Listy z konca wieku i swiata


POD PREGIERZEM WOLNOSCI





MAREK KUSIBA


"Ogolnie rzecz biorac idzie o to, Flor, zeby nie byc zawistnym, drobiazgowym, smierdzielem, gnojem, egoista, zarozumialcem i tepo powaznym matolem. Tysiac razy ci mowilem, ze masz byc szlachetny, pelen jowialnosci, posiadajacy poczucie humoru i proporcji."
Slowa te napisal Witold Gombrowicz. Trudno jest po nim dodac cos nowego do opisu polonijnego piekielka, ktore uwilo sobie liczne gniazdka - jak demokratyczny swiat dlugi i szeroki. Powie ktos patrzacy na nas z boku - no wlasnie, dlaczego ci ludzie nie korzystaja z przywileju wolnosci, tylko w glowie im przywileje? I ktos z innego boku odpowie - ano, bo tak juz zostali zrobieni. Przez kogo? Powiemy - przez los. Przez lata zaborow, przez nieudane powstania, wywozki, wieszania, palenia, rozstrzeliwania, zakopywania zywcem. I bedzie to prawda, ale tylko w jakiejs czesci, bo Polacy nie jedyni, nie pierwsi i nie ostatni przeszli pieklo. Mamy w Kanadzie uchodzcow z rejonow swiata, o ktorych nawet nie slyszelismy, a sa one prawdziwym pieklem na ziemi. Od wiekow. I ci ludzie, a nie my sami, powinni byc dla nas jakims punktem odniesienia. Tragiczne losy wielu narodow, ktorym Kanada dala nowy albo pierwszy w zyciu dach nad glowa, ucza pokory wszystkich, tylko nie nas. Czy to nie smutne? Tysiac nielatwych lat powinno bylo nas czegos nauczyc. I nie nauczylo. Dlaczego? Azebym to ja wiedzial? Poza tym kazdy obywatel tego swiata ma swoje male, prywatne piekielko, w ktorym pala diably naszych uczynkow. I nie sa to zawsze uczynki szlachetne ani madre. Ci z nas, ktorzy dobrowolnie odbieraja sobie prawo do wolnosci , staja sie dobrowolnymi ofiarami - a jak sie uda, to i katami. Masowo rezygnuja z wlasnego "ego" i ochoczo leza w lapy jakiegos kolejnego Nikodema Dyzmy, liczac na uzyskanie od niego sily, ktorej im samym nie dostaje.

"W bardziej skrajnych wypadkach - a bywa ich niemalo - obok sklonnosci do umniejszania siebie i podporzadkowania sie silom zewnetrznym napotykamy tendencje do zadawania sobie samemu krzywdy i cierpienia." Tak madrze pisal Erich Fromm w Ucieczce od wolnosci. Skad on to wiedzial? Przeciez nie mial zielonego pojecia o zyciu i rytualach Polakow mieszkajacych w Kanadzie. Popatrzmy na to zycie przez dziurke od klucza do rozgrzanych awanturami sal obrad organizacji polonijnych. My przeciez prawie niczego innego na tych zebraniach nie robimy, jak tylko zadajemy sobie samym krzywde i cierpienia. Polacy, majac opinie ludzi inteligentnych, wyksztalconych, pracowitych i zaradnych, sprowadzaja czesto siebie samych do poziomu Forest Gumpa. To byl bardzo mily facet, ktorego jednak nikt nie traktowal powaznie nie dlatego, ze nie mial po kolei pod sufitem, ale dlatego, ze on sam siebie nie bral zbyt serio. Ten film mial wiele wspanialych scen, ale jedna genialna: Forest Gump od kilku lat i ilus tam dni biegl przez Ameryke, az pewnego dnia sie zatrzymal. Tak po prostu, najzwyczajniej - przestal biec, czytaj - uciekac, bo mu sie znudzilo. Tylko tyle: znudzilo mu sie. Jest nadzieja, ze moze i nam sie w koncu znudzi?

Mamy koniec wieku migracji, a Polonia wcale nie chce emigrowac ani z piekielka, ani z getta. Malo tego, robi wszystko, by w tym zakletym, chocholim kregu wirowac juz do konca. No wlasnie: czy czeka nas k o n i e c Polonii jako formy organizacji zycia Polakow poza krajem, oraz jako kategorii kulturowej? Czy przeciwnie - nastapi rozrost tego tworu z poprzedniej epoki, ktory bedzie uwierac, jak za ciasny but, nastepne pokolenia, wychowane juz w zupelnie innym swiecie? Prosze mnie zle nie zrozumiec. Ja nie dezawuuje dorobku starszej emigracji, zwlaszcza wojennej: z nich wszyscy jestesmy, i wszystko co najlepsze zbudowali Oni. Ja sie tylko dopominam rozsadku. Nie widac go w zbyt wielu szkodliwych, niemadrych posunieciach, ktorych jestesmy swiadkami niemal na codzien. Jesli dodac do tego wbudowany w nasza podswiadomosc instynkt samozaglady, na rezultaty nie przyjdzie nam czekac zbyt dlugo. Przyklady? Moge nimi sypac jak z rekawa. Ale nie o to chodzi, by stawiac kogos pod pregierzem, gdyz wszyscy jestesmy w jakiejs czesci winni temu, co sie dzieje. Chcialbym jednak, by ci, co to czytaja, zadumali sie nad tym przez chwile. To juz duzo.

"Odczucie, ze m u s i byc jakis uklad slow, w ktory zostalaby schwytana niejako esencja potwornosci poznanej w tym stuleciu. I czytanie pamietnikow, wspomnien, reportazy, powiesci, wierszy, zawsze z nadzieja i tym samym wynikiem: - To nie to". Tylko niesmialo wylania sie mysl, ze prawda o losie czlowieka na ziemi jest inna niz ta, ktorej nas uczono. Wzdragamy sie przed jej nazwaniem." Te slowa Czeslawa Milosza wyjalem z jednej z jego najlepszych ksiazek o tytule Piesek przydrozny. Ow piesek to zartobliwe i wyjatkowo przewrotne przebranie autora, ktory "obszczekuje" medrkow i hipokrytow, ludzi nadetych i "wypimpiszonych," spelniajac swoj obowiazek wobec swoich czytelnikow. Milosz-piesek powinien byc wzorem dla wszystkich piszacych, takze do polonijnych gazet: obszczekujmy wszelkie Bractwa Wzajemnej Arogancji (termin Irzykowskiego), wkladajmy kije a nawet reke w mrowisko, gdyz kazda subtelnosc bedzie odczytana jedynie jako gatunek falszu. Tym bardziej, ze zbyt wielu ludziom u konca wieku coraz lepiej sie zyje z tym wypimpiszeniem. Takze w Polonii. I chcieliby innych widziec w stanie zupelnego wypimpiszenia. Dlatego upominaja, ze przywolywanie do rozsadku, budzenie z letargu mija sie z celem. Gdyz lunatycy bardzo nie lubia naglych przebudzen. Uwielbiaja bladzic krawedziami w sennym pograzeni marzeniu.




Marek Kusiba jest polskim dziennikarzem, publicysta i poeta mieszkajacym w Toronto, ON, Canada. Publikuje felietony w polonijnej prasie w Kanadzie i w Stanach Zjednoczonych.   (AMK)







Copyright © 1997-1999 Zwoje