

|
W twoich doskonalych palcach jestem tylko drzeniem spiewem lisci pod dotykiem twoich cieplych ust zapach drazni - mowi: istniejesz zapach drazni - roztraca noc w twoich doskonalych palcach jestem swiatlem zielonymi ksiezycami plone nad umarlym ociemnialym dniem nagle wiesz - ze mam usta czerwone - slonym smakiem nadplywa krew - |

|
Plomieniem ktory posiadl drewniana chate - pijanym pocalunkiem wgryzl sie w glab strzechy. Piorunem - ktory kocha wysokie drzewa - woda uwieziona plasko - wyzwalana przez niesyty wolnosci wiatr. Wlosami sosny - gladzonymi jego reka - wlosami rozspiewanymi w szalona wdzieczna piesn. Ciemna glowa topielicy - ktora palce rozsnula w poprzek fali - a usmiech dala niezywemu sloncu. Wyciagnieta na brzeg - plakala dlugo i nie wyschla az dotad poki smutni ludzie nie zakopali jej w ziemi. Plomieniem. |

|
Dziewianna wlosami ze zlota wlosami z rudej czerwieni owinela szyje prezy zielone piersi na smaglym ciele ziemi dziewianna nie zna wstydu dziewianna jest trawa zmarszczkami z promieni rozkwita dziewianna pod jasnym niebem gnie seledynowe cialo wszytkimi wlosami chwali zyzna zlota nagosc |

|
W kwiatkach czeremchy odurzony zapachem moj szalony gniew osunal sie na kolana stalam nad nim bezsilna i drzaca a ty - stales poza mna i szybciej niz plynie woda wziales moje rece i skrepowales je pocalunkami a potem - byla czeremcha i czeremcha patrzyla - |


|
Powiedziales; "przyjde do ciebie noca gdy bedziesz spala skulona jak cieply mruczacy kot." I teraz czekam na ciebie przez wszystkie wieczory. Rozgniatam usta o pierze poduszek rozsnuwam wlosy kolor zeschlych lisci po gladkim chlodnym przescieradle. Zanurzam rece w ciemnosc owijam wokol palcow milczace galezie. Ptaki spia. Gwiazdy nie potrafia uskrzydlic ciezkich chmur. Noc rosnie we mnie - minuty - czerwone krople tetniacej krwi przebiegaja ostroznie. Na palcach powoli przez zamkniete okno wchodzi ostry zimny ksiezyc. |

|
Jestem zaczadzona pieknem mojego ciala. patrzylam dzisiaj na siebie twoimi oczyma odkrylam miekkie zagiecie ramion znuzona okraglosc piersi ktore chca spac i powoli na przekor sobie staczaja sie w dol moje nogi rozchylaja sie oddajace bezmiernie az po krance ktorych nie ma to co jest mna i poza mna pulsuje w kazdym lisciu w kazdej kropli deszczu widzialam sie jak gdyby poprzez szklo w twoich oczach patrzacych na mnie czulam twoje rece na cieplej napietej skorze moich ud i posluszna twojemu rozkazowi stalam naga naprzeciw wielkiego lustra a potem zaslonilam oczy twoje zeby nie widziec i nie czuc samotnosci mojego rozkwitlego toba ciala. |

|
Czekalam dlugo wspieralam wlosy na rece podporke robilam wlosom z moich rak samotnych z palcow usta oszukiwalam pieszczota kolorowej szminki czekajcie - mowilam - ustom przyfruna pocalunki opadna rojem pszczol w wasze rozowe wnetrze I piersi dotykalam reka szeptalam w uniesione konce czekajcie - przyjdzie ten w ktorego rak zaglebieniu znajdziecie przystan spokojna i nog strzelistym wiezom odwroconym w dol klamalam - przyjdzie i drzaly - wierzac teraz rzucam to wszystko w chlodna tafle lustra jak w gleboki staw i odwracam twarz i sie smieje |

|
Po co umylam piersi i kazdy wlos z osobna czesalam w waskim lustrze puste sa moje rece i lozko cienki scyzoryk nocy rozcial obraczke polksiezycem zwisla pod brzemienna w paki jablonia Szamoce sie szarpie krochmalona koszule wydyma wielki wiatr moj brzuch jest gladkim stawem piersi - rozpieniona woda uglaskac je - uglaskac - uglaskac swiatlo dnia pijane z niemocy znajdzie moje zeschle usta i niechetnie i obco mglisto je ucaluje - odejdzie. |

|
Ptaku mojego serca nie smuc sie nakarmie cie ziarnem radosci rozblysniesz ptaku mojego serca nie placz nakarmie cie ziarnem tkliwosci fruniesz ptaku mojego serca z opuszczonymi skrzydlami nie szarp sie nakarmie cie ziarnem smierci zasniesz |

|
Kazales mi sie modlic i mowie tak przepiorko mojej troski ciemne ziarno bolu dziob tak prosze przepiorko mojej trwogi w wysokich ostach polatuj przepiorko - umarla moja nadziejo wykarm w gniezdzie zmarzniete bezpiore piskleta |

|
Mam ciebie w roztanczonej krwi w zebach nitkami nerwow zwiazanych w supel czuje - zlota namietnosc twojego ciala przeciagam po nim reka lekko lekko gne sie zewszad z konca az do poczatku i znow do konca jestem posrodku ciebie wspieta nad toba cala - w tobie |

|
Tak bardzo cie kocham mowilam o tym wodzie ktora biegla po ostrym zwirze mowilam o tym promieniom slonca to harfa grala pod moim oddechem muzyka owijala ziemie jak warstwa powietrza i moje pluca spiewaly tak bardzo cie kocham ziemia pocieta zloto blekitne zloto i nagla czerwien jak arteria ktora pekla wyplywajaca krew ziemia tak bardzo cie kocham polozylam usta na korze chropowata kora odpowiedziala pieszczota piskleta ptasie zakrzyczaly w gniazdach tak bardzo cie kocham cienie ostre cienie ulice miast puste gwiazdy spiewaja tak bardzo tak bardzo cie kocham |

|
Czy swiat umrze troche kiedy ja umre patrze patrze ubrany w lisi kolnierz idzie swiat nigdy nie myslalam ze jestem wlosem w jego futrze zawsze bylam tu on - tam a jednak milo jest pomyslec ze swiat umrze troche kiedy ja umre |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||