REFLEKSJE
O MARTYROLOGICZNEJ
ETNOLATRII ŻYDOWSKIEJ





ANDRZEJ M. KOBOS



W roku 1996 w Edmonton, Alberta, Canada pewna moja znajoma i ja rozmawialiśmy z Jerzym Hedingerem (zm. 2003 r.), dawnym marynarzem, w roku 1939 oficerem na okręcie podwodnym ORP "Wilk". W pewnym momencie Jolanta powiedziała do niego: "To musi być straszna śmierć w okręcie podwodnym". Jerzy odpowiedział jej: "każda śmierć jest straszna, proszę panią". Jest to prawda.

Od tego jednak czasu, owa odpowiedź Jerzego przychodzi mi na myśl, ilekroć zastanawiam się nad Shoah – Holocaustem – Zagładą Żydów. Wówczas ogarniają mnie wątpliwości, czy rzeczywiście każda straszna śmierć jest jednakowa z perspektywy zarówno ginącej ofiary jak i tych, którzy przychodząc już po owej śmierci, patrzą na nią z zewnętrza czasowego i przestrzennego.

Nikt już nigdy nie dowie się czy ginący wówczas Żyd, Żydówka, żydowskie dziecko, mieli poczucie straszliwej wyjątkowości swojej śmierci, czy nie. Możemy tylko na ten temat snuć porażające wręcz przypuszczenia, możemy pisać o tym, jak to odczuwamy my, którzy żyjemy później, z zewnątrz.

Martyrologiczna etnolatria żydowska, czyli czczone poczucie wyłączności żydowskiej martyrologii, niewątpliwie istnieje. Wielu, być może nawet większość Żydów, nie tylko tych ocalałych z Shoah, jest przekonanych o uświęconej wyjątkowości, wręcz jedyności żydowskiego cierpienia. Wielu z nich w jakimś sensie stało się strażnikami pamięci o tej wyjątkowości martyrologii narodu żydowskiego i przestrogi z żydowskiej Zagłady.

W odpowiedzi na to, inni, nie-Żydzi, których rodacy czy współziomkowie również ginęli tysiącami, nawet milionami straszną śmiercią, reagują zaprzeczeniem, wyłuszczaniem kontr-argumentów, wręcz wrogością. Twierdzą, że o martyrologii innych, np. Polaków, zbyt łatwo się zapomina. Żydzi zresztą często płacą za to swoje poczucie martyrologicznej wyłączności cenę niepopularności. Sami odpowiadają czasem agresywną demagogią. W tych warunkach zwykle rodzi się konflikt.

O martyrologii Polaków, lub innych narodowości, nie wolno zapomnieć. Jednakże, w mojej, a myślę, że nie tylko mojej, opinii problem leży w niezrozumieniu tego, czym było Shoah, a wielu przypadkach (szczególnie wśród Polaków) wręcz w niechęci do podjęcia chociażby próby takiego zrozumienia. Poniżej, spróbuję przedstawić kilka moich myśli o żydowskiej etnolatrii martyrologicznej, w kontekście żydowskiej śmierci w Shoah.


* * *


Shoah – Holocaust – Zagłada była Zagładą Żydów. Była wcześniej i dobrze zaplanowaną i systematycznie, otwarcie, na zimno, prawie że do końca przeprowadzoną zagładą całego żydowskiego narodu w Europie, Europie o tradycji chrześcijańskiej. Zagładą tego narodu tylko dlatego, że był narodem żydowskim. Takiej motywacji bezwzględnej zagłady całego narodu niemieccy naziści nie mieli wobec nikogo innego.

Żydzi podczas Shoah NIE ginęli (jak miliony innych) w walce, w wyniku represji nazistowskich, brutalnych akcji zastraszania albo odwetu, w wyniku "oczyszczania" jakiegoś terytorium z elementu nie-niemieckiego (np. dla osadników niemieckich), w podziemiu, przez zbieg nieszczęśliwych okoliczności, bo znaleźli się gdzieś w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, za przekroczenie drakońskich przepisów okupacyjnych, za niedostarczenie kontyngentu, z powodu epidemii albo masowego głodu.

Inni ludzie, w tym miliony Polaków, którzy zginęli z takich właśnie przyczyn, byli ofiarami nazistowskiego, nazwijmy to po imieniu – niemieckiego, ludobójstwa. Inni zginęli w wyniku ludobójstwa sowieckiego. W ludobójstwie, te dwa systemy totalitarne nie różniły się zbytnio. Są nawet podstawy, aby twierdzić, że hitleryzm w swojej maszynerii zbrodni zapożyczył był wiele z systemu leninowsko-stalinowskiego.

Żydzi w Shoah ginęli tylko dlatego, z tej jedynej przyczyny, że byli Żydami – na równi: mężczyźni i kobiety, dorośli i dzieci, starcy i niemowlęta, zdrowi i kalecy. Ich śmierć, żydowska śmierć, była jedyna w swojej nierozróżnialnej masowości, bezwyjątkowej straszliwości przyczyny, w pozbawieniu ich nawet cienia godności umierania.




Patrząc "na zimno", wydać może się jakąś groteskową makabrą "licytowanie się" czyja śmierć była lepsza, a czyja gorsza; rzeczywiście, każda śmierć jest straszna.

Nie mniej jednak, żadna inna nacja, Polaków włączając, nie była przez nazistów i ich pomocników, mordowana bez wyjątku, dla samej, zaplanowanej szybkiej zagłady tejże nacji. Żadni inni, przed pójściem na śmierć nie musieli porzucać swoje dzieci i niemowlęta u obcych (często za zapłatą), jeżeli chcieli uchwycić się jedynej szansy przetrwania swojego potomstwa, w dodatku często za religijną cenę chrztu. U żadnych innych zagłada nie pochłaniała WSZYSTKICH. Nawet często wymieniani w tym kontekście Cyganie nie podlegali tak bezwzględnej zagładzie. Ludzie, zwykli ludzie, z żadnej innej nacji nie musieli ukrywać się przez 24 godziny na dobę, dla żadnych innych pojawienie się na ulicy nie groziło pewną śmiercią, jeżeli dostrzegł ich Niemiec, lub zostali Niemcom wydani. Żadni inni nie musieli mieć pewności, że przeżycie ich raz dostrzeżonych zależało tylko od tego, czy zostaną wydani, czy nie, a zakładać musieli, że zostaną. Wobec żadnych innych nie było tysięcy chętnych pomocników w ich zagładzie, chętnych katów Hitlera ) w całej okupowanej albo kolaborującej Europie: na Litwie, Łotwie, Ukrainie, w Polsce, na Węgrzech, w Rumunii, w Kroacji, Serbii, w Holandii, Francji. Żadnym innych w masowych egzekucjach (które wobec tych innych również były liczne) nie kazano rozbierać się do naga przed śmiercią, odbierając im ostatnią godność w umieraniu, żadnych innych tysiącami nie przysypywano w dołach żywych, ledwo postrzelonych (jak Kownie czy Babim Jarze), żadnych innych nie topiono w niegaszonym wapnie (jak w Borysławiu). Żadnych innych nie wywieziono z Warszawy wprost do gazu w Treblince. Żadnych innych całymi rodzinami nie wieziono przez pół Europy do Auschwitz-Birkenau. Żadnych innych, nie posyłano tam w ogromnej większości wprost z rampy kolejowej do komór z Zyklonem-B, najpierw jednak zdzierając z nich odzież, kobietom obcinając włosy, odbierając buty, okulary i protezy, żadnym innym martwym nie wyrywano zębów ze złotymi koronami. Żydzi (w przeciwieństwie np. do Polaków) nie byli uznani przez nazistów za podludzi, przeznaczonych do niewolniczej pracy; Żydzi zostali uznani przez nich za jakieś wręcz stwory przeznaczone do całkowitej zagłady, do puszczenia z dymem krematoriów i rozsypania resztek ich popiołów w rowach gigantycznych cmentarzysk obozów zagłady. Niekiedy jeszcze na żywy materiał dla nie tylko zbrodniczych ale i bezsensownych eksperymentów pseudomedycznych czy biologicznych..

Żadni inni, poza Żydami, nie mieli poczucia kompletnej bezsilności, beznadziejności, obojętności innych, zupełnego porzucenia przez wszystkich w ich Zagładzie. U wielu było to nawet poczucie porzucenia przez Jedynego Boga, któremu byli tak uparcie wierni do końca. Bóg ich nie słuchał.

Nie wymieniam tego katalogu zbrodni dla podkreślenia horroru śmierci sześciu milionów Żydów. Wymieniam go dla podkreślenia wyjątkowości ich śmierci, cierpienia (nie tylko fizycznego) przed tą śmiercią, pozbawienia milionów elementarnej ludzkiej godności umierania, szanowanej na ogół nawet wśród zwierząt.




Inni również ginęli milionami, ale w innych warunkach, przez wojnę, nawet jeżeli także w Auschwitz, za jakąś w szerokim pojęciu Sprawę. Żydzi, poza powstaniem w Getcie Warszawskim, które było, jak mówi Marek Edelman, "wyborem godnego sposobu umierania", zostali prawie doszczętnie zgładzeni tylko dlatego, że byli Żydami.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wasza śmierć – wy twarzą w twarz
witacie się w pół drogi,
nasza śmierć – to skryta śmierć
kopana w masce trwogi.
Wasza śmierć – zwyczajna śmierć,
człowiecza i nietrudna,
nasza śmierć – śmietnicza śmierć,
żydowska i – paskudna.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Władysław Szlengel: Dwie śmierci, 1942.


* * *


Istnieje jeszcze inny aspekt wyjątkowości żydowskiego cierpienia. Shoah było straszliwą kulminacją systematycznego (z nielicznymi przerwami) prześladowania Żydów w całej prawie chrześcijańskiej Europie. Żydzi, uparcie tkwiący w swojej ściśle monoteistycznej religii, przez prawie 19 stuleci padali ofiarą chrześcijańskiej (katolickiej a później i protestanckiej) nietolerancji religijnej, podsycanej szczególnie w okresach zbiorowych zagrożeń społecznych. Pozbawieni przez Kościół "łaski zbawienia", uważani byli za nieomal nie-ludzi, traktowani z pogardą. Nikt inny poza Żydami nie doświadczył przez wiele stuleci w Europie (w zasadzie z chwalebnym wyjątkiem Polski w XIV-XVII wieku) całkowitej separacji, ghett, szału mordowania przez gromadzących się krzyżowców, totalnej ekspulsji z różnych krajów, "blood libels", głównej furii inkwizycji, pogromów, plądrowania świątyń oraz palenia świętych zwojów i ksiąg, propagandy poniżania, wręcz nienawiści religijnej i rasowej. Wcześniejsze, czy późniejsze żydowskie próby asymilacji nie powiodły się, może tylko z wyjątkiem Holandii. Żydzi w Europie, nawet ci bogaci, zawsze pozostali tymi gorszymi. Shoah w XX wieku, stało się ostateczną klęską "Haskalah" – nie jako ruchu, ale żydowskiej koncepcji asymilacji, która miała zakończyć antysemityzm. Jeżeli nawet nie wynikło to z chrześcijaństwa to nastąpiło w jego otoczeniu.

Dzisiaj Kościół w oficjalnych dokumentach sam przyznaje, iż to chrześcijaństwo posiało ziarna XX-wiecznej Zagłady Żydów (nawet jeżeli wykonanej głównie przez "pogański" nazizm) i wyrobiło postawy chrześcijan, które doprowadziły (mówiąc eufemistycznie) do „zaniedbania obowiązków chrześcijańskich". Shoah było nie tylko „porażką" chrześcijaństwa, to był wynik chrześcijaństwa, zapewne niezamierzony, chociaż Kościół, nie tylko na szczytach, milczał podczas Zagłady, być może z przerażenia tylko. W praktyce niestety, niecałe sześćdziesiąt lat temu, to „zaniedbanie" rozciągało się na w całe spektrum postaw ludzkich: od obojętności, poprzez korzystanie z okazji do wzbogacenia się, do czynnej, zbrodniczej współpracy w Zagładzie. Podczas drugiej wojny światowej żadna inna nacja nie doświadczyła wobec siebie takiego postępowania zwykłych ludzi. Sprawiedliwych, ratujących, było niewielu.


* * *


Shoah stanowi dla Żydów (i dla nie-Żydów również) niezwykłe wyzwanie psychologiczne, moralne, historyczne (co do miejsca w historii), nawet religijne.

Rabin Ephraim Oshry, jeden z nielicznych Żydów ocalałych z ghetta w Kownie, opisuje ) że w kilka dni po masakrze, w której Niemcy zastrzelili ponad 10 tysięcy Żydów, nagich, stojących nad rowami koło Dziewiątego Fortu, i zasypali, wielu żywcem, pewien ortodoksyjny Żyd zwrócił się do niego z pytaniem, czy jest właściwym odmawiać za nich Kadysz, ponieważ i tak byli męczennikami. Rabin Oshry, powołując się na precedens po dawnym pogromie w Pradze, zawyrokował, że chociaż ci męczennicy osiągnęli taki stopień świętości, że nikt nie może równać się z nimi duchowo, Kadysz za nich odmawiać jednak należy.

Jeżeli zastanowić się nad tym głębiej, nawet nie wdając się w szczegóły liturgii judaistycznej, wątpliwości owego pytającego nie były bez podstaw: "cóż już my możemy im pomóc u Wszechmogącego po takim ich doświadczeniu woli boskiej".

"Jak możemy składać dziękczynienia kiedy pamiętamy Treblinkę?
Tylko cisza przemawia dość głośno za nasze miliony, które pognano w otchłań.
Byliśmy tam, gdzie Cię nie znaleźliśmy..."


(Jedna z medytacji szabasowych, Gates of Prayer Siddur)

Toteż przez wiele lat po Shoah większość ocalałych Żydów wolała milczeć o tym co się stało. Zbyt bolesne, wręcz wstydliwe były prześladujące ich wspomnienia, zbyt ciężkie do pojęcia było to, co się stało. Trudno, żeby było inaczej. Żydzi nadal zmagają się z tym problemem, jak również z problemem, zachowania na zawsze pamięci i przestrogi Shoah, a nawet z implikacjami społeczno-politycznymi dla życia niepodległego państwa żydowskiego – Izraela. Zajmie jeszcze długo, zanim następne pokolenia rozwiążą skomplikowany, wielopłaszczyznowy problem żydowskiego podejścia do Shoah. Żydzi nie tylko przetrwali tysiąclecia, ale zawsze próbowali znaleźć odpowiedzi wobec problemów moralnych, nawet jeżeli tylko w ramach swojej społeczności, próbowali zmieniać, chociażby tylko mentalnie lub intelektualnie, ustalony sposób myślenia, ustalony porządek rzeczy. W większości przypadków to się im udawało. Podobnie zapewne będzie z problemem ich podejścia do Shoah.

* * *


Wracając do zdań otwierających moje rozważania: Każda śmierć jest w czystym efekcie taka sama, każda śmierć jest straszna, ale żydowska śmierć podczas Shoah była wyjątkowa. I to daje podstawy do żydowskiej martyrologicznej etnolatrii, do wyjątkowej wrażliwości Żydów na postawy ludzkie wobec Shoah i na ciągle obecne objawy nienawiści i antysemityzmu. Jakkolwiek, pamiętając masową i straszną śmierć innych w okresie wojny, w tym potworną martyrologię Polaków, może ta etnolatria wydawać się trudna do przyjęcia, a nawet irytująca – warto poważnie zastanowić się nad jej przyczynami i spróbować ją zrozumieć.

Maj, 1999





Bezpośrednim impulsem do napisania tego szkicu była moja korespondencja z Panem Konstantym Gebertem. Dziękuję Mu za tę inspirację.

(*) Jest to określenie wprowadzone przez amerykańskiego historyka Daniela Goldhagena: "Hitler's willing executioners."

(**) Jeden z zapisów tragedii Shoah w fotografiach dokumentalnych dostępny jest w Internecie pod adresem http://www.zwoje-scrolls.com/shoah/










Copyright © 1997-
2007 Zwoje