|
"Nos Venerem tutam, concessaque furta, canemus;
Inque meo, nullum carmine, crimen erit."
Ovidius, Ars amatoria, I, 33- 34
Dwudziestoletni bracia moi!
Dwudziestoletnie moje siostry!
Mlodzi! Silni! Zdrowi!
Ktorzy czujecie w sobie krew czerwona,
Goraca, dumna, swieza, pulsujaca!
Ktorzy czujecie rozkosz rozprezenia
Muskulow twardych!
Ktorzy stapacie po ogromnej kuli:
Po ziemi starej, madrej i okraglej!
Ktorzy czujecie rozkosz slowa: zyje!
Ktory-m zalewa serca boskim szczesciem
Mysl o rozkosznej fizjologii Zycia! -
- Hej, wam dzis spiewam, piekni, madrzy, m o i!
Hej, wam dzis spiewam, silni, zdrowi, mlodzi!
Piesn, ktorej niech sie dziewczyna nie wstydzi!
Piesn, ktora niechaj mlodziencowi skrycie
Niechlujnych, glupich mysli nie nasuwa!
Dwudziestoletni bracia moi!
Dwudziestoletnie moje siostry!
Spiewam falliczna, tryumfalna Piesn!
Bo swiete jestes, Zycie, w kazdym calu!
Bo cudne jestes, rozkoszne i boskie,
Kto jeno umie drzec na mysl o tobie,
Kto jeno umie uznawac cie wszedzie,
Gdzie jestes, z Boga: pierwotne i cieple,
Gdzie wytryskujesz, jak nasienie ludzkie
W ostatniej drgawce spelnionej rozkoszy!
Gdzie jestes swietlna, olbrzymia potega,
Z ktora sie trzeba w Jednosc madra stopic,
Gdzie jest nad gleba wilgotna, zorana,
Cieple, laskawe, milosciwe Slonce!
O, chwala, chwala wszystkiemu, co zyje!
Pojdzmy z Miloscia w zycie, pojdzmy z sercem,
Co umie kochac. Co umie sie cieszyc!
Pojdzmy—"bezwstydni" dla sobaczej zgrai
Kretynow, blaznow, chamow i kramarzy!
Lecz czysci, swieci, cudni i radosni
Dla kazdej mlodej, kochajacej duszy...
Oto w poludnia skwarze, pod prostopadlymi
Slonca promienmi, w goracu upalnym
W najbielszym, swietym slonecznym ognisku,
Na polu zlotym, cichym, rozpalonym,
Lezy Kobieta - naga, biala, silna,
Lezy Kobieta - jedrna, zadna, mloda,
Lezy Kobieta! - Kobieta!! Kobieta!!!
I oto idzie ku niej Maz Ogromny,
Silny i piekny, zagorzaly, zdrowy!.
Grzany slonecznym upalem poludnia,
Idzie Mezczyzna! Mezczyzna!! Mezczyzna!!!
I wyciagaja sie kobiece rece,
I rozwieraja sie kobiece nogi,
Wznosza sie piersi glebokim oddechem
I rozszerzaja sie okragle biodra
I patrzy w slonce lono Kobiecosci...
Serce mezowi mlotem tluc poczyna,
Swiete wzruszenie ogarnia mu dusze
I szybko kroczy, i ciezko oddycha,
Jak Bog radosny...
I oto wznosi sie w nim Duch Swietlisty,
I oto zadza cudna go ogarnia,
I zwierze chutne, i instynkt odwieczny
Ku niej go ciagnie...
I pieknie, preznie wznosi sie do gory
Fallus, meskosci swieta doskonalosc!
( -- Precz, tepoglowe chamy!
Precz, sobaki!
Ani mnie chichot wasz podly przerazi,
Ani zamglone oczy, ani wargi
Cuchnaca piana sprosnosci zalane!)
I oto laczy sie cialo mezczyzny
Z cialem kobiety... Oto sie splataja
Rece i nogi, a kobiece mleko
Z zduszonych piersi tryska... Oto wargi
Zwarly sie w dlugi slodki pocalunek...
I drgaja ciala, i w pospiechu, w szale
Czekaja Przyjscia, czekaja Spelnienia,
I oto czuja, jak sie rozkosz zbliza,
Jak sie tumania krwia zalane mozgi,
Jak bija serca pod rytm cial drgajacych,
Jak dziko pala ciala razem zwarte,
Jak sie splecione zaciesniaja wiezy,
Jak wargi wilgne szepca urywanie
Slowa milosci...
Az wreszcie chwila okropna przychodzi,
Kiedy ich rozkosz przeszywa jak strzala,
Jak blyskawica, jasne szczescie bije
I wytryskuje nasienie mezczyzny
W kobiece lono...
O, chwala, chwala wszystkiemu, co zyje!
O, badzmy czysci, madrzy i radosni!
O, idzmy w zycie z miloscia sloneczna,
Z ktora sie trzeba w Jednosc madra stopic,
Gdzie jest nad gleba wilgotna, zorana,
Cieple, laskawe, milosciwe Slonce!
1916
|