JESTEM TYLKO DRZENIEM







HALINA POSWIATOWSKA






* * *


W twoich doskonalych palcach
jestem tylko drzeniem
spiewem lisci
pod dotykiem twoich cieplych ust

zapach drazni - mowi: istniejesz
zapach drazni - roztraca noc
w twoich doskonalych palcach
jestem swiatlem

zielonymi ksiezycami plone
nad umarlym ociemnialym dniem
nagle wiesz - ze mam usta czerwone

- slonym smakiem nadplywa krew -






CZYM JEST MILOSC


Plomieniem ktory posiadl drewniana chate - pijanym
pocalunkiem wgryzl sie w glab strzechy.
Piorunem - ktory kocha wysokie drzewa - woda
uwieziona plasko - wyzwalana przez niesyty wolnosci
wiatr.
Wlosami sosny - gladzonymi jego reka - wlosami
rozspiewanymi w szalona wdzieczna piesn.
Ciemna glowa topielicy - ktora palce rozsnula
w poprzek fali - a usmiech dala niezywemu sloncu.
Wyciagnieta na brzeg - plakala dlugo i nie wyschla
az dotad poki smutni ludzie nie zakopali jej w ziemi.
Plomieniem.






W SLONCU POLUDNIA


Dziewianna wlosami ze zlota
wlosami z rudej czerwieni
owinela szyje
prezy zielone piersi
na smaglym ciele ziemi

dziewianna nie zna wstydu
dziewianna jest trawa
zmarszczkami z promieni
rozkwita

dziewianna pod jasnym niebem
gnie seledynowe cialo
wszytkimi wlosami
chwali zyzna zlota nagosc






* * *


W kwiatkach czeremchy
odurzony zapachem
moj szalony gniew
osunal sie na kolana

stalam nad nim
bezsilna i drzaca
a ty - stales poza mna

i szybciej niz plynie woda
wziales moje rece
i skrepowales je pocalunkami

a potem - byla czeremcha
i czeremcha
patrzyla -










* * *


Powiedziales; "przyjde do ciebie noca gdy bedziesz
spala skulona jak cieply mruczacy kot."
I teraz czekam na ciebie przez wszystkie wieczory.
Rozgniatam usta o pierze poduszek rozsnuwam wlosy
kolor zeschlych lisci po gladkim chlodnym przescieradle.
Zanurzam rece w ciemnosc owijam wokol palcow milczace
galezie. Ptaki spia. Gwiazdy nie potrafia uskrzydlic
ciezkich chmur. Noc rosnie we mnie - minuty -
czerwone krople tetniacej krwi przebiegaja ostroznie.
Na palcach powoli przez zamkniete okno wchodzi ostry
zimny ksiezyc.






LUSTRO


Jestem zaczadzona pieknem mojego ciala.
patrzylam dzisiaj na siebie twoimi oczyma odkrylam
miekkie zagiecie ramion znuzona okraglosc piersi ktore
chca spac i powoli na przekor sobie staczaja sie w dol
moje nogi rozchylaja sie oddajace bezmiernie az po
krance ktorych nie ma to co jest mna i poza mna
pulsuje w kazdym lisciu w kazdej kropli deszczu
widzialam sie jak gdyby poprzez szklo w twoich oczach
patrzacych na mnie czulam twoje rece na cieplej napietej
skorze moich ud i posluszna twojemu rozkazowi
stalam naga naprzeciw wielkiego lustra a potem
zaslonilam oczy twoje zeby nie widziec i nie czuc
samotnosci mojego rozkwitlego toba ciala.






* * *


Czekalam dlugo
wspieralam wlosy na rece
podporke robilam wlosom
z moich rak samotnych z palcow

usta oszukiwalam pieszczota
kolorowej szminki
czekajcie - mowilam - ustom
przyfruna pocalunki
opadna
rojem pszczol w wasze rozowe wnetrze

I piersi dotykalam reka
szeptalam w uniesione konce
czekajcie - przyjdzie ten
w ktorego rak zaglebieniu
znajdziecie przystan spokojna

i nog strzelistym wiezom
odwroconym w dol
klamalam - przyjdzie
i drzaly - wierzac

teraz rzucam to wszystko
w chlodna tafle lustra
jak w gleboki staw
i odwracam twarz i sie smieje






* * *


Po co umylam piersi
i kazdy wlos z osobna
czesalam w waskim lustrze
puste sa moje rece
i lozko

cienki scyzoryk nocy
rozcial obraczke
polksiezycem zwisla pod brzemienna w paki jablonia

Szamoce sie szarpie
krochmalona koszule
wydyma wielki wiatr

moj brzuch jest gladkim stawem
piersi - rozpieniona woda
uglaskac je - uglaskac - uglaskac

swiatlo dnia pijane z niemocy
znajdzie moje zeschle usta
i niechetnie i obco
mglisto je ucaluje - odejdzie.






* * *


Ptaku mojego serca
nie smuc sie
nakarmie cie ziarnem radosci
rozblysniesz

ptaku mojego serca
nie placz
nakarmie cie ziarnem tkliwosci
fruniesz

ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydlami
nie szarp sie
nakarmie cie ziarnem smierci
zasniesz






* * *


Kazales mi sie modlic
i mowie tak
przepiorko mojej troski
ciemne ziarno bolu
dziob

tak prosze
przepiorko mojej trwogi
w wysokich ostach
polatuj

przepiorko - umarla moja nadziejo
wykarm w gniezdzie
zmarzniete bezpiore piskleta






* * *


Mam ciebie w roztanczonej krwi
w zebach
nitkami nerwow zwiazanych w supel
czuje - zlota namietnosc twojego ciala
przeciagam po nim reka
lekko
lekko
gne sie
zewszad z konca az do poczatku
i znow
do konca
jestem
posrodku ciebie
wspieta nad toba
cala - w tobie






* * *


Tak bardzo cie kocham
mowilam o tym wodzie
ktora biegla
po ostrym zwirze
mowilam o tym
promieniom slonca
to harfa grala
pod moim oddechem
muzyka
owijala ziemie
jak warstwa powietrza
i moje pluca
spiewaly
tak bardzo cie kocham
ziemia pocieta
zloto blekitne zloto
i nagla czerwien
jak arteria ktora pekla
wyplywajaca krew
ziemia
tak bardzo cie kocham
polozylam usta na korze
chropowata kora
odpowiedziala pieszczota
piskleta ptasie
zakrzyczaly w gniazdach
tak bardzo cie kocham
cienie
ostre cienie
ulice miast puste
gwiazdy spiewaja
tak bardzo tak bardzo cie kocham






* * *


Czy swiat umrze troche
kiedy ja umre

patrze patrze
ubrany w lisi kolnierz
idzie swiat

nigdy nie myslalam
ze jestem wlosem w jego futrze

zawsze bylam tu
on - tam

a jednak
milo jest pomyslec
ze swiat umrze troche
kiedy ja umre








Copyright © 1997-1999 Zwoje