NIEROZWAZNA   I   NIEROMANTYCZNA

(O poezji Haliny Poswiatowskiej)





GRAZYNA BORKOWSKA


(Fragmenty eseju   Nierozwazna i nieromantyczna)

[...]

POEZJA


Halina Poswiatowska [1935-1967] pisala z tomiku na tomik coraz lepiej. W Hymnie balwochwalczym (1958) i w wierszach poprzedzajacych ksiazkowy debiut, poetka posluguje sie po rowni poetyka bezposredniego wyznania i stylizacyjnym kostiumem. Pisze o sobie, ale pisze tez o Heloizie, Berenice, Scheilii, Nefretete, Julii, Beatryx, Carmen, Aurelii, Otellu i Desdemonie, czarownicach prowadzonych na smierc. Te wiersze pachna poetyckim konceptem, szlachetna sztucznoscia poezji napisanej przez oczytana autorke. W tym czasie rodzi sie powoli typ wiersza stanowiacego znak rozpoznawczy poezji Poswiatowskiej: strofa napisana w pierwszej osobie, rozpoczeta mocnym akcentem: jestem, pisze, pragne, mowie, przynoszaca dramatyczne wyznanie tesknot milosnych i egzystencjalnych niepokojow. Wlasciwym tlem dla tych wierszy nie sa znaki kultury i atrybuty miejskosci, ale swojski pejzaz lub jego elementy: krzak czeremchy, topola, rzeka, niebo, ksiezyc. Tym prostym zabiegiem Poswiatowska osiaga efekt spotegowanej waznosci. Milosc rozgrywa sie zawsze w wymiarze kosmicznym, pomiedzy niebem a ziemia, posrod spraw ostatecznych. Bylo to znacznie bardziej wymowne i dramatyczne nie stylizowany kostium bohaterek literackich i historycznych, ktory milosne cierpienie zamykal w granicach historii ludzkiej.

Tymczasem w wierszach Poswiatowskiej milosc, tak jak zycie i smierc, nie dotyczy tylko swiata ludzkiego. Milosc jest zasada istnienia, funkcjonujaca na roznych poziomach biologicznej organizacji. Przez to milosc upodobnia nas do innych form zycia. Czesto spotkac wiec mozna w wierszach poetki wyznanie podobne do tego:

W twoich doskonalych palcach
jestem tylko drzeniem
Spiewem lisci
pod dotykiem twoich cieplych ust

("Hymn balwochwalczy")
Nie jest to jednak, jak pisali krytycy, czysty biologizm czy somatyzm. Nie chodzi przeciez o to, by pozbawic milosc duchowosci. To odniesienie do drzew i lisci jest innym sposobem uswiecenia Erosa. Uswieceniem bardziej pierwotnym niz wyniesienie duchowe. Uswieceniem rytualnym. W poezji Poswiatowskiej milosc jest rytualem; jest polaczeniem indywidualnych potrzeb - owo "pragne" - i ogolnych regul istnienia; jest polaczeniem dazenia prywatnego, intymnego z porzadkiem uniwersalnym. Tym, jak sie zdaje, rytualnym charakterem milosci mozna tlumaczyc czeste w poezji Poswiatowskiej sytuacje przygladania sie milosnemu zblizeniu, ktore oczywiscie nie maja nic wspolnego z voyeryzmem:
i szybciej niz plynie woda
wziales moje rece i skrepowales je
pocalunkami

a potem - byla czeremcha
i czeremcha
patrzyla -

("Hymn balwochwalczy")
Rytual nie moze spelniac sie, bez swiadkow. Rytual milosny jest aktem egzystencjalnej wiezi ze swiatem przyrody. Zawsze przekracza granice doznania indywidualnego. Jest takie aktem ofiarniczym, wyzwalajacym uczucia o silnym natezeniu: bol i ekstaze.

W pozniejszych tomikach poezji ( dzien dzisiejszy, 1963; Oda do rak, 1966; posmiertny tom jeszcze jedno wspomnienie, 1968) Poswiatowska wydobywa podobienstwo milosci i smierci. Oba akty egzystencjalne prowadza w strone pozaindywidualnego. Oba sa przerazajace w swej imperatywnosci, oba w jakims sensie zagrazaja podmiotowi, choc w roznym stopniu, oba sa nie chciane i upragnione. Oba sie uzupelniaja:

ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydlami
nie szarp sie
nakarmie cie ziarnem smierci
zasniesz

("jeszcze jedno wspomnienie")

* * *

Interesujacy jest stosunek Poswiatowskiej do innych poetek uprawiajacych liryke milosna. Na ogol przeciwstawia sie ja zarowno bardziej wystylizowanej Pawlikowskiej, jak i bardziej doslownej Swirszczynskiej. Wydaje sie, ze na podkreslenie zasluguja takie podobienstwa. Jest ich zadziwiajaco wiele. Z Pawlikowska autorke "Hymnu balwochwalczego" laczy szukanie sily w pozaindywidualnym porzadku przyrody i wynikajaca stad nieostatecznosc smierci. Poswiatowska wierzy, tak jak jej wie poprzedniczka, ze mozna:

rozgarniajqc kwitnaca ziemie
odgrzebac klacze pocalunkow
jak klqcze traw

("jeszcze jedno wspomnienie")
W duchu poznej Swirszczynskiej brzmia takie wiersze jak ten, mowiacy o erotycznym napieciu, niezaleznym od spelnienia:
nie wiem co kocham bardziej
ciebie czy teknote za toba
czy pocalunki czy pragnienie pocalunkow

("jeszcze jedno wspomnienie")
Trzeba jednak od razu dodac, ze ten ostatni wiersz nie jest najbardziej typowy dla Poswiatowskiej. Wlasna seksualnosc rozpoznaje poetka najczesciej jako potrzebe fizycznego kontaktu. Kochankowie pelnia funkcje muz, a ich ciala staja sie przedmiotami najtkliwszych opisow meskiej urody w calej polskiej literature "twoje biodra / zadowolilyby smak estetyczny / rozkapryszonych ksiezniczek" napisze poetka w jednym z wierszy.

Mozna zatem powiedziec bez wielkiej przesady, ze poezja Poswiatowskiej laczy w sobie, mieszajac we wlasciwych proporcjach, rozne elementy kobiecej liryki milosnej: zauwazalne nie tylko w poezji Pawlikowskiej, ale takze w wierszach Szymborskiej wyjscie poza antropocentryzm, bliska Swirszczyfiskiej kreatywnosc kobiecego erotyzmu, ktory nie zawsze dazy do spelnienia fizycznego, czasami zamienia sie w poezje, w wiersz - okret, plynacy po niezmierzonym oceanie slow:

zamknieta w lupinie drewna
jestem cudownie wolna
nie kocham nikogo
i niczego"
("Oda do rak")
Poswiatowska posluguje sie tymi elementani, niektore z nich wspoltworzy. Krancowo niesentymentalna, a nawet nieromantyczna wprowadza do poezji polskiej nowy element - motyw ciala zrytualizowanego, uswieconego w misterium milosci i umierania.


Tygodnik Powszechny 1, 3 stycznia 1999








Copyright © 1997-1999 Zwoje