Ponizej zamieszczamy wstep Juliana Tuwima do "Cicer cum caule" w Problemach (1949) oraz wybor z tego Tuwimowskiego "Cicer cum caule." (AMK)

Po uszy zabrnac w rygor srogi
Erudycyjnej mikrologii,
W wykazy zrodel, bibliografie,
Tak jak to lubie i potrafie...
O, jaki wilczy mam apetyt
Zapuscic sie w przypisow petit,
W owe p., ib., por., cf., l.c.
Itp. drobiazg wazny wielce.
Odezwal sie, wrodzony nalog
Zglebiania kuriozalnych nauk,
Szperania po folialach grubych,
By dwuwierszowa zlowic wzmianke,
Gubienia sie, w drobnostkach lubych,
Z ktorych nie bedzie miec korzysci
Ani wspolczesnosc, ani przyszlosc,
Lecz tacy sa juz specjalisci:
Im mniejsza rzecz, tym wieksza scislosc;
Czytania madrych traktacikow,
O mumiach u Assyryjczykow,
O chronostychach lub centonach,
O synekdochach Cycerona,
De carminibus figuratis,
De barba Moysis, De castratis,
De cantu cygni, De cornutis,
De jure ventris, Ligno crucis,
De matrimoniis incantatis,
De bibliotheca Adami,
O sw. Jacku z pierogami,
De et cetera bomba... Satis.
Posiadam nieprzebrane mnostwo nikomu niepotrzebnych wiadomosci. Moj ksiegozbior, przez trzydziesci piec lat gromadzony, dzis nie istniejacy, skladal sie - nie w calosci oczywiscie, ale w dobrej polowie - z dziel osobliwych, rzadkich, dziwnych, groteskowych. Sprowadzalem ze wszystkich krajow europejskich katalogi antykwaryczne poswiecone kuriozom, dziwactwom, dziejom obyczajow, historii kultury, folklorowi, niezwyklym tematom, bzikom, ekstrawagancjom itd. i wylapywalem co ciekawsze okazy. Wszystko to, co w tytule mialo "curiosa", "curiosités," "curiosities," "curiosidades," "Kuriositäten" i wszystko, co wyostrzony wech bibliofila wyczul jako osobliwosc, szlo z Londynu, Lipska, Paryza, Moskwy, Rzymu i... Swietokrzyskiej ulicy - na Mazowiecka. Wypchane polki trzeszczaly juz, folialy, broszury, swistki, ulotki, tomy, wolumina, teki, roczniki, pudla z wycinkami itp. skarby rozsadzaly juz sciany mieszkania, o rozpacz i trwoge przyprawialy pania domu, a ja furt skupywalem swoje dziwolagi. Byly tam m.in. dzialy i dziedziny nastepujace: demonologia, alkoholica, teratologia (nauka o monstrach i potworach), antisemitica polskie, rozprawy o wonnosciach i aromatach, ksiazki o truciznach, narkotykach, tytoniu, kawie; dzieje medycyny i nauk przyrodniczycb, stare zielniki i bestiaria, stare ksiazki kucharskie; podreczniki "czarnej magii" (prestidigitatorzy), programy i afisze wedrownych menazerii, cyrkow, szarlatanow, chiromantow; gramatyki i slowniki jezykow "egzotycznych," slowniki fachowe, gwarowe, jezykow tajnych, miedzynarodowych; stare kalendarze, almanachy, sztambuchy, albumy pensjonarek, dziela wariatow, grafomanow, "reformatorow" spod ciemnej gwiazdy, zbiory anegdot, karykatur, stara humorystyka, prowincjonalne powiesci, powiesci zeszytowe, brukowe, spiewniki, libretta starych oper i wodewilow, literatura kuchenna, straganowa, odpustowa, poeci zapomniani, poematy heroikomiczne; stare podroze i mapy; compendia fachowe dla fryzjerow, kaligrafow, zegarmistrzow, nauczycieli tancow; literatura dotyczaca tajnych zwiazkow, zakonow, klasztorow; dziela o torturach; historie dziwakow, fantastow, ekscentrykow etc. etc. - a srod tych etceterow niech mi wolno bedzie wymienic najwiekszy w Polsce zbior rozpraw i dysertacji o szczurach, ksiazki w jezyku cyganskim, almanach ilustrowany (!) z czasow Rewolucji Francuskiej - wielkosci znaczka pocztowego, manuskrypt malajski, pisany na szerokich lisciach jakiejs zamorskiej rosliny, polski modlitewnik (rekopis), ktory czytac mozna bylo tylko przez szklo powiekszajace, broszure dziwaka lwowskiego z polowy XIX w. (Zenowicza), "wydana" w jednym egzemplarzu, Puszkina w kilkudziesieciu jezykach, bibliografie ksiazek o pchle, komplet "futurystycznych" czasopism polskich z lat 19l9-l924 i setki innych rozkosznych sztuczek.
Oprocz tego wspanialego smietnika istniala na Mazowieckiej i "normalna", wcale zasobna biblioteka literacka, historyczna, lingwistyczna i ludoznawcza, ale najcenniejsza jej czesc (bibliofile wiedza cos o tym) stanowily owe "niesolidne" curiosa. Wszystko to poszlo z dymem. Nec locus ubi etc. Ale zostal stary nalog. Polki znowu trzeszcza, pani domu znowu jest w rozpaczy. Lecz dzisiejsze zbieractwo jest juz tylko parodia i karykatura dawnego. Nie ma starych ksiazek, nie ma prawdziwych antykwarni i katalogow, coraz mniej znawcow i opetancow. Ale nie zbierac, nie szperac, nie udawac chocby, ze sie, zbiera - nie mozna. I najmilszym odpoczynkiem po pracy jest nadal wertowanie przypadkowych zdobyczy kolekcjonerskich oraz notowanie osobliwych miejsc z roznorodnej lektury. Bede sie tymi wiadomostkami dzielil z wielka rodzina "problemowcow". Moze ich to i owo zaciekawi, a czasem i korzysc przyniesie. Niechaj "Cicer cum caule" bedzie w tym wypadku synonimem "utile cum dulci." (2)
1949


Patrzcie, jak blyszcze jasnie,
To mowi iskra i gasnie.
- ( Kurier dla plci pieknej, 1823, nr 10)
W latach osiemdziesiatych ubieglego stulecia dowiedzial sie jeden ze znakomitych naszych historykow literatury i fanatyczny wielbiciel Mickiewicza, ze gdzies w zapadlej wsi na Litwie mieszka zgrzybiala staruszka, ktora pamieta Mickiewicza z jego lat pacholecych. Profesor nie namyslajac sie dlugo wyruszyl z Krakowa na Litwe, aby ze staruszka pomowic i wyciagnac z niej jak najwiecej wspomnien o poecie. Podroz nie byla latwa, trwala pare tygodni. Wreszcie uczony maz dobrnal do upragnionego celu. Babina byla wyschla, wyzolkla i zmarszczona, ale rzeska jeszcze i obdarzona swietna pamiecia. "Panicza Adasia" wspominala z rozczuleniem, opowiadala mnostwo historyjek o jego figlach i zabawach, o tym, jaki to byl mily i wesoly chlopiec. Profesor skwapliwie zapisywal kazdej jej slowo. Wreszcie powiedziala:
A ostatni raz, panoczku, widziala ja jego, jak jemu bylo 12, moze 15... Wtapora Napolion na Moskwa pochodem chodzil. A potem ja juz nigdy jego nie widziala, ani o nim nie slyszala. I nawet nie wiem, co z niego wyroslo... Jak kamien w wode.
Tymon Zaborowski pisze w roku 1822 w liscie do jednego z przyjaciol:
"Mamy tutaj nowe wiersze pewnego pana Mickiewicza, szczegolnie zalecaja sie oryginalnoscia i trafnem kazdej rzeczy mianowaniem."
Jest pani w bledzie. Ani filomaci, ani filareci nie zbierali znaczkow pocztowych.
Rzadki dom tej rezydencji krolow, gdzie by nie bylo wszetecznych niewiast, na publiczny wystawionych handel, gdzieby nie znalazl mezatek zgorszonych i gorszacych, gdzieby brzydka choroba malzenskiego nie zmazala loza, gdzieby lubiezny Sodomczyk albo Wszetecznik Koronny najswietszych nie potargal slubow i innych natury nie polamal prawidel, gdzieby szkuradna (!) wenera nie zaznaczyla nosa, nie wygryzla oczu, nie zjadla serdecznego palca, gdzieby milosc pozorna nie zdziurawila worka, nie ukrecila zegarka i domowych nie przetrzasnela sprzetow, gdzieby mlodzik w pierwszych dniach wiosny nie stracil cery, majatku i zdrowia, gdzieby stary gorzkich nie popijal dekoktow, a baba zwiedlych nie odnawiala kosci, gdzieby kobieta sluszna publiczna bydz wzdrygala sie metressa, gdzieby duchowny, w stroj swiecki przebrany, podlych nie zbiegal bordelow, gdzieby zakonnik mlodej nie nawiedzil rzezniczki, wina z nia i miodu dobrego nie popil, podwieczorku, lub sniadania smacznego nie zjadl, gdzieby dworski dla swojej faworyty najlepszego nie wyniosl z panskiej spizarni kaska, gdzieby patron konferencya zwlaszcza kawaler, jalowo odbyl; slowem rzadkie to miejsce i poddasze, gdzieby wyuzdania lubieznosci namietnosc nie odezwala sie czesto.
(Z ksiazki Dzwon staropolskiej fabryki 1794.)
W ciagu roku 1853, w m. Warszawie znajdowalo sie lazni parowych 6, lazienek z wannami 7, cukierni 36, restauracji 8, hoteli 16, domow zajezdnych pomniejszych 27, traktierni 20, garbarni ordynaryjnych 105, bilardow 140, kawiarn 280, dystylarni wodek slodkich 13, handli hurtowych wodek 18, szynkow samego piwa 115, szynkow piwa i wodek 649.
( Kurier Warszawski, nr. 33, 1854)
...dostrzegac sie zdaje, ze wiele osob niebacznych na przepisy, licznymi obwieszczeniami przez gazety oglaszane na ulicach, ogrodach i placach publicznych powazaja sie palic fajki i cygara. Ponowiwszy przeto rozkazy do Komisarzy Strazy Policyjnych, izby wszystkich dopuszczajacych sie tegoz uchybienia dostawiali do biura Policji dla wymierzenia na nich kar, urzadzeniami policyjnymi oznaczonych, podaje o tym do powszechnej wiadomosci, etc. etc.
(-) Jeneral-Major Abramowicz
Z broszury K. Materhauzera (Warszawa, 1878) dowiadujemy sie, ze istnieja nastepujace figury mazura: staroscinska, plocka, zasciankowa, kowienska, przemyska, wloclawska, kujawska, sapiezanska, zawadiacka, hulaj-dusza, kuligowa, sarmacka.
[Aleksander] Brückner wystepuje przeciw naduzywaniu slowa "ktory", broniac dawnego "co."
Rekord "zaktorzenia" pobil zapewne [Jozef] Korzeniowski w Krewnych:
"W siodmym roku ich pozycia, w rocznice tego dnia w ktorym weszla do domu meza, ktorego twarz jasniala wowczas radoscia i nadzieja dlugiego szczescia, wyniesiona byla na cmentarz, na ktory prowadzil ja proboszcz, ktory wprawdzie nie plakal, ale w ktorego skamienialej twarzy, ci wszyscy, ktorzy go znali, czytali wiecej, nizby lzy i szlochanie powiedziec mogly."
W warszawskim Zyciu (1887, nr 17) znajdujemy statystyke tworczosci Kraszewskiego: w ciagu 58 lat dzialalnosci literackiej Kraszewski wydal 346 dziel (w 600 tomach), zawierajacych 115,525 stronic druku. Do tego doliczyc nalezy 30,640 stronic stu siedmiu tomow, ktorych Kraszewski nie pisal, lecz je redagowal, przepisywal (wiele rzadkich rekopisow i drukow) komentarzami opatrywal lub prace korektorska nad nimi przeprowadzal. Sekretarz pisarza Aleksander Brzostowski twierdzil, ze Kraszewski napisal jeszcze 200,000 listow.
Produkcja ta jako ilosc jest rekordowa w dziejach literatury wszechswiatowej (Kozebue - 258 dziel, Scribe - 350 sztuk scenicznych i pewna liczba powiesci, wszystko zmiescilo sie w 50 tomach. Alexandre Dumas - 400-500 tomow, Jokai - 200, Voltaire - 95).
Wielki bibliograf Karol Estreicher nadeslal Zyciu dokladniejsze obliczenia (nr 28-29), z ktorych wynika, ze Kraszewski wydrukowal okolo 3,400,000 wierszy (linijek), ze korespondencja jego zajelaby w druku 100,000 wierszy - calosc, summa summarum, wyniesie polczwarta miliona.
Korespondent Dziennika Warszawskiego (1854, nr 18) donosi z Mohilewa:
W Bychowie Starym (Bialorus) mowiono mi, iz podobno pewien obywatel tamecznego powiatu wydaje w Brukseli dzielko w jezyku francuskim pt. "Czy mozna zelazo pozbawic jego ciezaru i wagi, pozostawujac mu nietykalna miazszosc, wlasnosc i spojnosc atomow; z dodatkiem kilku pomniejszych rozpraw o zastosowaniu sily powietrza ogrzanego."(Najwyrazniej dzielo zapomniane, chociaz prorocze, wobec niedawnego oblecenia Ziemi przez Bernarda Piccarda i Briana Jonesa w balonie na gorace powietrze. - AMK)
Tygodnik Wedrowiec (1897, nr 26) podaje za prasa galicyjska sprawozdanie z rozprawy sadowej, ktora podowczas toczyla sie w jednym z miasteczek malopolskich, zaznaczajac, ze to nie jest bajka, lecz prawda najczystsza, Otoz, wozny nazwiskiem Wilk zaskarzyl kupca nazwiskiem Kanarek o obraze honoru za to ze go w sprzeczce nazwal "glupim dudkiem."
Wilk zwrocil sie do adwokata dra Kosa, w ktorego imieniu pomocnik jego dr Koziol wniosl skarge do sadu. Rozprawa odbyla sie przed sedzia nazwiskiem Lis, a a jako swiadek przesluchany zostal policjant Zajac. Sedziemu udalo sie pogodzic zwasnione strony.
W roku 1925 grono dowcipnych naukowcow, historykow i bibliofilow krakowskich, z nieodzalowanym moim przyjacielem Kazimierzem Piekarskim na czele, wydalo parodystyczny numer Przewodnika Bibliograficznego, slynny "N 13", druk arcyrzadki dzisiaj, zawierajacy przeszlo dwie setki tytulow nie istniejacych ksiazek istniejacych autorow. Zeszyt ten jest znakomitym okazem nieczesto uprawianej parodii: parodii publikacji naukowej. Kazda pozycja w nim to satyra na autora i na sama bibliografie. Wybieramy na chybil trafil:
Birkenmajer Aleksander. Szesnasta karta rekopisu Nr 2798 Biblioteki Jagiellonskiej i inne szesnaste karty innych rekopisow innych bibliotek. Krakow, 1925. 4o. Str. 78.
Bruchnalski Wilhelm, prof. Uniwersytetu. Krytyczne zestawienie pierwszych liter we wszystkich miejscach "Pana Tadeusza" jako wstep do umiejetnosci literatury polskiej. Lwow. Nakladem Kola Polonistow. 1925. Str. 854.
Bystron Jan Stanislaw. Geneza i warianty piesni "Pani dzis jest bez koszulki." Nakladem Towarzystwa Ludoznawczego. 8o. Str. 32.
Fierich Franciszek Xawery. Prof. Dr, Prezydent Komisji Kodyfikacyjnej. Procedura Sadu Ostatecznego. Z planem orientacyjnym Doliny Jozefata i tablicami konkordacyj artykulow praw boskich i ludzkich. Warszawa 1925. 8o. Str. 806 + 72 tablice + plan.
Goethe Jan Wilkolaz. Piesc. Jedna tragedia. Przelozyl Leon Wachholz. Wydanie drugie poprawione. Warszawa. Gebethner i Wolf. Str. 230.
Kallenbach Jozef. Prof. Uniw. Jagiellonskiego. Nieznany spis garderoby domowej domniemanego pradziadka Jacka Soplicy z r. 1727. Naklad Uniw. Stefana Batorego. 1925. 8o. Str. XXIII+2 z licznymi podobiznami.
Kowalski Tadeusz. Pierogi z kapusta, jako potrawa spozywana przez sw. Jacka w czasie glodu na misjach wsrod Kumanow. Krakow. Polska Akademia Umiejetnosci, 1925. 8o. Str. 146.
Or-Ot (Artur Oppman mjr.) Bakenbardy Ksiecia Pepi. Oktawy zolnierskie. Warszawa. Nakladem "Zolnierza Polskiego," 1925. 16o. Str. 32.
Pasek Jan Chryzostom. Pamietniki, z francuskiego przekladu P. Cazina przelozyl na polski Tadeusz Boy-Zelenski. Warszawa. Naklad Biblioteki Boya. 1925. 8o. Str. IV + 256+3nlb.
Piekarski Kazimierz. Nieodkryty fragment nieznanego urywka niedrukowanego Sowizdrzala w zaginionym tlumaczeniu czeskim lub polskim. Drobny przyczynek do bibliografii polskiej. Krakow, 1925. 16o. Kart nlb. 2+str. 1 + kart czystych 6.
Pilsudski Jozef. Jak uniknalem bledow Napoleona? Krakow. Osobne odbicie z 547 wywiadu w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym". Str. 2.
Rostworowski Karol Hubert. O ile ja i Dante stoimi wyzej od Zeromskiego? Krakow. Nakladem "Glosu Narodu." 1925. 8o. Str. 30.
Sierpinski Waclaw. Prof. Uniw. Warszawskiego. O pewnym dowodzie pewnego twierdzenia i pewnym zagadnieniu tyczacym sie pewnych przypadkow blednego stosowania pewnych zasad do rozkladu pewnych liczb calkowitych na pewne sumy potrojne. Warszawa. Nakladem Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Z zasilku Min. W.R. i O.P. 1925. 8o. Str. 142.
Srokowski Konstanty. Rosja sowiecka z okien wagonu i z glowy wlasnej. Krakow. Nakladem Krakowskiej Spolki Wydawniczej. 1925.
Szober Stanislaw. Cecha cechy i cecha cechy cech. Przyczynki metodologiczne do nauczania jezyka polskiego w nizszych klasach szkol powszechnych. Warszawa. Nakladem autora. Czysty dochod na "Wille lez dzieciecych" w Zakopanem. 1925. 8o. Str. XVI +264.
Wachholz Leon. Uwiedzenie czy zgwalcenie? Sprawa Fausta i Malgorzaty wobec Kodeksu Karnego b. trzech zaborow. Krakow. 1925. 8o. Str. 218 + 7 tablic.
Wrzosek Adam. Numizmatyka dla medykow. Warszawa. M. Arct. 1925. Str. 318 + 73 tablic.
W londynskiej ksiazce telefonicznej z roku 1931 nazwisko Shakespeare wystepuje 21 razy. Jeden z tych Shakespeare'ow mial na imie William i byl handlarzem starzyzny.
Polski kalendarz astrologiczny, wydany w roku 1931 w Bydgoszczy pisal:
"Wloska polityka juz od czsow papiestwa jest zgubna dla Polski, gdyz pcha Niemcow ku Wschodowi, aby ich w ten sposob odpedzic od grabienia ziem na Poludniu i Zachodzie. Biada Polsce, gdy Pacelli zostanie papiezem i kierownikiem Ligii Narodow. Ale biada wtenczas i Niemcom i calej Europie."
Nie chcemy nikogo straszyc... Uprzedzamy tylko... Radzimy wziac pod uwage... Zastanowic sie... Bo oto jak wyglada ceremonial klatwy. Wypisujemy doslownie z Encyklopedii Staropolskiej Brücknera, t. I, str. 586.:
Klatwe, ekskomunike rzucal Kosciol na gwalcacego osoby czy zasoby koscielne w nader uroczystej formie. Biskup lub ksiadz na stopniach wielkiego oltarza z plonaca swieca w reku, po odspiewaniu psalmu Deus laudem mea i powolnym biciu dzwonu w jedna strone, odczytywal formule wylaczajaca winnego ze spolnoty chrzescijanskiej; po czym gasil i odrzucal swiece: niech tak winny ginie! W kosciele, gdzie sie wyklety znajdowal, ustawaly nabozenstwa i poslugi koscielne. Cale miasto, powiat, kraj mogly klatwie podlec, a pociagalo to za soba i materialnie dotkliwe straty; jesli pan dluzej nad rok w klatwie zostawal, mogli za Kazimierza Wielkiego chlopi go opuscic; starosta zajmowal dobra dluznikowi pozostajacemu w klatwie dluzej roku. Byla to bron straszna, i dzieje polskie zapisaly niejeden jej skutek, ale juz od XIII wieku spowszechniala, tym bardziej ze samo duchowienstwo po klatwie rzuconej na miasto cale sie wylamywalo z posluszenstwa, np. franciszkanie wroclawscy przy klatwie rzuconej na Henryka IV. Dzialo sie tak dlatego, ze w XIV i XV wieku naduzywano klatwy dla najpospolitszych celow materialnych, np. o nieplacenie dziesieciny, ze byle klecha na to sie porywal (obrazek drastyczny tego w Krotkiej rozprawie Rejowej, 1543)...Przez niepojete skojarzenie przypomina sie nam wspaniala historyjka, niedawno uslyszana: w czasie straszliwego bombardowania naszej stolicy, gdy wszystko wokol walilo sie i plonelo, przycupneli pod jakims murkiem dwaj warszawiacy z niezrownanego rodu tzw. "knajakow." Jeden z nich ma czkawke. W pewnej chwili przypomina sobie, ze jest na te przypadlosc stary, wyprobowany sposob. Zwraca sie wiec do kolegi z prosba:
90-letnia pani L. rzekla raz do starszego od siebie Fontenelle'a:
- Smierc o nas widac zapomniala.
- Sza - odpowiedzial Fontenelle, kladac palec na ustach.
W wagonie, miejscem,
W hotelu, numerem,
W restauracji, nakryciem,
W teatrze, biletem,
W kosciele, krzeslem,
U krawca, miara,
U kollektora, losem,
W lombardzie, kwitem,
W szpitalu lozkiem,
Na cmentarzu, grobem.
- O. Les
- ( Mucha, 1873, nr. 81)
Astronom z astronomem obiad razem jedli
I przy biesiadnym stole spor zawziety wiedli,
Jeden twierdzil, ze Ziemia wokol Slonca dazy,
Drugi - ze to nie Ziemia, ale Slonce krazy.
Jeden zwal sie Kopernik, a drugi Ptolemej...
A spor co jest ruchome, co zas nieruchome,
Rozsadzil kucharz - zartem. Spytal go gospodarz:
"Znasz bieg planet niebieskich? Jaki dowod podasz,
Kto z nas praw?" Na to kucharz: Kopernik, nie Greczyn.
Wprawdziem na Sloncu nie byl, ale kto zaprzeczy
Tej prawdzie oczywistej, mezowie uczeni,
Ze nikt pieca nie kreci dokola pieczeni."

Istnieja dziedziny kolekcjonerstwa, ktore zrobily wielkie kariery: obrazy, znaczki pocztowe, sztychy, porcelana, miniatury i - ksiazki.
(tekst niedokonczony przez autora)

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||