

Tymczasem w wierszach Poswiatowskiej milosc, tak jak zycie i smierc, nie dotyczy tylko swiata ludzkiego. Milosc jest zasada istnienia, funkcjonujaca na roznych poziomach biologicznej organizacji. Przez to milosc upodobnia nas do innych form zycia. Czesto spotkac wiec mozna w wierszach poetki wyznanie podobne do tego:
W twoich doskonalych palcachNie jest to jednak, jak pisali krytycy, czysty biologizm czy somatyzm. Nie chodzi przeciez o to, by pozbawic milosc duchowosci. To odniesienie do drzew i lisci jest innym sposobem uswiecenia Erosa. Uswieceniem bardziej pierwotnym niz wyniesienie duchowe. Uswieceniem rytualnym. W poezji Poswiatowskiej milosc jest rytualem; jest polaczeniem indywidualnych potrzeb - owo "pragne" - i ogolnych regul istnienia; jest polaczeniem dazenia prywatnego, intymnego z porzadkiem uniwersalnym. Tym, jak sie zdaje, rytualnym charakterem milosci mozna tlumaczyc czeste w poezji Poswiatowskiej sytuacje przygladania sie milosnemu zblizeniu, ktore oczywiscie nie maja nic wspolnego z voyeryzmem:
jestem tylko drzeniem
Spiewem lisci
pod dotykiem twoich cieplych ust
("Hymn balwochwalczy")
i szybciej niz plynie wodaRytual nie moze spelniac sie, bez swiadkow. Rytual milosny jest aktem egzystencjalnej wiezi ze swiatem przyrody. Zawsze przekracza granice doznania indywidualnego. Jest takie aktem ofiarniczym, wyzwalajacym uczucia o silnym natezeniu: bol i ekstaze.
wziales moje rece i skrepowales je
pocalunkami
a potem - byla czeremcha
i czeremcha
patrzyla -
("Hymn balwochwalczy")
W pozniejszych tomikach poezji ( dzien dzisiejszy, 1963; Oda do rak, 1966; posmiertny tom jeszcze jedno wspomnienie, 1968) Poswiatowska wydobywa podobienstwo milosci i smierci. Oba akty egzystencjalne prowadza w strone pozaindywidualnego. Oba sa przerazajace w swej imperatywnosci, oba w jakims sensie zagrazaja podmiotowi, choc w roznym stopniu, oba sa nie chciane i upragnione. Oba sie uzupelniaja:
ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydlami
nie szarp sie
nakarmie cie ziarnem smierci
zasniesz
("jeszcze jedno wspomnienie")
Interesujacy jest stosunek Poswiatowskiej do innych poetek uprawiajacych liryke milosna. Na ogol przeciwstawia sie ja zarowno bardziej wystylizowanej Pawlikowskiej, jak i bardziej doslownej Swirszczynskiej. Wydaje sie, ze na podkreslenie zasluguja takie podobienstwa. Jest ich zadziwiajaco wiele. Z Pawlikowska autorke "Hymnu balwochwalczego" laczy szukanie sily w pozaindywidualnym porzadku przyrody i wynikajaca stad nieostatecznosc smierci. Poswiatowska wierzy, tak jak jej wie poprzedniczka, ze mozna:
rozgarniajqc kwitnaca ziemieW duchu poznej Swirszczynskiej brzmia takie wiersze jak ten, mowiacy o erotycznym napieciu, niezaleznym od spelnienia:
odgrzebac klacze pocalunkow
jak klqcze traw
("jeszcze jedno wspomnienie")
nie wiem co kocham bardziejTrzeba jednak od razu dodac, ze ten ostatni wiersz nie jest najbardziej typowy dla Poswiatowskiej. Wlasna seksualnosc rozpoznaje poetka najczesciej jako potrzebe fizycznego kontaktu. Kochankowie pelnia funkcje muz, a ich ciala staja sie przedmiotami najtkliwszych opisow meskiej urody w calej polskiej literature "twoje biodra / zadowolilyby smak estetyczny / rozkapryszonych ksiezniczek" napisze poetka w jednym z wierszy.
ciebie czy teknote za toba
czy pocalunki czy pragnienie pocalunkow
("jeszcze jedno wspomnienie")
Mozna zatem powiedziec bez wielkiej przesady, ze poezja Poswiatowskiej laczy w sobie, mieszajac we wlasciwych proporcjach, rozne elementy kobiecej liryki milosnej: zauwazalne nie tylko w poezji Pawlikowskiej, ale takze w wierszach Szymborskiej wyjscie poza antropocentryzm, bliska Swirszczyfiskiej kreatywnosc kobiecego erotyzmu, ktory nie zawsze dazy do spelnienia fizycznego, czasami zamienia sie w poezje, w wiersz - okret, plynacy po niezmierzonym oceanie slow:
zamknieta w lupinie drewnaPoswiatowska posluguje sie tymi elementani, niektore z nich wspoltworzy. Krancowo niesentymentalna, a nawet nieromantyczna wprowadza do poezji polskiej nowy element - motyw ciala zrytualizowanego, uswieconego w misterium milosci i umierania.
jestem cudownie wolna
nie kocham nikogo
i niczego"
("Oda do rak")
Tygodnik Powszechny 1, 3 stycznia 1999

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||