

|
Ta galaz kwitnaca I tak cie nie uspi, nie usni, A woda odplywajaca I tak cie minie, przeplynie... Zatrzymasz sie kiedys bez tchu Po tamtej stronie mlodosci, Po tamtej stronie snu, I bedziesz wolal z daleka, Jak ja dzis wolam do ciebie: I to jest tresc calej ballady: - Dwa nasze zgubione echa, Dwa echa bez zadnej pomocy Zgubione wsrod podroznych nocy, Nawolujace z daleka: |

|
W niedzielne letnie popoludnie, Gdy kule nudy toczy demon Po niebie bladym jak anemon ... Nad woda w kwiaty oprawiona, Siadaja rzedem staruszkowie, Pochyle panie i panowie, Ubrani jasno, mile, schludnie, I patrzac w wode, jak zanika Fala za fala, swiat za swiatem, Pija herbate, za herbata, Mowiac (tu - cicha muzyka): |

|
Gwiazdy. - O nie chce juz do gwiazd dobierac Metafor zadnych. Wiem tylko, ze swieca, Nie oswietlajac... I ze losow ksiegi, Splamionej czasem, jak woskowa swieca, Gdzie chcialbym wrozbe na jutro wyszperac, Czytac nie moge. Patrze w ciemne kregi I widze punkty... lsniace, fosforyczne, Podobne blyskom w krysztale znachora; Punkty - powiadam - nie gwiazdy febryczne, Punkty w ciemnosciach... To nie metafora, Co kazda sprawe wykrzywia i zmienia, A punkty mroku nie oswietlajace, Punkty widzenia... Tak. Punkty widzenia Przeroznych oczu biegnacych, spieszacych, Narastajacych i nieustajacych, Punkty widzenia - na to sie stalo, Na to co dzieje sie i stac sie moze. Punkty widzenia - punktow cale morze, Ktore po niebie zagubienia leca, Ciagnac za soba smuge blednej jazdy, Punkty widzenia, co w ciemnosciach swieca, Nie oswietlajac ciemnosci. Jak gwiazdy. |

|
Marii z Miciskich Liebhardtowej W ogrodzie moich mistrzow potrzaskano drzewa, Rozszarpano domostwa, zaciemniono stawy, Nad pustym brzegiem smutek barytonem spiewa Zimna arie klasyczna o ruinach slawy. Rozszarpano domostwa, zaciemniono stawy, Ale struny drzew zyja i graja nocami Zimna arie klasyczna o ruinach slawy, Uniesionych przez slowa i miedzy gwiazdami. Ale struny drzew zyja i graja nocami, Koloru dobywajac z fosforycznych palet, Uniesionych przez slowa i miedzy gwiazdami: I tak nad ziemia wschodzi historyczny balet. Koloru dobywajac z historycznych palet, Pisze do mgiel scenariusz, niebu daje rymy - I tak nad ziemia wschodzi historyczny balet, Ktory chceny dosiegnac, za ktorym gonimy. Pisze do mgiel scenariusz, niebu daje rymy, Wiatrom nadaje kontur lotnego okretu, Ktory chcemy dosiegnac, za ktorym gonimy Miedzy pustka ogrodu a glebia odmetu. Wiatrom nadaje kontur lotnego okretu, Niech plynie!... Potrzaskane zegnajcie mi drzewa! Miedzy pustka ogrodu, a glebia odmetu Czas zapuszcza kurtyne. Moj sen ja rozwiewa. Niech plynie!... Potrzaskane zegnajcie mi drzewa, Rozszarpane domostwa, zaciemnione stawy. Nad pustym brzegiem smutek barytonem spiewa Zimna arie klasyczna o ruinach slawy. |

|
Rzeka odwraca swoj bieg, Wracaja minione brzegi, Jawia sie stare bezdroza, Nie zobaczymy juz morza Wszystko sie zwija z powrotem, Naplywa karczma z oblokiem, To tam, w tej karczmie, pod strzecha, Czas odszedl, zostalo echo Nadciaga wiejskie urwisko Tam milosc stala tak blisko, To bylo tam, u tej skaly, Milosc odeszla. Zostaly Karykatury tych wspomnien I maja oczy bez ogni A rzeka kurczy sie, sciesnia Jeszcze ten dom, i czeresnia, I ja biegnacy przez ogrod Tam jeszcze odlot. Tu - odwrot. Tam jeszcze spiewne przestworza, Nie zobaczymy juz morza z tomu: Stanislaw Balinski (1898-1984), Wiersze emigracyjne,
|

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||