np. franciszkanie wrocławscy przy klątwie rzuconej na Henryka IV. Działo się tak dlatego, że w XIV i XV wieku nadużywano klątwy dla najpospolitszych celów materialnych, np. o niepłacenie dziesięciny, że byle klecha na to się porywał (obrazek drastyczny tego w Krótkiej rozprawie Rejowej, 1543)...
Przez niepojęte skojarzenie przypomina się nam wspaniała historyjka, niedawno usłyszana: w czasie straszliwego bombardowania naszej stolicy, gdy wszystko wokół waliło się i płonęło, przycupnęli pod jakimś murkiem dwaj warszawiacy z niezrównanego rodu tzw. "knajaków." Jeden z nich ma czkawkę. W pewnej chwili przypomina sobie, że jest na tę przypadłość stary, wypróbowany sposób. Zwraca się więc do kolegi z prośbą:
- Te (hup!) Józek! (hup!) przestrasz mnie...




Uwaga!

90-letnia pani L. rzekła raz do starszego od siebie Fontenelle'a:

- Śmierć o nas widać zapomniała.
- Sza - odpowiedział Fontenelle, kładąc palec na ustach.


Czym jest człowiek?

W wagonie, miejscem,
W hotelu, numerem,
W restauracji, nakryciem,
W teatrze, biletem,
W kościele, krzesłem,
U krawca, miarą,
U kollektora, losem,
W lombardzie, kwitem,
W szpitalu łóżkiem,
Na cmentarzu, grobem.

O. Leś

( Mucha, 1873, nr. 81)


O Ruchu Ziemi

Michaił Łomonosow

(Przekład Julian Tuwim)
Astronom z astronomem obiad razem jedli
I przy biesiadnym stole spór zawzięty wiedli,
Jeden twierdził, że Ziemia wokół Słońca dąży,
Drugi - że to nie Ziemia, ale Słońce krąży.
Jeden zwał się Kopernik, a drugi Ptolemej...
A spór co jest ruchome, co zaś nieruchome,
Rozsądził kucharz - żartem. Spytał go gospodarz:
"Znasz bieg planet niebieskich? Jaki dowód podasz,
Kto z nas praw?" Na to kucharz: Kopernik, nie Greczyn.
Wprawdziem na Słońcu nie był, ale kto zaprzeczy
Tej prawdzie oczywistej, mężowie uczeni,
Że nikt pieca nie kręci dokoła pieczeni."

(Przekład ten, dokonany przez Juliana Tuwima pod koniec października 1953, na prośbę Józefa Hurwica) był być może ostatnim tworem poetyckim Poety. - AMK)






O KOLEKCJONERSTWIE


Kolekcjonerstwo, nawet zbieractwo z posmakiem manii, jest to une noble passion, wbrew dowcipom i lekceważeniu, okazywanym często zbieraczom przez mędrków i prześmiewców. Uważam nawet, że im węższy, specjalniejszy i dziwaczniejszy jest zakres gromadzonych przedmiotów, tym lepiej świadczy to o zbieraczu. Nikt nie posądzi o merkantylne pobudki, o "inwestowanie" kapitału ani o praktyczne użytkownictwo kolekcjonera spinek góralskich (są tacy), żywych pcheł (i tacy są) lub starych zamków ( serrures), zbieranie natomiast obrazów, tabakierek, porcelany, medalionów i kamei czy wręcz drogich kamieni, choćby namiętność miała najszlachetniejszy, artystyczny podkład, najczęściej związane jest (bynajmniej nie uwarunkowane) myślą o pieniężnej wartości zbiorów. Na to zawsze znajdą się, amatorzy, więc łatwo w razie potrzeby o zbyt. Ale komu zaproponować, gdy bieda przyciśnie, kolekcję pcheł, które to skoczne zwierzątka doczekały się zresztą specjalnej bibliografii przez Hayna i Gotendorfa opracowanej - i to nie dzieł zoologicznych, lecz treści obyczajowej? Kto połasi się na guziki, bilety tramwajowe, pudełka od zapałek, karty restauracyjne (menu)? Kubista Marcoussis w Paryżu zbiera butelki najdziwaczniejszych kształtów, Mira Zimińska - pozytywki, Erenburg fajki, znam zbieraczy marionetek, zabawek dziecinnych, szklanych zwierząt, krzyżyków, szkaplerzy, starych fotografii oraz innych najniepotrzebniejszych obiektów, typowych "nadwartości," których użyteczność publiczna jest żadna, wartość artystyczna często wątpliwa, możność procentażu nijaka (bo gdzież ceny rynkowe, jak na znaczki pocztowe, a nawet Rembrandty), a przecież jak niezmierna jest siła uczuciowa, pasja, zamiłowanie zbieraczy! Tę właśnie najbardziej cenię. Oddać Bechsteina za jakąś zabawną "szejnkatrynkę", nudny pejzaż głośnego malarza za kolorowy i uroczy w swej naiwności "epinal," kosz szampana za pustą butelkę w formie kaczki lub zgoła kangura - oto szlachetna namiętność prawdziwego kolekcjonera, tego wiecznie węszącego szperacza, co dla czystej idei, choćby maniakalnej, przepłaci, straci, nawet czasem dopuści się wybiegu, chytrości, kombinacji, byle posiąść brakujący przedmiot, przynieść go do domu, postawić, "włączyć do zbiorów," skatalogować - i co dalej? Oczywiście, że marzyć o następnym. Zbieracz - to człowiek nienasycony.

Istnieją dziedziny kolekcjonerstwa, które zrobiły wielkie kariery: obrazy, znaczki pocztowe, sztychy, porcelana, miniatury i - książki.

(tekst niedokończony przez autora)







Copyright © 1997-2007 Zwoje