STANISLAW BALINSKI

POETA PRZEMIJANIA SWIATA








NAWOLYWANIA

- Poczekaj!...

Ta galaz kwitnaca
I tak cie nie uspi, nie usni,
A woda odplywajaca
I tak cie minie, przeplynie...
Zatrzymasz sie kiedys bez tchu
Po tamtej stronie mlodosci,
Po tamtej stronie snu,
I bedziesz wolal z daleka,
Jak ja dzis wolam do ciebie:
- Poczekaj...


I to jest tresc calej ballady:
- Dwa nasze zgubione echa,
Dwa echa bez zadnej pomocy
Zgubione wsrod podroznych nocy,
Nawolujace z daleka:
- Poczekaj...czy slyszysz...poczekaj!




Stary Londyn:

NIEDZIELA

W niedzielne letnie popoludnie,
Gdy kule nudy toczy demon
Po niebie bladym jak anemon ...
Nad woda w kwiaty oprawiona,
Siadaja rzedem staruszkowie,
Pochyle panie i panowie,
Ubrani jasno, mile, schludnie,
I patrzac w wode, jak zanika
Fala za fala, swiat za swiatem,
Pija herbate, za herbata,
Mowiac (tu - cicha muzyka):

- Jaka szkoda, jaka szkoda, jaka szkoda,

Ze dni nasze, dni wiosenne (nawet we snie)

Przeplynely beznamietnie, bezszelestnie,

Jak ta woda ...




METAFORA

Gwiazdy. - O nie chce juz do gwiazd dobierac
Metafor zadnych. Wiem tylko, ze swieca,
Nie oswietlajac... I ze losow ksiegi,
Splamionej czasem, jak woskowa swieca,
Gdzie chcialbym wrozbe na jutro wyszperac,
Czytac nie moge. Patrze w ciemne kregi
I widze punkty... lsniace, fosforyczne,
Podobne blyskom w krysztale znachora;
Punkty - powiadam - nie gwiazdy febryczne,
Punkty w ciemnosciach... To nie metafora,
Co kazda sprawe wykrzywia i zmienia,
A punkty mroku nie oswietlajace,
Punkty widzenia... Tak. Punkty widzenia
Przeroznych oczu biegnacych, spieszacych,
Narastajacych i nieustajacych,
Punkty widzenia - na to sie stalo,
Na to co dzieje sie i stac sie moze.
Punkty widzenia - punktow cale morze,
Ktore po niebie zagubienia leca,
Ciagnac za soba smuge blednej jazdy,
Punkty widzenia, co w ciemnosciach swieca,
Nie oswietlajac ciemnosci. Jak gwiazdy.




MONUMENT

Marii z Miciskich Liebhardtowej


W ogrodzie moich mistrzow potrzaskano drzewa,
Rozszarpano domostwa, zaciemniono stawy,
Nad pustym brzegiem smutek barytonem spiewa
Zimna arie klasyczna o ruinach slawy.

Rozszarpano domostwa, zaciemniono stawy,
Ale struny drzew zyja i graja nocami
Zimna arie klasyczna o ruinach slawy,
Uniesionych przez slowa i miedzy gwiazdami.

Ale struny drzew zyja i graja nocami,
Koloru dobywajac z fosforycznych palet,
Uniesionych przez slowa i miedzy gwiazdami:
I tak nad ziemia wschodzi historyczny balet.

Koloru dobywajac z historycznych palet,
Pisze do mgiel scenariusz, niebu daje rymy -
I tak nad ziemia wschodzi historyczny balet,
Ktory chceny dosiegnac, za ktorym gonimy.

Pisze do mgiel scenariusz, niebu daje rymy,
Wiatrom nadaje kontur lotnego okretu,
Ktory chcemy dosiegnac, za ktorym gonimy
Miedzy pustka ogrodu a glebia odmetu.

Wiatrom nadaje kontur lotnego okretu,
Niech plynie!... Potrzaskane zegnajcie mi drzewa!
Miedzy pustka ogrodu, a glebia odmetu
Czas zapuszcza kurtyne. Moj sen ja rozwiewa.

Niech plynie!... Potrzaskane zegnajcie mi drzewa,
Rozszarpane domostwa, zaciemnione stawy.
Nad pustym brzegiem smutek barytonem spiewa
Zimna arie klasyczna o ruinach slawy.




DROGI POWRACAJACE

Rzeka odwraca swoj bieg,
Od morza plynie do zrodla.

Wracaja minione brzegi,
Nadplywa mlodosci urna.


Jawia sie stare bezdroza,
I dawna lipcowa mgla.

Nie zobaczymy juz morza
Od strony dna.


Wszystko sie zwija z powrotem,
Rzeka sie toczy na wspak.

Naplywa karczma z oblokiem,
A nad nia wypchany ptak.


To tam, w tej karczmie, pod strzecha,
Mowilo sie: "odejsc czas".

Czas odszedl, zostalo echo
I dotad przyzywa nas.


Nadciaga wiejskie urwisko
O barwie sprzed wielu lat.

Tam milosc stala tak blisko,
Ten kwiat to byl nawet jej kwiat.


To bylo tam, u tej skaly,
Na skraju fiolkowych wydm.

Milosc odeszla. Zostaly
Widma placzace do widm.


Karykatury tych wspomnien
Upiorny maja dzis garb

I maja oczy bez ogni
I twarze sine bez farb.


A rzeka kurczy sie, sciesnia
I z trudem pcha sie pod prad.

Jeszcze ten dom, i czeresnia,
I ogrod widziany stad.


I ja biegnacy przez ogrod
Z krzykiem, ze "nowosc", ze "dzien"!

Tam jeszcze odlot. Tu - odwrot.
Tam jeszcze swiatlo. Tu - cien.


Tam jeszcze spiewne przestworza,
Tu - pierwsza surowa lza.

Nie zobaczymy juz morza
Od strony dna.



z tomu: Stanislaw Balinski (1898-1984), Wiersze emigracyjne,
Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1981








Copyright © 1997-1999 Zwoje